Znaleziono 0 artykułów
18.10.2018

Prywatna archeologia

Mirosław Bałka (Fot. Getty Images)

Projekt „1/1/1/1/1” Mirosława Bałki zainauguruje działalność wrocławskiej przestrzeni galeryjnej Op enheim. Na wystawę objętą opieką kuratorską Andy Rottenberg artysta wykreował cztery neony, które układają się w słowo „ojczyzna” w języku polskim, niemieckim, hebrajskim i po łacinie.

W 1985 roku na zaproszenie Mirosława Bałki grupa profesorów stołecznej Akademii Sztuk Pięknych przyjechała autobusem do podwarszawskiej wsi Żuków. Do wyznaczonego miejsca – popadającego w ruinę domu krytego strzechą – musieli przejść jeszcze kawałek piechotą. Po drodze niepostrzeżenie wyminął ich na rowerze artysta w białych rękawiczkach. Wewnątrz opustoszałego domostwa czekała na przybyłych rzeźba przedstawiająca chłopca w stroju z pierwszej komunii, pozującego jakby wbrew sobie, do pamiątkowej fotografii. W blacie stołu, o który wspierał się dłonią, zatopione zostało oryginalne zdjęcie z komunii Bałki. Dwaj chłopcy stojący w progu izby wręczali akademickim gościom szpilki, by ci mogli wbić je w krawiecką poduszeczkę w kształcie serca przyczepioną do piersi cementowej figury. 

Tak właśnie przebiegała praca dyplomowa Mirosława Bałki „Pamiątka Pierwszej Komunii Świętej”. Debiutant wykreował nie tyle rzeźbę, co wydarzenie, którego narracja splatała kościelny sakrament z aktem wkroczenia w artystyczną dojrzałość. Oba rytuały przejścia naznaczał emocjonalny ciężar. Związany, jak pisał Bałka, „ze wstydem spowiedzi, upokorzeniem pokuty i bolesnym skrępowaniem wynikłym z konsumpcji ciała i krwi Pańskiej”. A także z ukłuciem profesorskiej krytyki, przede wszystkim jednak z lękiem przed odpowiedzialnością za sztukę, której doświadczanie stanie się udziałem nie tylko jego samego, ale i innych. Z czasem ten świeżo pasowany na artystę wizjoner stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych protagonistów polskiej oraz światowej sztuki. Pięciokrotnie występował na weneckim Biennale, w tym w 1993 roku jako reprezentant Polski. Uczestniczył w Biennale w Sydney, São Paulo, Liverpoolu i Santa Fe. Jego realizacje znajdują się w kolekcjach wielu prestiżowych instytucji – od San Francisco Museum of Modern Art po The National Museum of Art w Osace, od helsińskiej Kiasma do The Israel Museum w Jerozolimie. 

Anda Rottenberg i Mirosław Bałka (Fot. Materiały prasowe Op enheim)

Cielesność bez ciała

U progu lat 90. język wizualny Bałki uległ zmianie. Figurację (cechującą takie prace, jak choćby „Św. Wojciech”, „Czarny papież i czarna owca”, „Chłopiec i orzeł”, a obecną także w działaniach kolektywu Neue Bieriemiennost' współtworzonego z Mirosławem Filonikiem i Markiem Kijewskim w latach 1985-1989) zastąpiła abstrakcyjna leksyka. I choć w centrum zainteresowania artysty pozostał człowiek, to przyjął on wyabstrahowaną formę. W repertuar plastycznych środków Bałki wpisały się m.in. filc, popiół, mydło czy igliwie, jak również sól zawarta we łzach lub lastryko, z którego wykonuje się nagrobki. Z tworzyw tych (nierzadko pospolitych, efemerycznych, acz obarczanych ładunkiem emocjonalnym i symbolicznym) powstały egzystencjalne w wymowie rzeźby. Skojarzenia te wynikają jednak nie tylko z substancjalnych właściwości zastosowanych materiałów, lecz także z nadawanej im niekiedy określonej temperatury (zbliżonej do ciepłoty ciała) lub wymiarów (bazujących na proporcjach sylwetki artysty). I tak na przykład, praca „32x25x22” z 1990 roku to zwykła deska obleczona poduszką elektryczną nagrzaną do 37 stopni Celsjusza, a więc do stanu podgorączkowego. Antropomorficzne, a właściwie antropometryczne, rzeźby odznaczają się niezwykłą prostotą porównywaną przez krytyków do minimalizmu. Ale dzieła Bałki mają niewiele wspólnego z wyzutym z uczuć minimal artem. Ich ascetyczne formy to metonimie kruszejącego ciała, przemijającego życia, odwiedzonych miejsc, wspomnień zaklętych w rzeczach, osobistych i uniwersalnych doświadczeń, pozostawiających trwałe, (nie)materialne ślady.

Instalacja autorstwa Mirosława Bałki (Fot. Marcin Rutkiewicz/REPORTER, East News)

W jądrze ciemności

Wydarzeniem, które w 2009 roku przyniosło Bałce światowy rozgłos, był udział w cyklu „Unilever Series” w londyńskiej Tate Modern. Wcześniej uczestniczyli w nim m.in. Louise Bourgeois, Anish Kapoor, Olafur Eliasson, Bruce Nauman i Doris Salcedo. W przeogromnej Hali Turbin Polak zaprezentował „How It Is” – gargantuicznych rozmiarów stalowy kontener stojący na podporach. Do wnętrza tego metalowego giganta (wysokiego na 13 i długiego na 30 metrów) prowadziła rampa. W środku panowała pustka. jak okiem sięgnąć, przejmująca ciemność. Im głębiej, tym groźniej. Wchodzący w mrok przestawali widzieć siebie nawzajem. Stąpali niepewnie, jak zagubieni we mgle, po omacku szukając asekuracji. Brodzenie w mroku pozwalało odkryć tytułowe „jak to jest”, zwątpić w zachowania własnego ciała, doświadczyć ciekawości, a zarazem lęku. Czarny kontener łączył nastrój medytacyjnej kaplicy z budzącym trwogę sarkofagiem. Nic zatem dziwnego, że jedni przyrównywali go do conradowskiego „jądra ciemności”, inni zaś widzieli w nim metaforę Holokaustu. Sam Bałka odżegnuje się od sformułowania jednoznacznej interpretacji. Pewne jest jednak to, że atmosfera wykreowana wewnątrz stalowego „brzucha wieloryba” nie pozostawiała zwiedzających obojętnymi. 

Instalacja Mirosława Bałki w Tate Modern (Fot. Getty Images)

Pamięć rzeczy

Nie wyobrażam sobie życia bez pamięci. To jest ziemia, po której stąpam. Ziemia, w której wykopuję swoje norki, jamy i w których poszukuję, odkrywam. Tym, co dla mnie ważne, jest prywatna archeologia­ – mówi Bałka. Artysta rozkłada więc stanowiska archeologiczne zarówno we własnej, jak i kolektywnej pamięci. Przez ponad dwadzieścia lat miejscem, do którego powracał, był rodzinny dom w Otwocku – jego azyl i pracownia. W rzeźbach używał igliwia, którym ocieplono budynek. Igliwia z 1935 roku – marnego materiału nasiąkniętego pamięcią. Mydło natomiast (którego resztek w rodzinie Bałki starano się nie wyrzucać) posłużyło mu do wykonania „Mydlanego korytarza” (1996 rok), przejmującej pracy splatającej nasze myśli z – jak pisał Piotr Piotrowski – „najbardziej przerażającą w swym racjonalizmie i ekonomii machiną nazistowskiego przemysłu”. Krzyżowanie się wątków prywatnych z narracją historii Polski, ale i globalnymi doświadczeniami w znacznej mierze przesądziły o ogólnoświatowym sukcesie twórczości Mirosława Bałki. Wprawdzie wielu krytyków zarzuca mu nieoryginalne posiłkowanie się formami zapożyczonymi od innych artystów (np. Josepha Beuysa, Teresy Margolles, Christiana Boltanskiego), to jednak trudno odmówić jego sztuce indywidualnego pierwiastka, potwierdzającego fakt, że mimo uniwersalnego charakteru prac, pozostają one bardzo osobiste.

Mirosław Bałka (Fot. AFP/EAST NEWS)

Niejedna ojczyzna

Podobne artykułyOp enheim: dom otwartyBasia CzyżewskaW najnowszym projekcie „1/1/1/1/1/”, który oficjalnie otwiera działalność galeryjnej przestrzeni Op enheim we Wrocławiu, Mirosław Bałka kontynuuje archeologiczną strategię odsłaniania tego, co kryje się pod warstwami. Lokalizacja nie pozostaje bez znaczenia. Polem działania artysty jest bowiem dom Oppenheimów, kamienica wzniesiona ok. XIII wieku, oraz dzieje ludzi, którzy w niej mieszkali. Na wystawę, objętą opieką kuratorską przez Andę Rottenberg, Bałka wykreował cztery neony, które układają się w języku polskim, niemieckim, hebrajskim i po łacinie w słowo „ojczyzna”. Artysta sięgnął po neon – prosty, delikatny i wizualnie atrakcyjny materiał ilustrujący powszedniość terminu „ojczyzna”, którego (przy całej jego wadze znaczeniowej) używa się en passant, niedbale lub też traktując jako retoryczny oręż. Projekt „1/1/1/1/1/” to realizacja site specific, a więc pozostająca w nierozerwalnej łączności z przestrzenią, w której jest eksponowana. Bałka jako artystyczny archeolog przy pomocy lapidarnego języka wydobywa z miejsc oraz przedmiotów ich historie, bada biografie rzeczy, a przede wszystkim utajone w nich ludzkie doświadczenia. 

Wystawę „Mirosław Bałka. 1/1/1/1/1” oglądać można w galerii Op enheim we Wrocławiu (Plac Solny 4) od 20 października do 31 grudnia 2018 roku. „Vogue Polska” zaprasza na spotkanie z artystą oraz Andą Rottenberg w dniu wernisażu (20 października, o godz. 11:00, Salon Herz, 5. pietro).

Wojciech Delikta
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę