Znaleziono 0 artykułów
27.02.2021

Demontaż atrakcji: Allen v. Farrow

(Fot. Getty Images)

Dlaczego Woody Allen jest gorszy od innych oskarżonych o molestowanie? Zgwałcił własne dziecko, wykorzystał jego miłość i zaufanie oraz  bez problemu zrobił to we własnym domu. To nie pedofile (w sensie klinicznym) są głównymi sprawcami przemocy seksualnej wobec dzieci. Jak pokazują badania, większość oprawców stanowią domownicy. Dzięki serialowi HBO „Allen v. Farrow” na naszych oczach kończy się kariera Woody’ego Allena, a jego mit obraca się w pył.

Wszechświat przyspiesza i się rozszerza – to bodaj jedyne wytłumaczenie, dlaczego tak nagle następują zmiany i polaryzują się poglądy. Ale rozwiązanie jest przyziemne: następuje wymiana pokoleń. To, co wydawało się nie do pomyślenia, zostaje wprowadzone w życie, bo młodzi zwyczajnie się nie boją. Ot, tak po prostu. Dzięki nim musimy zrozumieć, że świat wygląda inaczej. I choć niektórzy są w szoku, trzeba zacząć się przyzwyczajać.

(Fot. Getty Images)

Dowodem niech będzie Woody Allen. Każda jesień przynosiła premierę jego filmu, który – dobry czy zły – trzeba było obejrzeć. Nieważne, jak bardzo się powtarzał albo rozmieniał na drobne w pocztówkach miast kręconych za kasę na promocję regionu. Ziewając na mdłych popłuczynach, grzebałam nadzieję na przebłysk. Odkurzałam miotełką pamięci ulubione filmy: „Hannah i jej siostry”, „Zelig”, „Złote czasy radia”. I szczerze mówiąc, nie zastanawiałam się, jak mają się sprawy prywatne reżysera. Młodzi uświadomili mi, że dłużej w ten sposób nie można.
Dziwiłam się, dlaczego premiera „W deszczowy dzień w Nowym Jorku” odbywa się najpierw w Polsce, a potem gdzie indziej. Aż tak nie lubią już Allena? Byłam zaskoczona, że Timothée Chalamet wpłacił swoje honorarium na cele dobroczynne. Jednak gdy kolejni aktorzy i aktorki odezwali się, że żałują współpracy z Allenem albo nie mają zamiaru podjąć jej powtórnie: Michael Caine, Colin Firth, Greta Gerwig, Rebecca Hall, Elliot Page, Evan Rachel Wood, Peter Sarsgaard, Natalie Portman, Kate Winslet – sprawa zaczęła wyglądać poważnie.

Trzeba było zmian w Hollywood, by ponownie prześwietlić Allena. Minęło prawie 30 lat, odkąd popełnił zarzucaną mu zbrodnię. Przez lata żyliśmy w epoce zamiatania pod dywan i czekania na przedawnienie. Jednak tak już nie będzie. Nie tylko w Stanach Zjednoczonych, lecz także w Europie – najlepszym tego dowodem jest fala sprzeciwu wobec Romana Polańskiego przed spotkaniem ze studentami w łódzkiej filmówce i przed galą Cezarów we Francji. Co z tego, że od sprawy gwałtu na 13-latce minęły 43 lata. Nareszcie trzeba to zakończyć, mówią 20-latkowie, jakby wyrzucali ze swego plemienia kogoś, kto łamie sprawiedliwość. Oskarżając nas, że tak długo przymykaliśmy na to oko.

Co sprawa Harveya Weinsteina ma wspólnego z Woodym Allenem?

5 października 2017 roku „The New York Times” opublikował pierwszy artykuł o sprawie Harveya Weinsteina. Dalsze – autorstwa Jodi Kantor i Megan Twohey – pokazały, z jakiej skali zjawiskiem mamy do czynienia. Dołączył do nich Ronan Farrow w „New Yorkerze”. W trójkę dostali w 2018 roku Nagrodę Pulitzera. Jednak syn Woody’ego Allena i Mii Farrow nigdy nie oskarżał ojca. Skupiał się na tym, jak media ukrywają wykryte przestępstwa, zamiast je ujawniać; jak milczenie w niewygodnych sprawach wystawiane jest na aukcję na balach dziennikarzy. Oskarżał branżę, której sam jest częścią, pokazywał, że jesteśmy za to odpowiedzialni. W książce „Złap i ukręć łeb” świadomie unikał pisania o skandalu we własnej rodzinie, mimo że nie utrzymywał relacji z Allenem od dnia zdarzenia. Jednak wreszcie przemówił – stanął w obronie siostry, inni poszli za nim.

(Fot. Materiały prasowe HBO)

Zaczęło się od ceremonii rozdania Złotych Globów w 2014 roku, gdy Diane Keaton, odbierając w imieniu Allena przyznaną mu nagrodę Cecila B. DeMille’a, długo i solennie dziękowała swojemu zbawcy, bez którego nie byłoby jej w kinie. Podziękować jest zawsze dobrze, ale po co od razu padać na kolana? I czemu miałoby to działać jednostronnie. Woody Allen też nie byłby tam, gdzie jest, gdyby Keaton nie zagrała w broadwayowskim show „Zagraj to jeszcze raz, Sam” w 1969 roku (a potem w jego ekranizacji), w „Annie Hall” w 1977 i wielu innych. Dlaczego mamy się modlić do reżysera-autora, skoro film to dzieło zbiorowe? Keaton powiedziała, że Allen jak nikt rozumie kobiety.
Owszem, poświadczam, że sama odnajdywałam się w wielu postaciach z jego filmów, a także w masce znerwicowanego, autoironicznego Żyda, która do niego przylgnęła. Nie dało się zdjąć kostiumu i charakteryzacji jak u Charliego Chaplina – odkleić wąsów, zdjąć melonik, odłożyć laskę. Allen w stworzonej przez siebie fikcji i ten na ulicy zdawali się być tą samą osobą. W grubych rogowych oprawkach na łysiejącej, spoconej czaszce, w wymiętej marynarce i ze starym zegarkiem z wytartym paskiem na drżących piegowatych rękach był postacią, która rozśmieszała do łez, budziła ciepło i rozczulenie. Niewinny, pogubiony Woody był kimś, kogo chciało się przytulić z wdzięczności, że rozśmieszał nas, przypominając, jak niestabilna jest ludzka kondycja.

Ale czy chciałabym przytulić faceta, który zgwałcił własne dziecko? Serial śledczy „Allen v. Farrow” udowadnia, jak Allen, wykorzystując ufność i miłość siedmioletniej dziewczynki, zaciągnął ją na strych, zajął zabawą kolejką elektryczną i naruszył jej ciało. Dziecko zgłosiło to od razu. Przerażona matka nagrała zeznania Dylan na kamerze VHS – są wstrząsające. To świadectwo, po którym nikt nie musi mnie już przekonywać, że dziecko mogło wymyślić ze szczegółami, jak zostało zgwałcone przez tatusia. Zresztą, to się nie stało nagle. Na dwa lata przed dokonaniem zbrodni Allen zaczął widywać się z psychologiem dziecięcym zaniepokojonym „intensywnością zachowań ojca wobec Dylan”. Problem zauważali wszyscy, wydawało się niestosowne, że uczył córkę ssać swój palec. Jednak nikt nie spodziewał się, że mają w domu gwałciciela.

W 1992 roku ruszyło śledztwo, ale sprawę błyskawicznie zatuszowano. Allen był wtedy u szczytu sławy, wydawał własne oświadczenia na schodach szpitala, a dziecko dziewięć razy (!) przesłuchiwano w kwestii szczegółów gwałtu. Czemu nikt wtedy nie uwierzył matce ani dziewczynce, która do dziś nosi ślad traumy? Przecież w chwili zbrodni Farrow dopiero co zagrała w „Cieniach we mgle”, a po przerwie wywołanej aferą skończyła zdjęcia do „Mężów i żon”. Grałaby u Allena, gdyby wierzyła, że dopuścił się gwałtu, kazirodztwa i jest pedofilem? Nie stanęłaby za własną skrzywdzoną córką? Teraz, po skazaniu Weinsteina, gdy znamy już skalę strachu i sterroryzowania ówczesnych kobiet, matkę Dylan osądzam mniej surowo. W serialu widać, że wciąż nie może sobie wybaczyć.

(Fot. Getty Images)

„Allen v. Farrow”: Sceny z życia domowego

Podobne artykułySpike Lee przeprasza za poparcie Woody’ego AllenaKamila Wojtkiewicz Pamiętam, jak ogłoszono, że Woody Allen porzuca Mię Farrow i odchodzi z ich wspólną córką Soon-Yi. Byli na okładkach gazet. Nie istniały jeszcze media społecznościowe. Miałam kilkanaście lat i czułam się dziwnie na myśl, że mój ojczym (gdybym takiego miała), który bawił się ze mną, uczył pływać, jeździł na wakacje, nagle przestałby być moim tatą. Zerwał z moją mamą, z którą byli razem przez 12 lat, bo nagle zakochał się we mnie? Seks z ojczymem? Bleee. Podobali mi się starsi mężczyźni, ale wtedy to znaczyło, że mieli 20-25 lat, a nie 57. Gość w tym wieku to był dla mnie dziadek. A gdyby moja siostra (gdybym taką miała) odeszła z tatą? Uważałabym, że chyba zwariowała. Ale ważny jest kontekst – Soon-Yi została porzucona jako niemowlę i znaleziona na ulicy, przygarnięta do sierocińca, adoptowana przez Mię Farrow i jej pierwszego męża, gdy w wieku lat ośmiu wciąż nie umiała mówić ani czytać. Rok później jej ojczymem został Woody Allen.

Film i podcast „Allen v. Farrow” udowadnia, że nie był to wcale rzadko widywany chłopak mamy, ale ojciec zaangażowany, w pełni obecny w dzieciństwie maluchów. Oglądamy wiele scen z codziennego funkcjonowania ciepłego, głośnego domu, w którym wszyscy bawią się w ogrodzie, na dywanie, w śniegu, w basenie. Podczas boomu home video Mia Farrow nagrała wiele godzin z życia swojej rodziny, teraz oglądamy je w serialu. Wypowiadają się pozostałe dzieci, które wyznają, że Woody był kochającym ojcem, że po zajściu były załamane. Głosu nie zabiera Soon-Yi, nieletnia, gdy zapraszał ją do swego mieszkania i robił pornograficzne zdjęcia, wciąż będąc w związku z jej matką. Jej jedynej spośród całej gromadki pozwalał przychodzić na plan swoich filmów i dał możliwość pokazania się na ekranie. Każdej nastolatce opadłaby szczęka. A poturbowana miałaby się nie zakochać?

Dziwne, że akurat ta sprawa posłużyła Allenowi, by w 1992 roku wybielić się z oskarżeń o pedofilię. Paradoksalnie, bo za linię obrony w oskarżeniu o gwałt własnego siedmioletniego dziecka brać „zakochanie się” w innym dziecku, które wychowywał i uwiódł? Serio? To ma go uniewinnić? Czy pokazać jako drapieżnika polującego na dużo słabsze, wielokrotnie młodsze dziewczęta, które poznał, będąc ich ojcem. To wykorzystywanie władzy, jaką rodzic ma nad dzieckiem.
Dowodzą tego twórczynie serialu: Kirby Dick, Amy Ziering i Amy Herdy, które przeprowadziły śledztwo, odnalazły świadków i archiwa. Allen miał do czynienia także z innymi nieletnimi, co przyznaje kobieta, która jako dziewczynka spotykała się z reżyserem w latach 70., a potem rozpoznała się w postaci granej przez Mariel Hemigway w „Manhattanie”.

(Fot. Materiały prasowe HBO)

Po drugiej stronie sławy

Oglądając „Allen v. Farrow”, zachodzę w głowę, jakim cudem nie zauważyłam tego, choć sprawca sam podawał się na talerzu. Czym innym jest „Manhattan”, jeśli nie apoteozą związku starszego mężczyzny z nieletnią dziewczyną? Jasne, jest też afirmacją romantyzmu, melancholii, wdzięcznego poczucia humoru, jest symfonią Nowego Jorku – oglądałam go ze sto razy, gdy tylko miałam chandrę. Zwracałam jednak uwagę na to, co było mi potrzebne, a nie to, co krzyczało spod tej historii: że „Woody Allen jako bodaj jedyny czterdziestolatek potrafi przemycić pociąg do nastolatek pod płaszczykiem poszukiwania prawdziwych wartości”, jak celnie napisała w 1979 Pauline Kael.

Autor niedawno wydanej biografii Allena, David Evanier, dostarcza wielu informacji, rysuje szeroki kontekst, ale nie umie uznać prawdziwości zarzutów. To matka wmówiła gwałt dziecku, mściła się na facecie, którego odbiła jej córka. Dysonans poznawczy, który mamy wobec autorytetów, osób, które szanujemy, podziwiamy, nie pozwala zrozumieć, że mają też drugą stronę. Biograf jest dumny, że Allen chciał się z nim spotkać, opisuje spotkanie w najdrobniejszych szczegółach, a potem familiarnie wylicza „najlepsze filmy Woody’ego”, no bo przecież nie Allena – na końcu książki są już przyjaciółmi. Tak działa star struck – oszołomienie tym, że jesteśmy blisko kogoś znanego, i złudzenie, że wiemy o nim wszystko, bo znamy go z ekranu. Dlatego wciąż wiele osób nie może w to uwierzyć. Powtórzmy więc sobie te filmy, zobaczmy, na jakich fantazjach bazują.

Jak starzy reżyserzy żerują na nieletnich?

Podobne artykułyWoody Allen pozywa AmazonaMichalina MurawskaWychowałam się na nich oraz na „Ukrytych pragnieniach” Bertolucciego, „Porozmawiaj z nią” Almodóvara i innych „Lolitach”, gdzie stary reżyser ślinił się do zakwitających dziewcząt. To ideał melancholijnej miłości. Jak 65-letniego Luchina Viscontiego do 15-letniego Björna Andrésena, „najpiękniejszego chłopca na świecie”, który zagrał Tadzia w „Śmierci w Wenecji” i nigdy się z tego nie podniósł.

Dlaczego starzy żerują na nieletnich? Chodzi o niezgodę na przemijanie, tęsknotę za straconą młodością, o wieczne dojrzewanie bez osiągnięcia dojrzałości. Teraz rozumiem, ale wtedy sama chciałam zobaczyć siebie czyimiś oczyma – jako obiecującą młodą kobietę (jak tytuł filmu, który zaraz wejdzie do kin), którą pozbawiona wiary w siebie wcale się nie czułam. A taką widziałam się oczami starców. Byłam pełnoletnia, miałam 23 lata, więc absolutnie nie można mówić o pedofilii.
Z mojej strony było to narcystyczne, aspiracyjne, bo skoro starszy facet chciał ze mną rozmawiać, znaczyło, że mam coś do powiedzenia. Służyło za wypełniacz deficytów młodej dziewczyny, która szukała autonomii, doświadczeń i kitu na braki w samej sobie. Trzeba je było wypełnić samej, ale kto to mógł wtedy wiedzieć. Allena, Bertolucciego, Viscontiego, Manna, Nabokova, Rotha powinnam winić za to, że dałam się uwieść ich fantazji. Wielcy artyści umieli nam to wmówić.

(Fot. Getty Images)

Dziś Soon-Yi ma 50 lat i twardo stoi za mężem. Trudno ujrzeć nam siebie samych jako ofiary. Przyznanie po latach, że była molestowana, odebrałoby jej poczucie bezpieczeństwa. Ona i jej brat Moses stają po stronie Allena, mówią, że to matka ich molestowała. Trudno w to uwierzyć, słuchając pozostałej dwunastki dzieci wychowanych przez Mię Farrow. Głosów opiekunek, krewnych, sąsiadek. Aktorek i producentek. A także krytyczek filmowych, które tak jak ja dały się zaczarować pięknym bajkom. Ten film jest możliwy, bo kobiet słucha się uważniej niż kiedykolwiek. Nie wkłada się ich w szufladkę wariatek, histeryczek, bo mają okres, mściwych, bo odmawiają dzieciom kontaktów z ojcem. Jeśli dzieci nie chcą spędzać z kimś czasu, to znaczy, że nie czują się z nim dobrze. Ufamy dzieciom, wierzymy im, gdy mówią, że ktoś je skrzywdził. Kiedyś było łatwiej potargać czuprynę, powiedzieć: „Ależ zmyślasz, kochanie!” dla utrzymania status quo między dorosłymi. Nadrabiamy zaległości. Słuchamy, czy tak nam się wydaje?

W czym jest gorszy Woody Allen?

Woody Allen jest gorszy od innych oskarżonych o molestowanie, dlatego że zgwałcił własne dziecko, wykorzystał jego miłość, zaufanie i zrobił to we własnym domu. „Allen vs. Farrow” portretuje zjawisko, któremu trudno zapobiec, bo większość aktów pedofilii następuje w domu, w kręgu najbliższych osób. Ewa Stusińska w książce „Miła robótka” cytuje badania Marii Beisert o pedofilii i kazirodztwie: „Sprawcami nie są zwykle stereotypowi »drapieżcy seksualni« , tylko osoby z najbliższego otoczenia dziecka, takie jak ojciec, konkubent matki, dziadek (odpowiadają za trzy czwarte czynów pedofilnych), a także osoby zaufania społecznego, jak nauczyciel czy ksiądz”. Pedofil więc to nie jakiś zbok, który zbiera zdjęcia niemowląt w darknecie i porywa maluchy z placu zabaw. Pedofilem bywa zwykły ktoś, kto żyje w głębokiej frustracji, a nie potrafi jej rozładować inaczej niż przez dominację. „To nie pedofile (w sensie klinicznym) są głównymi sprawcami przemocy seksualnej wobec dzieci. Większość – od siedemdziesięciu pięciu do dziewięćdziesięciu pięciu procent – stanowią ci, którzy kierują swoje zainteresowania seksualne na dzieci, gdy nie mogą znaleźć dorosłego partnera seksualnego” – podaje Stusińska.
Albo nie znajdują satysfakcji w związku z drugą osobą przez swoje zaburzenia psychiczne. Pedofilia to ogromny teren nadużyć, który ma wiele odcieni. Przecież to nie tylko mężczyźni, widziałam matki, które całują synów w usta mokro i przeciągle. Spotykałam się kiedyś z chłopakiem, który swoje fetysze tłumaczył tym, że gdy miał 10 lat, rozdziewiczyła go sąsiadka, gdy mama poszła coś załatwić. Brzmi przytłaczająco? Owszem, ale musimy się z tym uporać.

W „Annie Hall” matka zabiera syna do psychologa, bo chłopiec jest dziwnie przygnębiony. Alvy mówi terapeucie, że dowiedział się o tym, iż wszechświat się rozszerza, aż w końcu eksploduje. Na naszych oczach rozpada się w proch mit Woody’ego Allena. Sprawa, udowodniona przez serial HBO, oznacza koniec jego kariery. A wszechświat trwa i się rozszerza.

* Korzystałam z książek:
M. Beisert, „Kazirodztwo. Rodzice w roli sprawców”, Warszawa 2004,
M. Beisert, „Pedofilia. Geneza i mechanizm zaburzenia”, Gdańsk 2017,
D. Evanier, Woody Allen. Biografia, tłum. J. Żuławnik, Warszawa 2016,
R. Farrow, Złap i ukręć łeb. Szpiedzy, kłamstwa i zmowa milczenia wokół gwałcicieli, tłum. A. Dzierzgowska, S. Królak, Warszawa 2020,
E. Stusińska, Miła robótka. Polskie świerszczyki, harlekiny i porno z satelity, Warszawa

 

Adriana Prodeus
Sortuj wg. Najnowsze
Komentarze (2)

Agnieszka Lawniczak26.08.2021, 17:12
Co za okropny, przesiąknięty jadem artykuł. No i ta terminologia, jaką stosuje autorka, określająca starszych reżyserów starcami jest po prostu brakiem kultury. Pani również będzie kiedyś... no, właśnie teraz nie wiem czy napisać parafrazując powyższy tekst - stara, staruchą... Zafdziwiające, że Vogue może publikować takie wyznania harpii, które ośmieszają sens MeToo, nie mając nic wspólnego z merytorycznym odniesieniem do problemu pedofilii, przypominając raczej polowanie na czarownice.

Wczytaj więcej
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę