Znaleziono 0 artykułów
26.10.2021

Sarah Snook o serialu „Sukcesja”: Prawda? Z pewną dozą nieśmiałości

26.10.2021
Fot. materiały prasowe

Powraca „Sukcesja”, jeden z najgorętszych serialowych tytułów na świecie. W trzecim sezonie rodzinę Royów i ich firmę znowu czekają radykalne wstrząsy. Nie zabraknie prywatnych napięć i intryg wielkiego formatu. W końcu walka o władzę na szczycie trwa nieprzerwanie, a ego puchnie i w dzień, i w nocy.

Na czym polega uniwersalna charyzma serialu o bogatych, białych Amerykanach? Czy aktorom trudno jest ustalić, kto i kiedy kłamie? I co łączy „Sukcesję” ze sztukami Williama Szekspira? Swoimi przemyśleniami i doświadczeniami z planu dzieli się australijska aktorka Sarah Snook, czyli ekranowa Shiv Roy.

 

„Sukcesja” stała się fenomenem na całym świecie, mimo że jej bohaterami są przedstawiciele elity, ludzie tak uprzywilejowani, że większość z nas nigdy kogoś takiego nie zobaczy na własne oczy. Z czego wynika więź, którą ze światem „Sukcesji” odczuwają widzowie?

Każdy z nas pochodzi z jakiejś rodziny, nawet jeśli te modele względem siebie bardzo się różnią. Rodzina może być biologiczna, oznaczać bliskich, z którymi jesteśmy spokrewnieni, ale może też odnosić się do grupy przyjaciół, „rodziny z wyboru”. Koncept rodziny jest uniwersalny bez względu na demografię czy zasoby na koncie. Starcia z rodzeństwem, rywalizacja, utarczki słowne – wszyscy to znamy. Uwielbiam sytuacje, w których obcy ludzie otwierają się przede mną, mówiąc: „Mój ojciec jest taki sam, jak Logan, choć pochodzę z biednej robotniczej rodziny”. Myślę sobie wtedy, że zachowania Logana Roya nie wynikają koniecznie z jego statusu i zasobności portfela, a bardziej z tego, że jest człowiekiem i mężczyzną, który nie potrafi radzić sobie z wrażliwą częścią swojej natury. A już to zmaganie jest uniwersalne i doskonale znane widzom.

Co według pani najsilniej wyróżnia „Sukcesję” na tle innych telewizyjnych show o władzy i bogactwie, których mamy przecież na pęczki?

W „Sukcesji” na pewno nie fetyszyzujemy władzy i bogactwa. Jasne, bohaterowie latają prywatnymi odrzutowcami, ale raczej oglądamy ich na lotniskach, w samochodach, a nie na rautach czy czerwonych dywanach. Widz widzi ich we Florencji tylko na pasie startowym. Jak słusznie zauważył jeden z naszych scenarzystów: kiedy już Royowie trafiają w jakieś niezwykłe miejsce, zawsze wiąże się z tym jakiś dyskomfort – jest za gorąco, zbyt sucho, brudno, parno. Nie wynosimy ich pod niebiosa, raczej bierzemy pod lupę i wytykamy słabości. W serialu, mimo że jego rzeczywistość przedstawiana jest przez dość mroczną soczewkę, jest też wiele humoru i elementów komediowych. 

Fot. materiały prasowe

A jest jakiś wątek albo sytuacja z serialu, która zaskoczyła panią swoją adekwatnością?

Bez dwóch zdań fascynująco jest być w Ameryce i kręcić taki serial. Oczywiście trudno nie myśleć o podobieństwach między ATN a Fox News i prawicowymi, konserwatywnymi korporacjami medialnymi. Ale w „Sukcesji” widać, że lewa strona też często redukuje swoich oponentów do jednego przymiotnika, widzi ich w sposób jednowymiarowy. Wydaje mi się, że to działa na niekorzyść obu stron. Przecież zamiast „nas” i „ich” powinniśmy być „my”, razem.

Shiv z początku nie chciała pracować w rodzinnej firmie, całkiem nieźle radziła sobie sama, operując w świecie polityki. Jak pani myśli, dlaczego ostatecznie zdecydowała się wrócić?

Wydaje mi się, że wpisaną w bycie Royem cechą charakteru jest pewna arogancja i pycha. A także determinacja i przekonanie, że jest się w stanie osiągnąć wyznaczony cel, nawet jeśli brak jakichkolwiek argumentów, które miałyby to przekonanie poprzeć. Akurat w przypadku Shiv wydaje mi się, że ona nie tylko dużo gada, lecz rzeczywiście, kiedy trzeba, potrafi stanąć na wysokości zadania. Na pewno jest w stanie zrobić to lepiej niż jej bracia. Być może też jako jedyna dopuszcza do siebie myśli, że są rzeczy, których nie umie i których musi się jeszcze nauczyć. Do tego jest uprzywilejowana, zarówno finansowo, jak i społecznie, etnicznie. Ta nietypowa kombinacja cech pozwala jej myśleć, że jest gotowa na tak wielki krok, jak prowadzenie firmy. Że nie musi w tym celu wracać do punktu startowego, odbywać jakichś szkoleń czy praktyk, tak jak to zrobiłby każdy inny człowiek. Przywilej zmienia jej punkt widzenia i to też jest bardzo ciekawa składowa psychiki tej postaci, na pewno z aktorskiego punktu widzenia.

Na początku trzeciego sezonu Shiv znajduje się w sytuacji, o której od zawsze marzyła – u steru. Jednocześnie od niepamiętnych czasów ze względu na swoją płeć jest przez rodzinę traktowana przedmiotowo, jako wizerunkowy atut mający dowodzić postępowości firmy. Jak pani bohaterka się z tym czuje?

Myślę, że Shiv jest w pełni świadoma sytuacji. Jako damski rodzynek wśród braci od najmłodszych lat musiała się w tej sytuacji jakoś odnajdywać. Poza tym z takim traktowaniem spotyka się nie tylko w obrębie relacji rodzinnych, lecz także w pracy – w świecie polityki, potem biznesu. I to często. Ale wydaje mi się, że moja bohaterka jest osobą, która chce i potrafi czerpać korzyści z każdego położenia, w jakim się znajdzie. Nawet, jeśli jej kierownicza pozycja wynika z niskich motywacji, Shiv na pewno wykorzysta ją jak najlepiej.

Fot. materiały prasowe

Często spotykam się z opiniami, że „Sukcesja” jest produkcją bardzo amerykańską, chwytającą ducha i charakter tego kraju, zaś Shiv to „typowa Amerykanka”. Z czego to według pani wynika?

Wydaje mi się, że bogactwo, dostatek, wciąż jeszcze są często kojarzone z Ameryką. Amerykańska kultura przez lata rozwijała się w oparciu o ten ideał, przekonanie, że dobrobyt jest celem osiągalnym dla każdego obywatela. Na tym przecież polega w pewnym sensie „amerykański sen”. Z tej perspektywy wizerunek rodziny Royów, migawka z prywatnym helikopterem na tle wieżowców Manhattanu, ma na poziomie wizualnego symbolu bardzo amerykański wydźwięk. Ja urodziłam się w Australii, na prowincji tuż przy buszu i świat bohaterów „Sukcesji” nie mógłby być dalszy od moich osobistych doświadczeń. Wchodząc w ten świat, obawiałam się, czy mój amerykański akcent będzie wystarczająco naturalny, czy dobrze wypadnę. Dlatego słyszeć, że „moja” Shiv wydaje się komuś bardzo amerykańska, to dla mnie komplement.

Shiv jest przeważnie bardzo twarda, może zbyt twarda. Czy to jest jakaś forma zbroi, wytworzona przez kobietę, która zmuszona była do grania w zdominowanej przez mężczyzn grze?

Myślę, że jest w tej obserwacji wiele prawdy. W codziennym życiu wszyscy budujemy sobie jakiś pancerz ochronny. Shiv także musiała zbudować wokół siebie mur, ale o wiele wyższy niż pozostali. Musiała też zredukować swoją kobiecość, choć wciąż jest, w stereotypowym rozumieniu tego słowa, kobieca – nosi obcasy, choć stawia na spodnie, to wybiera te dopasowane. Robi to, bo ważne jest dla niej, by wyglądać seksownie, to pozwala jej czuć się pewną siebie. Dla mnie to świetna zabawa móc udawać, że i ja się tak czuję razem z nią. Grając Shiv, wcielam się poniekąd w dwie postaci. W kogoś, kto jest opancerzony, uzbrojony, i w kogoś, kto całkowicie nie potrafi poradzić sobie z własnymi wrażeniami i emocjami. To fascynujące.

W „Sukcesji” bardzo rzadko zdarza się, by ktoś mówił to, co rzeczywiście ma na myśli, albo myślał to, co mówi. Jak pani odnajduje się w tym galimatiasie? Skąd w ogóle pani wie, kiedy i czy Shiv jest szczera?

Na szczęście w moim odczuciu Shiv jest szczera przez większość czasu. A nawet, kiedy postępuje w sposób czysto taktyczny, to i tak bierze za swoje słowa odpowiedzialność. W tym sensie to też jest szczere, prawdziwe. Wydaje mi się, że jest w jej zachowaniu jakiś prawniczy sznyt, tak jakby była gotowa ujawnić wyłącznie tę prawdę, która umożliwi jej naświetlenie konkretnej części sprawy w sposób, jaki ją akurat interesuje. Dobrym przykładem może być sytuacja z dziewiątego odcinka drugiego sezonu, kiedy Shiv próbuje namówić ofiarę napastowania seksualnego w firmie, by nie składała zeznań. Mówi jej, że powiedzenie tego na głos może zniszczyć jej życie w sposób, na jaki nie jest gotowa. Oczywiście z kulturowego, społecznego czy czysto ludzkiego punktu widzenia takie zachowanie nie jest najbardziej chlubnym. Shiv mogła podjąć wiele wyborów, które by lepiej o niej świadczyły. Ale jednocześnie to, co mówi, nie jest kłamstwem. W tym przewrotnym sensie Shiv podwaja stawkę w walce o szczerość, choć sposób, w jaki to czyni, może się wydawać nieco makiaweliczny.

Fot. materiały prasowe

W tej rodzinie wszyscy są dla wszystkich zimni i okrutni. Czy myśli pani, że oni w ogóle siebie kochają? A może kategoria miłości w ogóle w ich życiu nie funkcjonuje?

Jestem przekonana, że się kochają! Tylko to bardzo dziwna, specyficzna miłość, a jedną z form jej okazywania jest np. nieustanne dogryzanie sobie. Kochają się, chociażby dlatego, że tylko oni wiedzą, jak to jest być Royem. To doświadczenie ich łączy. Warto też zauważyć, że niemal nigdy nie widujemy ich z przyjaciółmi, na jakichś towarzyskich wyjściach. Można by z łatwością pomyśleć, że muszą być bardzo samotni. Mają tylko siebie.

A myśli pani, że Shiv kocha Toma? Ich małżeństwo jest wysoko na liście najbardziej specyficznych ekranowych relacji...

Nie wiem, czy Shiv jest zdolna do prawdziwej, głębokiej miłości. Wiem za to, że ona sądzi, że Toma kocha. To jest miłość na jej specyficzny, własny sposób. Pamiętajmy, że moja bohaterka dorastała w rodzinie, która miłości nie ceniła wysoko. Ważniejsze były sukces, władza, pozycja. Myślę, że dopiero gdy weszła  w związek, Shiv zdała sobie sprawę, że to wyniesione z domu podejście paradoksalnie odsłania ją w relacji na cios. Teraz stara się ten miłosny świat nawigować wedle własnych możliwości. Tu chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden ciekawy wątek. Bardzo często dla postaci kobiecych naturalnym rozwojem jest ciąża i macierzyństwo, jako coś, z czym bohaterka musi się zmagać lub o czym marzy, do czego dąży. Mnie wydaje się, że pełny obraz kobiecości wykracza poza doświadczenie macierzyństwa. Być może o Shiv więcej mówi to, jak zamawia na ulicy hot doga, niż to, jak radzi sobie ze swoją rodziną? Perspektywa bycia matką byłaby dla Shiv na pewno interesująca. Sama nie jestem przekonana, czy ona ma w sobie jakikolwiek ślad instynktu macierzyńskiego. Na pewno jako perfekcjonistka wyobrażałaby sobie, że zrobi wszystko inaczej, lepiej niż jej rodzice, ale jednocześnie brak jej ku temu umiejętności. Myślę, że na tym etapie, na jakim jest teraz, nie chce mieć dzieci. Co nie zmienia tego, że na pewno jest przekonana, że byłaby świetną matką, choć według mnie to nieprawda.

Fot. materiały prasowe

„Sukcesja” często porównywana jest do tekstów Szekspira, w których dominują zakończenia krwawe i tragiczne. Myśli pani, że jest cień szansy, żeby serial znalazł pomyślny finał?

Wydaje mi się, że „żyli długo i szczęśliwie” nie brzmi, jak zakończenie w stylu „Sukcesji”. Rzeź byłaby zdecydowanie bardziej zgodna z wizerunkiem serialu. Może nie będzie tam toporów i mieczy, ale może być ostro. Nie zapominajmy, że Kendall ma już krew na rękach, ktoś z jego powodu zmarł, a z powodu decyzji firmy wiele osób potraciło pracę, a ich życia zmieniły się nieodwracalnie. Skala działań Royów jest naprawdę ogromna i mają one szeroko zakrojone konsekwencje, zarówno osobiste, jak i rynkowe, branżowe, społeczne. Myślę, że najciekawsze nie jest ostateczne rozdanie kart, to, komu przypadnie jaka część tortu. Fascynujące jest obserwowanie, jak ta rodzina się do siebie wzajemnie odnosi. Czekanie, by się przekonać, czy ta specyficzna dynamika okaże się dla nich korzystna i doprowadzi do jakiegoś osobistego rozwoju, czy, skoro nie są w stanie wchodzić ze sobą w zdrowe interakcje, czeka ich nieuchronny rozpad.

Anna Tatarska
  1. Kultura
  2. Kino i TV
  3. Sarah Snook o serialu „Sukcesja”: Prawda? Z pewną dozą nieśmiałości
Proszę czekać..
Zamknij