Znaleziono 0 artykułów
22.03.2020

The Weeknd: W mroku sławy

Na premierze „Nieoszlifowanych diamentów”, 2019 rok (Fot. ImagePressAgency/face to face/FaceToFace/REPORTER)

Abel Tesfaye ma na koncie trzy statuetki Grammy, nominację do Oscara i ekranowy debiut w filmie braci Safdich „Nieoszlifowane diamenty”. 20 marca ukazał się jego czwarty album – „After Hours”.

Z rozmysłem lub nie, kariera wielu artystów dzieli się na rozdziały, często ściśle związane z kolejnymi albumami. Każda twórcza era wyróżnia się odmiennym stylem, estetyką i brzmieniem, a na jej potrzeby muzyk kreuje kolejne alter ego, które nie pozostaje bez wpływu na życie samego twórcy. Kariera The Weeknd nie jest tu wyjątkiem. Każdy mixtape i album opowiada inny rozdział z jego życia, zarówno tego prywatnego, jak i publicznego. Czwartą płytą „After Hours” Kanadyjczyk znów zaprasza fanów do swojego świata. 

 

Zdejmij moje przebranie. Wydaje mi się, że żyję czyimś życiem, tłumiąc to, kim jestem naprawdę – śpiewa w otwierającej płytę piosence „Alone Again”. – Ile potrzeba, by ponownie rozpalić moją gwiazdę? Czy przypomnisz mi, kim jestem? – dopytuje. Czyżby przeżywał kryzys? Nie jest już do końca sobą. Droga do sławy odmieniła go. A była długa i wyboista.

The Weeknd urodził się w Toronto jako Abel Tesfaye w rodzinie etiopskich imigrantów. Ojciec zostawił rodzinę, gdy syn był jeszcze dzieckiem: – Po tym, jak odszedł, widziałem go, gdy miałem sześć lat, a potem znowu w wieku 11 lub 12 lat. Miał już nową rodzinę i dzieci. Nie wiem nawet, gdzie mieszka. Chciałbym się z nim spotkać, nawet na chwilę. Jestem pewien, że jest ciekawym człowiekiem. Nigdy go nie oceniałem. Nie był agresywny albo niemiły. Po prostu go nie było – wspominał po latach w wywiadzie dla „Rolling Stone”. Wychowały go matka i babcia. Jego pierwszym językiem był amharski, w którym mówi się w jego rodzinnej Etiopii. Jego matka pracowała na kilka etatów, żeby utrzymać rodzinę. 

The Weeknd w 2011 roku (Fot. Clinton Gilders/FilmMagic)

Pierwszą miłością Abla było kino, dopiero później muzyka. Szkoła go nie interesowała, dlatego zdecydował się rzucić liceum i razem z najlepszym przyjacielem, a dziś również jego dyrektorem kreatywnym, LaMarem Taylorem, wynieśli się z domów. Przez pewien czas byli bezdomni, utrzymywali się ze sprzedaży narkotyków, jedzenie kradli ze sklepów, a noce spędzali, gdzie popadło. W końcu udało im się wynająć nieduży apartament i znaleźć pracę w fabryce American Apparel. To tam, składając kolejne koszulki, Tesfaye zaczął tworzyć swoje pierwsze utwory. Po 12 godzinach pracy wracał do domu i spisywał je, a później pracował nad muzyką z zaprzyjaźnionym producentem.

 

Efektem jego pracy były trzy mixtape’y – „House of Balloons”, „Thursday” i „Echoes of Silence”, które wydał kolejno w 2010 r., wrzucając je na swój kanał na YouTubie pod pseudonimem The Weeknd. Nawiązuje on do pamiętnego weekendu, gdy rzucił szkołę i wyprowadził się z domu, ale musiał wyrzucić z tego słowa „e”, bo istniał już kanadyjski zespół o tej samej nazwie. Mimo rosnącej popularności, nie udzielał wywiadów. Nikt nie wiedział, jak naprawdę się nazywa, ani jak wygląda: – Nie byłem w formie, nie byłem ładnym chłopcem. Byłem strasznie aspołeczny. Nie lubiłem tego, jak wyglądałem na zdjęciach – przyznał w rozmowie z „Rolling Stone”.

Utwory zapewniły mu wierne grono fanów, a jego muzyka dotarła do Drake’a, który zaprosił go do współpracy na albumem „Take Care”. W tym samym czasie Tesfaye wydał „Trilogy”, składające się z remasterowanych utworów ze swoich debiutanckich mixtape’ów, które utwierdziło jego pozycję. Niedługo później po raz pierwszy wystąpił na Coachelli. Jego koncert zebrał świetne recenzje, ale sam artysta był załamany swoim występem. – Oglądałem to nagranie i myślałem sobie „to nie jest materiał na gwiazdę” – wspominał po latach. 

 

W tym samym czasie zmagał się z uzależnieniem od narkotyków. Brał ecstasy, oksykodon, ketaminę i kokainę. – Pracując nad nową muzyką, zmagałem się z wieloma demonami. Narkotyki pomagały mi przetrwać – wyznał w wywiadzie dla „Guardiana”. Efektem jego pracy był pierwszy album studyjny, „Kiss Land”, utrzymany w mrocznym, niemal psychodelicznym klimacie. Jak z „Łowcy androidów”.

Ze swoimi statuetkami Grammy na gali w 2016 roku (Fot. Steve Granitz/WireImage)

Album zebrał świetne recenzje, ale nie był komercyjnym sukcesem, dlatego pracując nad kolejnym albumem, Tesfaye postanowił wyjść ze strefy komfortu. „Beauty Behind The Madness” było jego interpretacją popu. Na płycie znalazły się takie single, jak „The Hills” i „I Can’t Feel My Face”, które okupowały listy przebojów na całym świecie. Tesfay'ego okrzyknięto nowym księciem popu. Kiedy w 2015 r. wrócił na Coachellę, był już prawdziwą gwiazdą. Jego sukces przypieczętował kolejny album – „Starboy”, przy którym pracował m.in. z legendarnym duetem Daft Punk, Kendrickiem Lamarem i Laną Del Rey. Przy okazji premiery płyty artysta ściął również swoje ikoniczne dredy, które inspirowane były fryzurą malarza Jeana-Michela Basquaita.

W przerwach między kolejnymi albumami i światowymi tournée Tesfaye współpracował z takimi artystami, jak Beyoncé, Kanye West, Pharrell Williams, Ariana Grande i Gesaffelstein. Kanadyjczyk został również ambasadorem Pumy, stworzył kapsułowe kolekcje dla marek Kidult, Alexander Wang, Futura i Bape. We współpracy z Marvelem stworzył nawet własny komiks, dodając do uniwersum swoje alter ego, Starboya. Kilkukrotnie był też muzycznym gospodarzem „SNL” (ostatnio razem z Danielem Craigiem). Tesfaye jest dziś trzecim najczęściej słuchanym artystą na Spotify zaraz za Queen i Taylor Swift

 

Równolegle do kariery muzycznej Tesfaye poświęca wiele uwagi swojej pierwszej pasji, czyli filmowi. Wciąż powraca do klasyki – „Taksówkarza” Martina Scorsese, „Głowy do wycierania” Davida Lyncha i „Łowcy androidów” Ridleya Scotta. Sam wielokrotnie pracował przy ścieżkach dźwiękowych – do „Czarnej Pantery”, „Igrzysk śmierci: W pierścieniu ognia” i „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Za „Earned It” otrzymał nawet nominację do Oscara, ale statuetka ostatecznie powędrowała do Sama Smitha za jego bondowskie „Writings On The Wall”. Ostatnio Abel spełnił również swoje marzenie, debiutując na wielkim ekranie w głośnym filmie braci Safdich „Nieoszlifowane diamenty”

Z Bellą Hadid w 2018 roku (Fot. Gotham/GC Images)

Prywatnie Tesfaye spotykał się z Bellą Hadid i Seleną Gomez. Z modelką poznali się w 2015 r. i spotykali przez kolejne dwa lata. Po rozstaniu piosenkarz był widywany z Gomez. Razem pojawili się nawet na MET Gali w 2017 r. Związek szybko się zakończył, a Tesfaye wrócił do Hadid, jednak para ostatecznie rozstała się w ubiegłym roku.

 

Nowa płyta Tesfaye to po części sposób na przepracowanie medialnego związku i jeszcze głośniejszego rozstania z Hadid. Na „After Hours” (na płycie nie znalazł się ani jeden utwór powstały we współpracy z innym artystą) mierzy się on również, jeśli nie przede wszystkim, ze swoją sławą, uzależnieniem i 30-letnim sobą. 14 utworów, w których znaleźć można inspiracje synthwave’ową muzyką lat 80., zabiera nas w muzyczno-emocjonalną podróż – od pełnych smutku „Alone Again”, „Too Late” i „Snowchild” przez bardziej taneczne „Heartless”, „Blinding Lights” i „Save Your Tears” po mroczne „After Hours” i „Until I Bleed Out”. Cały album przypomina przygotowania, wyjście i powrót z długiej imprezy. Abel powraca do strefy cienia. – Nie chcę już dotykać nieba. Wolę znów czuć grunt pod nogami – śpiewa w zamykającym album „Until I Bleed Out”.

Julia Właszczuk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę