Znaleziono 0 artykułów
27.05.2020

Harris Reed: Moda płynna, postępowa, pełna przepychu

(Fot.  Harris Reed / Lukas Palumbo)

Wielokrotnie ubierał Harry’ego Stylesa i Solange Knowles, pracował dla domu mody Gucci jako model w pierwszej neutralnej płciowo* kampanii perfum. 24-letniemu Reedowi udało się to jeszcze przed ukończeniem studiów z projektowania na londyńskiej Central Saint Martins. Witajcie w eterycznym, płynnym, cekinowym świecie Harrisa Reeda.

W tym tygodniu nastąpił prawdziwy przełom. 20 maja, przypadkowo w dniu jego urodzin, Harris Reed zaprezentował filtr na Instagramie dodający do twarzy biały kapelusz z szerokim rondem. To przypomnienie pomysłu młodego projektanta z pierwszego roku studiów, który od razu zainteresował stylistkę Solange Knowles. Filtr polubiły też Kaia Geber, Jodie Turner-Smith, Tommy Dorfman i Jeremy O. Harris, co podsyciło napięcie oczekiwania na kolekcję dyplomową projektanta.

Pieczołowitość wykonania kolekcji „Kwitniemy w naszym oburzeniu” (oryginalnie: „Thriving in Our Outrage”) nie wskazuje na to, że powstała w londyńskim mieszkaniu Reeda. Garnitury z ogromnymi klapami i szerokimi dzwonami, krynolinowymi obręczami i sukniami wieczorowymi jak na bal debiutantek, ale zdobionymi zwierzęcymi wzorami, a do tego buty na gigantycznych platformach i oczywiście kapelusze z wielkim rondem (ponad metr średnicy!), tym razem ozdobionych ręcznie jedwabiami i koronkami.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Matching my eyeshadow to my blouse #wfh #balls

Post udostępniony przez Harris Reed (@harris_reed)

Zamiast pokazu dyplomowego, który został w tym roku odwołany z powodu pandemii koronawirusa, Bella Thomas, studentka drugiego roku i współlokatorka Reeda, sfotografowała projektanta ubranego w swoją kolekcję. Aby ożywić zdjęcia, ilustrator Lukas Palumbo ręcznie dorysował scenografię, a animatorka Lauren Dean Hunter wprawiła ją w ruch.

Udało nam się porozmawiać z Reedem kilka dni przed oddaniem pracy.

(Fot.  Harris Reed / Lukas Palumbo)

W jaki sposób zainspirował cię styl Henry’ego Pageta, piątego markiza Anglesey?

We wszystkim, co robię, najważniejsze są płynność genderowa i romantyzm. Chciałem znaleźć inspirację, która pozwoli wynieść przepych na wyższy poziom. O trzeciej nad ranem w bibliotece mojej szkoły natknąłem się na tekst o zwariowanym arystokracie z przełomu XIX i XX w. W rodzinnej kaplicy wybudował teatr, w którym dla lokalnej społeczności grano sztuki Oscara Wilde’a. Paget potrafił wydać 5 mln funtów na kostiumy do jednej z nich. To król ekstremum.

W kolekcji widać też wpływ lat 70. – od amerykańskiego zespołu hard rockowego New York Dolls, którzy w swoich strojach opierali się na kontrastach: cekiny, kryształy i pióra noszone z garniturami, do brytyjskiego tancerza Lindsaya Kempa. Co cię w nich zainteresowało?

Kocham garnitury z tego okresu, dzwony, welur, Mick Jagger w filmie „Performance” z 1970 r. – to wszystko ma w sobie tyle dekadencji. Żeby nadać kolekcji jeszcze silniejsze przesłanie, zainspirowałem się sukniami dla debiutantek szytymi przez Charlesa Jamesa i stworzyłem hybrydę: do wielkiej drapowanej sukni opartej na metalowej krynolinie dodałem garnitury, bluzki i kokardy.

Dorastałeś w Los Angeles. Jak to miasto wpłynęło na twoją kreatywność?

Kiedyś myślałem, że szalone jest noszenie obcisłych spodni, różowej koszuli i militarnych butów. A w szkole ludzie mieli wybielone brwi, głowy ogolone na łyso, nosili peruki, bo szukali swojej tożsamości. Od początku chodziłem na performance „Loverboy” Charlesa Jeffreya podczas londyńskiego tygodnia mody. To Londyn sprawił, że moje ubrania wyglądają tak, a nie inaczej. Nawet jeśli okażą się klapą, wiem że jestem autentyczny i wierny sobie.

Tworzenie ubrań to dobry sposób komunikacji?

Od dzieciństwa wiedziałem, jak ogromną moc ma moda. Dzięki niej można łatwo skonfrontować ludzi z rzeczami, które wprawiają ich w zakłopotanie. Wyszedłem z szafy w wieku dziewięciu lat. Zacząłem eksperymentować z płynną tożsamością płciową. Do szkoły nosiłem różową koszulkę albo kokardkę i wszyscy zwracali na mnie uwagę.

Przekraczanie granic płci z czasem stało się dla mnie coraz ważniejsze. Zdecydowałem się na sztukę, bo lubię garncarstwo, maluję i tańczę (kiedyś trenowałem balet). Ale po jakimiś czasie uświadomiłem sobie, że więcej ludzi zobaczy moje projekty na ulicy niż w galerii. Ludzie są bardziej świadomi określania swojej tożsamości za pomocą ubrań, tym samym ma to większą siłę rażenia. Jesteśmy wszyscy chodzącymi manifestami.

(Fot.  Harris Reed / Lukas Palumbo)

Czy zauważyłeś, jaki wpływ na innych mają twoje projekty?

Kiedy uszyłem kostium dla Harry’ego Stylesa, wszyscy mówili: „Nie rozumiem szumu wokół tego, że zrobiłeś dzwony i koszulę dla kolesia, przecież to normalne”. Myślę, że tylko uprzywilejowani myślą, że to normalne. Dostałem też wiadomości, że mężczyzna noszący kobiece sukienki jest odrażający. Wtedy zdałem sobie sprawę, że moje ubrania mają moc.

Jak zaczęła się twoja współpraca z Harrym Stylesem?

Stylista Harrego Stylesa, Harry Lambert, był jedną z pierwszych osób, która pożyczyła moje projekty na pierwszym roku studiów w CSM. Napisał do mnie na Instagramie, gdzie miałem wtedy tysiąc obserwujących (dzisiaj jest ich 147 tys.). Kilka miesięcy później napisał że byłbym świetny dla jednego z jego klientów. Dał mi kilka referencyjnych zdjęć Micka Jaggera i Jimiego Hendrixa i powiedział: „Zaszalej, stwórz coś fantastycznego”. Miałem na to jedną noc. To była moja pierwsza płatna współpraca.

Następnego dnia Harry Lambert zadzwonił i powiedział, że jego klient jest zachwycony (wciąż nie wiedziałem, o kogo chodzi), i poprosił, abym spotkał się z nimi pod drzwiami na scenę pod danym adresem. Pojechałem prosto z uczelni, kiedy byłem coraz bliżej, zdałem sobie sprawę, że pod tym adresem znajduje się Hammersmith Apollo i wisiał tam wielki baner z napisem: „Harry Styles – bilety wyprzedane”.

Wszędzie były tysiące dziewczyn. Miałem na sobie czerwone sztuczne futerko, trochę zbyt dużo cieni do powiek, buty na platformie i srebrne dzwony. Podbiegłem bezpośrednio do ochroniarki, mówiąc: „Hej, przyszedłem do Harry’ego Stylesa”. A ona na to: „Och, kochanie, nie ty jeden…”. Ale kiedy wyjaśniłem, że będę jego projektantem, już o nic więcej nie pytała i wpuściła mnie do środka.

Co lubisz najbardziej we współpracy z Harrym Stylesem?

Bardzo dobrze się rozumiemy. Na początku myślałem, że to będzie jedno spotkanie, ale on był bardzo zaangażowany, nawet raz zabrał mi ołówek, kiedy chciałem wymazać jakiś detal z kostiumu. Harry już wcześniej nosił świetne garnitury, ale nie zdarzały mu się szalone falbany, tak jak teraz. Naprawdę mi zaufał.

Twój ojciec to Nick Reed, nagrodzony Oscarem producent filmów dokumentalnych, a twoja matka była modelką, obecnie zajmującą się produkcją świec i perfum. Twoje dzieciństwo bardzo wpłynęło na to, kim jesteś teraz?

Moja mama sypie z rękawa nieskończoną liczbą historii. W trakcie kariery modelki wpadała do Studia 54 z Andym Warholem. Pamiętam, jak siedziała w kuchni i robiła swoje świece, a w tym samym czasie tata montował jakiś materiał filmowy w innym pokoju. To on zawsze musiał przekonać wszystkich do danego filmu. To zainspirowało mnie, żeby zawsze mieć świadomość, co tak naprawdę chcę stworzyć i myśleć o projekcie jako o całości od samego początku. To nie tylko ubrania. Kto będzie je nosił? W jakim otoczeniu? Dlaczego są interesujące? Myślę o sobie głównie jako o kimś, kto opowiada historię.

Nie mogłeś zrobić pokazu swojej kolekcji, ale udało ci się znaleźć sposób na zakomunikowanie jej przez Instagram i ruchome ilustracje. Czy myślisz, że taka jest przyszłość pokazów mody?

Tradycyjny pokaz mody właśnie umarł. Myślę, że nie wszystko będzie w stu procentach cyfrowe, marki będą musiały znaleźć sposób na zorganizowanie pokazów dla VIP-ów, kupców, dziennikarzy, ale w tym samym czasie wypuścić coś dla szerszej publiczności, co nie jest tylko wideo na żywo z pokazu. Może będzie to film, sztuka, jakieś interaktywne doświadczenie. Dzięki takim aplikacjom, jak TikTok czy Instagram, ludzie chcą wiedzieć, co dzieje się za kulisami.

Co było dla ciebie największym problemem podczas tworzenia kolekcji w zamknięciu?

Kwarantanna przyszła dwa dni po tym, jak pokazaliśmy wykładowcom nasze prace. Najsmutniejsze jest to, że wiele rzeczy przygotowałem pod pokaz mody na żywo, np. ogromne metalowe kapelusze, które musiałem zostawić w budynku szkoły. Wszędzie były setki metrów materiału, a moje projekty są naprawdę gigantyczne. To była przygoda.

Czego nauczyłeś się w izolacji?

Czas na rozmyślania to luksus, na który nie mogłem sobie pozwolić w ciągu ostatnich dwóch lat. Wszystko było dla mnie bardzo instynktowne. Cały ten czas, który spędziłem, szyjąc na podłodze, spowodował, że na nowo zakochałem się w samym kunszcie. W przyszłości zobaczymy na pewno powrót do rzeczy robionych ręcznie, na zamówienie. Będziemy kupować mniej i więcej się wymieniać. Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebujemy fantazji. Jeśli jestem w stanie pomóc komuś uciec od rzeczywistości, chociaż na chwilę, to znaczy, że robię coś dobrze.

* Harris Reed posługuje się neutralnymi genderowo zaimkami „them/they”. Na potrzeby polskiego tłumaczenia zdecydowaliśmy się na formę męską.

Liam Freeman
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę