Znaleziono 0 artykułów
13.12.2022

„Vogue Polska” x BMW Art Academy: Artywizm

13.12.2022
(Fot. Filip Skrońc/RATS Agency)

Artyści i artystki coraz częściej angażują się w działania, które dążą do realnej zmiany. Zaczęli wychodzić na ulice, projektować plakaty, interweniować w instytucjach. Kierują nimi niezgoda na decyzje ograniczające prawa kobiet, potrzeba obrony niezawisłości sądów czy konieczność ochrony klimatu.

Strajk kobiet

"Lekcja rysunku" (Il. Bartek Kiełbowicz)

Znakiem rozpoznawczym strajków kobiet stała się czerwona błyskawica zaprojektowana w 2016 roku przez plakacistkę Olę Jasionowską. W 2021 roku kolejna fala protestów przywróciła błyskawicę na ulice. Demonstracje jako ruch społeczny stają się też sceną dla licznych fotografów, którzy próbują uchwycić moment zmiany. Podobnie jak od dziesięcioleci robił to Chris Niedenthal, starając się być wszędzie tam, gdzie dzieje się historia. Archiwum Protestów Publicznych to półotwarta platforma dokumentują napięcia społeczno-polityczne w Polsce po 2015 roku. Wśród kilkunastu fotografek i fotografów w kolektywie działają m.in. Rafał Milach, Karolina Gembara, Adam Lach czy Niedenthal.

Działania dla klimatu

"Nowogrodzka" (Fot. Bartek Kiełbowicz)

Cecylia Malik angażuje się w ekologiczny aktywizm. Jej prace podejmują temat dewastacji środowiska i zaniedbywania dziedzictwa kulturowego. Malik jest współtwórczynią „Modraszek Kolektyw”, akcji podjętej w obronie Krakowskiego Zakrzówka przed zabudową, a także cyklicznej imprezy na Wiśle – Wodnej Masy Krytycznej. Zainicjowała też akcję przeciwko LEX Szyszko „Matki Polki na wyrębie”, a także „Warkocze Białki” w obronie rzeki Białki przed regulacją. Najbardziej znaną akcją Malik są „Siostry Rzeki” – razem z Koalicją Ratujmy Rzeki działała przeciw budowie zapory w Siarzewie, a później wielu innych rzek zagrożonych sztuczną regulacją lub zanieczyszczeniem.

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej

(Fot. Dominik Łowicki)

Od 2015 roku w Europie trwa kryzys migracyjny, który w 2021 roku dotarł także Polski. Zobaczyliśmy tragedię osób, które nie mogą pozostać w kraju objętym wojną i równocześnie nie mają dokąd uciec. W lasach zaczęły koczować tysiące ludzi, rodziny i dzieci. Wprowadzenie przez rząd stanu wyjątkowego w strefie przygranicznej spowodowało brak możliwości zaoferowania im pomocy i wsparcia. W listopadzie 2021 roku ukraiński artysta i kurator Yuriy Biley pojechał pod granicę polsko-białoruską z czerwonym banerem stumetrowej długości z białym napisem „Mam niskie poczucie bezpieczeństwa szczególnie po zmroku”. Chciał rozciągnąć go wraz z osobami uchodźczymi, które przedostały się do Polski, sygnalizując poczucie strachu, w którym przebywały. W trakcie przygotowań do realizacji pracy grupy wolontaryjne organizujące wsparcie na miejscu negatywnie odniosły się do pomysłu artysty, twierdząc, że jego hasło mogłoby być zrozumiane jako wpisujące się w narrację rządową. Ostatecznie w podlaskim lesie transparent został rozwieszony bez świadków, a 11 listopada 2021 roku artysta pojawił się ze zwiniętym banerem na antyfaszystowskiej demonstracji w Warszawie. Nadał mu nowy tytuł: „Moje hasło mogłoby być zrozumiane jako wpisujące się w narrację rządową”.

Nie zostało uwzględnione jego zdanie jako emigranta oraz to, że napis stworzył także we własnym imieniu.

(Fot. Filip Skrońc/RATS Agency)

W inny sposób na kryzys uchodźczy zareagowała Karolina Grzywnowicz. W 2021 roku podczas wystawy z jej udziałem w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek U-Jazdowski na kurtynie będącej scenografią do jej pracy rozwiesiła z przyjaciółmi artystami duży transparent z napisem: „Gdzie są dzieci?”. W ramach swojej akcji dywersyjnej opublikowała oświadczenie o przyłączeniu się do protestu instytucji CSW, która sprzeciwia się haniebnym działaniom polskiego rządu na granicy polsko-białoruskiej. Po pięciu dniach dyrekcja U-Jazdowskiego wydała oświadczenie, w którym zaprzeczyła przyłączeniu się do protestu i odcięła się od jego postulatów. 

Walka o instytucje

(Fot. Marcin Szałański)

To znamienne, że przy tak ważnej sprawie instytucja stanęła po stronie władzy. Do kolejnych instytucji, nie tylko kultury, zaczęto powoływać dyrektorów przychylnych partii rządzącej. Powołanie następuje bez procedury konkursowej, przez co znika transparentność oraz wiarygodność władz. Jedno z największych poruszeń, w które w masowej skali zaangażowali się artystki i artyści, stało się powołanie na stanowisko dyrektora Zachęty Narodowej Galerii Sztuki Janusza Janowskiego, dotychczasowego prezesa ZPAP, który wystąpił ze skandalicznym programem wystaw na następne lata. Dla środowiska artystycznego oznaczało to działanie szkodliwe, które wpisuje się w rządowe działania mające na celu instrumentalizację kultury w Polsce. Jeszcze przed przejęciem funkcji dyrektora do Zachęty codziennie przychodzili artyści i artystki, próbując różnymi dywersyjnymi działaniami pokazać swój ostry sprzeciw i zawalczyć o odzyskanie Zachęty dla sztuki otwartej i tolerancyjnej, a nie skupionej jedynie na wartościach wyznawanych przez prawicę. W te działania angażował się m.in. Bartek Kiełbowicz, malarz i ilustrator. – Po 35. roku życia założyłem rodzinę i poczułem, że  sprawy społeczne i polityczne mają realny wpływ na moje życie i moich bliskich. Zająłem się sztuką zaangażowaną, bo chciałem mieć wpływ na to, co się dzieje. Wierzę, że sztuka może zmieniać rzeczywistość, właśnie dlatego, że czuję się patriotą i czuję odpowiedzialność za moich bliskich. Jestem wkurzony na to, co robi nasza władza, boję się dalszego życia w tym kraju i nie potrafię siedzieć bezczynnie. Sztuka jest moją bronią. Za pomocą mediów społecznościowych moje prace w ciągu kilku godzin docierają do tysięcy, a czasem nawet do milionów osób. Jestem obserwatorem rzeczywistości, uważnie też śledzę portale informacyjne, dużo czytam, słucham, co mówią ludzie. W mojej pracy staram się wyczuć i czasem przewidzieć nastroje społeczne, także nasze zbiorowe lęki – mówi artysta. Kiełbowicz zaprojektował transparent ze zmienionym logo Zachęty, z napisem „zajęta” i przy okazji licznych protestów przed instytucją i w jej środku stał z nim, pokazując swój otwarty sprzeciw.

Malarze na ulicach

(Fot. Mateusz Syta)

Działania akcyjne, które podejmuję, są przedłużeniem malarstwa jako praktyki. Można sobie to wyobrazić jako zdjęcie z obrazu umownych ram i traktowanie płaszczyzny społecznej jako podobrazia – mówi malarz Michał Frydrych. Różne akcje, w które się angażował – „List”, demonstracja neoplastyczna czy nieskończona ilość ściętych drzew – były na swój sposób, oprócz swojej politycznej i społecznej wymowy, ćwiczeniami z obrazowania. „List” był długim na 14 metrów, zbiorowo pomalowanym płótnem, nieskończona ilość ściętych drzew – postartystycznym, op-artowym działaniem na styku malarstwa i aktywizmu, a demonstracja neoplastyczna stała się performatywnym orszakiem zbudowanym z 60 antywojennych, neoplastycznych obrazów-transparentów. – Od strony wizualnej były one pracami abstrakcyjnymi, którymi staram się znaleźć odpowiedź na pytanie: czy obrazami można komunikować się ze zbiorowością w jasny i klarowny sposób? A tym bardziej czy można mówić o świecie i jego problemach przy pomocy prac z nurtu abstrakcji? – dopowiada artysta.

Niezależnie od medium artyści włączają się w działania aktywistyczne. W ostatnich latach są coraz bardziej widoczni. Czy świadczy to o kryzysie systemu, czy o tym, że każde czasy potrzebują sztuki zaangażowanej na różnych polach? Teraz tym polem stała się ulica, demonstracja i dywersja. Opór ma wiele twarzy.

 

Marta Czyż
Proszę czekać..
Zamknij