Znaleziono 0 artykułów
17.07.2021

„Złap i ukręć łeb”: Jak złapano Harveya Weinsteina

Ronan Farrow (Fot. materiały prasowe)

W serialu dokumentalnym HBO dziennikarz śledczy Ronan Farrow, laureat Nagrody Pulitzera za teksty do „New Yorkera” demaskujące Harveya Weinsteina, przedstawia osoby, które pomogły mu obalić tyrana. Kieruje kamerę na ofiary, które odważyły się opowiedzieć o traumatycznych doświadczeniach, i osoby z otoczenia hollywoodzkiego producenta, które zdecydowały się złamać zmowę milczenia.

Harvey Weinstein lubił twardych ludzi, którzy potrafią się bronić, ale nie na tyle, żeby rezygnowali z pracy przez jego nadużycia. Mimo jego agresji wszyscy czuli się przy nim doceniani. Roztaczał aurę, przekonując, że każdemu może się przy nim udać osiągnąć sukces. Był niebezpiecznym drapieżnikiem, ale i drapieżnikiem obdarzonym urokiem osobistym – opowiada Ronanowi Farrowowi, twórcy „Złap i ukręć łeb”, Rowena Chiu, asystentka w wytwórni Miramax w latach 90. Weinstein usiłował ją zgwałcić podczas festiwalu w Wenecji.

Rowena marzyła o pracy u Weinsteina, bo zgarniał Oscara za Oscarem za „Pulp Fiction”, „Angielskiego pacjenta” czy „Zakochanego Szekspira”. Wypracował idealny balans między kinem komercyjnym a niezależnym. Podczas przemów na galach rozdania nagród dziękowano mu częściej niż Bogu.

Ambra Gutierrez (Fot. materiały prasowe)

Rowena Chiu: Odważna ofiara Weinsteina

Chiu nie zraziło nawet ostrzeżenie, które padło już na rozmowie kwalifikacyjnej. Szef może robić niewybredne żarty – eufemistycznie powiedziała starsza asystentka. I tak przyjęła tę pracę. Na festiwalu w Wenecji jej zadaniem było raportowanie do Weinsteina. Codziennie wieczorem – po premierze i gali – szef prosił ją o spotkanie w pokoju hotelowym. Chciał omawiać scenariusze, które Miramax mógłby realizować. Pierwszej nocy, po całym dniu pracy, był tak zmęczony, że rozebrał się przed Chiu, „żeby czuć się wygodniej”. Gdy zaczął ją zaczepiać, powiedziała „nie”. Następnej nocy też był rozebrany. Tym razem uznał, że ona też ma na sobie za dużo ubrań. Kazał jej zdjąć okrycie wierzchnie, rajstopy, bluzkę. Była przerażona, chciała uciec, powtarzała: „nie”. Jego podniecało to, że była niedoświadczona. – Nigdy nie miałem Chinki – sapał, popychając ją na łóżko. Udało jej się uwolnić. Nie zamierzała kolejnej nocy wrócić do pokoju oprawcy.

Wyznała prawdę bezpośredniej przełożonej, Zeldzie Perkins, która obiecała, że ochroni początkującą pracownicę. Po powrocie z festiwalu zaczęły szukać adwokata. Liczyły na sprawę sądową, bo chciały, żeby świat dowiedział się o nadużyciach bożyszcza branży, zwłaszcza że wiedziały, że Chiu nie była pierwsza i na pewno nie będzie ostatnia. Prawnicy Miramaksa dali im jasno do zrozumienia, że w tej grze może być tylko jeden zwycięzca. Zostały zmuszone do podpisania ugody z klauzulą poufności. Podobny los spotkał wiele ofiar Weinsteina. Od lat 70. jeden z najpotężniejszych mężczyzn Hollywood wykorzystał, zgwałcił i zaatakował 80 kobiet, w tym znane pierwszych stron gazet.

Gdy Rose McGowan napisała na Twitterze, że padła ofiarą gwałtu i zaczęła się akcja #MeToo, „nieprzyjemne” doświadczenie z młodości wspominała Angelina Jolie, Gwyneth Paltrow pisała o „niemoralnej propozycji”, którą dostała, gdy miała 22 lata, Salma Hayek o tym, jak zamienił jej życie w piekło podczas zdjęć do „Fridy”. Prawdę o Weinsteinie wyznały też Lupita Nyong’o, Daryl Hannah, Annabella Sciorra, Brit Marling, Paz de la Huerta, Mira Sorvino, Cara Delevingne, Asia Argento i Uma Thurman.

Droga Harveya Weinsteina na szczyt

A jak Weinstein wspiął się na szczyt? Urodził się w 1952 r. w nowojorskim Queens w żydowskiej rodzinie, która wyemigrowała z Polski. W młodości z bratem Bobem organizował koncerty rockowe. Po studiach na uniwersytecie w Buffalo założyli wytwórnię Miramax, nazwaną na cześć rodziców – Miriam i Maxa. Zwracali uwagę na scenariusze o komercyjnym potencjale, ale niepozbawione polotu. Wspierali ówczesnych młodych zdolnych – Stevena Soderbergha, Quentina Tarantino czy Gusa Van Santa. Jednym telefonem potrafili uczynić z aktorki gwiazdę, a potem jedną okrutną plotką sprawić, by nikt nie chciał jej zatrudnić. Teraz Weinstein odsiaduje wyrok w Zakładzie Karnym Wende w stanie Nowy Jork. Wyjdzie na wolność najwcześniej w 2039 r. Oprawcę pogrążyły ofiary.

Oskarżenia pod adresem Harveya Weinsteina

5 października 2017 r. w „New York Timesie” ukazał się demaskatorski tekst z wypowiedziami Rose McGowan i Ashley Judd. Obie zostały przez niego wykorzystane, żadna nie chciała mieć z nim nic do czynienia. W zemście pogrzebał więc ich obiecujące kariery. Dziennikarzom opowiadały, że producent kazał się masować, paradował przed nimi nago, obiecywał pomoc w karierze w zamian za usługi seksualne. – Wywołałem cierpienie. Przepraszam – skomentował artykuł Weinstein, poszedł na terapię i wziął wolne z pracy. Trzy dni później wyrzucono go z zarządu firmy.

10 października ukazał się reportaż Ronana Farrowa w „New Yorkerze” z oskarżeniami 13 kobiet. Padło słowo: „gwałt”. Choć Weinstein zaprzeczał, nie było już odwrotu. Machina #MeToo ruszyła – po latach przemocy nikt już nie chciał kryć krzywdziciela. Żona, twórczyni marki Marchesa, Georgina Chapman zostawiła go i zabrała dzieci. – O niczym nie wiedziałam, byłam naiwna, jestem złamanym człowiekiem – mówiła. 12 października policja w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii równolegle wszczęła śledztwo. 14 października wyrzucono Weinsteina z Akademii, a Kate Winslet powiedziała mediom, że świadomie nie podziękowała mu za Oscara za „Lektora” w 2008 r., choć wszyscy jej powtarzali, że musi złożyć hołd stwórcy. 19 października na łamach „New York Timesa” Quentin Tarantino, kiedyś podopieczny Weinsteina, wyznał, że wiedział o nadużyciach mentora. – Nie ma już odwrotu – mówił Tom Hanks. – Czas uwierzyć kobietom – dodawali George Clooney i Matt Damon. 11 lutego 2018 r. wytoczono proces przeciwko Weinstein Company, że nie chroniono kobiet w miejscu pracy. 25 maja Weinstein oddał się w ręce policji. Na posterunku oskarżono go o gwałt i wykorzystywanie kobiet. 26 maja ustalono milion dolarów kaucji, zabrano mu paszport i kazano nosić tracker GPS. Kilka dni później sprawa trafiła do sądu, Weinstein twierdził, że jest niewinny. 6 stycznia 2020 r. rozpoczął się proces. 24 lutego ława przysięgłych uznała go winnym gwałtu na aktorce Jessice Mann w 2013 r. i napaści seksualnej na asystentkę Mimi Haleyi w 2005 r. 5 kwietnia 2021 r. prawnicy producenta wnieśli apelację, powołując się na błędy formalne.

(Fot. materiały prasowe)

„Złap i ukręć łeb”: Kamera na sygnalistów

W serialu dokumentalnym Ronana Farrowa, który powstał na podstawie serii podcastów, Weinsteina właściwie nie ma. Kamerę, mikrofon i uwagę skierowano na sygnalistów – dziennikarzy, którzy mimo gróźb poszukiwali prawdy (w tym współpracownika Farrowa, Richa McHugha), detektywów, którzy nie godzili się na śledzenie niewinnych ludzi (Igor Ostrovsky), i, przede wszystkim, kobiety, które zdobyły się na odwagę, by przeciwstawić się tyranowi.

W Hollywood jest wielu mężczyzn oprawców, ale i wiele podstępnych kobiet. Mnie do jaskini lwa wysłała kobieta. Ta trauma wciąż jest we mnie żywa. Tkwi w moim ciele – opowiada ze łzami w oczach Rose McGowan. – Prawda nas wyzwoli – mówi Rosanna Arquette, podkreślając, że nadużycia Weinsteina były tajemnicą poliszynela. Upadek Weinsteina nie byłby możliwy bez każdej z 80 kobiet, które opowiedziały o przemocy, której doświadczyły.

Ambra Gutierrez: Kobieta, która nagrała Weinsteina

Nagrodzone Pulitzerem reportaże Farrowa, potem książka (w Polsce wydana w 2020 r. w wydawnictwie Czarne), podcasty i serial dokumentalny zrealizowany na ich podstawie nie powstałyby bez Ambry Gutierrez. Bohaterka pierwszego odcinka „Złap i ukręć łeb”, włoska modelka i bojowniczka o prawa kobiet nagrała Weinsteina podczas „awansów”, które jej czynił. Gutierrez przyjechała do Hollywood, marząc o karierze w show-biznesie. Wcześniej zdobyła tytuł Miss Piemontu, dostała się do finału Miss Włoch i występowała w telewizji. Miała pecha trafić na jedną z imprez Bunga Bunga ówczesnego premiera Silvia Berlusconiego w jego willi pod Mediolanem. Tam zobaczyła roznegliżowane kobiety zmuszane do umilania wieczoru możnym mężczyznom. Nigdy więcej, powiedziała sobie, zatrzasnęła drzwi posiadłości i kupiła bilet do Stanów. Tam miała pecha spotkać Weinsteina.

(Fot. materiały prasowe)

Piękna, wielkooka, o oliwkowej cerze – Gutierrez była w typie producenta. Obiecywał jej wielką karierę w zamian za towarzystwo. Gdy włożył jej rękę pod spódnicę, wycofała się. Poszła na policję, która założyła jej podsłuch. Następnego wieczoru znów umówiła się z Weinsteinem, żeby zdobyć dowody. – Kobieta musi zawsze mieć plan B, wiedzieć, dokąd uciec w sytuacji zagrożenia – mówiła Ambra Farrowowi o radzie, którą usłyszała w młodości od matki.

Film o etosie dziennikarskim

Gdy Gutierrez opowiada przed kamerą o lęku, McGowan o cierpieniu, a Arquette o wściekłości, Ronan Farrow jest dyskretny, nieprzenikniony, współczujący. Wie, że to nie on jest protagonistą. Jako dziennikarz ma chłonąć, dawać przestrzeń, dopytywać. By obalić Weinsteina, ryzykował. Detektyw Igor Ostrovsky, który potem udzielił mu wywiadu, najpierw śledził go na zlecenie ludzi Weinsteina. Każdy ruch Farrowa był kontrolowany przez Black Cube, izraelską agencję stworzoną przez byłych szpiegów Mossadu. Publikacji oskarżeń odmówiono w kilku mediach, w tym w telewizji NBC. Dziennikarzowi wydawało się przez chwilę, że z Weinsteinem nie da się wygrać. „To przerażający człowiek. Ludzie wierzą, że jest ich jedyną nadzieją, jedyną szansą. A jeśli będziesz nielojalny, zniszczy cię”, słyszał od rozmówców.

Gdy Farrow w końcu trafił do „New Yorkera”, Weinstein i tam go dopadł – próbował zmusić redakcję do wycofania się z publikacji. – Póki istnieją ci, którzy podejmują ryzyko, zawsze będzie szansa odkryć prawdę. Dobrej historii nie da się zabić – podsumowuje Farrow. „Złap i ukręć łeb” jest więc w równym stopniu opowieścią o ostatecznej porażce niebezpiecznego przestępcy i sukcesie dziennikarstwa. Od Farrowa można uczyć się empatii. Doskonale wyczuwa, kto potrzebuje się wypowiedzieć, nie naciska, choć naprowadza, kiwa głową ze zrozumieniem, ale nie ocenia, nie przedstawia gotowych tez, nie obraża. I przede wszystkim słucha. W czasach mediów społecznościowych, gdy więcej jest nadawców niż odbiorców, Farrow udowadnia, że trzeba pozwolić historii wybrzmieć. A historii nie ma bez ludzi, którzy ją opowiadają.

Czy upadek Weinsteina – tyrana epoki #MeToo, psychopatycznego drapieżnika, chronionego przez siatkę pochlebców przestępcę – ośmielił kobiety do przeciwstawienia się „codziennej” dyskryminacji ze strony kolegów, mężów i szefów? Jeśli choć jedna ofiara dyskryminacji, mobbingu i molestowania po sprawie Weinsteina, wyznaniach gwiazd i reportażach Farrowa zgłosiła nadużycia, ruch #MeToo osiągnął sukces.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę