Znaleziono 0 artykułów
06.09.2022

„The Eternal Daughter”: Duchy przeszłości

06.09.2022
Fot. Materiały prasowe

W pokazanym na festiwalu w Wenecji filmie „The Eternal Daughter” reżyserka Joanna Hogg opowiada o poczuciu winy, pamięci i traumie. Obie główne role – matki i córki – zagrała Tilda Swinton.

Joanna Hogg i Tilda Swinton spotkały się na planie „Kaprysu”, krótkometrażowego debiutu reżyserki z połowy lat 80. minionego wieku. Medytacyjna energia Szkotki idealnie pasuje do stylu Brytyjki, która fascynuje się tym, co w duszy gra. Hogg – mistrzyni pejzaży wewnętrznych – czasem z empatią bada bohaterów w kryzysie i momenty  graniczne, by innym razem – w ciszy i skupieniu – zajrzeć im w spokojne serca.

Nieobecność, pamięć, trauma 

„The Eternal Daughter” opowiada o pamięci i nieobecności. Do oddalonego od cywilizacji hotelu w starej posiadłości przyjeżdżają dwie kobiety, matka i córka (w obie wciela się Swinton). Córka, filmowczyni, ma pracować nad projektem filmu o swojej relacji z matką. Dla starszej kobiety wakacje to podróż w czasie. Willa należała niegdyś do jej rodziny – bawiła się w niej z kuzynostwem, gdy chronili się tam w trakcie wojny. „Pamiętam, jak bawiliśmy się w skakanie z kanapy na kanapę, najlepiej przez jakiegoś psa”, tłumaczy matka córce podczas śniadania.

Wspomnienia uaktywniają się w zaskakujących momentach. Byle drobiazg potrafi stać się portalem do chwili, która minęła, pozostawiając, nierzadko traumatyczny, ślad. Pomiędzy gryzami tosta z marmoladą, a łykiem herbaty matka, zwykle poprawna i kurtuazyjnie potakująca, nagle rozpoczyna opowieść o poronieniu. Kolor tapety staje się punktem wyjścia do historii o pogrzebie brata. Rzeczy, wcześniej spowite milczeniem, nagle wypływają na powierzchnię. Tak, jakby w pełnej duchów przestrzeni zasada „to nie wypada” przestawała obowiązywać. Skonfrontowana z nagłą falą emocji córka czuje się w jej obliczu bezradna, jakby musiała otworzyć się na nieoswojoną jeszcze część samej siebie. Wrażenie przeglądania się w lustrze potęguje to, że obie bohaterki gra Swinton.

Posiadłość jest u Hogg antropomorfizowana – ma swoje humory, trzeszczy, świszczy, szemrze i stuka. Efekt podbijają estetyczne wybory reżyserki – stłumione kolory, widoczne ziarno, wszechobecna mgła i dym, rozmazane kontury, ciepłe, rozlewające się w soczewce kamery światło. Hogg bawi się lękiem córki, że przestrzeń jest nawiedzona. Z czasem okaże się, że miała trochę racji – rzeczywiście odbywa podróż po świecie duchów, ale nie taką, jakiej się spodziewała.

Czułość, łagodność, żal

Inspiracją była relacja autorki z jej matką. – Mama dorastająca podczas II wojny światowej pochodzi z pokolenia kobiet, które nie mówiły o swoich emocjach i mimo że doświadczały straty, nie potrafiły przepracować żalu, przez co nierzadko żyły w poczuciu winy – mówi Hogg. Reżyserka chcąc nakręcić film o matce, zorientowała się, że choć należy do innej generacji, ją też paraliżuje poczucie winy, kiedy myśli o przeniesieniu historii matki na ekran. Ponoć wyzwolił ją z tego pomysł na umiejscowienie akcji w hotelu. – Dotarło do mnie, że to, co upiorne i osobiste, może się przecinać – tłumaczyła Hogg.

To nie jest najlepszy film Hogg. Magia z „Souvenir” uleciała. Bohaterka Swinton czasem irytuje. Całość ratuje łagodność, z jaką reżyserka prowadzi nas po tym świecie, czułość, z jaką dotyka detali. Nie zapomnę ujęcia splatających się dłoni matki i córki, białej, pociętej siatką żył dłoni zaciskającej się wokół palców dziecka. „The Eternal Daughter” przypomina, że bez względu na kształt relacji z rodzicami i umiejętność radzenia sobie z żałobą, dzieckiem jesteśmy na zawsze. I kiedy nie ma już obok tych, którzy o nas dbali, sami musimy to zrobić. Czule.

Anna Tatarska
  1. Kultura
  2. Kino i TV
  3. „The Eternal Daughter”: Duchy przeszłości
Proszę czekać..
Zamknij