Znaleziono 0 artykułów
16.10.2022

Współczesne „terapie konwersyjne”: Z transpłciowości wciąż próbuje się „leczyć”

16.10.2022
(Fot. Getty Images)

Negowanie orientacji innych niż heteroseksualna, wypieranie transpłciowości, wmawianie „mody” na nienormatywność. „Terapie konwersyjne”, stosowane wobec osób LGBT+, a odrzucane jako nieetyczne przez towarzystwa medyczne, psychologiczne i psychoterapeutyczne, wciąż są praktykowane, także w Polsce. Po prostu zmieniły nazwę.

– Kilka lat temu w szpitalu psychiatrycznym zdiagnozowano u mnie depresję. Powiedziałam lekarzowi, który rozmawiał ze mną jako pierwszy, o tym, że nie czuję się osobą cispłciową. Zlecono mi psychoterapię. Prowadząca ją osoba twierdziła, że jestem heteroseksualnym mężczyzną, podczas gdy wiedziałam, że jestem osobą biseksualną oraz transpłciową i chcę dokonać tranzycji medycznej. Wielokrotnie zaprzeczano temu, kim jestem, jaką mam tożsamość płciową i orientację. Celem „terapii”, zamiast rozwiązania sprawy depresji, było doprowadzenie do tego, abym zaakceptowała, że jestem kimś innym, dopasowanym do żądań terapeutki – opowiada Agnieszka*.

Podobne doświadczenia ma niestety znacznie więcej osób LGBT+. Współczesne „terapie konwersyjne”, czyli próby zmiany orientacji seksualnej, np. bi, lesbijskiej, gejowskiej, lub tożsamości (transpłciowej) oraz ekspresji płciowej wciąż są praktykowane – także w Polsce.

Terapie te są odrzucane jako nieetyczne przez towarzystwa medyczne, psychologiczne i psychoterapeutyczne. Potępiły je World Psychiatric Association, American Psychological Association, American Psychiatric Association oraz dziesiątki innych organizacji z USA, Wielkiej Brytanii i innych krajów. O wprowadzenie zakazu przeprowadzania „terapii konwersyjnych” w Polsce apelował były Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, jeszcze dalej poszły partia Nowoczesna z Kampanią przeciw Homofobii, które złożyły projekt ustawy kryminalizującej takie praktyki. W naszym kraju ok. 20 proc. osób udzielających wsparcia psychologicznego osobom trans próbowało przekonać je do porzucenia swojej tożsamości – jak szacowała Kampania przeciw Homofobii w wydanym w 2021 raporcie „Sytuacja społeczna osób LGBTA w Polsce 2019–2020”.

Współczesne „terapie konwersyjne”: Nieetyczne i niebezpieczne

Antoni*, gdy umówił się na wizytę, aby uzyskać opinię psychologiczną dla osób trans, usłyszał, że obecnie panuje „moda” na transpłciowość. – Kiedy psycholożka pytała mnie ogólnikowo o rodzinę i dzieciństwo, a także o moje zdrowie psychiczne, uczciwie przedstawiłem swoje doświadczenia jako eurosieroty, a także pokrótce swoją historię psychologiczną. Powiedziałem, że zdiagnozowano u mnie najpierw depresję, a następnie przypuszczano chorobę afektywną dwubiegunową, o utrzymujących się sześć lat myślach samobójczych i wielu próbach zakończenia życia, w tym dwóch najpoważniejszych, które po zażyciu dużej ilości leków skończyły się w szpitalu. Psycholożka przerwała wywiad. Powiedziała, że nie jestem osobą transpłciową, a jedynie „pragnę uwagi” – opowiada Antoni. – Uznała, że na pierwszy rzut oka jest zdolna do rozpoznania osoby trans, a ja do tego grona nie należę. Stwierdziła też, że wcale nie mam depresji i gdybym rzeczywiście chciał umrzeć, to nie potrzebowałbym tak wielu prób, więc wszystkie dotychczasowe miały na celu zwrócenie na siebie uwagi. Dodała także, że na tamten moment nie ma zamiaru diagnozować mnie pod kątem transpłciowości i żaden „szanujący się” lekarz nie skieruje kogoś takiego jak ja na terapię hormonalną.

Antoni po spotkaniach ze „specjalistką” zamknął się w sobie i na długo zniechęcił do podjęcia prób ponownej diagnozy.

W raporcie „Terapia konwersyjna: Analiza i omówienie zjawiska na przykładzie publikacji Marcusa i Susan Evansów”, opublikowanym przez Tranzycja.pl, wspóln projekt stowarzyszenia Grupa Stonewall i Fundacji Kohezja, zostały przytoczone różne definicje „terapii konwersyjnych”. Wszystkie dotyczą zarówno orientacji seksualnej, jak i tożsamości oraz ekspresji płciowej, opierają się na negacji orientacji odmiennej niż heteroseksualna i tożsamości innych niż cispłciowa, a także koncentrują się na przekształceniu określonych zachowań. „Do świadomości publicznej najczęściej przebijają się najbardziej drastyczne formy »terapii konwersyjnych«, takie jak egzorcyzmy, gwałty naprawcze czy izolacja. Nie oznacza to, że nie istnieją inne formy »terapii konwersyjnych« i że nie są one stosowane. Sprawy takie jak wymienione wyżej są najbardziej medialne i spektakularne, zaś strategie długofalowego nadszarpywania psychiki, a nie ciała, nie znajdują takiego zrozumienia społecznego” – dodają osoby autorskie.

Omawiana „terapia” może bazować na awersji i przemocy, psychologii i religii. Najpopularniejszą jej formą na świecie (praktykuje się ją w co najmniej 25 krajach), mimo różnic regionalnych, jest indywidualna terapia mówiona – psychoterapia. Bywa ona równie szkodliwa jak inne wersje. Wszystkie, w tym rozmowa, mogą być przyczyną bólu psychicznego. Często u osób pogłębiają uczucie wstydu, braku wartości czy poczucie niedostosowania. Powodują myśli o tym, że są chore, odrzucone przez społeczeństwo czy stanowią ciężar dla najbliższych.

„Niezależnie od dokładnych metod, każda »terapia konwersyjna«, by odnieść skutek, musi przekonać daną osobę, że część jej pragnień lub tożsamości jest czymś złym i patologicznym, co należy w sobie zdusić i zwalczyć. Wymaga to podważenia wiary w swój własny osąd oraz znacznego obniżenia poczucia własnej wartości” – czytamy w raporcie. I właśnie o tym opowiada Justyna*:

– Osoba prowadząca psychoterapię porównywała tranzycję do okaleczania się – mówi Justyna. – Zarzucała mi, że mam uraz do kobiet. Było to dla mnie bardzo krzywdzące. Od zawsze kochałam kobiety, fascynowały mnie. Osoba prowadząca psychoterapię zniechęcała mnie do prób życia jako kobieta, malowania się, dbania o ciało. Robiłam to w ukryciu, po przyjściu z pracy. Czułam wtedy euforię. Jednak zraziła mnie do tego stopnia, że zaprzestałam tej praktyki, co wywołało u mnie ogromny smutek i poczucie rezygnacji. Starałam się więc „wyleczyć” na własną rękę z pragnienia bycia kobietą. Osoba prowadząca terapię wytworzyła we mnie tę potrzebę. Kupowałam męskie ubrania, wykonywałam typowo męskie czynności, a mój wygląd z powrotem stawał się męski. Jednocześnie coraz bardziej nienawidziłam siebie. Nie mogłam patrzeć w lustro. Doprowadziło mnie to na skraj samobójstwa. Te myśli od czasu do czasu wracają, zwłaszcza teraz, gdy moja sprawa o zmianę dokumentów ciągnie się nie z mojej winy – opowiada.

Transfobia wśród psychoterapeutów: Tranzycja jak lobotomia

Agnieszka, która mówiła, że „celem »terapii«, zamiast rozwiązania sprawy depresji, było doprowadzenie do tego, abym zaakceptowała, że jestem kimś innym, dopasowanym do żądań terapeutki”, opisywała swoje doświadczenia psychoterapii w nurcie psychodynamicznym. Terapeutka, która ją prowadziła, była członkinią Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychodynamicznej (PTPPd), skupiającego ponad 2 tys. psychoterapeutów i superwizorów. We wrześniu 2022 roku Towarzystwo zorganizowało 9. konferencję PTPPd, której pierwszy dzień poświęcono dysforii płciowej, czyli uczuciu dyskomfortu wynikającego z rozdźwięku pomiędzy różnymi aspektami naszej płci (cechami płciowymi naszego ciała, tym, jak wyglądamy, tym, jak odbierają nas inni). Jako głównych prelegentów zaproszono pochodzących z Wielkiej Brytanii psychoterapeutów Marcusa i Susan Evansów. Małżeństwo zajmuje się psychoanalizą i ma w tej dziedzinie wieloletnie doświadczenie, obecnie skupia się na prywatnej praktyce, np. udziela konsultacji dzieciom z dysforią płciową i ich rodzicom.

(Fot. Getty Images)

Zaproszenie Evansów na konferencję wywołało sprzeciw organizacji antydyskryminacyjnych, osób publicznych oraz środowiska medycznego, w tym Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, którzy zwracali uwagę, że małżeństwo wielokrotnie wypowiadało się o osobach trans w deprecjonujący i patologizujący sposób. W liście do PTPPd osoby autorskie przytaczają konkretne, otwarcie transfobiczne wypowiedzi i artykuły Evansa, w których m.in. „porównuje zwiększającą się widoczność transpłciowych dzieci do epidemii anoreksji, a dostęp do interwencji afirmujących płeć do zachęcania osób z anoreksją do głodzenia się” czy zauważa, że transpłciowa młodzież ma „podświadomie pragnąć, by figura rodzica weszła w ich życie i pomogła im zrozumieć część siebie, którą chcą odrzucić”. Znana jest również jego wypowiedź o tym, że w przyszłości operacje korekty płci będą traktowane tak, jak dziś lobotomia.

Nina Kuta z Tranzycja.pl, komentując decyzję PTPPd dotyczącą wyboru panelistów, mówi: – Terapia psychodynamiczna czerpie z psychoanalizy, która historycznie miała duży problem z poradzeniem sobie z mniejszościami seksualnymi i płciowymi. Wiele założeń psychoanalizy opiera się na bardzo statystycznym, heteroseksualnym, cispłciowym modelu zarówno płci, jak i seksualności, a status naukowy psychoanalizy jest wątpliwy. Dlatego kiedy w bardziej mainstreamowej psychologii zmieniało się podejście do osób homoseksualnych czy transpłciowych, psychoanaliza pozostawała z boku. Przez dekady była też schronieniem dla „terapii konwersyjnej”.

Obecność Evansów na konferencji miała także bezpośredni wpływ na osoby LGBT+. – Informacja o zaproszeniu Marcusa i Susan Evans na konferencję PTPPd spowodowała nasilenie się flashbacków związanych z tym, czego doświadczyłam na „terapii” – wspomina Agnieszka. – Mimo że teorie wygłaszane przez terapeutkę wydawały mi się tak błędne i absurdalne, zawsze się zastanawiałam: „Co jeśli jednak ma rację, a ja tylko nie chcę zaakceptować czegoś, co jest dla mnie niewygodne?”. Jednak po przejściu „terapii” problem depresji i myśli samobójczych uległ zaostrzeniu.

Badania retrospektywne, jak czytamy w raporcie Tranzycja.pl, pokazują, że stan psychiczny osób LGBTQ+ po doświadczeniu „terapii konwersyjnej” ulega pogorszeniu, a odsetek myśli samobójczych u osób transpłciowych poddanych próbom zmiany ich tożsamości płciowej wzrasta. Jest to poniekąd konsekwencją chęci utrzymania przez osoby „terapeutyczne” określonego porządku społecznego, pozbawionego mniejszości płciowych i seksualnych. Podobne działania znajdujemy w „terapii eksploracyjnej” Evansów. Dla małżeństwa psychoanalityków oczekiwanym rezultatem „terapii” zawsze jest powrót do cispłciowości, a poznanie siebie, czyli „eksplorowanie”, ma uzmysłowić osobie pacjenckiej, że jej „transpłciowa tożsamość wynika z głęboko ukrytej patologicznej przyczyny, najczęściej nieprawidłowej relacji z rodzicami”, skrywanych problemów rozwojowych, traumy seksualnej, „»niepoprawnie« ukształtowanego stosunku do kobiecości i męskości” lub jest powodowana modą.

Psycholog Dominik Haak, właściciel Centrum Terapii HAAK w Poznaniu, pracujący terapeutycznie z osobami LGBT+, również sprzeciwiał się zaproszeniu Evansów. – Niestety w podejściu psychodynamicznym jest bardzo wiele niechlubnych teorii opartych o patriarchalną i cis-heteronormatywną wizję świata. Osoby pacjenckie trafiające do mnie po terapii w takich nurtach są nierzadko straumatyzowane. Wspominają o nadużyciach ze strony terapeutów i terapeutek, które były podejmowane w imię niezrozumiale dla mnie pojmowanej „neutralności” – komentuje.

„Terapia eksploracyjna”: „Terapia konwersyjna” po rebrandingu

PTPPd nie zmieniło programu konferencji, wydało natomiast oświadczenie. – Nie odniesiono się w nim do naszych zarzutów, odpowiadając jedynie, że Evansowie nie są „terapeutami konwersyjnymi” i odwołując się do wartości debaty naukowej – mówi Kuta. Raport Tranzycja.pl wskazuje z kolei, że model proponowany przez Evansów, czyli „terapia eksploracyjna” (bo skoncentrowana na eksploracji swojej psychiki), jest w rzeczywistości rebrandingiem „terapii konwersyjnej”, wykorzystuje bowiem podobne zabiegi retoryczne do swojej legitymizacji. Bardzo często widoczne są podobieństwa między tym, co głoszą Evansowie i „terapeuci_tki konwersyjni_e”. Obie grupy też m.in. krytykują afirmatywne podejście do tożsamości płciowej (dla tych pierwszych oznacza to, że dziecko zostanie utwierdzone w byciu gejem i lesbijką, dla tych drugich – „nawrócone” na transpłciowość), a także obwiniają media za propagowanie homoseksualności („terapeuci konwersyjni”) i internet za propagowanie transpłciowości (Evansowie).

W naszym raporcie chcieliśmy pokazać, że odwoływanie się do wartości wolności akademickiej, wymiany poglądów w tym przypadku jest o tyle nieprawdziwe, że książka państwa Evansów nie spełnia podstawowych standardów naukowych. Jej uźródłowienie jest na bardzo niskim poziomie. W żaden sposób nie odwołuje się do aktualnych badań, podejście Evansów nie jest zweryfikowane naukowo, często pojawiają się w nim stwierdzenia, które nauka obecnie odrzuca. Założenia nie są uargumentowane niczym innym niż doświadczeniem klinicznym ich autorów – tłumaczy Kuta.

Dlaczego Evansowie i ich książka stanowią tak duże zagrożenie? Jest ona już stosowana przez chrześcijańskich „terapeutów konwersyjnych” w USA, Niemczech i we Francji, jak zauważają osoby autorskie raportu Tranzycja.pl. Budzi to podejrzenia, że celem psychoanalityków było stworzenie podręcznika „terapii konwersyjnej”, który może być wykorzystany zarówno przez psychologów, jak i rodziców uprzedzonych wobec osób transpłciowych i nienormatywnych płciowo dzieci.

– Martwi mnie to, że na konferencji pojawiły się osoby studiujące, które zostaną psychologami i psychoterapeutami, a dopiero zaczynające swoją pracę ze zdrowiem psychicznym i seksualnym, i od razu zostały narażone na takie treści. Mało tego, wspierane autorytetem doktorskim – komentuje Haak konferencję PTPPd. – Branża psychoterapeutyczna jest bardzo toksyczna, młode osoby, osoby LGBT+, bywają dyskryminowane, a osoby starsze podważają ich zdanie. Skutkuje to więc tym, że osoby szukające pracy, stażu i uznania mogą podążać za pseudonaukowymi zaleceniami, nie zdając sobie nawet sprawy z niebezpieczeństwa – alarmuje.

I jak piszą osoby autorskie raportu Tranzycja.pl, nie powinniśmy również zapominać o tym, że zdrowie i życie osób transpłciowych nie jest i nigdy nie powinno być przedmiotem jakiejkolwiek debaty.

* Imiona osób bohaterskich zostały zmienione na ich prośbę.

Jakub Wojtaszczyk
  1. Uroda
  2. Zdrowie
  3. Współczesne „terapie konwersyjne”: Z transpłciowości wciąż próbuje się „leczyć”
Proszę czekać..
Zamknij