Znaleziono 0 artykułów
25.09.2018

Makijaż lekki jak powietrze

Efekty makijażu wykonywanego techniką Air Brush (fot. archiwum prywatne autorki)

Co łączy gwiazdy pokazów mody, oskarowej gali i seriali z Netfliksa? Makijaż wykonany techniką airbrush. Testujemy go na własnej skórze.

Airbrush do tej pory kojarzył się z natryskowym opalaniem, które pozwalało cieszyć się opalenizną przez cały rok. Ale mało kto używa tego samego aerografu do aplikacji makijażu. To błąd! To narzędzie daje przepiękny efekt naturalnej, zdrowej skóry, przyspiesza proces malowania i ogranicza zużycie produktów. 

Kobiety i pistolety

Cera jak z pokazów mody to niedościgniony ideał. Powinna mieć fakturę, piegi, ale i jednolity koloryt. Przebarwienia, niedoskonałości i sińce zostają zakamuflowane, a podkład jest wagi piórkowej. Jak to możliwe? O tajnikach tej metody opowiedziała mi Ali Kosoian Koźbielska, zielonooka Ormianka z Gruzji, która od 19 lat pracuje jako charakteryzatorka filmowa i teatralna w Warszawie. Ali jest artystką, jak cała jej rodzina i, jak twierdzi, większość Ormian zamieszkujących Gruzję. Nie boi się wyzwań manualnych i od zawsze marzyła o tym, żeby przełamywać stereotypy w malowaniu twarzy i ciała. Z airbrushem pracuje niemal tak długa, jak mieszka w Polsce. – Początki nie były najłatwiejsze. W 2003 roku, gdy jeszcze studiowałam, kupiłam duży sprzęt do makijażu natryskowego w sklepie Kryolan. Hałasował jak silnik traktora! Pojechałam robić nim makijaż i body painting na wielkiej imprezie. Tamten airbrush miał tak silne ciśnienie, że podczas malowania twarzy modelce otworzyły się pod jego wpływem usta. Dziś sprzęt, którego używam, jest wielkości dwóch iphone’ów i wydaje delikatny dźwięk. To niewielki kompresor z rurką i dozownikiem w formie pistoletu, czyli aerografu. Do tego trzeba dokupić farbki i utrwalacz – mówi Ali. I maluje pistoletem modelkę, która jest blondynką z jasną słowiańską skórą. Sprężone powietrze i kropla podkładu wymieszana z utrwalaczem ułatwiają przyleganie produktu do skóry, a efekt końcowy jest dużo lżejszy niż przy tradycyjnej aplikacji. Makijaż jest lekki, ale można zwiększać stopień krycia. Technika airbrush jest wyjątkowo higieniczna. Pistolet makijażystka trzyma w odległości kilku centymetrów od twarzy. Jeśli są na niej niedoskonałości czy wysypki, nie przenosi ich na inne fragmenty skóry. Airbrush jest także ekonomiczny. Wystarczy niewielka ilość produktu, żeby uzyskać wymarzony efekt gładkiej i wypoczętej cery. A preparat utrwalający zapewnia wielogodzinną jakość bez poprawek. Airbrush przydaje się do zwykłego makijażu i do zadań specjalnych. Ali coś o tym wie. Pracuje w Teatrze Ochoty i Teatrze Soho. Jej marzeniem jest stworzenie całego teamu makijażystek z pistoletami airbrush. 

Efekty makijażu wykonywanego techniką Air Brush (Fot. Sylwester Doraczyński)

Tatuaż i kamuflaż

Techniką airbrush możesz nakładać praktycznie wszystkie kosmetyki, a także zwykłe podkłady i malować się od stóp do głowy. Sekret w tym, że trzeba specjalnie rozcieńczyć dany kosmetyk i zmienić jego konsystencję na taką, która przejdzie przez dyszę – Kiedyś malowałam klientkę, której fryzjer nałożył ciemną farbę [...]  na całej linii czoła. Próbując ją zmyć, zdarła sobie naskórek. Dzięki airbrush nie musiałam podrażniać skóry, ani narażać jej na nadkażenie. Nałożyłam podkład, nie dotykając skóry. Świetnie przykrył zdarty naskórek, a dziewczyna wyglądała pięknie – mówi ekspertka.

Makijaż wykonywany techniką Air Brush (Fot. archiwum prywatne autorki)

Airbrush to jednak doskonałe narzędzie nie tylko do gaszenia pożarów, ale i do zabawy. Można nim robić tatuaże, albo, jeśli jest taka potrzeba, zakrywać je (podobnie jak blizny czy rozstępy). – Tym samym sprzętem możesz opalać się, zrobić makijaż, wykorzystując wzory z szablonów, wykonać body painting, a nawet zmienić kolor włosów na potrzeby charakteryzacji – zachwala makijażystka. A wady tej metody? Wielu makijażystów obawia się airbrusha, bo wyzwaniem jest czyszczenie sprzętu. Do tego przydaje się patyczek kosmetyczny. Ali nakłada airburshem także rozświetlacz, który nadaje skórze efekt mokrej i meganawilżonej, a róż do policzków aplikuje też na powieki i usta, tworząc makijaż monochromatyczny. Największe jednak wrażenie robi, gdy wybiera szablon do brwi i trzema psiknięciami wykonuje precyzyjny rysunek. – Farbki, które nakładam, są silikonowe, wodoodporne, albo wyprodukowane na bazie wody, więc dla każdego typu cery znajdą się odpowiednie. Każdą farbkę możesz nakładać, jak chcesz, a potem łączyć z innymi. Używam tych od Temptu ze względu na zamiłowanie do „Stranger Things”. Jego charakteryzatorzy sięgają tylko po tę markę! Liczą się także proporcje i odpowiedni utrwalacz – opowiada Ali. Design kompresorów i pistoletów konkurencyjnych marek jest dosyć podobny, kompaktowy, a farbki prześliczne. Taki sprzęt kosztuje od ok. dwóch tysięcy złotych w górę. Kiedyś Ali ściągała go ze Stanów. Dziś próbuje sprowadzić markę Temptu do Polski, żeby zająć się na poważnie szkoleniami z airbrusha. Póki co, maluje nim do filmów, seriali oraz prywatne klientki.

Efekty makijażu wykonywanego techniką Air Brush (Fot. archiwum prywatne autorki)

Cera idealna

Oglądam modelkę Ali w promieniach słońca i przy sztucznym świetle. Robię jej zdjęcia telefonem. Wygląda genialnie – jej skóra jest obłędnie rozświetlona, ma równomierny koloryt, ale widoczne pozostają piegi, co daje efekt nagiej cery. Postanawiam przetestować airbrush na własnej skórze, która jest daleka od ideału. Siadam i odpływam. Aplikacja rozpieszcza skórę jak delikatny masaż chłodnym, ale nie za zimnym, powietrzem. Ali nakłada kilka warstw i różne produkty, w tym rozświetlacz. Po tym zabiegu wyglądam dziesięć lat młodziej. – Jak stosować airbrush w domu? Możesz kupić mały aerograf na baterie albo ładowany na USB. Doskonałym wykończeniem jest aplikacja rozświetlacza w miejscach, które chcesz uwypuklić. To zdejmuje ciężar podkładu i cera sprawia wrażenie supernawilżonej – podsumowuje Ali. A ja nie mogę przestać przeglądać się w lustrze i w telefonie. Wyglądam, jakbym trzy dni leżała w luksusowym spa. I chcę tak wyglądać na co dzień. Ale póki co, zostaje mi na pamiątkę tylko selfie.

Maria Kowalczyk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę