Znaleziono 0 artykułów
19.11.2020

Jak Prince stał się Prince’em

Prince w 1985 roku (Fot. © 1985 Allen Beaulieu)

Jaki był naprawdę artysta totalny, który wyprzedzał swoje czasy. Odpowiedź znajdziemy w jego nieukończonej autobiografii, która ukaże się już 25 listopada nakładem wydawnictwa OsnoVa. W książce z listy bestsellerów „The New York Timesa” znalazły się niepublikowane dotąd zdjęcia oraz osobiste zapiski artysty, sporządzone na kilka dni przed jego śmiercią.

– Nie zwracam szczególnej uwagi na to, co inni o mnie mówią. Ich wyobrażenia więcej niż o mnie mówią o nich samych – mawiał Prince. A plotkowali o nim wszyscy. „Wizjoner”, „geniusz”, „artysta totalny” – pisali krytycy. Wokalista z charakterystycznym falsetem, wirtuoz kilkunastu instrumentów, autor tekstów, producent, a później również reżyser, aktor i przedsiębiorca. Autor blisko 40 albumów i tysięcy piosenek równie dobrze czuł się w funku, soulu i R&B, co w rocku, popie i hip-hopie. Laureat wszystkich najważniejszych nagród muzycznego świata, na czele z Oscarem, Złotym Globem i siedmioma statuetkami Grammy. Jego dorobek inspirował największe talenty nowego pokolenia – Beyoncé, Justina Timberlake’a, Lady Gagę, Rihannę, The Weeknd, Alicię Keys i Franka Oceana. Jaki Prince był naprawdę?

(Fot. © The Prince Estate)

Własnymi słowami

Podobne artykułyNajlepsze filmy o muzyceJulia WłaszczukChoć artyście poświęcono niezliczoną ilość książek, artykułów i dokumentów, a on sam był autorem kilku fotoalbumów, nie udało się uchwycić jego tajemnicy. W końcu sam postanowił przemówić. Pod koniec 2015 r. zlecił topowym wydawnictwom znalezienie właściwego współautora, który pomógłby mu opowiedzieć światu o Princie Rogersie Nelsonie jego własnymi słowami. O zlecenie ubiegali się zasłużeni autorzy i autorki, artysta, ku zaskoczeniu wszystkich, w tym samego zainteresowanego, wybrał Dana Piepenbringa, niespełna 30-letniego dziennikarza, redaktora mało znanego magazynu „Paris Review”, który nigdy jeszcze nie napisał książki. „Była 2:23. (…) [Mój agent] wydzwaniał do mnie, aż w końcu się obudziłem i odebrałem. Zawyłem. On zawył. Nazajutrz rano, 29 stycznia, poleciałem do Minneapolis” – wspomina we wstępie do książki Piepenbring.

Przez kolejne kilka miesięcy towarzyszył Prince’owi w jego codziennych zajęciach. Zdarzało się, że artysta dzwonił do niego w środku nocy, a Dan notował. Towarzyszył mu również podczas trasy po Australii, kilka tygodni spędził w Paisley Park, muzycznej posiadłości artysty, gdzie odbywały się koncerty i przyjęcia. Całość przypominała fabułę filmu „U progu sławy” – spełnienie marzeń każdego fana. Fantazja, która wydarzyła się naprawdę.

Pierwsza strona autobiograficznych zapisków Prince'a (Fot. © The Prince Estate)

To nie miała być typowa autobiografia. „Niezmiennie zahaczaliśmy o garść tych samych spraw: Bóg, miłość, kwestie rasowe w Ameryce, dwulicowość przemysłu muzycznego, nieuchwytna natura kreatywności, techniki i przeszłości”. Prince chciał pokazać swoją historię, a zarazem naszkicować szerszy obraz doświadczeń czarnych artystów w białej Ameryce. Czuł, że spoczywała na nim odpowiedzialność, by wspierać nowe pokolenie twórców, którzy będą mogli przesuwać zastane granice jeszcze dalej. „Spodobał mi się pomysł, aby wspomnienia Prince’a były swoistym podręcznikiem. Wydawało się to idealnym sposobem, by poszerzyć zasięg książki, dodać kolejny wymiar jej warstwie narracyjnej. Poza tym sam tytuł nabierał głębszego sensu – The Beautiful Ones mogło teraz oznaczać nieograniczoną wspólnotę̨ twórców. Przecież̇ w piosence były słowa: „Namaluj doskonały obraz/ zrodź wizję w cudzym umyśle...” – napisał później Dan.

Tak pojawił się pomysł na tytuł – „The Beautiful Ones” – nawiązanie do jednej z najbardziej szczerych i boleśnie pięknych piosenek w jego dorobku. Chciał, żeby książka była jak jego najlepszy album.

Powrót do korzeni

Mattie Della Shaw, matka Prince'a (Fot. © The Prince Estate)

„Wspomnienia, które wzięliśmy na warsztat, dotyczyły jego dzieciństwa i lat dorastania, prowadziły do początków jego kariery. Stamtąd wytyczył szlak, prąc na skróty wprost na szczyt, którym był Purple Rain. Uznaliśmy, że ta ścieżka jest sednem książki. Można to nazwać historią o narodzinach: o tym, jak Prince stał się Prince’em” – pisze Piepenbring. Muzyk chciał opowiedzieć o tym, co go ukształtowało, przede wszystkim o matce, Mattie Della Shaw. To ona jest drugą najważniejszą bohaterką książki.

Z rodzicami i siostrą Tyką (Fot. © The Prince Estate)

„Oczy mojej matki to pierwsze, co pamiętam” – brzmią otwierające wspomnienia słowa. „Czasem mrużyła powieki, jakby zamierzała zaraz wyznać jakąś tajemnicę. Potem się̨ dowiedziałem, że mama ma dużo tajemnic”. Mattie Della Shaw była piosenkarką jazzową. Gdy poznała Johna Nelsona, również muzyka, od razu się w nim zakochała. Kilka lat później na świat przyszedł Prince Rogers, który imię zawdzięczał pseudonimowi artystycznemu ojca. „Moi rodzice byli pięknymi ludźmi. Byli najbardziej eleganckim duetem w całym Missisipi” – wspominał Prince. „Gdy byli ze sobą̨ szczęśliwi, wtedy wszystko na świecie było jak trzeba”. Rodzinne szczęście nie trwało jednak długo. Wybuchowe charaktery obojga rodziców nieodwracalnie kończyły się kłótniami, które potrafiły nawet doprowadzić do rękoczynów. W końcu postanowili się rozejść, co na zawsze zostawiło ślad na psychice przyszłego gwiazdora: „Rodzice budzili w nim fascynację i swoisty lęk – to, jak sam ucieleśniał ich związek i jednoczesny rozłam. (…) Prince był chodzącą sprzecznością, swoją matką i ojcem w jednym ciele”.

W szkole padał ofiarą przemocy, a jednocześnie stawał się gwiazdą. „Każdego roku szkolnego dzieci i nauczyciele docinali mi z powodu mojego imienia, ale ja się tym nie przejmowałem, bo wiedziałem, że jest wyjątkowe. Nikomu innemu nie nadano imienia Prince. Tylko mnie” – wspominał. Tam przeżywał też pierwsze miłości i pierwsze zawody. Lekiem na cierpienie okazała się muzyka: „Muzyka uzdrawia. Niektóre tajemnice są̨ tak mroczne, że trzeba je najpierw przekuć w piosenkę̨, dopiero potem można oswoić” – mówił. Po maturze muzyka pochłonęła go bez reszty.

Prince w wieku szkolnym (Fot. © The Prince Estate)

Władca instrumentów

Trzecią bohaterką książki jest muzyka. Jego matka śpiewała w każdej wolnej chwili, a ojciec codziennie wieczorem siadał do fortepianu. Mały Prince szybko opanował podstawy instrumentu i w wieku zaledwie siedmiu lat skomponował swój pierwszy kawałek. Spośród niezliczonej ilości muzycznych gatunków, w rytm których tętniło całe Missisipi, to funk miał towarzyszyć mu przez całe dorosłe życie. „Funk to przeciwieństwo magii. Funk to zasady. Funk był ludzki, był owocem pracy i przelanego potu. Nie kryło się w nim nic magicznego” – pisze.

(Fot. © The Prince Estate)

Do dźwięków fortepianu, a później gitary dołączył wkrótce jego głos, który, dzięki niezwykłej barwie i zakresie, traktował jako kolejny instrument: „Nigdy nie uważałem się za piosenkarza. Postrzegałem siebie jako multiinstrumentalistę, który z konieczności zaczął śpiewać” – mówił. Pracując nad swoim debiutanckim albumem „For You”, Prince dał popis zdolności – napisał wszystkie piosenki, odpowiadał za produkcję i sam zagrał na wszystkich 27 instrumentach użytych na płycie.

Jednym z pamiętnych momentów dla muzyka był jego pierwszy koncert. Po kilkudziesięciu próbach Prince doprosił się w końcu, by ojciec zabrał go na Woodstock: „Pamiętam, że stałem już̇ przy aucie i czekałem na niego, oszalały ze zniecierpliwienia”. Tej samej reguły trzymał się za każdym razem, gdy wchodził na scenę: „Przywoływanie całego tego przeżycia przypomina mi o tym, żeby dawać z siebie wszystko, kiedy jestem na scenie, bo tam wśród publiki jest ktoś, kto widzi mnie pierwszy raz. Artysta ma moc jednym występem odmienić czyjeś życie” – mówił. Ta sama ekscytacja towarzyszyła mu, gdy sam stanął na scenie. Pomimo lat występów nie zatracił dziecięcej wręcz radości z przeżywania muzyki. 

W studiu (Fot. © The Prince Estate)

Po długich rozmowach z artystą Dan zanotował: „Powiedział, że odkąd pamięta, muzykę pisał, aby wyobrażać sobie – wyobrażać na nowo – samego siebie. Bycie artystą to nieustanna ewolucja. Swój wizerunek zbudował niemal w akcie profetycznym: mógł się stać osobą, którą sobie wyobraził. Jego całe życie było aktem wyobrażania sobie, tworzenia, stawania się”.

Dzieło otwarte

„The Beautiful Ones” podzielono na cztery części: wstęp, w którym Dan relacjonuje kilka niezwykłych miesięcy wspólnej pracy i wizję Prince’a na książkę, następnie wspomnienia spisane przez artystę przed śmiercią, wraz z uwagami i dygresjami, którymi dzielił się z autorem, kolejny rozdział stanowi kronikę jego życia, od chłopaka z Minneapolis po gwiazdora światowego wymiaru, opowiedzianą przez zdjęcia i pamiątki, które przez lata zbierał, a zwieńczeniem całości jest odręczny synopsis filmu, który później przerodził się w „Purple Rain”.

(Fot. Jeff Katz: © The Prince Estate)

Podobne artykułyKim była Ina BenitaDominika Buczak Mimo ogromnego zapału do pracy, Prince coraz częściej przekładał spotkania z Danem. Z powodu złego stanu zdrowia odwołał również kilka koncertów. „Wyglądał na zmęczonego, ale zadowolonego – zadowolonego, ale zmęczonego” – pisze Dan po ich ostatnim wspólnym przyjęciu. Podczas ostatniej trasy koncertowej „Piano & a Microphone” gwiazdor zrezygnował z wielkiego show, postawił na intymne występy – tylko on, mikrofon i instrument. Stał się bardziej refleksyjny. Na scenie mówił: „W tych czasach bardziej lubię mieć sny niż dawniej. Niektórzy moi przyjaciele już umarli i widuję ich w snach. Jakby tu naprawdę̨ byli, a sny są czasem jak jawa”. Śpiewał, że jest „daleko od domu”, że „czuje, jakby go już̇ nie było”.

Fani na koncercie Prince'a (Fot. © The Prince Estate)

Podczas ostatniej rozmowy z Danem zapewniał go, że czuje się dobrze: „Cześć Dan. Tu Prince” – Chciałem powiedzieć, że dobrze się̨ czuję. Pomimo tego, co media ludziom wmawiają. Wiesz, oni zawsze muszą przesadzać”. Nie było mu dane dokończyć książkę. Cztery dni później znaleziono go martwego w windzie Paisley Park. Przyczyną śmierci było przedawkowanie leków przeciwbólowych.

„– Gdybym chciał, żeby to była książka o jednej wzniosłej rzeczy – zwrócił się̨ do mnie Prince tamtego dnia – byłaby to wolność. Wolność autonomicznego tworzenia. Żeby nikt ci nie mówił, co masz robić, jak i dlaczego” – mówił Danowi podczas spotkania. Sam nigdy nie zrezygnował z tej wolności. Do końca żył na własnych warunkach.

Dan postanowił kontynuować ich wspólną pracę. „Przejrzeliśmy ponad 5 tys. przedmiotów ze zbiorów w Paisley Park. Szukaliśmy rzeczy, które zachowały ten sam ładunek emocjonalny, jaki miały za życia Prince’a, które zawierały intymny przekaz, rzucały nowe światło na jego rodzinę i sztukę̨, ukazywały proces twórczy i − zgodnie z jego pragnieniem − natchnęłyby czytelników do tworzenia”. „The Beautiful Ones” ukazała się w październiku 2019 r. i od razu zdobyła szczyty bestsellerów „The New York Timesa”. Teraz wyjątkowe dzieło zostało w końcu przełożone na język polski. Książka ukaże się 25 listopada nakładem wydawnictwa OsnoVa.

(Fot. Nancy Bundt: © The Prince Estate)

„Do końca życia będę się zastanawiał, jaką książkę napisalibyśmy, Prince i ja, gdyby wtedy nie umarł. To, co się ukazało, to tylko ułamek niezrealizowanego projektu. Ta książka, w najbardziej podstawowym wymiarze swojego istnienia, jest zarówno wyrazem żałoby, jak i aktem celebracji życia. Mam nadzieję, że dobrze wywiązuję się z misji, którą Prince przed nami roztoczył: stworzyć „podręcznik dla szlachetnej wspólnoty. Opakowany w autobiografię, opakowany w biografię”, książkę̨, która łączyłaby nasze głosy, aby opowiedzieć jego historię. Historię z przesłaniem” czytamy. „Zachęcam czytelnika do tego, aby na własną rękę̨ wypełniał luki, własną wyobraźnią wniknął w „negatywną przestrzeń”. Jeśli książka ta rodzi tyle pytań, ile podaje odpowiedzi – to tym lepiej, bo Prince nigdy nie zamierzał całkowicie zedrzeć z siebie zasłony tajemniczości”.

Choć nieukończona, stanowi jedyne w swoim rodzaju świadectwo życia wielkiego artysty. Z osobistych zapisków wyłania się obraz bacznego obserwatora, myśliciela, szczerego człowieka. Otwarta kompozycja wydaje się pasować, bo jest „tak »przestrzenna« i zmienna jak jej bohater”.

(Fot. materiały prasowe)

Prince „The Beautiful Ones. Niedokończona autobiografia”, red. Dan Piepenbring, przeł. Robert Sudół, Wydawnictwo Osnova, Warszawa 2020.

Julia Właszczuk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę