Znaleziono 0 artykułów
11.07.2020

Momenty zwrotne: Wstrząsający wywiad Lady Di

Karol i Diana podczas ostatniej wspólnej podróży (Fot. Getty Images)

W listopadzie 1995 r. niemal 23 mln telewidzów oglądały program BBC „Panorama”, w którym dziennikarz Martin Bashir rozmawiał z księżną Walii. – W tym małżeństwie byliśmy we trójkę. A troje to tłum – wyznała wtedy Lady Di. Kobiety na całym świecie zobaczyły, że księżniczka może być dziewczyną, w dodatku – tak samo nieszczęśliwą jak one.

Lady Di odpowiadała na pytania dziennikarza Martina Bashira z BBC, jakby rozmawiała z psychoterapeutą albo przyjacielem. Mówiła cicho, ale dobitnie. Prosto, szczerze, z uczuciem. Przekaz wzmacniały gesty: opuszczanie oczu, podnoszenie ręki, gdy trzeba – kilka łez. Mroczny makijaż sprawiał, że smutne oczy wydawały się jeszcze większe. I jeszcze ten strój – czarny kostium nałożony na białą bluzkę, a do tego złote dodatki – guziki, zegarek, kolczyki w uszach. Fryzura nonszalancka i perfekcyjna jednocześnie – taka, o jakiej marzyły Brytyjki. Księżna Diana dobrze przygotowała się do tego występu.

Z Martinem Bashirem na słynnym wywiadzie (Fot. Getty Images)

W „Daily Mail” napisano potem, że wywiad Diany „wywołał największy kryzys w monarchii od czasu abdykacji Edwarda VIII dla Wallis Simpson”. To nie był triumf, to był reset. Dla monarchii, dla Diany i dla wielu kobiet na świecie, których mężowie oszukiwali, poniżali i zdradzali. A przede wszystkim, nie doceniali.

W dniu ślubu (Fot. Getty Images)

Najgorszy dzień życia

Kilkanaście lat wcześniej, 29 lipca 1981 r., książę Karol biorąc za żonę młodszą o 13 lat arystokratkę przedszkolankę, chciał mieć pewność, że ona nigdy nie wyjdzie z jego cienia. W dniu ślubu Lady Di próbowała sobie wmówić, że Karol ją „ochroni”. Po latach wspominała, że nawet samej siebie nie potrafiła oszukać. – Czułam się jak owca prowadzona na rzeź. Śmiertelnie spokojnie – mówiła. 

Mogła przeczuwać, że nie będzie łatwo. Gdy podczas wywiadu narzeczeńskiego zapytano ją i Karola, czy są w sobie zakochani, ona odparła: „Ależ oczywiście!”, on poprzestał na: „Cokolwiek oznacza miłość…”. Nie wiedziała wówczas, że jej przyszły mąż jest zakochany, tyle że w innej kobiecie. Z Camillą Shand rozdzieliły ich rodziny – jego matka i jej mąż, ale oni wiedzieli, że są dla siebie stworzeni. Ostatecznie pobrali się w 2005 r., dziś hodują psy. Ale to już zupełnie inna historia.

W biografii autorstwa Andrew Mortona „Diana. Moja historia”, Diana nazwała dzień własnego ślubu „najbardziej nieszczęśliwym w całym swoim życiu” (książka nie była oficjalnie autoryzowana, ale wiadomo było, że część informacji pisarz mógł otrzymać tylko od niej). Chciała się wycofać, ale nie mogła, bo „jej twarz była już na zastawie stołowej”. Po tym, jak 750 mln telewidzów zobaczyło, że mówi „tak”, Diana musiała sama zmierzyć się z konsekwencjami swojej decyzji. Została sama. Noc poślubna z Karolem była „dziwna”. Mąż jej nie chciał. Śmiała się potem nawet, że to cud, że William i Harry przyszli na świat.

W chwili nagrania wywiadu z 1995 r. małżeństwo Diany i Karola już się skończyło. Rok wcześniej to on w telewizji przyznał się do zdrady. Brytyjczycy wiedzieli już, że Karol kocha Camillę. Diana milczała. Aż w końcu postanowiła wyznać wszystkie jego grzechy, zanim on będzie mógł oskarżyć ją o zdradę monarchii. – W tym małżeństwie byliśmy we trójkę. A troje to tłum – powiedziała. A właściwie czworo, bo Lady Di nie pozostała Karolowi dłużna – przez pięć lat związana była z Jamesem Hewittem. Uwiódł ją, a potem sprzedał jej tajemnice prasie. Do dziś nie pozbył się łatki „najbardziej znienawidzonego mężczyzny w Wielkiej Brytanii”.

Z rodziną (Fot. Getty Images)
Kadr z wywiadu (Fot. Getty Images)

Przejmowanie kontroli

Diana wiedziała, że wyznania o zdradzie nie wystarczą. Nie chciała przedstawiać się ani jako ofiara niewierności męża, ani cudzołożnica. Wywiad był o niej – kobiecie, matce, członkini rodziny królewskiej, której nie znosiła. Powiedziała więc więcej, niż wypadało. – Nie kontrolowałam mojej bulimii – wyznała. – To była moja sekretna choroba. Kilka razy dziennie zmuszałam się do wymiotów.

Oczywiście miało to zabrzmieć tak, żeby było jasne, że winna jej problemów jest rodzina królewska. Wprost nie mogła ich oskarżyć, bo

wiedziała, że musi formułować komunikat „ja”, żeby być usłyszaną przez masy. Przez kobiety, którym imponowała, mężczyzn, którym się podobała, ale też tych, którzy ją lekceważyli, umniejszali, wyśmiewali. Bo choć zasłużyła sobie na miano Królowej Ludzkich Serc, do wywiadu z 1995 r. była tylko i aż zamkniętym w klatce pięknym ptakiem. Potem to ona chciała przejąć kontrolę nad tym, co się o niej mówi i myśli.

Poszła więc w wyznaniach jeszcze o krok dalej, ujawniając, że cierpiała na depresję poporodową. Dziś nie wzbudziłoby to sensacji, wtedy pokazało, że za pięknymi sukniami ukrywa się kobiece ciało, które cierpi. – Chcieli księżniczki, która dotknęłaby ich, wszystko zamieniłoby się w złoto i wszystkie troski byłyby zapomniane. Nie wiedzieli, że krzyżowałam się wewnętrznie, bo czułam, że nie dorastam do tych oczekiwań – powtarzała Diana.

Gołe ramiona

Mówi się, że odwaga Diany w mówieniu o problemach osobistych pozwoliła Kate Middleton i Meghan Markle być księżnymi na miarę XXI w. Nie tylko mogły mówić o trudach macierzyństwa i partnerstwie w związku, lecz także pokazywać ramiona na oficjalnych wydarzeniach. Dress code długo tego zabraniał, aż złamała tę zasadę Diana.

Gdyby Diana miała wpływ tylko na monarchię – jednocześnie destrukcyjny i pozwalający na ewolucję – nie stałaby się ikoną. Stała się, bo kobiety karmione bajkami o księżniczkach, zobaczyły, że nie dość, że księżniczki są dziewczynami z krwi i kości, to jeszcze ich historie nie mają szczęśliwego zakończenia.

Szczęśliwa singielka

Po rozwodzie Diana wcielała się w coraz to nowe role. Przymierzała kostiumy, sprawdzając, w którym poczuje się najlepiej. Karol nie pozwolił jej wypełniać roli żony, więc skupiła się na macierzyństwie. Chodziła z synami do McDonald’sa, stała w kolejce w Disneylandzie, zapisała ich do szkoły, chociaż Windsorowie byli wcześniej uczeni przez prywatnych guwernerów.

Zaprzyjaźniła się z gwiazdami Hollywood. Angażowała się w działalność charytatywną. Jeszcze w kwietniu 1987 r. otworzyła w Middlesex Hospital pierwszy w Wielkiej Brytanii oddział dla chorych na HIV/AIDS. Każdemu z pacjentów podała rękę. Bliska jej była społeczność LGBTQ+. Przyjaciele geje – tancerze, kuratorzy, projektanci (krótko przed śmiercią była na pogrzebie Gianniego Versacego) – pomagali jej unieść ciężar dworskiego życia.

Przez dwa lata – od wywiadu do śmierci 31 sierpnia 1997 r. w paryskim tunelu – prowadziła życie szczęśliwej singielki. Chodziła na randki, romansowała, zakochiwała się. Jej ostatni ukochany, Dodi Al-Fayed, nie był biały, co budziło ogromne kontrowersje.

Cegła po cegle

Diana wyjęła kilka cegieł z muru patriarchatu. Nie skończyła dzieła, ale dała kobietom do myślenia. Jako młoda arystokratka wierzyła, że małżeństwo uszczęśliwia kobietę. Niekochana, musiała stworzyć się na nowo. Kobiety z jej pokolenia z ciekawością obserwowały jej próbę życia po swojemu. Te z młodszego, które dorastały w jej legendzie, coraz częściej nie zgadzają się, by ktokolwiek przejmował kontrolę nad ich życiem.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę