Znaleziono 0 artykułów
14.04.2020

Najlepsze role Adriena Brody'ego

W „Pianiście” (Fot. EastNews)

Gdy w 2002 roku dostał Oscara za rolę w „Pianiście” Romana Polańskiego, złożył na ustach wręczającej mu statuetkę Halle Berry pamiętny pocałunek. Ale sławnych scen z udziałem obchodzącego dziś 48. urodziny aktora, tych uwiecznionych na taśmie filmowej, jest więcej. Należy do ulubieńców Wesa Andersona, a udział w mrocznych thrillerach klasy B przeplata zaangażowaniem w kino niezależne.

„Pianista” (2002)

W „Pianiście” (Fot. EastNews)

Roman Polański, przygotowując ekranizację wspomnień Władysława Szpilmana, w roli legendarnego pianisty widział tylko Brody’ego. Fizyczne podobieństwo aktora do żydowskiego muzyka, który przetrwał w wojennej Warszawie, było tylko punktem wyjścia. Aktor wychowany w Nowym Jorku sam ma żydowskie korzenie – duża część rodziny jego ojca zginęła w Holocauście. Doświadczenie ucieczki nosi w sobie mama Adriena, fotografka Sylvia Plachy, która wyjechała z rodzicami z komunistycznych Węgier w 1956 roku. Pracując więc nad rolą artysty, który przetrwał dzięki muzyce, ale przede wszystkim samodyscyplinie, samozaparciu i samoograniczeniu, Brody sięgnął w głąb własnego dziedzictwa. Jego ekranowa przemiana od subtelnego pianisty w garniturze do ukrywającego się w ruinach miasta nędzarza w łachmanach, przekonała Amerykańską Akademię Filmową – dostał Oscara dla najlepszego aktora.

„Pociąg do Darjeeling” (2007)

(Fot. EastNews)

Wes Anderson w pierwszym filmie po „Genialnym klanie”, który uznano za otwarcie nowej epoki w kinie niezależnym, zabrał swoich bohaterów w podróż do Indii. Trzej skłóceni bracia (obok Brody’ego Jason Schwartzman i Owen Wilson) rok po pogrzebie ojca wybierają się w drogę – dosłowną i duchową – do kraju innej kultury, kolorów i kontrastów. Peter, nienagannie ubrany mimo upałów, jest z pozoru najbardziej pragmatycznym z braci, ale odkrywa w sobie nieznane dotąd pokłady wrażliwości. Anderson kocha swoich aktorów, więc od tego czasu Brody należy do stałej ekipy jego współpracowników.

„Z dystansu” (2011)

(Fot. EastNews)

Film Tony’ego Kaye’a („Więzień nienawiści”) wpisuje się w bogatą anglosaską tradycję opowieści o wyjątkowych nauczycielach. Ale grany przez Brody’ego Henry Barthes, który przychodzi na zastępstwo do liceum, choć uwielbiany przez uczniów, nie jest ani tak idealistyczny jak Robin Williams w „Stowarzyszeniu Umarłych Poetów”, ani tak zdeterminowany jak Michelle Pfeiffer w „Młodych gniewnych”.

Brody z subtelnością pokazuje, jak demony przeszłości (samobójstwo matki, z którym nigdy się nie pogodził) rzutują na jego relacje z kobietami w dorosłym życiu. Z przeszłością pomogą mu  się zmierzyć  trzy kobiety – prostytutka o złotym sercu, której Henry będzie chciał pomóc, zagubiona nastolatka, którą uczy, i zauroczona nim nauczycielka.

Film nie zarobił milionów, ale zrobił furorę na festiwalach kina niezależnego. Recenzenci podkreślali, że Brody stworzył najlepszą kreację od czasów „Pianisty”. Warto zobaczyć – zwłaszcza teraz, by jeszcze bardziej docenić trud, jaki nauczyciele wkładają nie tylko w edukację, ale i wychowanie swoich podopiecznych.

„O północy w Paryżu” (2011)

(Fot. EastNews)

Wystarczyła jedna scena, żeby Salvador Dalí już na zawsze miał twarz Brody’ego. W najbardziej kasowym filmie Woody’ego Allena hiszpańskiego surrealistę spotyka w paryskim barze amerykański pisarz. Nieudacznik Gil, podróżując w czasie i przestrzeni, spełnia swoje marzenie o życiu bohemy. Przy kawiarnianym stoliku Dalí rysuje mu nosorożca, do którego podobieństwo odnalazł w twarzy Gila. Cały film daje widzom eskapistyczną uciechę. Niepozbawioną konsekwencji, ale zwieńczoną happy endem. I konstatacją, że jednak trawa nie jest bardziej zielona – ani po drugiej stronie płotu, ani w innej epoce. Dostępny na Netfliksie.

„Grand Budapest Hotel” (2014)

(Fot. EastNews)

Zanim na ekrany wejdzie najnowszy film Wesa Andersona, „The French Dispatch”, w którym grają wszyscy ulubieńcy reżysera, można przypomnieć sobie zdaniem wielu najlepsze dotychczasowe dzieło kinowego ekscentryka. Chociaż pierwsze skrzypce gra tu Ralph Fiennes, Brody w roli jego antagonisty, krewkiego Dmitriego Desgoffe’a-und-Taxisa, który nie zatrzyma się przed niczym, żeby zdobyć fortunę swojej matki, arystokratki, jest uroczo złowieszczy niczym czarny charakter z kreskówek. Mimiką przypomina Tajemniczego Don Pedra z Krainy Deszczowców, a cały film to absurdalna pochwała wyobraźni w jej najbardziej przewrotnych przejawach. Kto marzy teraz o podróżach, niech uda się w przeszłość, o sto lat wstecz, do nieistniejącej Zubrowki, położonej ponoć gdzieś w Europie Środkowej.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę