Znaleziono 0 artykułów
30.01.2019

Harvey Weinstein: Upadek tyrana

Harvey Weinstein (Fot. Drew Angerer/Getty Images)

W Park City trwa najważniejszy festiwal amerykańskiego kina niezależnego. Dokumentalistka Ursula Macfarlane pokazała na Sundance swojego „Untouchable” o Harveyu Weinsteinie. Rok po początku akcji #MeToo ofiary dawnego najpotężniejszego człowieka w Hollywood znów głośno oskarżają swojego oprawcę. 

„Jestem cholernym szeryfem tego cholernego miasteczka” – wykrzyczał w twarz młodej reporterce Rebecce Traister. Próbowała zadać mu, najwidoczniej niewygodne, pytanie dotyczące strategii promocji jednego z filmów. Chwilę po tym założył nelsona jej partnerowi, który usiłował wyegzekwować od niego przeprosiny. Drugą ręką bił Andrew Goldmana, także dziennikarza, po głowie. To była impreza w modnym nowojorskim klubie, dookoła cała chmara reporterów, więc flesze błyskały jak szalone. Następnego dnia w żadnej z gazet nie ukazało się jednak ani pół kadru, ani pół słówka na temat skandalicznych wydarzeń z minionej nocy. Był rok 2000, a Harvey Weinstein miał media w garści. Tak jak przez wiele lat wcześniej i później. W jego słowach nie było cienia przesady: naprawdę rządził show-biznesem.

Harvey Weinstein w 2017 roku (Fot. Getty Images)

O tym, jak despotyczne były to rządy, opowiada „Untouchable”, dokument Ursuli Macfarlane, prezentowany na trwającym w Park City festiwalu filmowym Sundance. Weinstein przez lata przyjeżdżał tu jako gwiazda. Górskie miasteczko w Utah też było milczącym świadkiem jego występków. W 1997 roku, podczas promocji filmu „Na całość”, miał tu zgwałcić początkującą wówczas aktorkę Rose McGowan, dziś jedną z twarzy ruchu #MeToo. Pewnie nie była jedyna. Dwadzieścia dwa lata później Weinstein znowu jest w centrum zainteresowania mediów, ale tym razem, na szczęście, w całkiem innym charakterze.

Reżyserka zdecydowała się, wzorem antycznej tragedii, podzielić swój film na trzy akty. „Od szokującej pychy, przez koniec dobrej passy, kończąc na – mam nadzieję – tak wyczekiwanej przez wielu formie wyroku” – tłumaczy Macfarlane. Ta decyzja w praktyce nie jest aż tak bardzo widoczna. „Untouchable” skomponowany jest raczej klasycznie. To uzupełnione archiwalnymi materiałami „gadające głowy”. O sile tego filmu stanowi nie forma, lecz treść. Na ekranie pojawiają się kolejne ofiary Weinsteina. Starsze i młodsze, aktorki i współpracowniczki. Niektóre o swoich przeżyciach mówią po raz pierwszy.

ERIKA ROSENBAUM, ZELDA PERKINS, REBECCA TRAISTER, ROSANNA ARQUETTE, CAITLIN DULANY, NANNETTE KLATT, LOUISE GODBOLD, PAZ DE LA HUERTA, LAUREN O'CONNOR, ABBY EX – to ich imiona.

Harvey Weinstein w 1994 roku (Fot. Catherine McGann/Getty Images)

Obserwowanie odwagi, z jaką wracają do momentów najgłębszej traumy, zafundowanej im przez Weinsteina, to operacja na otwartym sercu. I to bez znieczulenia. Bohaterki doświadczyły różnych rodzajów przemocy – od gwałtu po mobbing i szantaż. Okrucieństwo oprawcy motywowane absolutnym poczuciem bezkarności. Trudno jest patrzeć na ich twarze, gdy próbują szukać odpowiednich słów, by opisać, co je spotkało. Nie sposób nie docenić odwagi i siły, które pozwoliły im po latach dołożyć swoją cegiełkę do kolektywnego antyweinsteinowskiego ruchu. Ktokolwiek w reakcji na doniesienia o molestowaniu sprzed lat pyta: „Dlaczego wcześniej tego nie zgłosiła?”, powinien posłuchać bohaterek „Untouchable”. Obejrzawszy dokument Macfarlane, łatwo pojąć, dlaczego te kobiety tak długo miały poczucie, że nikt im nie uwierzy.

Weinstein był instytucją, grodem warownym, którego wpływy sięgały krańców świata. Najciekawsza, bo do tej pory nieomawiana szerzej z taką dokładnością, jest oferowana przez film analiza powstawania i trwania jego imperium. Macfarlane z pełną uczciwością pokazuje, że jako dystrybutor i producent miał niezwykły talent i żyłkę do biznesu. Naświetla też, choć raczej szkicowo, profil psychologiczny nieatrakcyjnego chłopca, który zaleczał kompleksy, traktując innych jak śmieci. Blisko trzysta nominacji do Oscara, grube miliony na koncie i setki sukcesów przez lata pomagały wznosić zasłonę dymną dla przestępstw i patologii. Reżyserka nawiązała kontakt z ludźmi, którzy pracowali z Weinsteinem, jeszcze gdy był młodym i bezczelnym promotorem koncertów w Buffalo. Namówiła na udział wysoko postawionych w Miramaksie (jego pierwszej firmie dystrybucyjnej) i Weinstein Company pracowników. Nie szaraczków z trzeciego rzędu, lecz decydentów, którzy z Harveyem mieli styczność na co dzień. Niektórzy lata temu próbowali sprzeciwiać się drapieżnikowi. Inni dopiero teraz, przed kamerą, wyznają swoje współwiny. Bardzo ważny jest też w „Untouchable” głos dziennikarzy śledczych, których nieustępliwa praca pomogła ujawnić skrywaną przez lata prawdę.

Ursula Macfarlane na premierze filmu podczas festiwalu w Sundance (Fot. Getty Images)

Koniec filmu przynosi wieloznaczny zwrot. Oto zapędzony w kozi róg drapieżnik zaczyna się miotać. Szuka pomocy nie tylko u ekskluzywnych detektywów z przeszłością w Mosadzie, ale też u… postępowych środowisk. Zaczyna chadzać na wydarzenia organizowane przez Planned Parenthood, fotografuje się z Hillary Clinton i Meryl Streep, pozuje na feministę. Wpłaca sowite kwoty na odpowiednie konta. Perfidnie szuka argumentów, które pomogą mu zapewnić sobie alibi, jeśli sprawy zostaną postawione na ostrzu noża. Powraca wtedy kilka niewygodnych pytań. Czy naprawdę żadna z tych wpływowych kobiet nie słyszała krążących od lat plotek o producencie? Czy „pieniądze nie śmierdzą”, nawet te wilgotne od łez skrzywdzonych sióstr?

„Untouchable” trafia do widzów w szczególnym momencie. Proces Weinsteina dziś wydaje się bardziej skomplikowany niż dziesięć miesięcy temu, gdy nowojorski sąd zaczynał pracować nad sprawą. Prawnikom Weinsteina udało się już oddalić jeden z sześciu pozwów. Wstępne przesłuchania ruszają w marcu. Początkowo niepowstrzymany ruch #MeToo, który wystrzelił na fali oskarżeń przeciwko producentowi, staje na rozdrożu. Od publikacji artykułów w „New York Timesie” i „New Yorkerze” minął ponad rok. W środowisku filmowym dokonała się rewolucja. Dzięki kampaniom crowdfundingowym zebrano środki na pomoc prawną dla ofiar molestowania. Otwarto też niebieskie linie dla ofiar przemocy w branży. Aktorki i reżyserki otwarcie mówią o zmianie standardów i atmosfery. Ale statystyki wciąż są dla kobiet niekorzystne, a #MeToo, jak każde zjawisko, boryka się z problemem utraty medialnej atrakcyjności. Oby filmy takie jak te przypominały, że o tych tematach wciąż trzeba głośno mówić.

Harvey Weinstein z byłą żoną Georginą Chapman (Fot. Pascal Le Segretain/Getty Images)
Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę