Znaleziono 0 artykułów
22.05.2022

Podzielić się tożsamością: Zmiana nazwiska po ślubie

22.05.2022
(Fot. Getty Images)

Sam nie chciałbym zrezygnować z mojego nazwiska. To moja tożsamość, a trudno zrezygnować z siebie. Już sam ślub jest przemodelowaniem życia, wejściem w inną strukturę społeczną – opowiada Michał Przeździk-Buczkowski, który zdecydował się przyjąć nazwisko żony.

Hiszpanki, Portugalki i Brazylijki nie zmieniają nazwisk po ślubie, bo i tak dziedziczą dwa, po ojcu i matce. Koreanki i Greczynki też zachowują swoje, a Włoszki są niemal do tego zobligowane. W Polsce coraz więcej kobiet zostaje przy panieńskim nazwisku lub dodaje do niego nazwisko męża. A jak sprawa ma się z mężczyznami? Zgodnie z polskim prawem zarówno mąż, jak i żona mogą zmienić lub dodać nazwisko drugiej osoby, a także zdecydować o kolejności obu członów. Do niedawna taka zmiana nie była popularna wśród partnerów. Na szczęście patriarchalne podejście do tego tematu powoli zaczyna się zmieniać. O tym, dlaczego mężczyźni w Polsce coraz częściej przyjmują nazwisko żony i z czym się to dla nich wiąże, opowiedziało nam czterech bohaterów, którzy zdecydowali się na ten krok.

Michał Przeździk-Buczkowski: Zmiana nazwiska przez żonę to patriarchat

(Fot. Archiwum prywatne)

Przed ślubem Ola powiedziała mi, że jeżeli przyjmie moje nazwisko, to jej zniknie. Dlatego zdecydowaliśmy się na podwójne: ja na Przeździk-Buczkowski, Ola – Buczkowska-Przeździk – opowiada Michał, fotograf, który ślub wziął w 2012 r.

Zmiana nazwiska po ślubie to opowieść o tym, jak chęć posiadania drugiej osoby jest silnie zakorzeniona w naszej kulturze. Jedni nazywają to patriarchatem, inni – tradycją. To jednak tradycja, która usuwa pewne nazwiska z historii – mówi. Dodanie nazwiska żony jest dla Michała swojego rodzaju dzieleniem się: braniem i dawaniem. – Relacja między ludźmi musi być w równowadze, a ta łączy się dla mnie z uczciwością wobec drugiej osoby i samego siebie. Jeśli przestajemy być uważni, zaczynamy zachowywać się automatycznie. Kiedyś narzucano nam role, więc każdy wiedział, co ma robić. W niedzielę chodziło się do kościoła, a dzieci wysyłało do komunii. Dziś jest inaczej. Sam nie chciałbym zrezygnować z mojego nazwiska. To moja tożsamość, a trudno zrezygnować z siebie. Już sam ślub jest przemodelowaniem życia, wejściem w inną strukturę społeczną – tłumaczy.

Michał i Ola nie znają par, które tak jak oni zdecydowały się przyjąć nawzajem swoje nazwiska, ale sami spotykają się z pozytywnymi reakcjami. Przede wszystkim ze strony kobiet. Dziesięć lat temu, kiedy brali ślub, nie było to jednak takie oczywiste. – Kiedy poszliśmy do urzędu załatwić formalności, urzędniczka zapytała mnie, czy nie będzie przeszkadzało mi dodanie nazwiska żony, bo potem to jest kłopot. No i że musi sprawdzić, czy tak się da. Obok mnie siedziała Ola, która też przyjęła moje nazwisko, ale urzędniczka ani razu jej o to nie zapytała. Kiedy pani, patrząc na mnie, powtórzyła pytanie po raz czwarty, Ola wybuchnęła śmiechem – wspomina Michał.

Paweł Galla-Milewski: Żona przez lata pracowała na swoje nazwisko

(Fot. Archiwum prywatne)

Pawłowi, właścicielowi gospodarstwa Mazurski Sad, od początku zależało na tym, żeby po ślubie nazywali się z żoną tak samo. – Martyna jest świetną fotografką, a na swoje nazwisko pracowała od 16. roku życia. Kiedy braliśmy ślub w 2014 r., nazwisko Galla było już rozpoznawalną marką w branży. Połączenie nazwisk było więc najlepszym rozwiązaniem. Kolejność wynika z lepszego brzmienia „Galla-Milewski” niż „Milewski-Galla” – tłumaczy.

Jednak zmiana nazwiska nie była dla Pawła oczywista od samego początku. – Mam dwie siostry, jest więc mała szansa na przekazanie nazwiska Milewski następnym pokoleniom w tej gałęzi rodziny. Zapytałem ojca, co myśli o moim pomyśle. Bałem się, że może mu być przykro, ale moje obawy okazały się bezpodstawne – mówi.

Z decyzją o dodaniu nazwiska żony łączy się też romantyczna anegdota, która wpłynęła na decyzję Pawła. – Teść opowiedział mi kiedyś urzekającą historię rodziny Gallów. W czasie odwrotu armii Napoleona Bonapartego z Rosji rannym oficerem wojsk francuskich zaopiekowała się dziewczyna z Wołynia. Zakochali się i pobrali. Ów francuski żołnierz nie miał problemu z tym, żeby zmienić swoje nazwisko w ten sposób, aby było łatwe do wymówienia w nowej społeczności – opowiada.

Teść Pawła, ojciec dwóch córek, ucieszył się, że jego nazwisko zostanie przekazane dalej. – Wydaje mi się, że zaakceptował mnie wtedy jako członka rodziny. Wcześniej można było odnieść wrażenie, że uważa mnie za kogoś kto chce „ukraść” jego ukochaną córkę. W przypływie wzruszenia, po poinformowaniu go o naszych planach połączenia nazwisk, stwierdził, że z tym małżeństwem zyskał syna, a nie stracił córkę – wspomina Galla-Milewski.

Dziś Paweł pomaga Martynie w prowadzeniu marki odzieżowej Mille, która tworzy dzianiny dla dzieci i kobiet. Jej nazwa powstała z połączenia obu nazwisk.

Daniel Wolniewicz-Slomka: W języku polskim jest „nazwisko panieńskie”, ale nie ma kawalerskiego

(Fot. Archiwum prywatne)

Decyzja o tym, żeby przyjąć nazwisko żony, była dla Daniela spontaniczna. – Klaudia jest naukowczynią, pracuje na uczelni i dużo publikuje. Między innymi dlatego chciała zachować swoje nazwisko i dodać do niego moje. Gdyby zmieniła je zupełnie, to w jakimś sensie straciłaby to, na co pracowała tyle lat. Została więc Wolniewicz-Slomka – tłumaczy Daniel, który pracuje w marketingu. Nie wyobrażał sobie, że mogliby mieć inne nazwiska, więc zdecydował, że zrobi to samo. – Wtedy została już tylko kwestia kolejności nazwisk. Kilka razy powtórzyliśmy na głos „Slomka-Wolniewicz” i „Wolniewicz-Slomka”, wyszło, że druga opcja brzmi lepiej – opowiada.

Kiedy się przedstawia, ludzie pytają go czasem o podwójne nazwisko, ale zawsze spotyka się z pozytywnymi reakcjami. – Urodziłem się w Izraelu, wychowałem w Brazylii i mam polsko-żydowskie pochodzenie. Do tego brałem ślub z Polką w kościele. Kwestia nazwiska jest w tym wszystkim najmniej zaskakująca – śmieje się Daniel. – W rodzinie tylko mój dziadek narzekał, że nie może mnie znaleźć na Facebooku, bo po ślubie tam też dodałem drugi człon nazwiska – dodaje.

To, co było dla niego najtrudniejsze w związku z tą zmianą, to sprawy urzędowe. – Przez to, że jestem obcokrajowcem, musiałem też zmienić dokumenty w państwie pochodzenia. Trwało to dosłownie latami, właśnie dlatego, że nie jest to typowa sprawa. Kiedy jedne dokumenty były zmienione, a inne jeszcze nie, miałem na przykład problem z odebraniem paczki z poczty, bo nazwisko się nie zgadzało. Dopiero w tym roku, czyli sześć lat po ślubie, zaczynam mieć uporządkowane wszystkie dokumenty – mówi.

Okazuje się, że także język pokazuje, że zmiana nazwiska jest wciąż rzadko spotykana wśród mężczyzn. – Kiedy podaję swój e-mail, często mówię, że jest tam jeszcze moje stare nazwisko. To ciekawe, bo w języku polskim nie funkcjonuje „nazwisko kawalerskie” – zauważa Daniel.

Paweł Krótki-Borowicki: Nasza nowa tożsamość

(Fot. Archiwum prywatne)

Najpierw był ślub humanistyczny w Hiszpanii. Nie miał mocy prawnej, był dla nich i dla najbliższych. – To było we wrześniu, a w lutym 2022 r. wzięliśmy ślub cywilny w Polsce. Z jednej strony przyjęcie nazwiska żony było dla mnie spontaniczne, z drugiej dlatego, że mamy humanistyczne podejście do życia, także naturalne – tłumaczy Paweł, fizjoterapeuta.

Wspólnie zastanawiali się nad tym, jak Asia będzie nazywała się po zmianie formalnej. – Ja byłem Krótki, a Asia miała dwa nazwiska, była Zając-Borowicka, jeszcze po dziadku – mówi. W tym, że chcą mieć wspólne nazwisko, byli zgodni. – Szukaliśmy najlepszej konstelacji trzech nazwisk. Krótki-Zając byłoby śmieszne, dlatego ostatecznie jesteśmy Krótki-Borowiccy. Dzięki temu oboje cieszymy się obecnie naszą nową tożsamością – dodaje.

Zmiana nazwiska Pawła nie wzbudziła wśród znajomych większych emocji. – Kilka osób napisało do nas prywatnie, że super, że ja też zdecydowałem się na zmianę. Sam chyba nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, że jest to niecodzienne. Nawet urzędniczka prowadząca ceremonię w Warszawie doceniła naszą decyzję – opowiada.

Najbardziej zaskoczyła go zmiana formalna. Zupełnie tego nie przewidziałem. Musiałem poświęcić kilka tygodni na zmianę umów. Zresztą pierwsza zadzwoniła do mnie księgowa, kiedy w systemie zobaczyła, że zmieniłem nazwisko. Zaczęła mnie ponaglać, żebym jak najszybciej zaczął to zgłaszać w urzędach i bankach – śmieje się Paweł.

Kaja Werbanowska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę