Znaleziono 0 artykułów
18.05.2019

Antoni Słodkowski: Pulitzer dla Polaka

Antoni Słodkowski (Fot. Archiwum prywatne)

Pochodzący z Łodzi szef birmańskiej redakcji Reutersa wraz z zespołem otrzymał najbardziej prestiżową nagrodę dziennikarską świata za serię artykułów ujawniających ludobójstwo popełnione przez wojsko oraz buddyjskich mieszkańców stanu Rakhine w zachodniej Mjanmie na muzułmańskim ludzie Rohingja.

Od ponad 100 lat w połowie kwietnia na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku ogłasza się zdobywców Pulitzerów. Prestiżowa nagroda przyznawana jest w 15 kategoriach dziennikarskich oraz siedmiu artystycznych. Do konkursu może być zgłoszony każdy, a wyborem laureatów zajmuje się 18-osobowe jury, w którego skład wchodzą m.in. rektor uniwersytetu i członek rodziny Josepha Pulitzera, amerykańskiego magnata prasowego, właściciela potężnego dziennika „Word” i fundatora nagrody. W zeszłym roku wśród nominowanych znalazła się Polka Martyna Majok, która została wyróżniona za dramat „Cost of Living”. Tym razem też nie zabrakło polskich akcentów. W kategorii dziennikarstwo międzynarodowe nagrodzono ex aequo dwie największe agencje informacyjne: Associated Press za opisywanie wojny w Jemenie oraz zespół Reutersa za serię artykułów ujawniających ludobójstwo popełnione przez wojsko oraz buddyjskich mieszkańców stanu Rakhine w zachodniej Mjanmie (dawna Birma) na muzułmańskim ludzie Rohingja. Na czele wyróżnionej birmańskiej redakcji stoi Antoni Słodkowski, łodzianin, który od 2015 roku szefuje lokalnemu oddziałowi Reutersa.

Antoni Słodkowski z rodziną uwolnionych dziennikarzy (Fot. Archiwum prywatne)

– Nagrodę dostaliśmy jako zespół, ale w szczególności należy się ona dwóm dziennikarzom – Wa Lone i Kyaw Soe Oo, których śledztwo doprowadziło nas do odnalezienia masowego grobu, gdzie pochowano 10 mężczyzn z prześladowanej grupy etnicznej. Konsekwencją tego odkrycia niestety okazało się więzienie. Obu dziennikarzy w wyniku policyjnej prowokacji aresztowano w grudniu 2017 roku i skazano na siedem lat birmańskiego więzienia. Wczoraj po 511 dniach chłopcy zostali wypuszczeni na wolność. Jesteśmy nadal oszołomieni tą informacją. Pulitzer to dla nas wszystkich niesamowite osiągnięcie. To wspaniałe, że w końcu możemy cieszyć się nim wszyscy – opowiada Antek Słodkowski, wielokrotnie podkreślając rolę całego zespołu w przedsięwzięciu. – Kiedy Wa Lone i Kyaw Soe Oo siedzieli w więzieniu, nasze birmańskie koleżanki, mimo bardzo trudnych warunków i gróźb represji, nie ustały w dociekaniu prawdy. Wykazały się olbrzymią odwagą. Oczywiście nie dałyby rady pracować tak intensywnie, gdyby nie cały sztab ludzi, który pomagał nam na każdym kroku. Choć nagroda przyznana jest ośmiu dziennikarzom z zespołu, to zasługuje na nią znacznie więcej osób, od lobbystów, prawników, logistyków, przez psychologów i osoby, które zajmowały się rodzinami chłopaków, kiedy oni siedzieli w więzieniu – dodaje Słodkowski. Tłumaczy, że przy ogromnej wadze nagrody należy pamiętać, że najważniejsze nie jest tu wyróżnienie, lecz ludzie, dzięki którym udało się dojść do prawdy. Bez bohaterów, którzy odważyli się mówić, nie powstałby żaden tekst. Oczywiście Pulitzer pomaga w nagłośnieniu krzywdy ludu Rohingja, choć sam Słodkowski nie przeceniałby jego mocy sprawczej.

– Na sytuację naszych bohaterów największy wpływ miał pierwszy artykuł z serii, który ukazał się w lutym 2018 roku. Dzięki nagłośnieniu przez nas sprawy armia musiała wykopać odnaleziony przez nas zbiorowy grób, a żołnierze, którzy dokonali mordu, zostali osądzeni i skazani na 10 lat ciężkiego więzienia. Wojsko, które wcześniej wypierało się zbrodni, musiało przyznać się przed społeczeństwem do jej popełnienia. To był nasz sukces. Pulitzer jest jego ukoronowaniem. Mam nadzieję, że dzięki nagrodzie ludzie odświeżą sobie pamięć. Sprawa na pewno się nagłośni, ale na realne zmiany bym nie liczył – kwituje ze smutkiem Słodkowski. Z szacunków ONZ wynika, że do tej pory w Birmie zginęło ponad 10 tysięcy osób z ludu Rohingja, a ponad 730 tysięcy musiało opuścić swoje domy i uciekać przez granicę. Większość z nich zamieszkuje największy na świecie obóz dla uchodźców, który mieści się w sąsiednim Bangladeszu. Czystki etniczne sprowokowały ataki kilkunastu muzułmańskich partyzantów na birmańskie posterunki policji, co miało miejsce jesienią 2017 roku. W odwecie armia i lokalni buddyści spalili albo doszczętnie zniszczyli ponad 400 muzułmańskich wiosek. Uchodźcy to w większości młodzi ludzie i dzieci. Wszyscy po traumatycznych przejściach i bez nadziei na lepsze jutro. – Obóz, który zamieszkują, jest wielkości Łodzi. To olbrzymie namiotowisko bez prądu i bieżącej wody. Eksperci ostrzegają przed ryzykiem radykalizacji w ośrodku. Ludzie, którzy go zamieszkują, są bezpaństwowcami. Bangladesz nie chce się nimi zająć, Birma oferuje im powrót do dawnych wiosek, ale na miejscu ich domów budują albo bazy wojskowe, albo osiedla dla buddystów. Problem narasta i trzeba go szybko rozwiązać, ale na razie nikt nie ma pomysłu jak – podsumowuje Słodkowski, kiedy pytam go o bieżącą sytuację w kraju. Dziennikarz nie ma złudzeń. Kryzys trwa nadal, a śledztwo Reutersa naświetliło niewielką część problemu. Rohingja, którzy pozostali w centralnych częściach kraju, nadal poddawani są szykanom. Nie mają prawa do służby zdrowia, edukacji, a nawet do swobodnego przemieszczania się. Polityka stosowana wobec nich jest porównywana do apartheidu.

Dziennikarze Reuters

– Nie planowaliśmy, że otrzymamy nagrodę, ale skłamałbym, gdybym powiedział, że nie rozmawialiśmy o tym w zespole. Ludzie, z którymi pracuję, są szalenie ambitni i zawsze mieli wysoko postawione cele. Szczególnie zwolniony właśnie z więzienia Wa Lone. Choć pochodzi z birmańskiej wioski, w której nadal nie ma prądu, to wielokrotnie mówił, że marzy o nagrodzie. Tym bardziej cieszę się, że jej zdobycie możemy świętować razem na wolności. Mam nadzieję, że do Nowego Jorku po wyróżnienie pojedziemy we trójkę – mówi Słodkowski, a kiedy wypytuję, na co przeznaczą 15 tysięcy dolarów, szczerze się uśmiecha. O pieniądzach w ogóle jeszcze nie rozmawiali, bo nie było na to zwyczajnie czasu. Dziennikarz nie ma jednak wątpliwości, że powinny one trafić do rodzin uwolnionych dziennikarzy. – Jesteśmy ze sobą bardzo blisko i wspieramy się we wszystkich trudnych momentach. To było ekstremalne 500 dni. Gdyby nie wzajemne wsparcie i pomoc psychologiczna, którą oferuje nam firma, nie udałoby nam się przetrwać – dodaje dziennikarz, który właśnie wyprowadza się z Birmy. – Nadszedł czas na nowe wyzwania. Zostawiam za sobą zespół, który tworzyłem przez cztery lata. Wracam do Tokio, gdzie podejmę się tematów wokół zbliżających się igrzysk olimpijskich – podsumowuje. I dodaje, że oczywiście nie będzie zajmował się sportem. Nawet go o to nie podejrzewałam.

Olga Święcicka
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę