Znaleziono 0 artykułów
16.03.2019

Bernardo Bertolucci: Nonkonformista

Bernardo Bertolucci, 1969 (Fot. 
Jack Robinson / Contributor / Getty Images)

Mówił, że marzy o tym, żeby „żyć filmami, myśleć filmami, jeść filmami, śnić filmami”. Pytany o to, co jest dla niego najważniejsze, odpowiadał: „Seks i polityka”. To właśnie te dwa tematy powracały jak bumerang w całej twórczości Bernarda Bertolucciego. Wybitny włoski reżyser, zmarły w listopadzie ubiegłego roku, obchodziłby dziś 80. urodziny. 

Jedni uważali go za ostatniego żyjącego mistrza kina, inni krytykowali m.in. za słynną scenę gwałtu w „Ostatnim tangu w Paryżu”. Film, który nie tylko został we Włoszech zakazany, ale też sprawił, że reżysera skazano na cztery miesiące więzienia i pozbawiono na ten czas praw obywatelskich, okazał się dla Bertolucciego trampoliną do sławy. Za to młodziutkiej, debiutującej w nim Marii Schneider złamał życie. Twórca spotykał się też z krytyką za idealizowanie komunizmu. Ale jednocześnie wiele jego filmów to kamienie milowe kinematografii. 

Bertolucci na londyńskiej premierze „Ostatniego tanga w Paryżu”, 1973 (Fot. Hulton Archive / Getty Images)

Pierwszą nominację do Oscara za scenariusz adaptowany do filmu „Konformista” dostał już jako trzydziestolatek. Niespełna dwie dekady później Bertolucci za „Ostatniego cesarza” zdobył Oscara w kategorii najlepsza reżyseria i scenariusz, a obraz wszystkie pozostałe siedem statuetek, do których był nominowany, w tym dla najlepszego filmu. Włoch był pierwszym zachodnim reżyserem, któremu pozwolono kręcić film w murach pekińskiego Zakazanego Miasta. Bernardo Bertolucci uważał się za nonkonformistę. Nieoceniony we Włoszech, natchnienia szukał w Azji, by wreszcie zyskać uznanie w Hollywood. Nie uznawał kompromisów, mówił, że kino jest dla niego kwestią życia i śmierci. „Kręcę każdy film tak, jakby był moim ostatnim dziełem. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak bezwstydnie zajmować się sobą” – tłumaczył. Pół roku przed śmiercią ogłosił, że pracuje nad kolejnym filmem.

Poezja ekranu

Gdyby nie przyjaźń z Pier Paolo Pasolinim, być może Bernardo Bertolucci nigdy nie zostałby reżyserem. Urodzony w Parmie 16 marca 1941 r. Bernardo chciał pójść w ślady ojca, znanego poety Attilia Bertolucciego. Bernardo od dziecka uczestniczył w życiu artystycznym Parmy – ojciec bardzo wcześnie zaczął zabierać go na pokazy filmowe i wieczory literackie. Chłopca uznano za świetnie zapowiadającego się poetę, wydał nawet tomik zatytułowany „W poszukiwaniu tajemnicy”, za który zdobył Premio Viareggio, jedną z najważniejszych włoskich nagród literackich. Bernardo rozpoczął studia na Wydziale Literatury Współczesnej Uniwersytetu Rzymskiego. Ale kiedy przyjaciel, którego Bertolucci nazywał drugim ojcem, zaproponował mu pracę w charakterze asystenta przy filmie „Włóczykij”, zgodził się chętnie. Praca na planie filmowym spodobała się Bertolucciemu tak bardzo, że nigdy na uczelnię nie wrócił. 

Rok później Bertolucci zrealizował swój pierwszy film – rozgrywającą się w rzymskim półświatku „Kostuchę”. Szybko się okazało, że choć Bernardo był dobrze zapowiadającym się poetą, to reżyseria wychodzi mu jeszcze lepiej. Jego następny obraz, „Przed rewolucją”, z muzyką skomponowaną przez Ennia Morriconego, trafił na festiwal w Cannes. O ile „Kostucha” była silnie inspirowana twórczością Pasoliniego, o tyle w drugim filmie i kolejnych, takich jak „Pantera”, ujawniła się niechęć młodego reżysera do włoskiego neorealizmu i wpływy francuskiej Nowej Fali, m.in. Jeana-Luca Godarda. Odwrót od rodzimej stylistyki sprawił, że włoska widownia i krytyka nie reagowały entuzjastycznie na twórczość Bertolucciego. Tak miało być zresztą też przez kolejne lata, kiedy reżyser znacznie większym uznaniem cieszył się we Francji. Już jako starszy człowiek i uznany twórca Bertolucci rewanżował się włoskiej branżowej prasie, odpowiadając na pytania dziennikarzy wyłącznie po francusku. 

W kolejnych latach Bertolucci obok reżyserii zaczął się zajmować także pisaniem scenariuszy. Jednak jego pierwsza wersja scenariusza do spaghetti westernu „Dawno temu na Dzikim Zachodzie” została przez Sergia Leone odrzucona. Reżyser uznał, że wymagałaby od włoskiej widowni zbyt dużego wysiłku intelektualnego. Uznanie przyniósł za to Bertolucciemu film „Strategia pająka” oparty na opowiadaniu Jorge Luisa Borgesa. Autorem zdjęć był jeden z najsłynniejszych włoskich operatorów, Vittorio Storaro, znany z radykalnych teorii na temat dominacji obrazu, znaczeniowej roli barwy i kompozycji. Wkrótce stały się one również znakiem rozpoznawczym filmów Bertolucciego – urodzonego estety i wielbiciela sztuk pięknych. Reżyser współpracował ze Storaro w swojej karierze jeszcze wielokrotnie, m.in. przy pracy nad kolejnym filmem, który okazał się przełomem w karierze Bertolucciego.

Bernardo Bertolucci, 1979 (Fot. Jack Mitchell / Contributor / Getty Image)
Bernardo Bertolucci z Oscarem za „Ostatniego cesarza”, 1988 (Fot. John T. Barr / Contributor / Getty Images)

Narodziny skandalisty

Oparty na powieści Alberta Moravii „Konformista”, opowiadający o faszystowskich Włoszech, przyniósł zaledwie trzydziestoletniemu Bertolucciemu nominację do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany. Bohater, zabiegający o akceptację komunistycznych władz, pomaga zwolennikom Duce zabić swojego profesora, antyfaszystę mieszkającego w Paryżu. Znamienne, że paryski numer profesora, na który bohater dzwoni, jest numerem Jeana-Luca Godarda. W „Konformiście” bowiem Bertolucci ostatecznie zrywa z nowofalową estetyką i kultem francuskiego twórcy. Ale choć ów film był bardzo ważny w karierze włoskiego reżysera, dzieło, które miało uczynić go naprawdę sławnym i zarazem zapewnić mu miano największego skandalisty ówczesnego kina, nakręcił dwa lata później.

„Ostatnie tango w Paryżu” z będącym u szczytu sławy Marlonem Brando otworzyło Bertolucciemu drzwi do Hollywood. Ale choć film na zawsze zmienił świtowe kino, reakcje na niego były skrajne – od zachwytu po oburzenie. Historia sadomasochistycznego romansu starzejącego się Amerykanina i młodziutkiej Francuzki, którzy spotykają się przypadkowo w pustym mieszkaniu w Paryżu, była szokiem przede wszystkim dla widzów w katolickiej ojczyźnie reżysera. Włoskie sądy na kilka lat zakazały wyświetlania filmu, a Bertolucci został skazany na cztery miesiące więzienia w zawieszeniu i pozbawienie na ten okres praw obywatelskich. Niewiele lepiej było w Stanach Zjednoczonych, gdzie „Ostatnie tango” otrzymało kategorię X, do której zalicza się filmy przeznaczone wyłącznie dla widzów dorosłych. Dopiero w 1997 r. kategorię zmieniono na R, czyli dozwolone od 17 lat, i to za zgodą osoby dorosłej. 

Ale o ile Bertolucci jako reżyser miał problemy z dystrybucją swojego dzieła, o tyle udział w nim miał dla młodziutkiej, zaledwie 19-letniej w czasie zdjęć Marii Schneider dużo poważniejsze konsekwencje. Gra w śmiałych scenach seksu i gwałtu odcisnęła tak silne piętno na jej psychice, że aktorka przez wiele lat borykała się z problemami psychicznymi i uzależnieniami. I choć w obliczu skandalu, jaki film wywołał, nikt na jej tragedię nie zwracał uwagi, Bertolucciemu przyszło za najbardziej kontrowersyjną scenę „Ostatniego tanga” zapłacić po wielu latach. Chodziło o scenę gwałtu, w której grany przez Marlona Brando bohater jako lubrykantu używa kostki masła. Reżyser w wywiadzie powiedział, że Maria nie wiedziała, co wydarzy się na planie. Miało to zapewnić jej grze większą autentyczność. Jego wypowiedź wywołała falę uzasadnionej krytyki. Bertolucci tłumaczył później, że aktorka wiedziała, że weźmie udział w scenie gwałtu, zaskoczeniem było jedynie użycie masła. Niesmak jednak pozostał, tym bardziej że reżyser był w późniejszych latach zagorzałym krytykiem ruchu #metoo.

W poszukiwaniu natchnienia

Choć „Ostatnie tango w Paryżu” jest filmem mocno kontrowersyjnym, nie sposób odmówić mu poczesnego miejsca w historii kina. Aura sensacji przysłoniła prawdziwy sens tej opowieści o zagubieniu i samotności w świecie, gdzie pozorna wolność oznacza wewnętrzną pustkę i życie bez wartości. Bertolucciemu dzieło otworzyło drogę do światowej kariery, co było dla niego tym ważniejsze, że we Włoszech czuł się coraz gorzej. Choć w ojczyźnie trwał boom gospodarczy, reżysera drażniły cynizm, polityczna korupcja i zakłamanie rodaków, którzy nazywali go demoralizatorem i skandalistą. Wielu nie podobało się też, że w swoich filmach gloryfikuje komunizm. Już na emigracji Bertolucci mówił, że zdecydował się wyjechać z Włoch, bo potrafi kręcić tylko w miejscu, które jest dla niego natchnieniem, a ojczyzna dawno nim być przestała. 

Bernardo Bertolucci na planie filmu „Mały Budda”, 1993  (Fot. Ronald Siemoneit / Contributor / Getty Images)

Natchnienie Bertolucci znalazł z całą pewnością w Chinach. Był pierwszym zachodnim reżyserem, któremu pozwolono pracować w Zakazanym Mieście. Nakręcił tam „Ostatniego cesarza” – dzieło nagrodzone aż dziewięcioma Oscarami, w tym w najważniejszych kategoriach, min. za najlepszy film. Historyczny fresk opowiadający o życiu Pu Yi, ostatniego władcy Chin, którego komunistyczna rewolucja najpierw uczyniła bezwolną polityczną kukłą, a potem zwyczajnym zgnębionym obywatelem, przyniósł Bertolucciemu Oscara za reżyserię i scenariusz.

Na wschód, do Chin i krajów arabskich, powrócił jeszcze dwukrotnie – by pracować nad „Małym Buddą” i ekranizacją powieści Paula Bowlesa „Pod osłoną nieba”. Te filmy wraz z „Ostatnim cesarzem” nazywa się orientalną trylogią Bertolucciego. – Pojechałem tak daleko, jak się tylko dało – do Chin, Nepalu, Malezji, na Saharę – powiedział Bertolucci wiele lat później podczas wizyty w Warszawie, dokąd przyjechał promować swój obraz „Ukryte pragnienia”, jak sam mówi – ulubiony film jego ojca. Pierwszy film nakręcony po powrocie do Włoch to nostalgiczna opowieść o seksualnej inicjacji i konfrontacji młodości z dojrzałością. Nakręcone w Toskanii „Ukryte pragnienia”, z Liv Tyler i Jeremym Ironsem w rolach głównych, zebrały znakomite recenzje. Do tematu młodzieńczej miłości i odkrywania seksualności Bertolucci powrócił jeszcze w „Marzycielach” z 2003 r. Historia trójki przyjaciół na tle paryskiej wiosny została jednak dość chłodno przyjęta przez krytykę, nazywano ją przeestetyzowaną i chłodną. Bertolucci powrócił w filmie do najbardziej interesujących go tematów z francuską Nową Falą, polityką i erotyką na czele. W obliczu braku zrozumienia swojej wizji reżyser na cztery lata wycofał się z kina. Przez wiele lat cierpiał na depresję, która dawała o sobie znać zwłaszcza w momentach kryzysowych w jego karierze.

W 2007 r. Bertolucci otrzymał nagrodę Złotego Lwa na festiwalu w Wenecji za całokształt twórczości, a w 2011 r. również honorową Złotą Palmę na festiwalu w Cannes. W 2012 r. nakręcił „Io e te”, swój ostatni film. Kilka lat przed śmiercią przeszedł nieudaną operację kręgosłupa i od tamtej pory poruszał się na wózku inwalidzkim. Ale nadal chciał tworzyć. W kwietniu ubiegłego roku ogłosił, że pracuje nad kolejnym filmem. Nowotwór płuc był jednak szybszy. Reżyser zmarł 26 listopada 2018 r. w wieku 77 lat.

Natalia Jeziorek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę