Znaleziono 0 artykułów
14.12.2020

Seks na łonie natury

(Fot. materiały prasowe)

Baby boom, fala rozwodów, rezygnacja z przygodnego seksu – pandemia zmieniła sposób, w jaki wchodzimy w związek, kochamy i rozmawiamy o intymności.

Aktorka Dakota Johnson, nowa ambasadorka Maude, marki promującej zdrowie seksualne, uważa, że seks nareszcie uznano za naturalny element dbania o dobre samopoczucie. Jak mówi Johnson, „zdrowie seksualne to self-care”.

Holenderski Instytut Zdrowia Publicznego i Środowiska (RIVM) wzbudził niemałą sensację, kiedy w maju zalecił samotnym osobom w celach bezpieczeństwa spotykanie się na przygodny seks z jednym wybranym partnerem. – Spotykaj się z tą samą osobą w celu odbycia kontaktu fizycznego lub seksualnego, mając pewność, że oboje jesteście zdrowi. Ustalcie między sobą z iloma innymi osobami poza sobą możecie się widywać – zasugerowali. Dodali także wyraźne ostrzeżenie, aby nie uprawiać seksu z nikim, kto akurat przebywa na kwarantannie, niezależnie od tego, czy sam wykazuje objawy czy miał kontakt z zakażonym.

Zdrowie seksualne ma zasadnicze znaczenie dla wszystkich. Rozmowa na temat zdrowia seksualnego nie jest już tabu. Zbyt długo zdrowie seksualne było źle przedstawiane, w sposób agresywny i skrajnie rozgraniczający obie płci – mówi Johnson.

Seks poza domem

Rozmawiałam w czerwcu z 26-letnią studentką mody mieszkającą na północy Włoch. Zgodnie z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa w okresie pandemii, jej przygodny seks z jednym zaufanym partnerem (sex bubble), pozwalał wyłącznie na stosunek na świeżym powietrzu, jako że zarówno ona jak i jej seks-przyjaciel mieszkali z rodzinami w czasie, kiedy restrykcje związane z lockdownem surowo zabroniły spotkań osób z różnych gospodarstw domowych pod jednym dachem.

Prawdopodobnie łatwiej było nam utworzyć bańkę ze względu na to, że oboje mieszkamy na wsi i mogliśmy spotykać się na poza domem – wyjaśniła mi w trakcie naszej rozmowy na Zoomie. – Przyjemność płynąca z posiadania towarzystwa pomogła mi złagodzić uczucie niepokoju, a dzięki temu, że nie przechodziliśmy razem przez kwarantannę, mogliśmy oderwać się od codziennych problemów, z którymi musiały się zmagać osoby mieszkające razem. Cierpieliśmy z ich powodu sami. A gdy wychodziłam z domu, mogłam wszystkie zmartwienia na jakiś czas zostawić za sobą.

(Fot. Llyod Ziff)

Czy seks na świeżym powietrzu to kolejny przejaw eskapizmu, zjawiska tak częstego w 2020 roku? Na pierwszej stronie dziennika „The Sunday Times” wydanego 1 listopada widniał nagłówek: „ZAKAZ! SEKS W DOMU. OTO TWÓJ PRZEWODNIK DO DANIA UPUSTU POTRZEBOM SEKSUALNYM W PLENERZE”. Gdy politycy zakazali nam spotkań w domach, zaczęliśmy spotykać się na zewnątrz. Urządzaliśmy pikniki, przejażdżki rowerowe, piesze wędrówki i kochaliśmy się na świeżym powietrzu. Czy tak jak twierdzą gazety, była to dla nas tylko ostateczność w czasie lockdownu, czy może odrodzenie podmiejskiego przebudzenia seksualnego z lat 70. zapoczątkowanego przez „poradnik dla smakoszy sztuki miłości” autorstwa dr Alexa Comforta „Radość seksu”. W epoce bez Google’a został przetłumaczony na 24 języki i natychmiast stał się bestsellerem na całym świecie.

To w nim już wtedy mogliśmy znaleźć krótką i zwięzłą radę na temat plenerowych praktyk seksualnych: „W Anglii, jeśli chcesz uprawiać miłość poza domem, musisz być odporny na mróz i posiadać własny park. W Irlandii lub Hiszpanii, w której jest ciepło, musisz być także odporny na księży”. W erze Google’a zdecydowanie trudniej ustalić, kto co robi, przebywając na świeżym powietrzu. Jak zauważyła jedna z moich przyjaciółek, kiedy robiłam research do tego artykułu: – We wszystkich parkach aż roi się od ludzi.

Wzrosło wyszukiwanie fraz „seks w plenerze” w ostatnim tygodniu maja i przedostatnim tygodniu października w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Podobny wzrost pod koniec maja i w pierwszym tygodniu czerwca odnotowało również hasło „parki i lasy blisko mnie”.

Blisko z naturą

Wszyscy chcemy być połączeni z naturą. Chcemy czuć towarzystwo żywej istoty – mówi pisarz Hilton Carter. Seks na świeżym powietrzu to antidotum na oskarżenia mediów, że wszyscy milenialsi stali się tańczącymi na TikToku. Nareszcie odwróciliśmy wzrok od ekranu, by spojrzeć na siebie, siebie nawzajem i otaczający nasz świat. A seks to do tego świetny pretekst.

Julia Hobbs
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę