Znaleziono 0 artykułów
27.02.2019

Muzykoterapia

Joanna Przybyła (Fot. Materiały prasowe)

Masaż sonorą to kilka zabiegów w jednym. Ten niezwykle rzadki instrument muzyczny (na świecie jest tylko osiem egzemplarzy!) uśmierza ból, rozluźnia i upiększa. Dźwięki pozwalają utrzymać stan zen jeszcze na długo po zakończeniu masażu.

Jak pozbyć się bólu? Dobrze poddać się masażowi powięzi, czyli tkanki łącznej między tkanką mięśniową a nerwową. Zupełną nowością jest masaż instrumentem muzycznym sonora, który przetestowałam na własnej skórze jedynym dostępnym urządzeniem w Warszawie (w całej Polsce są tylko dwa!). Już marzę o tym, żeby ten zabieg powtórzyć.

Cudowny instrument

Na masaże chodzę dość często. Nie dość, że testowanie nowych zabiegów to moja praca, to jeszcze czerpię z nich przyjemność. Vouchery na masaż daję też często w prezencie najbliższym, uznając je za tę formę relaksu, której potrzebuje każdy, bez względu na płeć i wiek.

Joanna Przybyła / (Fot. Materiały prasowe)

Gdy usłyszałam o masażu w sonorze, spodziewałam się nieco klaustrofobicznego doświadczenia, porównywalnego z pobytem w komorze floatingowej (wanna z niskim zamykanym dachem, wypełniona wodą). Dla osoby, która wcześniej nie wiedziała, że cierpi na klaustrofobię, to doświadczenie może nie należeć do przyjemnych. Ja też nie przepadam za tym uczuciem, więc trochę się zabiegu w sonorze obawiałam.

Sonora okazała się zupełnie inna niż floating. Drewniany instrument strunowy przypomina wielką tubę albo łodygę bambusa. Wykonany jest jednak z drewna świerku, buku i orzecha amerykańskiego. Z wnętrzem połączona jest ruchoma ławeczka na suwaku – to właśnie łóżko do masażu. Joanna Przybyła układa na niej poduszkę i koc, żeby przebieg terapii był bardziej relaksujący.

Tę sonorę wykonał duet Katarzyna Paluszkiewicz i Łukasz Andrzejczak, którzy pracują i mieszkają w Poznaniu. Tam też jest drugi w Polsce egzemplarz tego instrumentu. W sumie na świecie znaleźć można tylko osiem sztuk. Sonorę wymyślił Jan Rosenberg, czeski multiinstrumentalista. Sama pokochałam sonorę i muzykoterapię ze względu na jej szerokie terapeutyczne działanie: uspokaja, wycisza, odpręża, otwiera i pozwala oderwać się od codziennego stresu. Przypomina trochę masaż gongami tybetańskimi, ale tutaj jest się w samym środku przepływu dźwięku, więc wibracja jest znacznie silniejsza  – mówi Joanna Przybyła.

Jak działa ten instrument? Elementami grającymi w sonorze są złoto-brązowe struny (jest ich aż 56!). Strojone są one do C wiolonczelowego: 64 Hz, które wydaje się niskie, kiedy słucha się dźwięków sonory, ale bardzo różnorodne i złożone, kiedy leży się wewnątrz tuby. Te pierwotne nieomal dźwięki idealnie współgrają z drewnianą oprawą instrumentu.

Masująca muzyka

Jak wygląda masaż w sonorze? Układam się w ubraniu na płaskim łóżku, z głową na poduszce. Joanna wsuwa mnie do wnętrza instrumentu. Moim sufitem i podłogą jest tuba, ale nie mam poczucia zamknięcia, bo w każdej chwili mogę się z niej wydostać. Ani głowa, ani stopy nie są ograniczone drzwiami czy ścianką.

Masaż Sonorą / (Fot. Materiały prasowe)

Zamykam oczy i odpływam. Joanna delikatnie pociąga za struny sonory, a ja czuję ciepło, które przepływa od ud w górę i w dół, do wszystkich części ciała. Wibracja jest tak intensywna, że mimochodem popadam w stan medytacji. Nie śpię, ale mam zamknięte oczy. Drgania strun dokonują subtelnego masażu wewnętrznego. Dźwięki rozchodzą się po wszystkich komórkach, tkankach i narządach ciała. Czuję bicie własnego serca i spokojne tętno. Mój nos, wiedziony aromatem olejków eterycznych z drzew iglastych, zabiera mnie do dziewiczego lasu.

Niektóre osoby twierdzą, że w sonorze czuć intensywny aromat drzewnych olejków eterycznych. Sama tego nie czuję. Natomiast grając na strunach tego instrumentu, wchodzę w stan relaksu. Zabieg można traktować jako pojedynczą formę terapii albo wykonać ich kilka w serii. Oczywiście w zależności od potrzeb – mówi Przybyła, praktyk terapii holistycznych.

Po kilku chwilach czuję, jak rozluźniają się wszelkie napięcia mięśniowe w moim ciele. Odpuszcza ciężar na karku i szyi, spięte łydki, lędźwie, ramiona. Dźwięki sonory rozluźniają je jak najlepszy dotyk masażysty.

Dźwięki emitowane przez instrument z początku wydają się niskie, ale z czasem słyszę didgeridoo, flet, harfę i kobiecy śpiew. Pełna symfonia wyższych i niższych tonów, które sprawiają, że ciało jest coraz cięższe, a myśli – lżejsze. Taki stan trwa przez 50 minut, a następnie Joanna wybudza mnie dźwiękami dzwoneczków. Zapada absolutna cisza. Przez kolejne 10 minut dochodzę do siebie, leżąc na boku i powoli podnosząc się do siedzenia. Mam wrażenie, że zbudziłam się z głębokiego snu. Żeby ten stan podtrzymać, warto po zabiegu wsiąść do ciepłego samochodu (jako pasażer) lub taksówki. Ja popełniłam błąd, pokonując trasę komunikacją miejską. Wszystkie zmysły pracują po masażu bardzo intensywnie, mogą też pojawić się dreszcze.

Więcej luzu

O efekcie masażu sonorą przekonuję się nie tylko bezpośrednio po zabiegu, lecz także przez kolejnych kilka dni. Ciało pozostaje w stanie zen. Najbardziej odczuwam to na karku, który na co dzień spinam od dźwigania torby z komputerem, podnoszenia dzieci i transportowania kosmetyków z biura do domu. Nie bolą mnie plecy ani łydki, za to przez dwa dni po masażu nadal kręci mi się w głowie.

Organizm po terapii w sonorze musi się „poukładać” i ustabilizować. Lekkie zawroty głowy czy rozbicie to normalna reakcja. Wynika z tego, że wibracja dźwięków tego instrumentu przywraca naturalną równowagę we wszystkich narządach. Musi się dokonać integracja w ciele, umyśle i duszy. Tak jak po ważnej sesji u psychologa. Taki zabieg może wywołać różne reakcje, od płaczu, poprzez śmiech, na błogostanie kończąc, w zależności od tego, z czym się danego dnia na masaż przyszło – mówi Joanna Przybyła.

Po kilku dniach od zabiegu zauważam, że nie denerwuję się tak intensywnie jak zwykle, jestem bardziej cierpliwa, odpuszczam rzeczy, na które nie mam wpływu. Chodzę bardziej wyprostowana, mimo że na jodze nie byłam już od kilku tygodni. Ale to nie wszystkie efekty masażu sonorą! Obserwuję u siebie mniej widoczne sińce pod oczami, bardziej promienną cerę i najzwyczajniej w świecie wyglądam na wypoczętą, mimo że zaliczam po drodze kilka nieprzespanych nocy. Oprócz lepszego samopoczucia ten zabieg przynosi też wyraźne efekty wizualne. Lekka głowa, stopy i rozświetlona jak po urlopie skóra to argumenty, które przemawiają za tym, żeby doświadczyć muzykoterapii ponownie.

Maria Kowalczyk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę