Znaleziono 0 artykułów
25.07.2020

Zofia Krawiec: Szukam czegoś ponad codziennością

Zofia Krawiec (Fot. Zuzanna Piontke)

 – Szukam czegoś, co nada mi sens. Może sztuka jest dla mnie rodzajem magii? Spełnia potrzebę duchowości, czegoś ponad codziennością, czegoś, w co mogę głęboko się zaangażować – mówi Zofia Krawiec, kuratorka wystawy „W czarodziejską burzę włożę własną duszę”. Do końca lipca w BWA Warszawa można oglądać prace m.in. Zuzy Krajewskiej, Dominiki Olszowy czy Karola Radziszewskiego. Magia okazuje się pretekstem do opowieści o przemocy wobec kobiet.

Czy magia jest obecna w twoim życiu?

Jestem bardzo racjonalną osobą. Myślę przyczynowo-skutkowo, trzymam się nauki. I chociaż miałam w życiu epizod fascynacji Kościołem katolickim, w którym jest przecież mnóstwo metafizyki i myślenia magicznego, to uważam, że prawdziwa przyczyna tego zaangażowania leżała zupełnie gdzie indziej. Wychowywałam się w Sulechowie. Jedyną okazję, by znaleźć się tam w dużej grupie ludzi, śpiewać i przeżywać coś razem, stanowiły spotkania Ruchu Odnowy w Duchu Świętym. Nigdy nie byłam i nie jestem wierząca.

Później, pisząc książkę „Miłosny performans”, zajmowałam się tematem miłości, bardzo interesował mnie magiczny, metafizyczny wymiar tego uczucia. Np. dlaczego właśnie ta, a nie inna osoba staje się dla nas szczególna? Rozmawiałam o tym z lekarzami i naukowcami, którzy po dłuższych wywodach przyznawali, że poza burzą hormonów i procesami biochemicznymi, jakie zachodzą w organizmie, zakochanie – na jakimś poziomie – wydaje się nieracjonalne. Za pomocą naukowych narzędzi nie można wytłumaczyć, dlaczego akurat ta, a nie inna osoba tak na nas działa. Dla mnie ten rodzaj przyciągania między ludźmi jest rodzajem magii. Zakochanie to nieświadoma decyzja, którą podejmujemy, bezwiednie analizując mnóstwo zakodowanych informacji, m.in. mowę ciała, ton głosu, feromony. Ale w tym jest również świecka metafizyka.

Zuza Krajewska, Kobiecy krąg 2, z serii Przesilenie, jezioro Jeziorak, 2019 (Fot. Bartosz Górka)

Mówisz o myśleniu magicznym. A czy idziesz o krok dalej – czytasz horoskopy, palisz palo santo, zbierasz kryształy?

Miałam postawionego tarota. Ewa Majewska [filozofka i feministka – red.] rozłożyła karty i czytała z nich, jakby miała dostęp do mojej intymnej korespondencji. To było przejmujące i dziwne doświadczenie.
Interpretuję też sny. Zanim dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego ojca, śniło mi się, że oglądam długi film dokumentalny o jego życiu. Czułam, jakbym wreszcie poznawała historię człowieka, którego bardzo mi brakowało. To także było dla mnie mocne magiczne przeżycie.

Wierzysz w nadprzyrodzoną moc kart i snów czy przeprowadzasz na sobie tylko psychologiczne ćwiczenia, zmieniając perspektywę?

Z jednej strony twardo stąpam po ziemi, ale z drugiej – jestem otwarta i ciekawa nowych form doświadczania świata. Zdecydowanie bliższa jest mi perspektywa poszukiwania niż posługiwania się gotowymi odpowiedziami i rozwiązaniami. Odkąd żyję świadomie, szukam sensu. Wiem też, że to, co w określonym punkcie historycznym uznajemy za racjonalne, jest umowne i zmienia się z czasem. Kiedyś np. wierzono, że menstruacja hamuje dopływ krwi do mózgu, przez co kobiety nie potrafią myśleć abstrakcyjnie. To, co uznajemy za prawdę, zależy od wielu kwestii: od tego, jak badamy rzeczywistość, ale też od uprzedzeń wobec różnych grup społecznych.
Nie wierzę w obiektywną, niezmienną naukową prawdę. Wierzę, że ludzie modernizują narzędzia, które pozwalają im wygodniej funkcjonować w świecie.

Adam Adach, Iskra, 2020 (Fot. Bartosz Górka)
Zofia Krawiec (Fot. Zuzanna Piontke)

W erze COVID-u magia staje się jeszcze silniejszym trendem na świecie, bo pomaga uporać się z bezsilnością i utratą kontroli. Koronawirus udowodnił nam, że medycyna nie potrafi przeciwstawić się naturze. Słychać głosy, że jako ludzkość zostaliśmy ukarani za przewiny wobec środowiska. 

Adam Adach podjął ten temat w obrazie „Iskra” – można go obejrzeć na mojej wystawie. Uchwycił scenę, która kompozycją nawiązuje do klasycznego przedstawienia sabatu czarownic, ale część kobiet namalował w maseczkach. W ten sposób przypomniał, że historycznie winę za choroby przypisywano czarownicom, pełniły one społeczną funkcję kozła ofiarnego. Rekordowo wiele kobiet spalono na stosach podczas epidemii dżumy, bo wierzono, że choroba jest zemstą wiedźm. Na tortury i śmierć skazywano kobiety razem z kotami, twierdząc, że łączy je erotyczna, szatańska więź. Tymczasem dziś naukowcy są zdania, że koty mogły skutecznie zmniejszyć skalę epidemii, bo chorobę wywołały bakterie przenoszone przez szczury.

Tytuł wystawy brzmi jak zaklęcie: „W czarodziejską burzę włożę własną duszę”.

To parafraza fragmentu wiersza Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej „Różowa magia”. Nawiasem mówiąc, poetka urządzała seanse spirytystyczne i sama siebie nazywała czarownicą. Ale to zdanie odnoszę do własnych poszukiwań. Szukam czegoś, co nada mi sens. Może sztuka jest dla mnie rodzajem magii? Spełnia potrzebę duchowości, czegoś ponad codziennością, czegoś, w co mogę głęboko się zaangażować.

Ale współczesna magia ewoluuje i wymyka się definicjom. Kręgi kobiet stają się dziś w Polsce rodzajem terapeutycznego hobby dla mieszkanek wielkich miast, które tęsknią za naturą i szukają odskoczni od codziennych ról i obowiązków.

Rozumiem to, ponieważ rosnące zainteresowanie magią postrzegam jako wyraz zmęczenia i rozczarowania światem, który stawia racjonalność ponad emocjami. Te kręgi są próbą odnowienia więzów między kobietami. Dawniej siostry, sąsiadki, matki i córki trzymały się razem, wspierały i chroniły. Ta kobieca subkultura została rozbita przez prześladowania kobiet, nazywanie ich czarownicami i grożenie ich życiu. Dziś znów potrzebują struktury i chcą ją odbudować.
Praca Zuzy Krajewskiej powstała w ramach cyklu „Przesilenie”. Zuza zrobiła zdjęcie zupełnie naturalnie, wyjeżdżając z przyjaciółkami i koleżankami za miasto. Dziewczyny mają z nią naturalny, bezpośredni kontakt. Nie wstydzą się nagości czy spontanicznej ekspresji. To praca o uwolnieniu. Ale dla mnie szczególnie interesujący jest tu motyw wody.
W średniowieczu kobiety oskarżane o magię poddawano testowi wody, tzw. pławieniu czarownic. Jeśli domniemana czarownica wrzucona do rzeki topiła się, oznaczało, że była niewinna. Jeśli utrzymywała się na powierzchni, sądzono, że jest nieczysta – żywioł utożsamiany z czystością nie chce jej przyjąć. Trzeba więc ją zabić w inny sposób, np. spalić. To doskonale obrazuje patową sytuację kobiet. Nie miały żadnej możliwości obrony, spisywano je na straty. Zresztą przekazywane z pokolenia na pokolenie mizoginiczne myślenie, według którego samo bycie kobietą jest powodem do stosowania agresji, przetrwało do dziś.
Statystycznie kobiety zdecydowanie częściej doświadczają np. cyberprzemocy. Wciąż czytają o sobie, że są za młode albo za stare, za ładne albo za brzydkie, za grube albo za chude. Równocześnie mam kolegów aktywnie udzielających się w mediach społecznościowych, którzy nigdy nie dostali komentarza odnoszącego się do ich wyglądu.
Łączy się to także z przerzucaniem na kobiety odpowiedzialności za przemoc, której doświadczają – twierdzi się, że kuszą gwałcicieli strojem, noszą za krótkie spódniczki.

Karol Radziszewski, Ceremonia, 2016 (Fot. Bartosz Górka)

Inną pracą pokazujesz, że magia może być uwalniająca, bo nie ma w niej hierarchii ani oceny moralnej. 

Karol Radziszewski nawiązuje do brazylijskiej bogini Marii Padilhi, która jest patronką osób pracujących seksualnie i transpłciowych. To bogini seksu i zmysłowości, kocha czerwony kolor i róże. Jej kult wiąże się ze składaniem ofiar – przy ołtarzyku ustawia się drogie szampany, perfumy i papierosy, w których ona szczególnie gustuje. Karol był zaskoczony, że osoby pracujące seksualnie w Brazylii – mimo swej wyjątkowo trudnej sytuacji ekonomicznej – przynoszą bogini kosztowne prezenty. Mają też bardzo nietypowy kontakt z Marią Padilhą, bowiem nie objawia się ona w klasycznej modlitwie, lecz w klubach, w transowym tańcu, po alkoholu i narkotykach.
Dla mnie ta praca mówi o inkluzywności magii, otwarciu na każdą tożsamość, każdy status społeczny i każdy styl życia.

Wreszcie mówisz o tym, że magia jest też niebezpieczna, bo jeśli w nią uwierzymy, zaczniemy kierować się w życiu zasadami, które nie są jasne. Przy wejściu na wystawę zawiesiłaś ochronny parasol Ady Kaczmarczyk. Ta praca ma pozwolić widzom przejść przez wystawę bez szwanku, czysto poznawczo.

Ada przyznaje, że w swoim życiu miała epizod eksperymentów magicznych, który teraz określa jako niebezpieczny. Dziś jako nawrócona chrześcijanka wierzy w magię, ale się jej wystrzega. Parasol zabudowany małymi lusterkami stanowi jakby tarczę inspirowaną krzyżem św. Benedykta. Zdaniem artystki ma chronić przed opętaniem, obsesyjno-kompulsywnym myśleniem magicznym, a także przed chorobami psychicznymi wynikającymi z praktykowania czarnej magii.
Mnie jest bliższa idea różowej magii, czyli rodzaj wierzeń i praktyk skupiających się na myśleniu o relacjach między ludźmi, a także o relacjach ludzi z innymi gatunkami i naturą, które charakteryzuje równość i emancypacja. Jest to magia zaangażowana społecznie, której zaklęcia wpływają na zmianę przyszłości.

Ada Kaczmarczyk,Parasol Ochronny przeciw czarom, (Fot. Bartosz Górka)

 

* Wystawa „W czarodziejską burzę włożę własną duszę”, kuratorka: Zofia Krawiec; artyści i artystki: Adam Adach, Agnieszka Brzeżańska, Ewa Ciepielewska, Martyna Czech, Zuza Krajewska, Natalia LL, Dominika Olszowy, Karol Radziszewski, Mikołaj Sobczak, Virgins Deluxe; BWA Warszawa, do 31 lipca br.

 

Basia Czyżewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę