Znaleziono 0 artykułów
28.02.2018

Prof. Lech Majewski: Plakat ma uwieść każdego

Okładka albumu „Oto sztuka polskiego plakatu” (Fot. wydawnictwo BOSZ)

Plakat musi śpiewać, krzyczeć, uwodzić. Historię jego nadwiślańskiej kariery prezentuje wydany właśnie album „Oto sztuka polskiego plakatu”. Jego autorzy, historyczka sztuki dr hab. Dorota Folga-Januszewska oraz projektant prof. Lech Majewski, udowadniają, że rodzimy plakat ma nie tylko ciekawą przeszłość, ale też obiecującą, silnie kobiecą przyszłość. 

Żeby porozmawiać o najsłynniejszej polskiej „marce” grafiki użytkowej, odwiedziłam profesora Majewskiego w prowadzonej przez niego Pracowni Komunikacji Wizualnej i Projektowania Plakatu na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Monumentalny, 600-stronicowy album „Oto polska sztuka plakatu”, nad którym się pochylamy, jest o tyle wyjątkowy, że jego autorzy postanowili prześledzić wszystko, co działo się z polskim plakatem i jego „przodkami” – od XVII wieku aż do 2014 roku.

Fragment albumu „Oto sztuka polskiego plakatu” (Fot. wydawnictwo BOSZ)

Pokazujemy, że plakat nie urodził się dopiero po Drugiej Wojnie Światowej – mówi Lech Majewski.Zachwyciły mnie np. kapitalne rzeczy z kolekcji lwowskiej, z lat 20. i 30. Z powodu rozwiązań graficznych i typograficznych, niektóre z nich do dzisiaj z powodzeniem funkcjonowałyby jako współczesne druki, bo teraz wszyscy projektanci ścigają się właśnie w wyszukiwaniu nowych fontów. Także już niektóre XVII i XVIII-wieczne druki to wczesne „preplakaty”, jak np. afisze spektakli teatralnych, czy wręcz cyrkowych, wystawianych na elekcje królów. Albo rozsyłane po świecie grafiki Marcella Bacciarellego.

Fragment albumu „Oto sztuka polskiego plakatu” (Fot. wydawnictwo BOSZ)

Cisza wśród wrzasku

Na wystawę w Poznaniu zaprojektowałem kiedyś afisz „Plakat musi śpiewać”, bo to słowa, które wypowiedział genialny Jan Lenica: plakat ma przekazywać informacje, ale jednocześnie nie może zginąć na ulicy – wyjaśnia profesor. – Mój nauczyciel, Henryk Tomaszewski, mawiał dosadniej: plakat jest trochę jak prostytutka albo żigolak, ma każdego uwieść. Bo jak nie działa, to lepiej, żeby nie istniał. I wcale nie musi być to ogłuszający wrzask. Czasem w natłoku obrazów wystarczy coś prostego, czarno-białego, by zatrzymać nasz wzrok. Japończycy robili nawet takie eksperymenty.

Fragment albumu „Oto sztuka polskiego plakatu” (Fot. wydawnictwo BOSZ)

Według Majewskiego, plakaty powinny zawsze powstawać dla konkretnego odbiorcy: – Ukułem kiedyś zdanie, że plakat może nie zmienia świata, ale jest świetnym zapisem czasu, miejsca i zdarzenia. I od tego wszystko powinno się zaczynać – od przekazania informacji „tu i teraz”, nawet jeśli ma potem trafić do galerii. W okresie komuny wszystkie aluzje, niedopowiedzenia, przenośnie, metafory pokazywane przez grafików były „odkodowywane” przez naszą mentalność, bo społeczeństwo już od czasów rozbiorów było nauczone czytać między wierszami u Matejków i Malczewskich. Także w poezji, literaturze. Dorota Folga-Januszewska pokazuje w książce, jak wszystkie te dziedziny stworzyły podwaliny pod rozwój unikalnego polskiego plakatu.

Jego rozgłos podtrzymywało od 1966 roku Międzynarodowe Biennale Plakatu w Warszawie, a temu czarowi ulegli m.in. Francuzi, Amerykanie, Japończycy oraz Chińczycy.

Królowie grafiki

Projekty powojennych gigantów, jak Henryk Tomaszewski, Jan Lenica, Józef Mroszczak, Jan Młodożeniec, Wojciech Zamecznik, Waldemar Świerzy i wielu innych, choć powstawały w odpowiedzi na konkretne zapotrzebowanie chwili (premiery filmów, spektakli teatralnych i cyrkowych, afisze BHP), na stałe wniknęły w obieg artystyczny, nie tylko galeryjny, ale też w żywą tkankę pop-kultury.

Fragment albumu „Oto sztuka polskiego plakatu” (Fot. wydawnictwo BOSZ)

I tak na przykład graficzne znaki autorstwa Tomaszewskiego po latach trafiły na ubrania francusko-japońskiej marki COMME des GARÇONS (printy dla nich projektuje dziś Filip Pągowski – syn Tomaszewskiego i zarazem jego uczeń). Z kolei bohaterowie komedii Nancy Meyer „Czego pragną kobiety” (2000), amerykańscy pracownicy reklamy, przeżywali miłosne perypetie na tle okazów polskiej szkoły plakatów, z „Cyrkiem” Huberta Hilschera czy afiszem LOT-u Tadeusza Trepkowskiego z połowy XX wieku na czele. A kiedy w 2010 roku, w filmie Mike’a Millsa „Debiutanci”, po apartamencie snuł się wrażliwiec grany przez Ewana McGregora, widzowie mogli zaobserwować na ścianach kolekcjonerskie plakaty znad Wisły, w tym choćby zapowiedź pamiętnej „Wielkiej majówki” z lat 80. (proj. Maria Ihnatowicz).

Fragment albumu „Oto sztuka polskiego plakatu” (Fot. wydawnictwo BOSZ)

Znane z przeszłości plakatowe motywy – w filmach i w życiu, są niczym znak estetycznego wtajemniczenia oraz idealna scenografia życia inteligentów, kolekcjonerów albo copywriterów o artystycznych ambicjach. Także dzisiejsi młodzi, polscy graficy, jak np. Edward Bąk, duet Homework (Joanna Górska i Jerzy Skakun) czy Justyna Czerniakowska trafiają ze swoimi plakatami festiwali czy spektakli teatralnych (bo niestety raczej już nie filmów) na ściany współczesnych wnętrz.

Plakat to skręt mózgu

Na czym polega fenomen polskiego plakatu, który do dziś trafia do licznych kolekcji i „wykładany” jest na artystycznych uczelniach od Ameryki Południowej po Japonię?

Lech Majewski: – To byli indywidualiści. W porównaniu np. ze szkołą szwajcarską, która była pewnego rodzaju przewidywalnym schematem, oni dokładali do tego emocjonalne podejście. Stworzyli innowacyjny plakat filmowy, działający skrótem, malarskim gestem, użyciem fotografii. Jak powiedział mój przyjaciel, czeski grafik Karel Míšek: polski plakat to jest skręt mózgu. Był jednym z tych, którzy przyjechali na staż do Tomaszewskiego, skuszeni popularnością polskiej szkoły plakatu. Zajęcia na akademii polegały na doszukiwaniu się sensu i pozbywaniu się wszystkiego, co jest dekoracją – miało być tylko sedno. Wtedy ważny był pomysł, do którego dobierało się środki. Dziś stawiamy przede wszystkim na kształtowanie osobowości, na posługiwanie się własnym językiem. To ważne, biorąc pod uwagę, że w samym Tokio co roku uczelnie opuszcza 40 tysięcy młodych grafików!

Fragment albumu „Oto sztuka polskiego plakatu” (Fot. wydawnictwo BOSZ)

Współczesny polski plakat po zapaści wczesnych lat 90. ma się znów świetnie. Nowy powiew zauważa profesor Majewski, który deklaruje: – Jestem feministą! I dodaje: – Kiedyś plakat był specjalnością męską. Sporo studiowało zdolnych dziewcząt, które niestety znikały, porzucały sztukę dla rodziny i ciężar życia codziennego je przytłaczał. Uważam, że teraz nadszedł czas kobiet! Moja asystentka, Justyna Czerniakowska, to znakomita graficzka i pedagożka. Mam też piekielnie zdolne studentki, które biją tych wszystkich facetów wielokrotnie na głowę! One inaczej to czują, mają większy rozmach kolorystyczny, są silnymi osobowościami. Bardzo im kibicuję.

„Oto Polska sztuka plakatu”, wyd. BOSZ

Anna Sańczuk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę