Znaleziono 0 artykułów
01.08.2019

Yves Saint Laurent: Nieśmiały geniusz mody

Z Betty Catroux i Loulou de la Falaise przed butikiem Rive Gauche /(Fot. John Minihan, Getty Images)

Jego pomysły odmieniły modę i do dziś inspirują projektantów. Ubierał kobiety w przezroczyste tkaniny i smokingi. Dał im swobodę, nie odzierając ich przy tym z seksapilu. Pomimo sukcesu pozostał nieśmiały. Bo nazywany geniuszem mody Yves Saint Laurent wszystko, co miał do powiedzenia, przekazywał za pomocą swoich dzieł.

Mówił, że moda przemija, a styl pozostaje. Tego ostatniego nie można z pewnością odmówić jego projektom. Podobnie jak niezaprzeczalnej klasy, widocznej w każdej stworzonej przez Yves’a Saint Laurenta sylwetce. Jego pomysły, niegdyś rewolucyjne, budzące skrajne emocje od zachwytu po oburzenie, dziś są uważane za ikony. Yves Saint Laurent to jedna z najznamienitszych postaci w historii mody.

Nieśmiały geniusz

Urodzony 1 sierpnia 1936 roku w Oranie, w pozostającej pod francuską okupacją Algierii, Yves Henri Donat Mathieu Saint Laurent od najmłodszych lat wykazywał ogromne zainteresowanie modą. Gdy był małym chłopcem, jego ulubioną zabawę stanowiło wycinanie postaci z podkradanych matce żurnali i strojenie ich w sukienki własnoręcznie wykonane z papieru i ścinków materiałów. Kiedy Yves podrósł, zaczął tworzyć zaskakująco dojrzałe jak na swój wiek szkice, a wkrótce również szyć suknie dla matki i dwóch sióstr. W wyobraźni prowadził własny dom mody. Niestety nietypowe, „dziewczęce” zainteresowania nie przełożyły się na sympatię rówieśników. Wrażliwy, zamknięty w sobie chłopak był szykanowany, poniżany i bity przez kolegów ze szkoły, jeszcze zanim dręczyciele dowiedzieli się, że jest gejem. Jak łatwo się domyślić, kiedy jego orientacja wyszła na jaw, sytuacja się pogorszyła. Przemoc i odrzucenie sprawiły, że Yves zaczął coraz bardziej stronić od otoczenia. Opuszczał lekcje i całe dnie spędzał w domu, tworząc. Wszystko, co robił, miało jeden cel – wyjazd do Paryża. Młody Saint Laurent wiedział, że w stolicy Francji, gdzie tworzyli Dior i Coco Chanel, będzie mógł wreszcie być sobą.

fot. Getty Images

Kiedy Yves miał 17 lat, jego marzenie nareszcie się spełniło. Z teczką szkiców młodzieniec wyjechał do Paryża, gdzie został przyjęty na kurs organizowany przez Chambre Syndicale de la Haute Couture. Tam jego projekty szybko zostały dostrzeżone. Ale na horyzoncie pojawiła się konkurencja – ten, który przez całe życie miał pozostać największym rywalem Saint Laurenta, czyli Karl Lagerfeld. Yves i Karl szli zawodowo łeb w łeb, na przemian wygrywając konkursy i zdobywając nagrody. Ale kiedy Christian Dior niespodziewanie zmarł na atak serca, to zaledwie 21-letniemu Saint Laurentowi powierzono przejęcie sterów legendarnego domu mody. Stanowisko głównego projektanta Yves zawdzięczał swojej ciężkiej pracy i zdolnościom, ale też protekcji Michela De Brunhoffa. Ówczesny redaktor naczelny francuskiej edycji „Vogue’a” poznał się na talencie Yves’a i przedstawił go Christianowi Diorowi. Saint-Laurent wyznał kiedyś, że mistrz onieśmielał go do tego stopnia, iż nie mógł przy nim wykrztusić słowa. Ale legendarnemu kreatorowi nie przeszkadzały nieśmiałość i małomówność utalentowanego młodzieńca. Zatrudnił go w swoim atelier, gdzie Yves dosłownie pochłaniał wiedzę. W przyszłości Saint Laurent miał odrzucić sztywny, formalny styl Diora. Ale najprawdopodobniej jego późniejsze projekty nie byłyby tak spektakularne i nienagannie skonstruowane, gdyby nie to, czego za młodu nauczył się od swojego mistrza.

Yves Saint Laurent i Catherine Deneuve ( Fot. Alain Nogues, Getty Images)

Czas spędzony przy Diorze wykształcił w Saint Laurencie charakterystyczny i rozpoznawalny styl, który doprowadził go do objęcia sterów kultowej marki w 1957 r. Ale kiedy 21-latek został mianowany nowym dyrektorem artystycznym, miał do wykonania bardzo trudne zadanie. Poprzednik nie tylko niezwykle wysoko ustawił mu poprzeczkę, ale też zostawił dom mody w finansowych tarapatach, wręcz na skraju bankructwa. Nic więc dziwnego, że zaczynając nową pracę, Yves był równie szczęśliwy, co przerażony. Ale pierwsza kolekcja, którą stworzył dla Diora, spotkała się z przychylną reakcją tak krytyki, jak klientek. Dzięki niej o domu mody zrobiło się niemal równie głośno jak wtedy, gdy Dior zaprezentował swój „New Look”. Podobno wiele redaktorek mody płakało ze wzruszenia na widok kolekcji Yves’a „Trapez”. Kolejne sezony przyniosły dalsze sukcesy. Ale młodzieńcza kreatywność i arogancja sprawiły, że tworzenie w stylu zmarłego mistrza szybko przestało Yves’owi wystarczać. Niestety estetyka, którą zaczął proponować Saint Laurent, była zbyt odważna dla konserwatywnych klientek Diora. Kolekcja „Beat Look”, którą pokazał w 1958 roku, nie spotkała się z uznaniem. Inspirowana młodymi egzystencjalistami – bywalcami kawiarni i klubów jazzowych przy Saint-Germain-des-Prés, była bardzo odległa od ducha konserwatywnego domu mody. Kolejne sezony również okazały się porażkami. Ale to nie fala krytyki, która spadła na Saint Laurenta, była najgorsza. Prawdziwą tragedią, gorszą nawet niż wizja utraty kontraktu z Diorem, okazało się powołanie do wojska w związku z wojną francusko-algierską.

YSL w Marrakeszu, 1972 rok ( Fot. Reginald Gray, Getty Images)

Na dobre i na złe

Jeśli Yves Saint Laurent spodziewał się po pobycie w wojsku najgorszego, to jego przypuszczenia miały się sprawdzić z nawiązką. Podobnie jak w szkole, w armii wrażliwy, wycofany homoseksualista szybko stał się obiektem ataków ze strony współtowarzyszy. Kulminacją dręczenia, jakiemu przez 20 dni musiał stawiać czoła Yves, był brutalny „chrzest”, który urządzili mu rekruci. Saint Laurent tak bardzo przeżył przemoc i poniżenie, że przypłacił je poważnym załamaniem nerwowym. Trafił do szpitala wojskowego. Tam dotarła do niego informacja, że dom mody Dior zerwał z nim kontrakt. Ten cios sprawił, że stan projektanta jeszcze bardziej się pogorszył i młodego mężczyznę przeniesiono do szpitala psychiatrycznego. Tamtejsi lekarze przyczynę złego stanu psychicznego Yves’a upatrywali w jego orientacji seksualnej, więc oprócz końskich dawek leków psychotropowych przepisali mu terapię elektrowstrząsową. To właśnie tę „kurację”, mającą uczynić z Saint Laurenta heteroseksualistę, mężczyzna obwiniał za swoje późniejsze problemy – powracające stany depresyjne i uzależnienie od narkotyków.

Sukienka Mondrian ( Fot. Ian Forsyth, Getty Images)

Powrót do zdrowia Saint Laurent zawdzięczał w dużej mierze swojemu partnerowi, przemysłowcowi Pierre’owi Bergé. Dzięki jego wsparciu projektant wygrał z Diorem proces o przedterminowe zerwanie kontraktu i dostał od domu mody odszkodowanie. Ale na tym nie kończyła się opieka, którą Bergé miał odtąd do końca życia sprawować nad Yves’em. To on zachęcił projektanta, żeby zaczął tworzyć pod własnym nazwiskiem. Pomógł też zorganizować fundusze, niezbędne na początek inwestycji. Zapewnił je amerykański milioner J. Mack Robinson. Z kolei artysta i przedsiębiorca Bernard Buffet pomógł w kontaktach z paryskimi kręgami artystycznymi. Słynne logo marki „YSL” zaprojektował Cassandre – niezwykle popularny w tamtych czasach grafik. W 1961 roku Yves Saint Laurent i Pierre Bergé założyli dom mody. Tak stali się partnerami nie tylko w życiu prywatnym, ale też zawodowym. Choć para oficjalnie rozstała się w 1976 roku, Bergé do końca życia wspierał Yves’a. To dzięki niemu projektant mógł poświęcić się wyłącznie temu, co kochał, podczas gdy Pierre zajmował się stroną finansową. A także PR-em, wiedząc, że kontakty z prasą są dla zamkniętego w sobie Saint Laurenta prawdziwym koszmarem.

fot. Getty Images

Bergé zapewnił Saint Laurentowi idealne warunki, aby projektant mógł w spokoju skupić się nad pierwszą kolekcją, którą miał pokazać pod własnym nazwiskiem. 29 stycznia 1962 roku, w Hôtel Forain na Rue Spontini, odbył się pierwszy pokaz kolekcji couture sygnowanej nazwiskiem Saint Laurenta. Reakcje dziennikarzy były mieszane – wahały się od zachwytu i porównań do projektów Coco Chanel po niechęć. Wkrótce okazało się jednak, że Yves Saint Laurent daje klientkom dokładnie to, czego chcą – nowoczesną elegancję, piękną i wygodną, idealną do noszenia na co dzień. Jego projekty były przeznaczone dla kobiet wyemancypowanych, niezależnych, świadomych własnej siły. Nie znaczyło to jednak wcale, że były odarte z seksapilu. Saint Laurent idealnie zrozumiał ducha czasów, w których kobiety chciały być piękne, ale też wolne i niezależne.

Sukces i kontrowersje

Projekty Yves’a Saint Laurenta, takie jak sukienka Mondrian, słynny nude look, kurtka safari czy wreszcie damski smoking, są dziś uważane za kamienie milowe mody. Tymczasem wówczas, gdy powstały, wzbudzały tak zachwyt, jak oburzenie. Wśród wiernych fanek kreacji z metką YSL znalazły się m.in. Catherine Deneuve, Paloma Picasso, Grace Kelly, Loulou de la Falaise, Betty Catroux i Victoire Doutreleau, a także stała bywalczyni wystawnych przyjęć, ówczesna celebrytka Nan Kempner. Ta ostatnia wybrała się pewnego wieczoru do nowojorskiej restauracji Le Côte Basque ubrana w damski smoking od Yves’a Saint Laurenta. I została z niej wyproszona. Menedżer miał jej na odchodnym powiedzieć, że u kobiety spodnie podczas formalnego przyjęcia są tak samo niedozwolone jak strój kąpielowy. Słysząc to, Kempner wyszła, a następnie wróciła już bez spodni. Przedłużoną marynarkę YSL potraktowała jak krótką sukienkę, obchodząc tym samym przepisy, które nie zabraniały mini.

Vogue, 1980 rok /(Fot. Horst P. Horst, Getty Images)

Nie tylko projekty Saint Laurenta wzbudzały kontrowersje. Szerokim echem odbiło się także otwarcie jego nowej, tańszej linii ready to wear – Rive Gauche. Pomysł, by ubrania z metką znanego z wysokiego krawiectwa projektanta sprzedawać w większej ilości i po bardziej przystępnej cenie, okazał się strzałem w dziesiątkę. Klientki z Catherine Deneuve na czele szturmowały butik, a zyski ze sprzedaży już pierwszego dnia wyniosły ponad 24 tysiące dolarów. Tymczasem świat mody był zniesmaczony – koledzy po fachu uważali, że Yves obniża prestiż branży. Emanuel Ungaro stwierdził, że nowa linia Yves’a jest „bardzo, bardzo smutna”. Saint Laurent nie czekał długo z ripostą. – Moda byłaby bardzo smutna, gdyby jej jedynym celem było ubieranie bogatych kobiet – odpowiedział adwersarzowi.

Yves Saint Laurent /(fot. Getty Images)

Saint Laurenta bolały podobne opinie, a każdy kryzys przypłacał stanami depresyjnymi. Jednak dzięki wsparciu Pierre’a Bergé zawsze wychodził na prostą. I o ile prywatnie pozostał nieśmiały i wycofany, o tyle zawodowo nie wahał się szokować. W 1971 roku wybuchł kolejny skandal z udziałem projektanta. Wszystko przez YSL Pour Homme, pierwsze perfumy wylansowane przez markę. Na wykorzystanych w kampanii zdjęciach wykonanych przez Jeanloupa Sieffa projektant pozował zupełnie nago. Ponoć początkowo chciał wystąpić na zdjęciu z butelką perfum między nogami, ale fotograf nie zgodził się na taką koncepcję. Skandal wywołany reklamą nie zaszkodził jednak sprzedaży perfum, wręcz przeciwnie, sprawił, że sprzedawały się jak świeże bułeczki. A kolejny zapach, „Opium”, promowany był kampanią autorstwa Helmuta Newtona i hasłem: „Opium. Dla tych, którzy są uzależnieni od Yves Saint Laurent”. Kampania wywołała oburzenie działaczy antynarkotykowych. Ale podobnie jak w przypadku poprzedniego zapachu skandal tylko napędził sprzedaż.

Upadek giganta

Nazwa kultowych dziś perfum, podobnie jak ich hasło reklamowe, była tym bardziej kontrowersyjna, że Yves Saint Laurent był znany z zamiłowania do narkotyków. I o ile w domu w Marrakeszu, który kupił wraz z Pierrem Bergé, Yves mógł palić haszysz i opium bez zwracania uwagi prasy, o tyle podobne rozrywki w Paryżu natychmiast stawały się pożywką dla bulwarówek. Tymczasem projektant był na co dzień narażony na wielki stres. W 1973 roku Saint Laurent pokazywał cztery kolekcje w roku – dwie couture i dwie prêt-à-porter. Miał też własną linię perfum, okularów i ręczników plażowych. Ogrom pracy sprawił, że stał się niewolnikiem własnego potężnego imperium. Ukojenia projektant szukał, imprezując w modnych klubach. A tam, obok pochłaniania hurtowych ilości alkoholu, relaksował się za pomocą kokainy i przygodnego seksu. Uzależnienie od używek sprawiło, że Yves zaczął coraz bardziej wycofywać się z życia publicznego. Stał się jeszcze większym niż zwykle samotnikiem, zaczął unikać nawet Pierre’a.

Saint Laurent w czasach pracy dla Diora, 1959 rok ( Fot. Roger Viollet, Getty Images)

Narkotyki i alkohol wywarły zgubny wpływ na kondycję psychiczną Saint Laurenta. A ta przełożyła się na coraz gorsze kolekcje. Spotykały się one z nieprzychylnymi recenzjami, które przyczyniały się do pogłębienia depresji Yves’a. Błędne koło się zamykało. Prasa zaczęła spekulować o upadku projektanta i jego złym stanie zdrowia. On tymczasem dementował te doniesienia, mówiąc, że czuje się świetnie. Tymczasem w wyniku załamania nerwowego trafił do szpitala. Ale pogrążony w depresji Yves zdołał stworzyć kolekcję, która zamknęła usta osobom wieszczącym jego koniec. Pokaz inspirowanej baletami Diagilewa i pisarstwem Tołstoja „Kolekcji rosyjskiej” okazał się jednym z najsłynniejszych w karierze Saint Laurenta i zarazem najlepiej recenzowanym. Niestety, był ostatnim sukcesem projektanta, który w kolejnych latach nadal zmagał się z depresją i nałogami. Choć regularnie projektował nowe kolekcje, nie udało mu się już stworzyć niczego tak spektakularnego, jak „Kolekcja rosyjska”.

W późniejszych latach kariera Saint Laurenta stopniowo przygasała, jednak były w niej też sukcesy. Takie jak wystawa w The Metropolitan Museum of Art, które w 1983 roku poświęciło mu solową ekspozycję – pierwszą w historii dedykowaną w całości żyjącemu projektantowi. Swój ostatni pokaz Yves Saint Laurent zorganizował w 2002 roku. Wkrótce potem odszedł na emeryturę. Ostatnie lata życia spędził w domu w Maroku, w towarzystwie Pierre’a Bergé i buldożka francuskiego Moujika. Pomimo zdrad i rozstania przyjaciel pozostał przy nim do końca. Kiedy okazało się, że Yves cierpi na nieuleczalnego raka mózgu, Pierre zataił przed nim diagnozę. Wiedział, że Saint Laurent nie poradzi sobie psychicznie z tą informacją. To również Bergé po śmierci projektanta w 2008 roku czuwał nad jego dziedzictwem aż do swojej śmierci w 2017 roku. W Paryżu z jego inicjatywy powstało Musée Yves Saint Laurent. Drugie możemy podziwiać w Marrakeszu. Bergé zorganizował też w paryskim Grand Palais aukcję kolekcji Yves’a, który przez całe życie był miłośnikiem sztuki. Tak zwana aukcja stulecia już pierwszego dnia pobiła rekord świata sprzedaży prywatnej kolekcji. Ze sprzedaży dzieł sztuki uzyskano 206 milionów dolarów.

Natalia Jeziorek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę