Znaleziono 0 artykułów
07.12.2020

Dominique Crenn: Jedzenie jednoczy

Fot. Dan Martensen

Jest jedną z pięciu kobiet na świecie, których restauracje otrzymały trzy gwiazdki Michelin. Po piekielnym roku, w którym walczyła z rakiem piersi, a przemysł gastronomiczny podupadł przez COVID-19, ona wciąż się uśmiecha.

Dominique Crenn została adoptowana, kiedy miała 18 miesięcy. Dorastała w Bretanii we Francji, gdzie w młodym wieku rodzice wprowadzili ją w świat kuchni. Formalną edukację rozpoczęła w San Francisco, zanim przyjęła pracę w Dżakarcie jako pierwsza szefowa kuchni w hotelu InterContinental. Tęsknota za zatoką była jednak silniejsza. Zdecydowała się powrócić do Stanów Zjednoczonych i otworzyć modernistyczną restaurację Atelier Crenn.

Jak się czujesz?

Niesamowicie. Przez ostatni rok byłam w remisji. To była ciężka walka, ale spotkanie z Marią [Bello – ukochaną Crenn – przyp. red.] pomogło mi ją wygrać.

A jedzenie odegrało rolę?

Zawsze trzymałam się filozofii, że jedzenie jest lekarstwem. Dla mnie najważniejsze było to, aby wrócić do podstaw odżywiania i na nowo połączyć się z naturą. Dla mojego dobra, a także dla dobra planety. Jedzenie jest aktem aktywizmu. Jako rodzice chcemy, by nasze dzieci miały się jak najlepiej.

Jesteś jedyną szefową kuchni w Stanach, która otrzymała trzy gwiazdki Michelin. Dlaczego kobiety wciąż należą do mniejszości w tym zawodzie?

Od dawna żyjemy w kulturze zdominowanej przez mężczyzn, a to rozciąga się także na gastronomię. Wszyscy rodzimy się równi, ale w pewnym momencie społeczeństwo zaczyna karmić młodych chłopców i dziewczęta zupełnie innymi narracjami. Struktura kuchni restauracyjnych opierała się pierwotnie na strukturze brygady wojskowej – bardzo męskiej, bardzo macho. Musimy to zmienić.

Nie jest tajemnicą, że kochasz modę. Czym jest dla ciebie?

Sposobem wyrażania siebie. Ja i moja przyszła żona jesteśmy wielbicielkami vintage. Moją pierwszą większą inwestycją była piękna skórzana bransoletka od Hermèsa. Muszę wam pokazać moich idoli. Spójrzcie na tę piękną kobietę – to Coco Chanel w paryskim atelier w 1962 roku. Jestem wielką fanką Chanel. Fascynuje mnie także Maria Grazia Chiuri. Podziwiam sposób, w jaki wyraża siebie. Rozumie nie tylko kunszt, ale i osobę stojącą za dziełem.

Fot. archiwum prywatne Dominique Crenn

Podczas pandemii zamieniłaś drugą restaurację „Petit Crenn” w kuchnię wspólnotową.

Ludzie głodują, a nam zostają resztki żywności, których nie używamy. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za dalszą walkę z panującym głodem. Ostatnim razem, gdy rozdawałam nasze jedzenie w centrum San Francisco, podszedł do mnie bezdomny i powiedział: „Nie karmisz mnie śmieciami. Czuję w tym jedzeniu twoją miłość”. Jedzenie jest jedną z niewielu rzeczy, które łączą ludzi.

Zostałaś adoptowana jako mała dziewczynka. Jaki wpływ miało twoje pochodzenie na to, kim jesteś teraz?

Pozwoliło mi wejść do tego świata bez uprzedzeń. Moja biologiczna matka była dzieckiem Francuzki i niemieckiego żołnierza. Dzięki testowi DNA ustaliłam moje korzenie – mam przodków z Francji, Niemiec, Włoch i Afryki Północnej. Jestem dzieckiem świata, a to pomogło mi zrozumieć, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Bez względu na to, gdzie się urodziliśmy i jaki mamy kolor skóry.

W programie Netfliksa „Chef’s Table” powiedziałaś, że „wiele osób przyjeżdża do San Francisco, aby znaleźć odpowiedź”. Na jakie pytanie?

Pytanie brzmiało: „Gdzie mogę tworzyć?”. Moja ojczyzna – Francja – jest piękna, ale zawsze czułam się tam trochę zablokowana. San Francisco jest liberalnym, wielokulturowym miastem, tętniącym nieograniczoną energią twórczą. Nagradza tych, którzy mają otwarte serca, umysły i nie boją się nieznanego. Ciekawość pomogła mi ewoluować. Do dziś jestem ciekawa wszystkiego.

Mówi się, że największym niszczycielem kreatywności jest sukces. Czy od czasu otwarcia Atelier Crenn stanęłaś przed wyzwaniami, z którymi wcześniej nie miałaś styczności?

Na początku tego roku miałam bardzo nieprzyjemną sytuację. Musiałam jechać do szpitala. Z powodu chemioterapii wypadły mi włosy, więc owinęłam szalik wokół głowy, aby utrzymać ciepło. Moje dwie sześcioletnie córki siedziały z tyłu w samochodzie. Nagle z ogromnej ciężarówki wysiadł mężczyzna, podszedł do mnie i powiedział, że jeżeli jestem muzułmanką, to mam „wracać do swojego gównianego kraju”. Kiedy zadzwoniłam z tym na policję, odpowiedzieli: „On ma prawo tak do ciebie powiedzieć”. Jako społeczeństwo mamy jeszcze wiele lekcji do odrobienia.

Patti Smith powiedziała kiedyś: „Punk rock to wolność tworzenia, wolność osiągania sukcesów, a także ich nieosiągania”. Będąc w gronie szefów kuchni, którzy często nazywani są gwiazdami rocka, dajesz sobie przyzwolenie na to, żeby nie odnieść sukcesu?

To zależy od tego, jak definiujesz pojęcie sukcesu. Jeśli uganiasz się za marzeniami, niezależnie od tego, czy jesteś gwiazdą rocka, czy szefem kuchni, niezwykle łatwo jest stracić z oczu to, kim jesteś. Nie pozwól, by te rzeczy cię definiowały.

Jesteś zapaloną czytelniczką, a poezję piszesz od czwartego roku życia! Jaka książka należy do twoich ulubionych?

„Mały Książę” Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. Za każdym razem, gdy ją czytam, jeszcze więcej dla mnie znaczy.

Swoje dania wzbogacasz własnymi wspomnieniami. To dowód na to, że jesteś bardzo wrażliwa.

Talerz powinien opowiadać pewną historię. Czy jest to intymna rozmowa, którą odbyłam z ukochaną osobą, czy też chwila z nieznajomym, która coś we mnie wywołała. Chcę, aby moje jedzenie to odzwierciedlało. To może sprawić, że poczuję się bezbronna, ale żeby się doskonalić w tym, co robię, muszę pozwolić sobie na zdzieranie warstw tego, kim jestem, przed obcymi. Bycie bezbronnym nie jest słabością, tylko siłą. Najpiękniejsze jest to, że jeśli pozwolisz sobie na otwarcie się, zainspiruje to innych do tego samego. Tak samo jest z modą. W taki sam sposób Coco Chanel odblokowała swoją kreatywność.

Miałaś do czynienia z tragicznymi stratami i ciosami od losu, a jednak pozostałaś osobą niezwykle pełną nadziei. Jak ty to robisz?

Niezależnie od tego, co dzieje się wokół nas, należy podchodzić do wszystkiego z optymizmem. Nawet gdy znajdziesz się w pozornie beznadziejnej sytuacji, zawsze pojawi się światełko w tunelu. Wierzę w to, że ludzie, którzy nas otaczają, są dobrzy.

Freddie Braun
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę