Znaleziono 0 artykułów
25.08.2022
Artykuł sponsorowany

Magdalena Dubrawska: Zdeterminowana, by zmieniać świat

25.08.2022
Fot. Klaudia Piekarska

Z rozbrajającą szczerością przyznaje się do potknięć i porażek, równie otwarcie cieszy się z sukcesów i osiągnięć. Z Magdaleną Dubrawską, założycielką agencji Sold Out, rozmawiamy o karierze, kobiecej solidarności, życiowych lekcjach i sposobach na relaks.

Dowodzisz świetnie prosperującą agencją koncertową Sold Out i wspierasz w karierze najgorętsze młode nazwiska polskiej sceny muzycznej. Dla muzyki rzuciłaś dziennikarstwo. Jak do tego doszło?

Magdalena Dubrawska: W zasadzie od zawsze widziałam dla siebie dwie drogi: dziennikarstwo lub działalność na własną rękę. Trochę przez przypadek zrealizowałam je obie. Gdy stawiałam swoje pierwsze kroki w prasie, dziennikarstwo było w czasie prosperity. Postępująca cyfryzacja mediów spowodowała jednak szybkie zderzenie moich idealistycznych wyobrażeń zawodu dziennikarza z rzeczywistością. Nie potrafiłam się odnaleźć w masowym pisaniu clickbaitowych tekstów, a i samo dziennikarstwo stawało się coraz mniej intratnym zajęciem. Musiałam zdefiniować się na nowo. Chciałam mieć własną firmę, ale zupełnie nie miałam pojęcia, czym miałaby się zajmować. Szukałam pomysłu na siebie. Bezsprzecznie to właśnie umiejętności szlifowane w redakcji pomogły mi w dalszej drodze zawodowej.

Ciekawość ludzi, otwartość na świat i na nadarzające się możliwości szybko postawiły przede mną kolejną szansę. Prywatnie poznałam Solara i Białasa, dziś rozpoznawalnych artystów, właścicieli jednej z największych polskich niezależnych wytwórni SBM Label, a wtedy początkujących przedsiębiorców budujących niszowe wydawnictwo. Myślę, że oni sami nie przypuszczali, jak szybko i do jakich rozmiarów rozwinie się ich biznes. Krótko po rozpoczęciu własnej działalności zaczęli budować zespół. Oni potrzebowali ludzi, ja potrzebowałam zmian. Najpierw jeździłam z nimi na koncerty, przygotowywałam garderoby i sprawdzałam bilety, później układałam kalendarz i negocjowałam stawki. Do SBM zaczęli dołączać kolejni artyści, a ja konsekwentnie budowałam kredyt zaufania, markę i portfolio. Myślę, że poza charyzmą i uporem miałam sporo szczęścia do ludzi.

Fot. Klaudia Piekarska

Z czego w życiu zawodowym czerpiesz największą satysfakcję?

Większość czasu pracy spędzam w biurze i na spotkaniach – odpisuję na e-maile, uzupełniam tabelki, odbieram telefony, przeglądam umowy, negocjuję, układam plany, tworzę koncepcje, zarządzam. Na etapie realizacji są to z kolei próby, produkcja wydarzeń i tras, festiwale. Zwykle żyję na walizkach, pracuję nocą – na bardzo wysokich obrotach i pod ogromną presją, żeby spełnić oczekiwania artystów, fanów i swoje własne. Czasem jestem zwyczajnie wyczerpana. Na koniec jednak przychodzi największa nagroda. Kiedy stoję za sceną, patrzę na artystę, obserwuję jego kontakt z publiką, wymianę energii, słyszę brawa na koniec koncertu, czuję ogromną satysfakcję i dumę.

Pamiętam swoje pierwsze koncerty, często to były też pierwsze koncerty dla artystów, z którymi dziś bijemy rekordy frekwencji. Widzę, ile się zmieniło przez kilka ostatnich lat, ile ja zmieniłam w swoim życiu. Z jednoosobowej firmy zbudowałam prężnie działającą agencję koncertową, mam świetny zespół, pracuję z dziewczynami, którym ufam, które lubię i na których wiem, że zawsze mogę polegać. Czuję swój udział w kreowaniu rzeczywistości, jakiegoś elementu kultury. Mam głębokie przekonanie, że razem robimy coś dobrego, coś, co zapisze się na długo w historii polskiej muzyki. Nie chcę, aby to zabrzmiało pysznie, bo przede wszystkim czerpię ogromną radość z tego, co robię, po prostu wiem, że zmieniamy jakąś cząstkę świata.

Jesteś jedną z nielicznych kobiet podbijających branżę muzyczną. Jak odnajdujesz się w środowisku zdominowanym przez mężczyzn?

Ten trend powoli się zmienia, dziś w branży jest o wiele więcej dziewczyn. Większość z nich to moje koleżanki, z częścią się zaprzyjaźniłam. Mam poczucie, że to właśnie od kobiet w branży, pomimo konkurencji biznesowej, dostaję najwięcej wsparcia. Wymieniamy się wiedzą, pracujemy w kolektywach, staramy się kreować etyczne i uczciwe środowisko biznesowe. Zapewne w branży koncertowej z racji na jej specyfikę zawsze będzie mniej kobiet, jednak te, które tutaj wytrwają, są charakterne i twarde. Dla mnie to niesamowicie inspirujące kobiety i pewnie dziś, dzięki ich uporowi, dużo rzadziej niż kiedyś trafiam na mur stereotypów i uprzedzeń.

Fot. Klaudia Piekarska

Na pewno teraz jest mi też dużo łatwiej, bo nie gramy już w przypadkowych miejscach – albo sami produkujemy koncerty, albo pojawiamy się tylko na uznanych festiwalach. Poniekąd legitymizują mnie też ksywki artystów, których reprezentuję, i zespół, z którym współpracuję. Zanim jednak znalazłam się w tym miejscu, musiałam kilka razy tupnąć nogą, postawić na swoim, kilka razy posypać też głowę popiołem, przeprosić.

Poza dziewczynami z mojej agencji Sold Out, przy produkcji koncertów najczęściej pracuję z mężczyznami i muszę przyznać, że po prostu ich lubię. Zapewne łatwo mi się odnaleźć w męskim świecie, bo sama mam w sobie sporo z chłopczycy – mam dużo dystansu, często bawią mnie niewybredne żarty, relatywnie dobrze znoszę dyskomfort.

Fot. Klaudia Piekarska

W ramach trzymania sztamy z kobietami zainicjowałaś projekt SBM Girls wspierający kobiecą stronę hip-hopu.

Na pomysł SBM Girls wpadłam kilka lat temu. Patrzyłam na polskie podwórko hiphopowe i miałam głębokie przekonanie, że czegoś mu brakuje, że nie ma kobiecej strony. Podnosząc ten temat w mediach społecznościowych, szybko okazało się, że trafiłam w sedno, że kobiety rzeczywiście potrzebują swojego miejsca w rapowym świecie – narracji, która będzie o nich i dla nich. Po świetnym starcie projektu, również dzięki wsparciu artystów, z którymi pracuję, zabrakło mi pomysłów na jego dalszą realizację. Projekt zamilkł i mimo że nic się wokół niego nie działo, to wciąż w wywiadach, na panelach czy konferencjach byłam o niego pytana. Biłam się z myślami, z jednej strony nie miałam pomysłu na kontynuację, a z drugiej strony, czułam potrzebę zabrania głosu w dyskusji o szowinizmie, uprzedmiotowieniu kobiet i maskulinizacji branży. Im bardziej starałam się zdefiniować nowy kierunek, tym dobitniej rozumiałam własną hipokryzję – budując markę dla kobiet i o kobietach, wciąż opierałam się na męskiej firmie. Ochoczo korzystałam z zasięgów, wizerunku i wsparcia mojego męskiego partnera biznesowego. Wartość kobiecej marki budowałam na męskim wizerunku. Oczywiście jestem wdzięczna za wiatr w żagle, jednak w całej dyskusji, którą szerzej podniosłam, chodzi przede wszystkim o kobiecą niezależność. Kreowałam krzywe zwierciadło.

Z badań WHO wynika, że polskie nastolatki mają najniższą samoocenę w Europie. Tymczasem polski hip-hop skupia wielu młodych ludzi, wśród nich są setki tysięcy dziewcząt. Mając choćby pośredni wpływ – przez organizację koncertów, wywiady, wypowiedzi – na ich rzeczywistość, nie powinnam zakłamywać własnej. Pierwszym krokiem ku niezależności jest rebranding marki i zmiana nazwy na It Girls. Chciałabym, żeby projekt w nowej odsłonie, poza brandem odzieżowym, skupiał przede wszystkim inspirujące, charakterne i niezależne kobiety, właśnie takie, o których myślimy „it-girls”. Chciałabym zerwać z cukierkowym, wyidealizowanym obrazem kobiet wiecznego sukcesu. Chciałabym budować kobiecy świat wolny od presji, kompleksów i obaw przed proszeniem o pomoc. To moja misja, to misja It Girls.

Fot. Klaudia Piekarska

Spełniasz się nie tylko jako bizneswoman, prywatnie jesteś też mamą. Jak utrzymujesz równowagę pomiędzy tymi dwoma wymagającymi światami?

Prawdę mówiąc, to nie utrzymuję. I o tym też będzie It Girls. Bez względu na to, jak wiele pięknych instagramowych mam bizneswoman opowie o organizacji czasu, grzecznych dzieciach i szczęśliwych małżeństwach, to nie uwierzę w ten wyretuszowany świat. Pierwsze urodziny swojego synka spędziłam, organizując największy hiphopowy solowy koncert w Polsce. Na pierwsze jego wakacje zabrałam go w trasę po festiwalach, z trudem łapiąc oddech na dzień czy dwa. Nie pamiętam, kiedy więcej niż dobę byłam offline. Dziś mój syn nie ma dwóch lat, a kiedy siedzę przy komputerze, potrafi podejść i powiedzieć: „mamo, wystarczy już”. Wiem, że taki obraz odbiega od standardów z mediów społecznościowych, dla mnie niestety był prawdziwy.

Czego nauczyło cię macierzyństwo?

Myślę, że gdybym nie została mamą, dalej pracowałabym bez opamiętania, zorientowana przede wszystkim na wynik, sukces. W pewnym momencie, gdy ciągle chcesz więcej – więcej pieniędzy, więcej sławy, więcej sukcesów – zaczynasz tracić ostrość, gubisz priorytety. Skłamałabym, mówiąc, że zrozumiałam to od razu. Po urodzeniu przeszłam przez depresję poporodową, miałam ogromną, jeszcze większą niż przed ciążą, potrzebę udowadniania własnej wartości. To okazało się zgubne. Nie byłam ani dobrą mamą, ani dobrym menedżerem. Dopiero na krótko przed drugimi urodzinami mojego syna zrozumiałam istotę macierzyństwa, nauczyłam się odpuszczać. Na rzecz czasu z dzieckiem i spokoju powoli rezygnuję z kolejnych planów, z części współpracy z artystami i nowych projektów. Potrzebuję odpoczynku. Chcę też nadrobić kilka lekcji z bycia mamą.

Natłok obowiązków sprawia, że pewnie rzadko możesz pozwolić sobie na tzw. czas dla siebie. Jak regenerujesz siły?

Zawsze najwięcej radości i energii dawał mi czas spędzony z rodziną. Kilka lat temu moja mama wyprowadziła się z Warszawy na wieś. Dziś uwielbiam przyjeżdżać do niej z synem. Całe dnie spędzamy na zewnątrz, chodzimy nad rzekę, na długie spacery albo po prostu bawimy się w ogrodzie. Nawet jeden dzień spędzony z mamą pozwala mi przewietrzyć głowę. Ale im więcej mam czasu, tym na dłużej wyjeżdżam. Ostatnią zimę spędziliśmy z rodziną i przyjaciółmi na Sri Lance. Powrót po dwóch miesiącach do biurowej rzeczywistości to jednocześnie wstrząs i zastrzyk zupełnie nowej energii. Na co dzień niestety nie mogę sobie pozwolić na taki komfort, więc szukam szybkich zamienników. Najbardziej odstresowuje mnie sport. Często zabieram syna na siłownię – on bawi się hantlami i gumami, a ja ćwiczę. Później odstawiam go do domu, biorę prysznic i znów mogę zmieniać świat.

Credits
Photo: Klaudia Piekarska
Włosy: Gaba Hair Story
MUA: Zuzanna Chmielewska

Urszula Zwiefka
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę