Znaleziono 0 artykułów
09.05.2019

Wenecja. Przez mostek w świat

Wejście do pawilonu podczas 15. Biennale Architektury (2016), projekt Dominiki Janickiej Fair Building (Fot. Maciej Jelonek / archiwum Zachęty Narodowej Galerii Sztuki)

Od dziś specjalni goście, a od niedzieli także zwykli śmiertelnicy mogą oglądać „Lot”. Instalacja Romana Stańczaka reprezentuje Polskę na 58. Biennale Sztuki w Wenecji. Jej oprawą jest pawilon Polonia, zbudowany w latach 30. w stylu architektury faszystowskiej.

Po czym można poznać, że coś stało się już tradycją? Po tym, że teraz byśmy czegoś takiego nie wymyślili, a jednak wciąż w to brniemy. Na przykład choinka. Gdyby ktoś rzucił dziś pomysł, żeby sympatyczne święto czcić rzezią milionów drzew, odesłalibyśmy tę osobę z powrotem do XIX wieku, najlepiej do ciężkich robót przy wyrębie. Albo weźmy Międzynarodową Wystawę Sztuki (jak oficjalnie nazywa się biennale), która odbywa się w Wenecji od 1895 roku (od 1980 roku na przemian z Biennale Architektury). Pierwszą edycją uczczono srebrne gody włoskiej pary królewskiej. Kto jeszcze pamięta, że Włochy były monarchią? Tymczasem artyści i kuratorzy nadal walczą w Wenecji o Złotego Lwa, reprezentując poszczególne państwa niczym sportowcy na olimpiadzie. I to mimo że obieg sztuki jest dziś globalny, a bardziej niż paszport liczy się pozycja w międzynarodowej sieci. Dzisiaj nikt by na to nie wpadł, ale tradycja trzyma się świetnie.

Biennale Sztuki (2015), otwarcie projektu Halka/Haiti. 18°4805N 72°2301W. Po lewej fragment pawilonu Wenecji, po prawej – Rumunii (Fot. Barbara Kaja Kaniewska / archiwum Zachęty Narodowej Galerii Sztuki)

Trzymają się też „narodowe” pawilony, które zaczęły pączkować na początku XX wieku w parku Giardini di Castello. Dziś jest ich 29, a kto nie ma swojego (czyli większość uczestniczących krajów), musi słono płacić za wynajem pomieszczeń na mieście albo starać się z wdziękiem zhakować system. Na Biennale Architektury w 2008 roku, zamiast szukać sali na wystawę, Estonia poprowadziła wielką żółtą rurę przez Giardini, między pawilonami Niemiec i Rosji. Instalacja była aluzją do planowanego gazociągu Nordstream i sytuacji małego, młodego kraju marginalizowanego przez mocarstwa. Przynajmniej raz mysz zaryczała.

Generalnie jednak podział na kraje z pawilonami i bez pawilonów jest bezlitosny, a kto nie załapał się na pawilon w XX wieku, ten ma nikłe szanse na miejsce w Giardini. Jako ostatniej udało się w 2015 roku wśliznąć Australii. Eleganckie czarne pudło usadowione nad kanałem vis-à-vis naszego pawilonu oferuje jedynie 240 metrów powierzchni wystawowej, ale kosztowało ponad pięć milionów dolarów. Nic dziwnego, nawet produkcja wystawy, a co dopiero postawienie zupełnie nowego budynku, kosztuje w Giardini znacznie więcej niż w normalnych warunkach. Kiedy w 2008 roku współtworzyłem wystawę na Biennale Architektury, przewiezienie elementów ekspozycji ciężarówką z Polski do Włoch (około 1300 kilometrów) kosztowało mniej więcej tyle samo, co przetransportowanie tego samego ładunku barką po weneckich kanałach (kilka kilometrów).

Wejście do pawilonu podczas wystawy Sharon Lockhart Mały przegląd (2017) (Fot. Bartosz Górka / archiwum Zachęty Narodowej Galerii Sztuki)

Polska mogłaby dziś być w klubie wykluczonych razem z Estonią. W końcu gdy w Wenecji budowano pierwsze pawilony, Rzeczpospolitej nie było jeszcze na mapie. Nasi artyści pojawiali się na zbiorowych wystawach międzynarodowych, ale Henryk Siemiradzki figurował w katalogu jako il russo – Rosjanin, a inni jako Austriacy czy Węgrzy.

Wnętrze pawilonu podczas 12. Biennale Architektury (2008), projekt Hotel Polonia. The Afterlife of Buildings (Fot. Mikołaj Długosz / archiwum Zachęty Narodowej Galerii Sztuki)

Niepodległa Polska zaprezentowała się w Wenecji pierwszy raz w 1920 roku, w opuszczonym pawilonie niemieckim. Włosi zaoferowali nam odkupienie budynku, ale nasz rząd, mimo atrakcyjnej ceny, nie skorzystał. Biorąc pod uwagę, że gdy w Wenecji trwało biennale, pod Warszawą ważyły się losy wojny polsko-bolszewickiej, można wybaczyć to désintéressement. Spowodowało ono jednak, że przez kolejną dekadę Polski na biennale albo nie było, albo ściskała się gdzieś kątem. Szczyt upokorzenia przypadł na rok 1930, kiedy wystawę zorganizowano na chybcika w wyżebranym od Włochów bocznym pomieszczeniu, o tyle tylko często odwiedzanym, że tamtędy prowadzi droga do WC.

Podczas gdy Polska z trudem mieściła się ze swoją ofertą w okolicach ubikacji, samo biennale przestawało się mieścić na dotychczasowych terenach. Dlatego zdecydowano o ekspansji na sąsiednią wysepkę świętej Heleny. Stare Giardini połączono mostkiem z nową częścią, gdzie wenecki architekt Brenno del Giudice zaprojektował kompleks pięciu symetrycznie skomponowanych, białych pawilonów. Jeden z nich zaoferowano Polsce, tym razem skutecznie.

Biennale Architektury (2014), projekt Jakuba Wojnarowskiego i Instytutu Architektury Figury niemożliwe (Fot. Wojciech Wilczyk / archiwum Zachęty Narodowej Galerii Sztuki)

Nasz MSZ płacił, ale to Włosi projektowali i budowali. Dlatego nasz pawilon, w przeciwieństwie do wielu innych, nie jest wizytówką architektury fundatorów, lecz włoskim opakowaniem na polską sztukę. W pierwszej wersji jego elewacje miały otrzymać bogatą, barokizującą oprawę, ale ostatecznie detal został uproszczony do minimum. To dlatego budynek wygląda na typowy produkt architektury faszystowskich Włoch, łączącej zamiłowanie do symetrii i monumentalnej kompozycji z modernistyczną prostotą formy. Jest to równocześnie obiekt dość drobny, o skali pawilonu ogrodowego, kojarzący się (może wbrew intencjom twórcy) z kurortowo-plażowym art déco. Na jego białej, wygiętej w łuk elewacji kładą się cienie obłędnie pachnących pinii. Którędy do muszli koncertowej?

Wnętrze otwartego w 1932 roku pawilonu dzieliło się na trzy pomieszczenia – główną salę środkową i dwie boczne. Już po wojnie ścianki działowe wyburzono, tworząc jednoprzestrzenną salę, jednak na potrzeby konkretnej wystawy można ją znów podzielić. Da się też z pewnym wysiłkiem zasłonić świetlik, który podczas weneckiego lata zamienia wnętrze w piec do pizzy.

Wejście do pawilonu podczas wystawy Sharon Lockhart Mały przegląd (2017) (Fot. Bartosz Górka / archiwum Zachęty Narodowej Galerii Sztuki)

Mimo dość skromnych warunków, jakie oferuje, pawilon Polonia jest dobrem luksusowym. Chwała więc praojcom, którzy na początku lat 30. wykosztowali się na ten włoski drobiazg, i warszawskiej Zachęcie, która się nim dzielnie opiekuje. Dziś trudno byłoby pewnie uzasadnić przed państwem taki wydatek. Budowa tymczasowego pawilonu na EXPO 2020 w Dubaju ma wprawdzie kosztować 40 milionów złotych, ale przecież chodzi o PKB i przyszłość naszych dzieci. Promujmy polskie jabłka, a nie jakieś, za przeproszeniem, banany!

Biennale Architektury (2012), projekt Katarzyny Krakowiak Making the walls quake as if they were dilating with the secret knowledge of great powers (Fot. Krzysztof Pijarski / archiwum Zachęty Narodowej Galerii Sztuki)

Tymczasem posiadanie stałego adresu w Giardini jest dla polskiej sztuki jak dodatkowe punkty za pochodzenie. I to mimo tego, że nasz pawilon mieści się daleko od wejścia do parku, przez co długo obowiązywała teoria spiskowa, że nigdy nie dostaniemy na biennale żadnej nagrody, bo jury nie chce się „chodzić przez mostek”. No cóż, Chrystus narodów, nawet kiedy pokłada się na kanapie w najbardziej elitarnym salonie, zachowuje pozycję ukrzyżowaną! Na szczęście ostatnie 20 lat polskiego udziału w Biennale Sztuki i Biennale Architektury zadaje kłam tym przesądom. Katarzyna Kozyra w 1999 roku, a Katarzyna Krakowiak w 2012 roku otrzymały wyróżnienia specjalne, natomiast w 2008 roku twórcom projektu „Hotel Polonia. The Afterlife of Buildings”, w tym skromnemu autorowi niniejszego tekstu (wtedy właśnie poznałem teorię mostku), przyznano Złotego Lwa.

W tej chwili do Giardini wchodzą właśnie pierwsi dziennikarze. Za moment w świat popłyną pierwsze tweety, potem pierwsze recenzje, a w sobotę dowiemy się, kogo nagrodziło jury. Czy tym razem świat „przejdzie przez mostek”? Chętnie wskażę drogę.

 

58. Międzynarodowa Wystawa Sztuki w Wenecji oraz projekt „Lot” („Flight”) Romana Stańczaka (kuratorzy: Łukasz Mojsak, Łukasz Ronduda, komisarz: Hanna Wróblewska) w pawilonie polskim będą otwarte od 11 maja do 24 listopada 2019 roku. Więcej informacji: labiennale.art.pl

Lot Romana Stańczaka, Pawilon Polski na 58 Międzynarodowej Wystawie Sztuki — la Biennale di Venezia, 2019 (Fot. Weronika Wysocka)

 

Grzegorz Piątek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę