Znaleziono 0 artykułów
12.08.2022

Trzy pomysły na wycieczkę poza Warszawę

12.08.2022
Plaże nad Liwcem w Świniotopie

Malownicza rzeka z plażą, leśne źródła czy zabytkowa wieś? Publikujemy trzy ciekawe kierunki, które Monika i Seweryn Masalscy polecają w swojej książce „Mikrowyprawy z Warszawy”.

Na studia do Warszawy, przyjechali z malowniczej Kielecczyzny, więc z początku do Mazowsza byli uprzedzeni, ale spacery po stolicy szybko przerodziły się w wycieczki po obrzeżach, a póżniej w małe wyprawy za miasto. Kiedy w ich życiu pojawiły się dzieci, a jest ich trójka, kilkugodzinne wyjazdy wzbogaciły się tylko o atrakcje – legendy, zamki, muzea. W pandemii okazało się, że Monika i Seweryn Masalscy stali się prawdziwymi ekspertami od krajoznawczych wycieczek, radząc przyjaciołom i wyznaczając nietypowe trasy. Żeby podzielić się tą pasją wydali autorski przewodnik. „Mikrowyprawy z Warszawy. 57 nieoczywistych wycieczek, które uratują twój weekend” to pomysły na ciekawie spędzony czas, odkrywanie lokalnej historii i kontakt z dziką przyrodą.

Plaże nad Liwcem w Świniotopie

Świniotop to wieś typowo letniskowa, o której trudno powiedzieć coś  więcej poza tym, że działka tutaj to marzenie połowy warszawiaków. Leży jakieś 3 kilometry na południowy wschód od Kamieńczyka, otoczona przez Puszczę Kamieniecką. W kwestii najbardziej intrygującej, czyli pochodzenia jej nazwy, udało mi się doczytać tyle, że podobno tutejszy piasek był tak miałki, że grzęzły w nim i topiły się okoliczne świnie. Największą atrakcją Świniotopu jest oczywiście Liwiec – meandrująca, czysta i płytka rzeka, która kawałek dalej, w Kamieńczyku, wpada do Bugu. Uważa się ją za historyczną granicę oddzielającą Mazowsze od Podlasia i nie bez powodu zalicza do najurodziwszych rzek środkowej Polski. Szczególnie na zdjęciach robionych z góry widać, jak przepięknie wije się ona przez bujne zielone łąki, a poszarpane, osuwające się brzegi nadają jej romantycznego charakteru, który nam kojarzy się trochę z klimatem angielskich hrabstw. Plaże nad Liwcem – piaszczyste zakola albo pasy piasku pod porośniętymi lasem klifami – to najlepsze na Mazowszu miejsca do spędzenia leniwych wakacyjnych weekendów. My, jako rodzina podróżująca z czterolatkiem, kochamy Liwiec też za płytką wodę i drobny, miły w dotyku, jasny piasek. A odcinek w Świniotopie jest wyjątkowo malowniczy ze względu na kilkumetrową skarpę, z której cudownie zbiega się wprost do nagrzanego słońcem szerokiego pasa wody.
Przyjechaliśmy tu w ciepłą lipcową sobotę i ze zdziwieniem stwierdziliśmy, że jesteśmy na miejscu całkiem sami, nie licząc jednego przepływającego kajakarza.

Niebieskie Źródła

Niebieskie Źródła

Do źródeł z parkingu idzie się niespełna kwadrans szeroką leśną aleją wzdłuż jeziora. Leżą na nim trzy wyspy, których nazwy wspaniale oddają nieco fantastyczny klimat tego miejsca – najdłuższa, wąska Wyspa Kacząt, dalej Wyspa Płaczących Wierzb i Wyspa Samotnego Modrzewia. My dotarliśmy do rezerwatu rano i poza nami były tu tylko ptaki i zwielokrotnione odbiciami w tafli jeziora drzewa. Same źródła to zjawiska naprawdę wyjątkowe, na nasze dzieci podziałały niemal hipnotyzująco.
Są to wywierzyska krasowe, czyli zakończenia systemu podziemnych kanałów. Ze spękanych jurajskich wapieni wytryskuje tu woda niezwykle czysta, o lekko kwaśnym odczynie. Pochłania ona światło czerwone, dzięki czemu przybiera kolor zielono-niebieski. Wygląda to naprawdę piękne, a barwa wody zmienia się pod wpływem słońca, zachmurzenia i pory dnia. Jeśli dobrze się przyjrzeć, to widać, że rzeczywiście są to gejzery – na dnie jeziora placki jasnego, delikatnego piasku lekko pulsują poruszane przez wypływające podziemne strumienie. 

Na miejscu spędziliśmy aż 1,5 godziny. Mogło być szybciej, ale najpierw pochłonęły nas źródła, a potem musieliśmy zebrać z 40 patyków, sprawdzić, czy cienką gałązką da się złowić tutejsze ryby, i wyżąć z błota i wody parę dziecięcych bucików ze skarpetkami, bo przecież chodzenie mokrą drogą jest o wiele bardziej ekscytujące niż chodzenie drogą suchą. Wracaliśmy, obchodząc rezerwat wąską ścieżką przez podmokły las. Tutejsza roślinność jest niesamowicie bujna i różnorodna aż do granicy egzotyczności. Ku ogólnemu zachwytowi udało nam się też podejrzeć żyjące tu ogromne czaple i dostojne, nieco groźne łabędzie oraz przestraszyć całe stado kaczek.

Skansen Rzeki Pilicy

Na koniec wybraliśmy się na drugą stronę drogi, do Skansenu Rzeki Pilicy, bodajże jedynego tego typu obiektu w Polsce poświęconego wyłącznie rzece. Skansen jest naprawdę nieduży i uznaliśmy, że uwiniemy się ze wszystkim w kwadrans. Tymczasem okazał się zaskakująco interesujący i po półgodzinie wciąż byliśmy daleko od końca. Dzieciaki od razu objęły w posiadanie tutejszy poniemiecki bunkier typu Tobruk, zachwycone możliwością nieograniczonego wstępu do każdego z zakamarków. Poza bunkrem w skansenie znaleźliśmy także dwupiętrowy młyn z dość różnorodną ekspozycją, z którego poganiany przez wszystkich Seweryn wyszedł z wielkim niedosytem, sporo militariów, w tym wyłowiony z Pilicy pojazd pancerny ( „Kupis mi taki, mamu?"), i wystawę łodzi. Jednak na mnie największe wrażenie zrobił nie bunkier, nie młyn, ani nawet nie pojazd pancerny, tylko jakby wyjęty z bajki, misternie zdobiony drewniany budyneczek poczekalni kolejowej z XIX wieku.

Wieś Ponurzyca i Góry Ponurzyckie

Wieś Ponurzyca

Ponurzyca to wieś ani szczególnie młoda, ani wybitnie stara, bo powstała na przełomie XVIII i XIX wieku. Chociaż na nas zrobiła wrażenie miejsca, które istnieje tu od początku świata. Wbrew pierwszym skojarzeniom jej nazwę łączy się nie z ponurością, a z norami, jako że tutejsze domki poukrywane są w zagłębieniach terenu lub na polanach śródleśnych. Otoczona Mazowieckim Parkiem Krajobrazowym jest według nas jedną z najpiękniejszych wsi Mazowsza. Brzmi to nieco przewrotnie, bo to miejsce na Mazowszu bardzo nietypowe. Krajobraz jest tu pogarbiony i pofalowany, a góry, choć niewysokie, bo sięgają raptem 140 metrów n.p.m., oferują kilka ciekawych punktów widokowych. Wzniesienia są malowniczo porozcinane dolinkami i wąwozami, a las jest niezwykle zróżnicowany. Są młode brzeziny, wrzosowiska, polany i obszary niemal puszczańskie, będące pozostałością dawnej Puszczy Osieckiej. Przez wieś przepływa niewielka rzeczka, strumyk w zasadzie. Nazywa się Ślepota i też ma swoją tajemnicę – od źródła płynie wartko przez jakieś 3 kilometry, po czym bez żadnego ostrzeżenia znika w lesie u podnóża dawnych wydm. Przypuszcza się, że przenika przez grunt i ostatecznie wypływa gdzieś na pobliskim bagnie Całowanie. We wsi stoi kilka ładnych drewnianych chałup z ciekawymi obejściami, chociaż wszystkie w sporych odległościach od siebie, jakby właściciele niezwykle cenili sobie przestrzeń i prywatność. Największy jest budynek starej szkoły, który wygląda jak skromny XIX-wieczny dworek. W jednej z odleglejszych części wsi znajduje się też stajnia z rozległymi pastwiskami, po których przechadzają się konie o nieco przysadzistych, mocnych sylwetkach

 

Okolice wsi Ponurzyca

To, co nam się szczególnie rzuciło w oczy, to ogromna liczba porozwieszanych w tutejszych lasach kapliczek. Trochę nas to zaintrygowało i czuliśmy, że kryje się za tym jakaś dobra historia. Ich chroniąca obecność nabrała sensu, kiedy wyczytaliśmy, że Ponurzyca to miejsce kojarzone z legendami o mazowieckim diable. Jakby tego było mało, to w 1919 roku odkryto tu cmentarzysko grobów kloszowych z czasów rzymskich. Nazwa pochodzi od formy pochówku – nad umieszczonymi w popielnicy prochami żałobnicy ustawiali wielkie chropowate, odwrócone do góry dnem naczynie nazywane kloszem. Elementem cmentarzyska były też czarne głazy, których milcząca, tajemnicza obecność od zawsze niepokoiła tutejszych mieszkańców i pobudzała ich wyobraźnię. Legenda mówi, że to właśnie z tych kamieni diabeł chciał zbudować kościół, żeby odbierać dusze wędrowcom, którzy wstąpiliby doń na modlitwę. Pracował w nocy i gdy kładł już ostatni kamień, wzeszło słońce i głazy rozsypały się po okolicy. Tak powstały pobliskie Czarcie Kościoły i Czarci Dół.

Ponurzyca zrobiła na nas wrażenie miejsca należącego do trochę innego porządku, samowystarczalnego organizmu, jakby żywcem wyjętego z powieści Olgi Tokarczuk Prawiek i inne czasy. Z łatwością mogę sobie wyobrazić nawiedzające tutejszych mieszkańców anioły i utopce.

Fot. Materiały prasowe

 

Monika i Seweryn Masalscy
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę