Znaleziono 0 artykułów
05.08.2022

Glenn Martens: Wyluzowany rewolucjonista

05.08.2022
Kolekcja Glenna dla Jeana Paula Gaultiera (Fot. ImaxTree)

Utarło się, że jeśli projektant jest innowacyjny, musi być wywrotowy. Tymczasem, choć Glenn Martens szyje spódniczki krótsze niż Miuccia Prada, a zamiast klasycznych zaproszeń na pokazy wysyła gościom cukierkowe stringi, nie pasuje do niego określenie lenfant terrible. Dyrektor kreatywny Diesla i Y/Project ma w sobie coś z dawnych marzycieli – wrażliwość na piękno, etos pracy i ten rzadki dar, który sprawia, że wszystko, czego dotknie, zamienia się w złoto.

Gdzieś w internecie można się jeszcze natknąć na CV Martensa z początków jego kariery w modzie. W którym oprócz podstawowych informacji o doświadczeniu zawodowym, zainteresowaniach i umiejętnościach (cztery języki oraz Photoshop opanowany do perfekcji) drobnym druczkiem wynotował podziękowania. – To trudna branża – mówi. – Jeśli chcesz zaistnieć, to albo musisz mieć ogromne zasoby finansowe, albo właściwych ludzi wokół.

Pierwszą taką osobą od zawsze była dla niego mama. By utrzymać rodzinę, po rozstaniu z ojcem Glenna zatrudniła się jako pielęgniarka. W weekendy dorabiała, sprzątając okoliczne domy. To ona zaszczepiła w synu szacunek do pracy.

Na drugim miejscu Martens wspomniał dziadków. – Dzięki nim miałem piękne, pełne miłości dzieciństwo. A ponieważ mój dziadek był wojskowym, było także niezwykle uporządkowane – mówił w jednym z wywiadów. Zorganizowanie ma we krwi do dziś.

W CV wymienił jeszcze starszego brata, przyjaciół stylistów i fotografów oraz wiecznie nieobecnego ojca. Jemu podziękował gorzko, za płacone na czas alimenty.

Glenn Martens (Fot. Getty Images)

Dzień na tak

Gdyby do sieci przedostał się też biznesplan Glenna, na pewno znalazłaby się w nim jego najważniejsza zasada: „nigdy nie odmawiaj, bądź gotów na wszystko, zawsze mów »tak«”.

Na „tak” był więc, gdy w jego rodzinnej Brugii nadarzyła się okazja studiowania łaciny, po przeprowadzce do Gandawy architektury wnętrz, a w Antwerpii – mody na Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych. – Na egzamin przyszedłem z teczką pełną szkiców mebli. Nie wiedziałem, kim jest Martin Margiela, ledwo kojarzyłem Karla Lagerfelda. Nie miałem zaplecza kulturowego ani maszyny do szycia. Do dziś nie rozumiem, dlaczego właściwie mnie przyjęli – mówił w rozmowie z „Elle”.

Dwa pierwsze lata na uczelni miał mierne stopnie. Ostatni rok ukończył z wyróżnieniem. Podczas prezentacji dyplomowej kolekcji wypatrzył go Jean Paul Gaultier i zaproponował stanowisko młodszego projektanta. Praca w Paryżu pozwoliła Glennowi zarobić pieniądze na własny dom mody. Ten uruchomił w lutym 2012 roku, w wieku zaledwie 29 lat. I zamknął po trzech dobrych sezonach, gdy po śmierci Yohana Serfatyego dostał szansę przejęcia jego marki Y/Project. Nie mógł odmówić. Znów odparł, „że jest na tak”.

(Fot. Getty Images)

Sklep z taniochą

Byłem logicznym wyborem. Wcześniej pracowałem z Yohanem jako jego asystent. Choć muszę przyznać, że słabo sprawdzałem się w tej roli – śmiał się Martens w jednym z wywiadów. – Jestem niecierpliwy, uparty. Zawsze myślę, że mogę zrobić coś lepiej. Chyba jednak moją największą zaletą było to, że z racji wieku i niewielkiego doświadczenia byłem najtańszą opcją.

Y/Project (Fot. ImaxTree)

Po wejściu do pracowni Y/Project Glenn zrozumiał, że pełnej – mrocznej, dystopijnej, timburtonowskiej – wizji Yohana nie jest w stanie kontynuować. Przystąpił do stopniowego budowania nowej estetyki marki. Na początku próbował odwoływać się do krajobrazu rodzimej Brugii – strzelistych gotyckich form, stonowanej kolorystyki. Dopiero później zdał sobie sprawę, że poza hermetycznym miasteczkiem w północno-zachodniej Belgii perfekcja nie istnieje. I tak urok odnalazł w zupełnej odwrotności – dekonstrukcji. Do tego dodał obrazy z zatłoczonego metra w Paryżu, subtelną erotykę, charakterystyczną bezczelność, sprośność. Coś podpatrzonego u członków subkultur, w szkicownikach architektów oraz albumach z epoki Napoleona. No i swój ulubiony dżins. – Dziś obszar naszych inspiracji nie ma granic – mawia.

Y/Project (Fot. ImaxTree)

Glenn poszerzył Y/Project o linię odzieży damskiej (przy czym wychodzi z założenia, że większość jego ubrań to uniseks). W struktury firmy wprowadził demokrację. – Stażysta może mieć taki sam wpływ na kształt marki jak ja – tłumaczy. Za jego kadencji niszowy dotychczas dom mody podbił serca milenialsów i zoomersów, a w 2017 roku został wyróżniony prestiżową nagrodą ANDAM Grand Prize, którą wcześniej przyznano m.in. Driesowi Van Notenowi, Rafowi Simonsowi czy (całkiem już znajomemu) Martinowi Margieli. – Teraz, po latach ciężkiej pracy wreszcie mogę trochę odetchnąć – mówił zaraz po odebraniu nagrody. – Odżywam, wracam na imprezy. I wtedy zadzwonił Renzo Rosso – potentat kierujący grupą Only The Brave zrzeszającą takie marki jak Marni czy Jil Sander – z propozycją objęcia dyrekcji kreatywnej nad popadającym w długi i zapomnienie Dieslem. Glenn oczywiście odparł, „że jest na tak”.

Od tego dnia początek tygodnia spędza w Mediolanie, pracując z 900-osobowym zespołem Diesla. Weekend w Paryżu z 25-osobowym kolektywem Y/Project. – Przez pierwsze trzy miesiące miałem migrenę. To było jak przesiadka do pociągu, który jedzie z prędkością 200 kilometrów na godzinę.

(Fot. Getty Images)

Sceny z życia przedmałżeńskiego

Z dorastania Glennowi w pamięć zapadły dwa obrazy: wytarte dżinsy Diesla, które kupił za pierwsze zarobione pieniądze, i lokalny dom towarowy oblepiony plakatami, w tym włoskiego domu mody. Pionierskimi, niekiedy obrazoburczymi. Traktującymi o prawach mniejszości etnicznych i seksualnych, obalającymi tabu operacji plastycznych i odzwierciedlającymi istotę okresu noughties.To była najwyrazistsza rzecz w całym tym sennym mieście. Zabarwiła moją estetykę w czasach sprzed internetu. Pomogła mi zrozumieć moją seksualność, otworzyła umysł, zmieniła zasady gry.

Diesel 2022 (Fot. materiały prasowe)

Zapytany o przepis na przywrócenie świetności popularnemu na przełomie mileniów Dieslowi, Martens nawet się nie zawahał. Jak gdyby przeczuwając nadciągający nurt Y2K, uznał, że należy przypomnieć, czym właściwie zasłynęła marka – czterema „D”: „dream”, „disruption”, „deviation”, „denim”. A zatem sprośnym humorem, zaangażowanymi społecznie kampaniami, dżinsami, które „robią pupę”, i naprawdę dobrą modą.

Diesel jesień-zima 2022 (Fot. ImaxTree)
Diesel jesień-zima 2022 (Fot. ImaxTree)

Na tych filarach oparł zaprezentowany w formie filmu debiutancki pokaz na wiosnę-lato 2022, a później jesienno-zimową kolekcją wymownych 69 sylwetek. W obydwu pojawiły się spodnie z ekstremalnie niskim stanem, baby tees, mikrospódniczki zdobione wycofanym w 2004 roku logo marki oraz kozaczki na obcasie. I niemal wszystko oprawione w stary, poczciwy denim. Choć wbrew trendom z lat 2000., powstały w duchu zrównoważonej mody.

Zasiadający na widowni Renzo Rosso podobno nie mógł przestać się uśmiechać – wreszcie wrócił jego seksowny Diesel. Na pokaz przybył dawno niewidziany krytyk mody Tim Blanks. A redaktor i kurator Stefano Tonchi, wychodząc, rzucił tylko: „Martens niczego się nie boi”. Nikt nawet nie zdążył zadać mu pytania, czy miał na myśli kolekcję, scenografię (kilkunastometrowe rzeźby kobiet i mężczyzn w obcisłych dżinsach), czy może formę zaproszenia – Glenn wysłał gościom paczkę z cukierkowymi stringami i pierścieniami erekcyjnymi.

Glenn Martens i Renzo Rosso po pokazie Diesela na jesień-zimę 2022 (Fot. Getty Images)

Po dobrej stronie torów

Aktorka Chloë Sevigny wzięła ślub w muślinowej sukni haute couture z gościnnej kolekcji Glenna dla Jeana Paula Gaultiera, którą ten zdążył jeszcze zaprojektować między pokazem dla Y/Project i Diesla. Model ze szmaragdowej tafty założyła z kolei Jada Pinkett Smith na tegoroczne Oscary. Rihanna ma w szafie karmelowy kożuch Y/Project, Dua Lipa dżinsowe spodniobuty Diesla, a o torebce 1DR marzy pewnie połowa internetu (znalazła się na pierwszym miejscu rankingu najbardziej pożądanych projektów według platformy Lyst).

Kolekcja Glenna dla Jeana Paula Gaultiera (Fot. ImaxTree)

Wraz z kolejnymi sukcesami Glenna coraz częściej porównuje się go do członków rewolucyjnej Antwerpskiej Szóstki (grupy uzdolnionych absolwentów Akademii Królewskiej: Waltera van Beirendoncka, Ann Demeulemeester, Driesa van Notena, Dirka Van Saenea, Dirka Bikkembergsa, Mariny Yee i często dopisywanego pogrobowca – Martina Margieli). Ale to chyba błąd. Bo Martens w projektach, jak w życiu, nie lubi się ograniczać. Nawet do wywrotowej postawy. Bywa na hucznych imprezach w Paryżu i bierze udział w kilkudniowych rave’ach. Od czasu do czasu zamyka się w pięciogwiazdkowym hotelu, innym razem wytchnienia szuka na kempingu. Nie potrzebuje być na siłę wyrazisty – na co dzień wybiera białe T-shirty, denimowe koszule, dżinsy, czarne trampki, spraną czapkę z daszkiem i kolczyk prababki, który nosi od dnia ukończenia akademii mody. Już dawno przeszła mu też potrzeba wpasowania się w grupę. – W branży wielu chce dokonać rewolucji. Ja jestem tu dla zabawy – mawia. By zgodnie z mottem Diesla – „For successful living” – mieć fajne życie.

Pola Dąbrowska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę