Znaleziono 0 artykułów
04.08.2021

Love stories: Marilyn Monroe i Joe DiMaggio

Fot. Getty Images

Byli małżeństwem tylko dziewięć miesięcy. On z zazdrości bił ją i obsesyjnie kontrolował. Gdy Monroe zmarła, DiMaggio dwa razy w tygodniu posyłał na jej grób czerwone róże. Aż do 1999 roku, gdy sam odszedł. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Nareszcie znów spotkam Marilyn”.

Pozornie nic ich nie łączyło. On był sportowcem, ona wschodzącą gwiazdą kina. On stronił od ludzi, ona nieustannie poszukiwała mentorów. Jemu do szczęścia wystarczały telewizor i piwo, ona potrzebowała innych bodźców. A jednak we wspomnieniach Marilyn Monroe wyznała, że mieli z Joem DiMaggio więcej wspólnego, niż można przypuszczać. Oboje marzyli o dużej, szczęśliwej i kochającej się rodzinie. To nie wystarczyło, by ich związek przetrwał.

Fot. Getty Images

Marilyn Monroe spotyka baseballistę Joego DiMaggio

Marilyn Monroe i Joe DiMaggio poznali się w 1952 roku. Uznawany za jednego z najlepszych amerykańskich baseballistów 37-letni gracz New York Yankees właśnie przechodził na sportową emeryturę. 25-letnia aktorka dopiero rozpoczynała filmową karierę. Już rok później wystąpiła w hicie „Mężczyźni wolą blondynki” i stała się hollywoodzką gwiazdą.

Joe nie był w typie Monroe, obawiała się, że „jak każdy znany sportowiec cierpi na przerost ego”. Zaciekawił ją, bo inaczej niż mężczyźni, z którymi się spotykała, nie próbował jej z miejsca uwieść. Na pierwszej randce tylko przyglądał się aktorce. „Traktował mnie wyjątkowo” – wspominała później. On zakochał się od pierwszego wejrzenia. I to do szaleństwa.

Marilyn Monroe i Joe DiMaggio na chwilę po ślubie / Fot. East News

Otoczył Monroe opieką, która później przerodziła się w kontrolę, a następnie – obsesję. Początkowo Marilyn była zachwycona, że Joe tak bardzo się o nią troszczy. „Całe życie szukała ojca. W końcu odnalazła go w DiMaggio” – powiedziała przyjaciółka aktorki, tancerka Lotte Goslar. Gdy poprosił, by została jego żoną, nie wahała się.

Pobrali się 14 stycznia 1954 roku w San Francisco. Nie w kościele, bo oboje mieli już za sobą małżeństwa. Joe z Dorothy Arnold, z którą miał syna. Marilyn z Jamesem Doughertym, którego poślubiła, mając ledwie 16 lat. Było więc skromnie, bez pompy. Monroe w pensjonarskiej czarnej garsonce z białym kołnierzykiem, zapięta pod samą szyję. DiMaggio w czarnym garniturze i pod krawatem. Przed wejściem do urzędu stanu cywilnego czekało na nich kilku fotoreporterów.

Fot. Getty Images

W podróż poślubną Marilyn i Joe polecieli do Japonii. Był to jednak nie tyle miesiąc miodowy, ile wyjazd służbowy. Już wtedy pojawił się pierwszy kryzys. Joe zrozumiał, że nie ma nad Marilyn żadnej władzy. Zostawiła go w Japonii i poleciała do Korei, aby zaśpiewać dla ponad 100 tysięcy amerykańskich żołnierzy. „Wtedy po raz pierwszy poczułam się jak gwiazda” – zdradziła po latach.

Marilyn Monroe robi karierę, a DiMaggio okazuje się przemocowcem

Po powrocie do USA kariera Marilyn Monroe nabrała rozpędu. Po sukcesie „Jak poślubić milionera” i „Rzeki bez powrotu” dostała rolę w „Słomianym wdowcu”. Ten film uczynił z Monroe ikonę, ale też zrujnował jej małżeństwo. DiMaggio był oburzony, widząc słynną scenę, w której podmuch z metra unosi białą suknię Marilyn. Pragnął, by żona zerwała z filmowym wizerunkiem głupiutkiej blondynki. Obsesyjnie kontrolował też, ile jej nagiego ciała widać na ekranie.

Fot. Getty Images

Okazał się toksycznym przemocowcem. Awantury z rękoczynami były w ich domu na porządku dziennym. Syn DiMaggio, Joe Jr., opowiadał, że był świadkiem ostrej szarpaniny między ojcem i jego drugą żoną.

„Spałem na dole, gdy usłyszałem ich wrzaski. Nagle Marilyn zbiegła po schodach i wybiegła z domu. Ojciec pognał za nią. Dopadł Monroe, złapał ją za włosy i siłą wciągnął z powrotem do domu – opisywał. – Gdy rano zapytałem Marilyn, co się stało, odpowiedziała: Nic się nie stało, Joe, wszystko jest w porządku”.

Monroe długo robiła dobrą minę do złej gry, tłumacząc wybuchy agresji DiMaggio wielką namiętnością. „On mnie naprawdę kocha” – powtarzała. Nie radząc sobie ze stresem, sięgała po tabletki uspokajające, środki przeciwbólowe i alkohol. Ukojenia szukała w romansie z trenerem głosu Halem Schaeferem. Gdy Joe się o tym dowiedział, wpadł w szał. Zadzwonił do mężczyzny i poprosił o spotkanie. Rozmowę przerwała Marilyn. „Nie waż się tu przyjeżdżać! On cię zabije!” – krzyczała.

Marilyn Monroe na chwilę po ogłoszeniu jej rozwodu z DiMaggio / Fot. Getty Images

Po dziewięciu miesiącach pretensji, awantur i bijatyk gwiazda złożyła pozew o rozwód, w którym jako powód rozstania podała „przemoc psychiczną”. Joe nie mógł się z tym pogodzić. Błagał Monroe o wybaczenie i obiecywał poprawę. Był zdesperowany, by odzyskać ukochaną. Spotkał się nawet z dobrym znajomym, Frankiem Sinatrą, by prosić go o radę. Ten zaproponował… wynajęcie prywatnego detektywa i śledzenie (wciąż jeszcze) żony. Tym samym Joe znał każdy krok Monroe. Jej telefon był na podsłuchu, a jeśli pojawiła się w miejscu publicznym z mężczyzną, DiMaggio natychmiast dostawał cynk. Czasem sam siadał w lobby hotelu Waldorf-Astoria, gdzie zatrzymała się Marilyn, i godzinami wyczekiwał żony, zasłaniając się gazetą. 

Fot. Getty Images

Marilyn Monroe i Joe DiMaggio: Relacja aż do śmierci 

A jednak po rozwodzie utrzymali kontakt. Jeszcze po rozwodzie często się spotykali, a 40. urodziny sportowca uczcili wspólną kolacją. Przez kolejne lata pozostawali w bliskiej relacji. Joe doradzał Marilyn w kwestiach prywatnych i zawodowych, a także pożyczał pieniądze. Gwiazda powiedziała nawet, że Joe jest jej jedyną rodziną.

To właśnie do DiMaggio zadzwoniła w lutym 1961 roku, gdy po bolesnym rozpadzie małżeństwa z dramaturgiem Arthurem Millerem zamknięto ją na oddziale psychiatrycznym w Nowym Jorku. Joe natychmiast przyjechał do szpitala i domagał się uwolnienia byłej żony. Oczywiście w swoim stylu. „Daję wam pięć minut na wypuszczenie Marilyn. Inaczej rozp***lę to miejsce tak, że nie zostanie kamień na kamieniu!” – groził. Personel nie ośmielił się z nim dyskutować.

DiMaggio wiedział, że Monroe jest w złym stanie psychicznym. Na tyle, na ile mógł, starał się nią zaopiekować. Zaproponował nawet, by ponownie za niego wyszła. Monroe nie chciała, ale nie chciała też, by Joe zniknął z jej życia. „Gdyby nie on, dawno już bym się zabiła” – zwierzyła się przyjaciółce. 

Joe DiMaggio na pogrzebie Monroe / Fot. Getty Images

5 sierpnia 1962 roku świat dowiedział się, że Marilyn Monroe nie żyje. Miała 36 lat. Joe DiMaggio podobno był zdruzgotany.  Od razu poleciał do Los Angeles, gdzie w ostatnich miesiącach życia mieszkała Monroe. To on zidentyfikował i odebrał jej ciało z kostnicy. Później zorganizował kameralny pogrzeb, a także wybrał projekt płyty nagrobkowej.

Wkrótce po pogrzebie DiMaggio zawarł umowę z kwiaciarnią Parisian Florists, żeby dwa razy w tygodniu na grób Monroe dostarczano sześć długich czerwonych róż. Monroe powiedziała mu kiedyś, że w taki sposób William Powell upamiętniał ukochaną Jean Harlow. Uważała, że to wyjątkowo romantyczne. DiMaggio wysyłał więc Monroe bukiety regularnie, aż do swojej śmierci 8 marca 1999 roku. Nigdy się ponownie nie ożenił. Na łożu śmierci podobno powiedział: „Nareszcie znów zobaczę Marilyn”.

Natalia Hołownia
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę