Znaleziono 0 artykułów
11.05.2018

Startuje 15. edycja Millennium Docs Against Gravity

Plakat 15. festiwalu Millennium Docs Against Gravity (Fot. Materiały prasowe)

Na 15. Millennium Docs Against Gravity zobaczymy filmy, które stoją w kontrze do sensacyjnych newsów i pomagają pojąć rządzące naszym światem mechanizmy i zachodzące w nim procesy.

W czasach swobodnego dostępu do informacji zalew bodźców nie pozwala nam na dokładne zgłębieniu tematów, które krzyczą z nagłówków gazet. Internetowe newsy nie pomagają, bo ograniczają się do chwytliwego tytułu, za którym stoi minimum informacji. Na ratunek rusza kino. Fabuła jest spóźniona w stosunku do rzeczywistości – jej solidne przygotowanie to co najmniej kilka miesięcy żmudnej pracy. Wyprzedza ją dokument, reagujący na rzeczywistość natychmiast, bez czekania na rozwój sytuacji. Rozpoczynająca się właśnie 15. edycja festiwalu Millennium Docs Against Gravity to starannie wyselekcjonowane dokumenty z całego globu, nieuprzywilejowane ze względu na temat, którego dotykają, ani obszar geograficzny, gdzie powstały. Wspólnym mianownikiem są jedynie jakość i to, że oddają głos tym, których mainstream zazwyczaj słuchać nie chce, a za których filmowcy czują odpowiedzialność.

Są wśród nich mniejszości dosłowne, choćby LGBTQ+, które na Docs Against Gravity mają swoje miejsce od lat. W tym roku zobaczymy choćby „Queeramę”, w której Daisy Asquith pokazuje, co znalazła w zbiorach Brytyjskiego Instytutu Filmowego. Jak się okazuje pierwsze nieheteroseksualne filmy powstawały jeszcze w latach nastych XX wieku (za pioniera uznaje się „Different From the Others” z 1919 roku). Asquith śledzi historię kina i wydobywa z niej nieheteronormatywnych bohaterów, ale jej film nie ma charakteru wyliczanki. Reżyserkę interesuje, jak przez dekady ewoluował sposób ich przedstawienia, jak reagowało na nich otoczenie, a wreszcie z jakimi lękami społecznymi przyszło im się mierzyć. Ta fascynująca podróż przez historię brytyjskiego kina pokazuje także, jak ważnym narzędziem w dokumentowaniu codzienności było kino.

Filmy z przyszłości

Kino ma przywilej podsumowywać przeszłość, ale też wybiegać w przyszłość. Ann Oren, izraelska artystka wizualna, właśnie nad nią zastanawia się w „Hatsune Miku – Świat należy do mnie”. Interesuje ją, jak będzie wyglądała nasza tożsamość w świecie, w którym wirtualne twory stoją obok tych fizycznych. Jej refleksje mają oparcie na konkretnym przykładzie. Tytułowa piosenkarka nie istnieje w rzeczywistości, co nie przeszkadza jej sprzedawać milionów płyt ani koncertować jako support Lady Gagi. Została stworzona na bazie technologii syntezy śpiewu, przez co każdy może komponować dla niej utwory i pisać słowa. Swoisty fenomen Japonii jest na ekranie czymś znacznie więcej niż ciekawostką, bo Oren chce zrozumieć także… Miku, wcielając się w nią w cosplaying. Odkryciami i przemyśleniami dzieli się z widzem.

Kadr z filmu "Hatsune Miku - Świat należy do mnie" (Fot. Materiały prasowe)

Oba filmy prezentowane są w jednej z najoryginalniejszych sekcji festiwalu Fetysze i kultura, w której w tym roku zobaczymy także pełnometrażowe dokumenty poświęcone maszynom do pisania („Maszyna do pisania” reż. Doug Nichol), trumnom („Ojczulek Joe i lew” reż. Benjamin Wigley) czy zabawom mężczyzn („Zabawy mężczyzn” reż. Matjaž Ivanišin). Pokazują one, jak wiele perspektyw łączy sztuka dokumentu, w której przecinają się spojrzenia antropologii, socjologii, historii, geografii, genderu i wielu innych.

Reżyser Corneliu Porumboiu (Fot. 42KM FILM/LES FILMS DU WORSO/ROUGE INT, East News)

Na ich styku zrodził się kolejny profetyczny obraz – „Przyszłość człowieka pracy” (sekcja Co dalej z tym światem?), w którym Sean Blacknell i Wayne Walsh zastanawiają się nad przemianami naszego środowiska pracy po wkroczeniu weń robotów. Najważniejsze pytanie, jakie z tego filmu płynie, wiąże się z tym, czy w ogóle potrafimy sobie wyobrazić nasze życie bez pracy? W pełni zautomatyzowane firmy i fabryki stają się faktem. Brakuje w nich miejsca na działalność człowieka. Twórcy prowokują – wychodzą od stwierdzenia, że dla współczesnego człowieka praca stanowi co najmniej połowę życia i to nie ze względu na to, że jesteśmy do niej zmuszeni – jak nauczyć się żyć bez niej, zwłaszcza jeśli jest się zaprogramowanym na działanie mężczyzną?

Kadr z filmu "Przyszłość człowieka pracy" (Fot. Materiały prasowe)

Męskość znów w kryzysie

Temat męskości jest w tym roku tym, który przebija się spośród zakwalifikowanych do programu filmów. W czasach #MeToo i Time’s Up, kiedy kobiety przerwały milczenie i powiedziały dość, kryzys męskości pogłębił się jeszcze bardziej. Dokumentaliści trzymają rękę na pulsie i badają tę transformację. Odwołują się przy tym do archetypicznych niemal zagadnień od wieków kojarzonych z męskością, jak bogactwo czy piłka nożna. Na ich podstawie próbują zbadać męską tożsamość.

Jednym z efektów tych badań jest „W otchłani futbolu” Corneliu Porumboiu (sekcja Fetysze i kultura), jednego z najwybitniejszych reżyserów rumuńskiej nowej fali. Twórca przygląda się w niej postaci Laurentiu Ginghină, który od lat 90. próbuje usprawniać piłkarzy. Ma ambicje Grigorija Rodczenkowa, który doprowadził do jednego z największych skandali w historii futbolu, dopracowując do perfekcji system dopingu w Rosji. Ginghină chciałby stworzyć zawodników na wzór bogów, których nie imają się kontuzje, a doskonała sprawność fizyczna zapewnia widzom rozrywkę na najwyższym poziomie. Tęsknoty za idealnym mężczyzną jednocześnie niepokoją i bawią, zarażają i odpychają.

Kadr z filmu "W otchłani futbolu" (Fot. Materiały prasowe)

Pogubieni mężczyźni to także temat „Ostatnich dni lata” i „Jutro albo pojutrze” (oba w sekcji Historie intymne). W obu bohaterami są trzej panowie u progu dojrzałości. W „Ostatnich dniach lata” oglądamy trzech Persów w Paryżu, którzy do stolicy Francji przyjechali na studia. Teraz, już jako absolwenci, muszą zdecydować, co dalej z ich życiem. Wyjechali w konkretnym celu, ale jak się okazuje, w momencie, kiedy go zrealizowali, stali się tak samo zagubieni, jak wtedy, gdy pierwszy raz postawili nogę w Paryżu. Film „Jutro albo pojutrze” powstał zupełnie spontanicznie. Trzej przyjaciele w Illinois najbardziej lubią jazdę na deskorolce i imprezy. Łączy ich głęboka więź. Pewnego dnia jeden z nich po prostu zaczął kręcić to, co robią. Uchwycił przy tym gamę lęków i niepokojów młodych ludzi, a także ich kroki w stronę dorosłości – zarówno te małe, jak i te milowe.

Kadr z filmu "Ostatnie dni lata" (Fot. Materiały prasowe)

Ciąg do potworów

Kadr z filmu "Adwokat terroru" (Fot. Materiały prasowe)

Na mężczyzn, którzy odmienili bieg historii, dokumentaliści niezwykle chętnie kierują w ostatnim czasie swoje kamery. W „Adwokacie terroru” (sekcja Mistrzowie) przyglądamy się portretowi Jacquesa Vergèsa, który dorobił się pseudonimu „Adwokat Diabła”, bo reprezentował w sądzie terrorystów i zbrodniarzy wojennych, jak Hussain, Milošević czy Szakal. Barbet Schroeder sprawdza, kim jest człowiek – wykształcony, inteligentny i pozbawiony kompleksów – którego fascynuje czyste zło.

Francuski prawnik Jacques Vergès (Fot. Patrick Robert - Corbis, Getty Images)

Koresponduje z nim „Czerwona dusza” (sekcja Peryferie imperium), w której Jessica Gorter zastanawia się, dlaczego Józef Stalin powraca we współczesnej Rosji jako bohater. Jak to możliwe, że człowiek, który ma na rękach krew tylu ludzi znów jest hołubiony i to przez świadomych historii Rosjan, opierających się powszechnej propagandzie? Wnioski przerażają, ale i pozwalają zrozumieć mechanizm, który rządzi współczesnym światem, osuwającym się w radykalizm.

Jego efektem jest choćby Państwo Islamskie, które cyklicznie dokonuje egzekucji na homoseksualistach. Mahmoud Hassino, syryjski aktywista LGBTQ+, nie pozwala się jednak zastraszyć. Kiedy świat obiega informacja o zrzuceniu z wieży nieheteronormatywnych Syryjczyków, Hassino decyduje się wysłać w świat wiadomość, że niezależnie od okoliczności społeczność przetrwa. W tym celu organizuje konkurs Mr Gay World 2016 w Stambule. Reżyser Ayse Toprak rejestruje przebieg wydarzenia, które – wbrew przypuszczeniom – skupiło wielu uczestników, nie baczących na konsekwencje ujawnienia się. Oglądamy ich w filmie „Mr Gay Syria” (sekcja Bohaterowie są wśród nas).

Świat islamu i Facebook bez burki

Świat islamu budzi dziś coraz większą uwagę Zachodu. „Poetka z Arabii” (sekcja Bohaterowie są wśród nas) to kolejny kamyczek w dyskusji na ten temat. Stefani Brockhaus i Andreas Wolff portretują w nim Hissy Hilal, poetkę, która decyduje się stanąć w szranki w konkursie poetyckim w Abu Dhabi, zdominowanym przez mężczyzn. Nie ma nawet paszportu, a każda jej aktywność wymaga zgody męża. Jak tak ograniczana kobieta mogła stać się pierwszą damą poezji, to pytanie, które zadają sobie twórcy, a w poszukiwaniu odpowiedzi odkrywają przed nami kolejne paradoksy muzułmańskiego świata.

Kadr z filmu "Poetka z Arabii" (Fot. Materiały prasowe)

Niemniejsze emocje budzi dziś Facebook, na który po aferze Cambridge Analytica zwrócone są oczy całego świata. Hans Blocki Moritz Riesewieck przypominają, że korporacja ma na sumieniu o wiele gorsze praktyki. W swoim filmie „Czyściciele Internetu” (sekcja Co dalej z tym światem?) przyglądają się Filipińczykom, których praca polega na cenzurowaniu treści, do jakich ich krajanie mają dostęp w mediach społecznościowych. Nie tylko Facebook, ale też Instagram i inne platformy same negocjują z niektórymi krajami dostęp do materiałów krytycznych wobec ich rządów. Egalitarność, o jakiej tak chętnie rozprawia Mark Zuckerberg, jest już tylko piękną ideą. Fakty przeczą jej dogłębnie. Po projekcji tego filmu zastanowicie się nad zlikwidowaniem kont w społecznościówkach, choć intencją twórców nie jest wpływanie na naszą decyzję, a jedynie naświetlenie praktyk, które od lat mają się świetnie.

Niewygodną prawdę odkrywa także dokument Bonie Cohen i Jona Shenka. Twórcy wchodzą w świat Białego Domu, gdzie toczy się dyskusja, której wynik zaważy na losach całego globu: zmiany klimatyczne. Podczas gdy Donald Trump postuluje powrót do kopalni, były wiceprezydent Al Gore robi, co może, by uchronić nas przed nadchodzącą katastrofą ekologiczną. To jeden z absolutnych must see na festiwalu, kontynuacja „Niewygodnej prawdy”, trzeciego w historii najbardziej dochodowego filmu dokumentalnego, zrobionego przez ludzi szczerze zatroskanych o los naszej planety. W jej obronie postawią się nawet samemu Trumpowi.

Kadr z filmu "Pokolenie pieniądza" (Fot. Materiały prasowe)

Prezydent USA będzie zresztą w tym roku mocno obecny w festiwalowych filmach. Jednym z nich jest „Pokolenie pieniądza” (sekcja Fetysze i kultura), w którym poznajemy rzeczywistość jednego procenta najbogatszych obywateli. Lauren Greenfieldod 25 lat portretuje ten świat, a jego dokument jest podsumowaniem tej działalności. Dziś, kiedy dysproporcje społeczne mają się świetnie, a Stanami Zjednoczonymi rządzi człowiek rozmiłowany w bogactwie, wybrzmiewa szczególnie gorzko, zwracając naszą uwagę na to, jak urządziliśmy sobie świat. Nie tylko po tej projekcji będziecie przecierać oczy ze zdumienia. Ale spokojnie – nie zostaniecie w tym sami. Festiwal po seansach zapewnia rozmowy z zaproszonymi gośćmi. Wśród nich znaleźli się m.in. Peter Mettler, Mads Brügger, Barbet Schroeder, Christian Frei, Eva Mulvad i M.I.A.

Artur Zaborski
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę