Znaleziono 0 artykułów
22.06.2019

Wszystko, co powinnaś wiedzieć o samoopalaczach

Etro wiosna-lato 2019 (Fot. ImaxTree)

Złocista skóra bez godzin spędzonych na plaży, oparzeń i smug. Produkty brązujące nowej generacji to bezpieczna alternatywa dla słońca, a ich aplikacja jest czystą przyjemnością.

Rodzaje samoopalaczy

Samoopalacze i produkty brązujące można podzielić na kilka kategorii. Pierwsze dają kilkudniowy, maksymalnie tygodniowy efekt opalenizny. Warto je najpierw przetestować na niewielkim fragmencie skóry, bo zbyt ciemny odcień samoopalacza może wyglądać nienaturalnie na jasnej cerze.

Jeśli obawiasz się samodzielnej aplikacji, skorzystaj z opalania natryskowego. Za pomocą techniki airbrush kosmetyczka rozpyli na twojej skórze samoopalacz o wybranym kolorze. Po 15–20 minutach całe ciało będzie pokryte opalenizną, a efekt finalny można podziwiać 12 godzin później. W tym czasie nie powinno się brać prysznica ani iść na basen czy do sauny, bo opalenizna ulegnie zniszczeniu.

Etro wiosna-lato 2019( Fot. ImaxTree)

Drugą grupą są balsamy stopniowo brązujące. I to chyba najłagodniejsza z metod opalania, bo jej działanie jest, jak sama nazwa wskazuje, stopniowe. Z dnia na dzień cera nabiera delikatnego kolorytu. A przy tym balsamy te mają także inne funkcje: nawilżania, odżywiania i ozłacania skóry, jako że często zawierają rozświetlającą mikę.

Trzecia opcja to całkowicie zmywalny makijaż ciała (lub ciała i twarzy). I tu pojawia się wiele kremów BB, CC, DD o przeróżnych konsystencjach, od gęstej pasty, poprzez lekkie i kremowe jak podkład, po rajstopy w spreju. Przy tego rodzaju produktach należy uważać na ubrania, bo w czasie upałów mogą na nich pozostawać.

Samoopalacz, Bioderma /(Fot. materiały prasowe)

Samoopalacze mają różne konsystencje: pianki (tu do aplikacji nadają się rękawice, np. w zestawach Vita Liberata lub B.Tan, które chronią dłonie przed pomarańczowobrązowym zabarwieniem), mgiełki, spreje, kremy, balsamy, a nawet mokre chusteczki. Zaskoczeniem tego sezonu są według mnie lekkie samoopalające mgiełki, jak Self Tan Purity Bronzing Water Face Mist St. Tropez, która pachnie tropikalnymi kwiatami i owocami.

Nawilżający krem, Sisley ( Fot. materiały prasowe)

W tym roku, ponieważ królują produkty z efektem glow, wiele samoopalaczy (także tych przeznaczonych tylko do twarzy), np. Sun 365 Gradual Self Tan Lancaster, zapewnia dodatkowo rozświetlenie dla skóry. To świetny zabieg na gorące lato, bo nie musisz już nakładać makijażu, żeby się cieszyć słoneczną cerą.

Czas opalania

Moim ulubionym preparatem samoopalającym do ciała jest 10 Minute Tan Vita Liberata. Nakładam ten gęsty, ciemny balsam, jak sama nazwa wskazuje, na 10 minut, a następnie dokładnie zmywam go ze skóry pod prysznicem. Opalenizna pojawia się w tempie ekspresowym (ale nie po 10 minutach, lecz po 4–6 godzinach, bo właśnie w tym czasie działa większość produktów brązujących). I jest zjawiskowo naturalna. Patrząc na mnie, wszyscy myślą, że właśnie wróciłam z wakacji.

Inne samoopalacze działają na melaninę od godziny do ośmiu godzin. Najczęściej po aplikacji należy pozostawić je na skórze. Najlepiej takie eksperymenty przeprowadzać w ciągu dnia, w weekend albo przynajmniej późnym popołudniem. Wykonywanie zabiegu na noc może się skończyć pobrudzoną pościelą i nierównomiernym rozprowadzeniem produktu.

Pianka do ciała, Bielenda( Fot. materiały prasowe)
Olejek brązujący, Eisenberg (Fot. materiały prasowe)

Zakochałam się w serum samoopalającym Super Soin Autobronzant Hydratant Visage Sisley, którego używam na dzień. Zamiast kremu nawilżającego, pod makijaż, bo gwarantuje elastyczność skóry. To jeden z tych samoopalaczy, które możesz nakładać każdego dnia.

Jeśli w godzinę chcesz wyglądać jak po tygodniu na plaży, sprawdzi się B.tan, pianka samoopalająca dostępna w kilku wersjach kolorystycznych. Najlepiej kupić ją razem z gąbczastą rękawicą, żeby nie zabarwić wnętrza dłoni, zwłaszcza jeśli sięgasz po odcień I Want The Darkest Tan Possible. Opalenizna utrzymuje się kilka dni.

Przygotowanie skóry

Plamy powstają najczęściej na skórze nieprzygotowanej do zabiegu. Dwa dni przed nałożeniem preparatu do opalania wykonaj peeling. Usuniesz zrogowaciałe fragmenty naskórka, dzięki czemu samoopalacz rozprowadzi się na skórze bardziej równomiernie. Depilację woskiem albo pastą cukrową najlepiej wykonać kilka dni wcześniej. A jeśli jesteś w trakcie serii zabiegów laserowej depilacji, produktów brązujących nie wolno stosować przed kolejną turą. Ryzykujesz poparzenie laserem. Nie możesz się opalać nawet miesiąc po zabiegu, bo mogą powstać trwałe przebarwienia.

Mgiełka ochronna, Chanel( Fot. materiały prasowe)

Kiedyś radziło się najpierw nakładać na skórę balsam nawilżający, a dopiero potem samoopalacz. Nie polecam takiego postępowania, bo z pewnością pojawią się wtedy zacieki, paski i ciapki. Lepszym pomysłem jest regularne nawilżanie skóry na nogach czy ramionach. Dziś preparaty samoopalające pełnią również funkcję nawilżającą, a dla skóry suchej sprawdzą się olejki (Lancaster, Garnier lub Lirene). Aplikację polecam wykonać za pomocą rękawicy.

Serum, Lancaster (Fot. materiały prasowe)

Na co trzeba uważać?

Najgorszy zapach ma preparat do opalania natryskowego, natomiast nowoczesne produkty, takie jak Vita Liberata, La Mer, St. Tropez czy Vagheggi, pachną jak po opalaniu na słońcu. Po kilku godzinach czuć jednak lekki aromat samoopalacza. To wina głównego składnika tych produktów, czyli cukru DHA (dihydroksyacetonu). Jego działanie przypadkiem odkryto w szpitalu dziecięcym pod koniec lat 50. ubiegłego wieku. Podawano dzieciom syrop obniżający poziom cukru we krwi. W miejscach na skórze, gdzie się rozlał, pojawiały się ślady przyciemnienia skóry. To wynik reakcji chemicznej między DHA a aminokwasami, które występują w skórze. Oprócz DHA w produktach brązujących skórę jest również wiele naturalnych substancji, takich jak łupiny orzecha włoskiego czy olej z nasion marchwi, które wspomagają zabarwienie skóry oraz przedłużają efekt opalenizny. Powstaje ona w warstwie rogowej naskórka, która ulega regularnemu złuszczaniu, więc opalenizna z tubki nie trwa wiecznie.

Samoopalacz do twarzy i ciała, Nuxe ( Fot. materiały prasowe)

Najłatwiejsze w obsłudze są kremy Avene czy Nuxe. Ale nawet w ich przypadku należy uważać na wystające części ciała,takie jak łokcie, kolana czy kostki, bo tam zwykle osadza się więcej produktu. Bardziej równomierną aplikację gwarantuje rękawica.

I ostatnia uwaga: ostrożnie ze słońcem! Opalenizna z tubki nie gwarantuje ochrony przed promieniowaniem UV. Krem z filtrem, stosowany aż do jesieni, to gwarancja dłużej zachowanej jędrności skóry, bardziej równomiernego kolorytu i lepszej elastyczności.

 

Maria Kowalczyk / nostressbeauty
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę