Znaleziono 0 artykułów
17.02.2020

Sonny Hall: Czas na szczerość

Sonny Hall / (Fot. Jim Longden)

Zaczęło się od instagramowego konta, na którym publikował wiersze. Pokochali go czytelnicy, a potem świat mody. Dziś Sonny Hall pojawia się w kampaniach Burberry i Valentino, ma kontrakt z poważnym wydawcą. W Vogue.pl opowiada, jak poezja i moda pomogły mu wyjść z nałogu. Nam pierwszym zdradza, nad czym teraz pracuje.

W doskonale skrojonym garniturze z Savile Row, niedbale zawiązanym krawacie i z papierosem wetkniętym między zęby, Sonny Hall wygląda jak postać wyrwana z XIX-wiecznej powieści Charlesa Dickensa. Sygnety, kaszkiety, trencze – jego styl to hybryda Olivera Twista i Pete’a Doherty’ego. Mówi wolno, spokojnie, dając sobie czas, by w trakcie zdania wypuścić z płuc kolejną porcję dymu.

Urodzony w południowym Londynie 22-latek do mody trafił przez poezję. Jego wiersze zdobyły popularność na Instagramie, a potem tom „The Blues Comes With Good News” sprzedał się w parę tygodni. Dziś jest gwiazdą kampanii Valentino, Burberry i Ermenegildo Zegna. Zanim to wszystko się wydarzyło, musiał stoczyć najtrudniejszą walkę. Z samym sobą.

Sonny Hall (Fot. Jim Longden)

Londyn, Gloucester Road, 11 przed południem. Osiemnastoletni Sonny siedzi w pubie przed pierwszym tego dnia drinkiem. W kieszeni chowa załatwione niedawno pigułki. Odbiera telefon. Dzwoni znajoma. – Nie nazwała tego odwykiem, ale powiedziała mi o miejscu w Tajlandii, które nazywa się The Cabin, dokąd można uciec od wszystkiego. Bywałem już wcześniej na terapiach, ale za każdym razem wracałem prosto do mojego sprzedawcy. Tamtego przedpołudnia coś mi kliknęło w głowie. Zanim się zorientowałem, byłem już w Tajlandii – wspomina Hall.

Poprzednie, zagłuszone narkotykami i alkoholem, trzy lata życia pamięta jak przez mgłę. Chciał zapomnienia, odcięcia. Substancje odurzające, jak twierdzi, otulały go jak ciepły koc i pozwalały uwolnić się na moment od smutku. Miał cztery lata, gdy przez uzależnienie od narkotyków jego rodzice stracili prawa rodzicielskie. Został adoptowany. – Moje pierwsze wspomnienia to te, gdy miałem cztery lata i byłem w rodzinie zastępczej. Pamiętam, że już wtedy zawsze miałem w ręku książkę. Inaczej niż mój brat, który bawił się samochodami i wciąż zastanawiał się, co jak jest skonstruowane. Kiedy dorastałem straciłem tę pasję do literatury. Zagubiłem się – mówi Sonny. Kiedy miał 17 lat, zmarła po przedawkowaniu heroiny jego matka.

Sonny Hall (Fot. Jim Longden)

Nawet w najmroczniejszych latach pewnego rodzaju kołem ratunkowym dla Halla była moda. – Już w wieku 15 lat zacząłem fascynować się projektami Martina Margieli i Helmuta Langa. Nawet, gdy zmagałem się z największymi problemami, nie potrafiłem przejść obojętnie obok osób, które potrafiły wyrazić siebie przez to, co nosiły. Zapisałem się nawet do koledżu na Soho, chciałem studiować projektowanie ubioru, ale rzuciłem to po pół roku. Nie dałem rady – przyznaje.

Sonny Hall (Fot. Jim Longden)

W Tajlandii terapeuci zasugerowali Sonny’emu, by pisał dziennik. – Próbowałem tego przez parę dni, ale było to strasznie nudne. Zacząłem więc bawić się słowami w inny sposób. Pisałem prosto z serca, co okazało się niezwykle wyzwalające. Czytałem też dużo poezji i sam próbowałem wyrażać w ten sposób emocje. Zacząłem mieć na jej punkcie obsesję – opowiada Hall. Zainspirowany amerykańskimi twórcami, Diane di Primą, Rene Ricardem i Henrym Millerem, napisał prawie 400 wierszy. – Poezja mnie uratowała – podkreśla Sonny.

Po powrocie z Tajlandii pisał dalej, a swoją twórczość zaczął publikować na Instagramie. Konto Halla wypełniały zdjęcia wyrwanych z notesu stron i filmy, w których recytuje wiersze. – Czułem się świetnie. Wreszcie mogłem być wobec siebie szczery. Uzależnienie sprawia, że ciągle kłamiesz. Oszukujesz siebie i innych mówi Sonny.

Pierwszą edycję książki „The Blues Comes With Good news” wydał sam. Czy obawiał się obnażyć swoją historię, emocje, wrażliwość przed światem? – Może to dziwne, ale nie. Wręcz przeciwnie, czułem jakbym był na haju. Chciałem zamknąć tamten etap. Głównym przesłaniem książki jest to, że nawet w czasach największego bólu i żalu sami decydujemy o tym, czy chcemy stawiać się w pozycji ofiary, czy nie. To jest wybór, który podejmuje każdy z nas. Nawet w największej rozpaczy trzeba znaleźć siłę i wykorzystać ją do dalszego działania, do walki o siebie – mówi Hall. Pierwsza edycja tomu wyprzedała się wśród ponad 100 tys. obserwujących Sonny’ego na Instagramie.

Wkrótce po tym Christopher Bailey zatrudnił go do swojej ostatniej kampanii Burberry, a Rita Ora zaproponowała występ w teledysku do utworu „Let you Love me”, w którym odegrał rolę obiektu westchnień piosenkarki. Kamera momentalnie go pokochała.

Sonny Hall (Fot. Jim Longden)
Sonny Hall (Fot. Jim Longden)

Reszta potoczyła się lawinowo. Kolejne kampanie, sesje zdjęciowe, okładki, wreszcie propozycja od Kate Moss, by podpisał kontrakt z jej agencją. – Kate bardzo mnie wspiera. Dzięki niej wszystko wydaje się takie naturalne. Zupełnie nie spodziewałem się, że zostanę modelem. To wydarzyło się samoistnie. Niesamowite, że jakimś cudem znalazłem się w tej branży, nie mając żadnych znajomości. Nikt z mojej rodziny nie pracował ani w modzie, ani w żadnym innym kreatywnym zawodzie – mówi.

Nie jest to jednak łatwa branża. Fascynująca, ale, szczególnie dla osób wrażliwych, pełna pokus. – Może i jest trudna, ale nie wiem gdzie indziej mógłbym być. Moda pozwala mi zrozumieć, co tak naprawdę chcę robić. Lubię jej tempo, choć wiem, że, jak wszystko, ma swoje gorsze strony. Muszę być mądry i nauczyć się odpowiednio manewrować. Tak, by ten rynek mnie nie wessał. Najważniejsze to ufać samemu sobie i otaczać się dobrymi ludźmi.

(Fot. Jim Longden)

Sonny nie zamierza wracać do nałogu. Powolne wyniszczenie zastąpił pasją i kreatywnością. Codziennie pisze. O wszystkim – o tym, co przeżywa, obserwuje, czuje. Nie jest już zdany na siebie. Odezwał się do niego wydawca – Hodder & Stoughton, gigant, który publikuje powieści Stevena Kinga. – Jeszcze nikomu tego nie mówiłem, ale pracuję teraz nad dwiema książkami. Pierwsza to studium przypadku o nieznajomych – jak ich odbieramy, jak z nimi współegzystujemy. Świadomie i nieświadomie. Druga będzie opowiadać o miłości – zdradza.

Sonny Hall (Fot. Jim Longden)

Na pytanie o rosnących w siłę instapoetów reaguje grymasem, dając do zrozumienia, że jego relacja z Instagramem jest burzliwa. – Doskonale zdaje sobie sprawę, że gdyby nie Instagram nie dotarłbym ze swoją twórczością do tak wielu odbiorców. Ale z drugiej strony, jest tyle osób nazywających się instapoetami, czerpiących często prosto z mediów społecznościowych, z którymi się po prostu nie zgadzam. Instagram nie jest zdrowy dla psychiki, zanieczyszcza nasze umysły. To dziwne miejsce, które często daje popularność nie tym, którzy na to zasługują. Znam masę genialnych twórców, którzy nie mogą się przebić i często mam przez to poczucie winy. Szczerze? Nie wiem, jak to dokładnie działa. Piszę od niespełna trzech lat i raptownie dzieją się te wszystkie niesamowite rzeczy dookoła. Ale może w przyszłości będę mógł pomóc innym, by ich głosy także zostały usłyszane. 

Sonny Hall (Fot. Jim Longden)

Na spotkania autorskie z Hallem przychodzą tłumy. By porozmawiać, zwierzyć się, poprosić o podpis na książce, wspólne zdjęcie. Doceniany jest przez ludzi w każdym wieku. Za to, że nie przeprasza, kim jest. Pisze szczerze, surowo, prosto z serca. Nie zamyka się w klatce zasad literackich, a na myśli nie nakłada upiększających filtrów. A to pociąga.

Jakie ma plany? Parę dni temu zapowiedział wydanie tomiku poezji opatrzonego wyjątkowymi fotografiami Nicka Knighta. Pisze, maluje, uczy się aktorstwa. – Nie będę przecież wiecznie modelem. Poezja natomiast będzie ze mną już zawsze. Chcę też spróbować swoich sił w branży filmowej. Ostatnio lubię również łączyć lirykę z malarstwem. Jeszcze w tym roku planuję wystawę w Londynie, która pokaże te kompozycje. Wciąż próbuję wyrazić siebie przez różne formy sztuki. Czasem sama poezja to za mało – przyznaje.

Sonny Hall wciąż się rozwija, podróżuje, pracuje. Nie planuje się zatrzymać i nie patrzy w tył. Nigdy.

 

Zdjęcia: Jim Longden 
Art Director: Sonny Hall 

Sonny Hall (Fot. Jim Longden)

 

Kara Becker
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę