Znaleziono 0 artykułów
04.05.2021

Wilhelm Sasnal przed wystawą w muzeum Polin

Wilhelm Sasnal (Fot. Zuza Krajewska dla Vogue Polska)

Wystawa Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” już w czerwcu w otworzy się Muzeum Polin. Sylwetkę artysty kreśli Anda Rottenberg, szefowa działu kultury „Vogue Polska”.

Musiałam znać twórczość Wilhelma jeszcze przed rokiem 1999, bo jego zwycięstwo na festiwalu malarstwa Bielska Jesień uznałam za oczywiste. W następnym roku kupiłam okazyjnie dwa obrazy, dość przypadkowe – wybór nie był duży – ale talent malarski bił z nich tak samo silnie, jak z wszystkich innych. Wtedy spotkaliśmy się tylko przelotnie, nie pytałam, czemu maluje, bo było to dla mnie równie oczywiste jak nagroda w Bielsku.

Że jest nie tylko uważnym, lecz także krytycznym obserwatorem rzeczywistości, odkryłam kilka miesięcy później. Akurat gdy byłam celem polityczno-prasowej nagonki związanej z pokazaną w Zachęcie słynną rzeźbą Maurizia Cattelana „La nona ora”, dostałam od niego obraz „Polska i Izrael”. Tło w kolorze lila-róż, na małą Polskę w ceglastych barwach napiera od lewej, „z niemieckiej strony”, zjadliwie żółty, wielki Izrael. Żadne zdjęcie nie jest w stanie oddać tych trzech kolorów we właściwej tonacji, jeśli jeden wybrzmi czysto, to dwa pozostałe będą fałszywe. Tak samo, jak nie dawało się określić tonacji publicznej kampanii wokół rzeźby Cattelana, lecz wszyscy wiedzieli, o co chodziło. I to właśnie Sasnal namalował.

Wilhelm Sasnal o dorastaniu w Mościcach

Skąd ta wrażliwa czujność? Pytam o dzieciństwo w Tarnowie. – To nie był Tarnów, to były Mościce – poprawia mnie z naciskiem. Istotnie, to ważne, Tarnów bowiem to historia polskiej arystokracji, ładne kamienice i całkiem zasobne mieszczaństwo. Mościce – sięgająca lat 30. legenda wielkiego przemysłu, robotnicze domy i bloki. „No tak – zauważy w rozmowie z Jakubem Banasiakiem – Zakłady Azotowe jak sklepy cynamonowe”. 

W roku 2000 narysował tę swoją proustowską magdalenkę. U góry tekst: FABRYKA TO SERCE MOJEJ DZIELNICY. Poniżej niewielkie kółko, od którego promieniście rozchodzą się linie do innych kółeczek: PODSTAWÓWKA, TECHNIKUM, PRZYCHODNIA, PARK, SUPERSAM, DOM KULTURY, STADION. Topografia dzieciństwa i młodości. Obserwował kapitalistyczną degradację „swojej dzielnicy”, wreszcie poświęcił jej zrealizowany wspólnie z żoną Anką film „Huba” (2013). Film jest o umieraniu miasta i ludzi. Wilhelm z Anką mieszkali już wówczas w Krakowie. Tej przeprowadzce towarzyszyło lekkie poczucie zdrady, choć zmiana miejsca nie była związana ze światową rozpoznawalnością artysty, lecz z edukacją syna. – Chcemy, żeby w szkole uczono go otwartości i tolerancji, tam takich szkół nie ma –wyjaśnił mi kiedyś Wilhelm, mimochodem. 

Wilhelm Sasnal (Fot. Zuza Krajewska dla Vogue Polska)

A przecież był dzieckiem dość typowej, małomiasteczkowej inteligencji technicznej na dorobku, oznaczającym jakieś małe mieszkanie, mały samochód, wakacje nad morzem, najczęściej z przydziału Funduszu Wczasów Pracowniczych, skąd przywozi się odświętne, roześmiane zdjęcia na tle wydm. Wiem, bo należę do tego pokolenia. I też przyjechałam z małego miasta, w którym było mi za ciasno. Rodzicom Wilhelma nie było. Jemu też nie powinno. Mógł nie iść do Krakowa na studia politechniczne i nie zmieniać ich na ASP. Albo po powrocie do Mościc i ślubie z Anką mógł posłać syna do miejscowej szkoły, z obowiązkowym wychowaniem patriotycznym, polityką historyczną i katechezą. W którym momencie uruchomiła się jego czujność i nastąpił bunt?

Opowiada, że miał w dzieciństwie kolegę, który rysował lepiej od niego. Najlepiej wychodziły mu płonące niemieckie czołgi, w szczególności dym. Kolega rysował to, czym nasycona była ówczesna pamięć zbiorowa, meblowana „Pancernymi” i sączącą się z mediów oraz szkolnych lekcji propagandą stanu wojennego, stawiającą wszystkich Polaków po stronie bohaterskich ofiar. Może stąd na późniejszych obrazach Wilhelma wzięły się miny, bunkry, samoloty i bomby? Przecież on tak samo przyswajał w dzieciństwie nasze wojenne bohaterstwo. Na skutek nowej polityki historycznej wektor tego bohaterstwa został odwrócony, „pancernych” wyparli „wyklęci”, uwielbiani przez młodych narodowców, „skinheadów i nazioli”, jak ich nazywa Sasnal. To mu się nie podoba, ponieważ zagraża powrotem do czarno-białego wizerunku czasów wojny, a wojna – jego zdaniem – jest nadal obecna w polskich głowach, nawet w czwartym pokoleniu. W jego głowie również, najpierw pod wpływem traumatycznej zbiorowej pamięci, ubarwionej przez propagandę PRL-u, potem bardziej perwersyjnie, na skutek zderzenia polityki historycznej z lekturami takich książek, jak oświęcimskie opowiadania Tadeusza Borowskiego, z których wyciągnął koncepcję „reprezentacji niemożliwego”; namalował wtedy „niewinny” widok okolic Oświęcimia, opisany w opowiadaniu „Dzień na Harmenzach”. Ani w opisie Borowskiego, ani w pejzażu Sasnala nie widać wojny i Zagłady. Lecz wiemy, że się tam odbywała. Podobnie jak wiemy, że się odbywała w niewinnych pejzażach pokazanych przez Claude’a Lanzmanna w filmie „Shoah” w roku 1985, i wtórnie odmalowanych przez Sasnala w roku 2003. 

„Taki pejzaż” to tytuł jego wystawy, która się otwiera w czerwcu w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. 

Dalszy ciąg rozmowy Andy Rottenberg z Wilhelmem Sasnalem w kwietniowo-majowym wydaniu magazynu „Vogue Polska”. Do kupienia w salonach prasowych oraz z dostawą do domu na Vogue.pl.

Vogue Polska, kwiecień-maj 2021 (Fot. Branislav Simoncik)

 

Anda Rottenberg
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę