Znaleziono 0 artykułów
18.05.2021

NFT: Sztuka przyszłości?

Fot. Ellen von Unwerth

Wirtualnym rynkiem sztuki interesują się największe galerie, domy aukcyjne, kolekcjonerzy, artyści i projektanci. Dr hab. Mikołaj Lewicki i Feliks Tuszko z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego opowiadają, jak non-fungible tokens mogą zmienić nasze postrzeganie dzieł sztuki.

Gdy 11 marca 2021 roku w Christie’s zakończyła się aukcja pracy amerykańskiego artysty Mike’a Winkelmanna tworzącego pod pseudonimem Beeble, branżowe media wieściły koniec sztuki, jaką znamy, krytycy łapali się za głowę, a artyści ogłaszali rewolucję. Co wzbudziło takie emocje? Po pierwsze, cena. Dzieło sprzedano za zawrotną sumę 69 mln dol., zapewniając stosunkowo mało znanemu twórcy miejsce w pierwszej trójce najlepiej zarabiających artystów sztuki współczesnej. Po drugie, forma. Praca Beeble’a… nie istnieje. A przynajmniej nie w świecie materialnym. Jego „Everydays: The First 5000 Days” to wirtualny kolaż stworzony z pięciu tysięcy obrazów, które tworzył przez kolejne pięć tysięcy dni.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

A post shared by Christie's (@christiesinc)

Chwilę po zakończeniu aukcji Google odnotował rekordowe zainteresowanie hasłami „NFT” i „sztuka NFT”. Użytkownicy na całym świecie chcieli dowiedzieć się, co kryje się pod enigmatycznym skrótem, którym podpisano cyfrowy obraz „Beeple’a”. Czym są non-fungible tokens i jakie jest zastosowanie tej technologii w sztuce?

Blockchain, NFT, kryptosztuka

Aby zrozumieć, czym jest NFT, czyli non-fungible token i związany z nim obieg sztuki, musimy znać pojęcie systemu blockchain. – Blockchain to rozwiązanie, które pozwala uwiarygadniać różnego typu operacje i wymiany (od pieniędzy, przez dzieła sztuki, po wiedzę) bez pośrednictwa instytucji autoryzującej, np. banków czy systemów płatniczych jak PayPal. Każda wykonana w obrębie systemu operacja jest zapisywana na dyskach wszystkich użytkowników tego systemu, pozwalając w dowolnym momencie sprawdzić i potwierdzić prawdziwość danej operacji, wszystko jedno, czy to jest transakcja, czy też podpisanie umowy lub stworzenie pliku z artystycznym dziełem. Rozwiązanie to skraca dotychczasowy proces, a cała wymiana odbywa się pomiędzy użytkownikami. To rewolucyjna zmiana, również w świecie sztuki – tłumaczy dr hab. Mikołaj Lewicki z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

To właśnie system blockchain umożliwił powstanie technologii NFT, czyli niezbywalnych lub niezamiennych tokenów, które przyporządkowuje się wirtualnym dziełom sztuki. – NFT to wytworzony fragment kodu reprezentujący konkretne dzieło za pośrednictwem systemu blockchain. Technologia ta pozwala wytworzyć przełomową dla internetu wartość, czyli rzadkość. W świecie, w którym możemy kopiować i mnożyć obrazy bez ograniczeń, NFT gwarantuje unikatowość – wyjaśnia Feliks Tuszko, także z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Weźmy przykład „Słoneczników” Vincenta van Gogha. Na świecie istnieją tysiące kopii obrazu, ale oryginalne płótno malarza jest tylko jedno. Technologia NFT pozwala odtworzyć tę sytuację w systemie wirtualnym – dodaje.

Co ciekawe, NFT pozwala przepisać na kod dowolne dzieło sztuki, zarówno materialne, jak i niematerialne. – Z pomocą tej technologii można sprzedawać prawa do realnych płócien, rzeźb czy instalacji, a także najróżniejszych prac cyfrowych – obrazów, gifów, filmów, muzyki, a nawet tweetów – mówi Tuszko. „Przekonwertowana” praca trafia na wirtualny rynek sztuki, gdzie można ją kupić za kryptowaluty. – Walutą używaną w branży kryptoartu, czyli obiegu sztuki NFT, jest Ethernet, za który możemy nabywać dzieła sztuki. Wartość jednego Ethernetu waha się między kilkaset a nawet kilka tysięcy dolarów.

Szanse i zagrożenia

Choć o sztuce NFT zrobiło się głośno dopiero w tym roku, początki tej technologii sięgają 2010 roku. Przez przeszło 10 lat obieg kryptosztuki pozostawał niszowym zjawiskiem, który miał oferować nowe możliwości sprzedawania i nabywania dzieł sztuki. – Początkowo sztuka NFT spotkała się z ogromnym entuzjazmem. Mówiono o sztuce przyszłości, sztuce bardziej demokratycznej i ogólnodostępnej, bo każdy może przekształcić swoje prace w NFT i każdy może je nabyć. Na dodatek jest to system transparentny – każda transakcja przeprowadzana w obrębie systemu zostaje w nim na zawsze zapisana i jest niewymazywalna (każdy z nas może sprawdzić, jak zmieniały się cena i własność danego tokenu). Dodajmy do tego rzadkość i unikatowość, które pozwalają stworzyć znany nam obieg sztuki wirtualnie, a może nawet doskonalszy – tłumaczy Tuszko. Rozwiązanie to było szczególnie ważne dla twórców. – NFT pozwala na uwiarygodnienie autorstwa, które jest nieusuwalnie przypisane do danej pracy. Technologia ta pozwala również na zapisanie niezbywalnej części własności artyście, a tym samym jego dochodu w przypadku kolejnych transakcji – dodaje.

– Przez lata kryptosztuce udawało się pozostać poza radarem galerzystów, krytyków i domów aukcyjnych. Miało to gwarantować większą autonomiczność i spontaniczność sztuki. Nie ma tu gotowych i oczywistych hierarchii. Dzięki temu, przynajmniej w teorii, każdy z nas może wybierać spośród nieskończonych możliwości, kierując się indywidualnym gustem, i być może odkryć przyszłe wielkie nazwisko lub prawdziwą perełkę – dodaje Lewicki.

Szybko okazało się, że nawet tak doskonały system nie jest pozbawiony wad. – Mamy tu do czynienia z zagrożeniami znanymi z materialnego świata. W niedługim czasie hakerzy udowodnili, że są w stanie „ukraść” takie dzieła. Co więcej, tego typu kradzieże są nieodwracalne. Nie ma możliwości przywrócenia takiego dzieła do obiegu – dodaje. Niespełna miesiąc po historycznej aukcji „Beeple’a” artyście-hakerowi Monsieur Personne udało się wytworzyć fałszywy token, który zapewnił mu prawo do „Everydays: The First 5000 Days”. Następnie podarował je użytkownikowi o nicku Arsen Lupin, nawiązującym do postaci legendarnego złodzieja. Artysta próbował w ten sposób zaburzyć ślepą wiarę w doskonałość technologii NFT i wskazać na związane z nią ryzyka.

Niedługo później podniesiono krytykę, że utrzymanie systemu blockchain, a tym samym NFT, jest niezwykle szkodliwe dla środowiska, bo jest niesamowicie energochłonne. – Francuski rzeźbiarz Joanie Lemercier, który sprzedał pracę w formie NFT, sprawdził, że ta jedna trwająca 10 sekund transakcja pochłonęła aż 8,7 MWh energii, czyli tyle, ile on zużywa w pracowni przez dwa lata – mówi Tuszko.

Fot. Ellen von Unwerth

Wielkie nazwiska i zawrotne ceny

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

A post shared by Emily Ratajkowski (@emrata)

Mimo systemowych wad NFT cieszy się coraz większą popularnością, a wirtualnym rynkiem sztuki interesują się największe galerie, domy aukcyjne, kolekcjonerzy, artyści i projektanci, a sprzedawane prace osiągają zawrotne ceny liczone w milionach dolarów. Tylko w ostatnim czasie na aukcje internetowe trafiło pięć projektów z kolekcji „Collezione Genesi” Dolce&Gabanny, kultowe fotografie Ellen von Unwerth z lat 90., filmowy tryptyk Kate Moss, nowe utwory The Weeknd, a nawet instagramowy post Emily Ratajkowski, o którym modelka pisała w głośnym eseju dla „New York Magazine”. Każda z prac została sprzedana za milionowe sumy. Z tygodnia na tydzień rośnie grono znanych, którzy zaczęli kolekcjonować wirtualne dzieła sztuki – Paris Hilton otworzyła nawet ostatnio własną galerię sztuki NFT, a Elon Musk stworzył utwór inspirowany kryptosztuką, który wystawił na aukcję, by ostatecznie stwierdzić, że woli go zachować dla siebie.

Na rynku wirtualnej sztuki pojawiły się zupełnie nowe galerie sztuki i domy aukcyjne (na czele z takimi portalami, jak Foundation, Nifty Gateway czy OpenSea), a także magazynów, blogów poradniczych i agencji doradczych. Jeszcze w 2020 roku rynek NFT potroił wartość, która wedle ostatnich szacunków wynosi 250 mln dol. Temat wzbudza ogromne zainteresowanie i ogromne emocje. Kontrowersje wywołała ostatnia aukcja prac Jeana-Michela Basquiata, która miała gwarantować nabywcy wirtualnej pracy prawo do zniszczenia fizycznego oryginału. Pod naciskiem krytyki właściciele wycofali się z pomysłu.

Na korzyść sztuki NFT działa jej dostępność. Aby zacząć kolekcjonować wirtualną sztukę, wystarczy założyć konto na jednym z portali aukcyjnych. Po zakupie system sam przekonwertuje nasze pieniądze na walutę Ethernetu, przypisując nam token wybranego dzieła. Z myślą o artystach, którzy chcą sprzedawać prace online, na wszystkich portalach aukcyjnych stworzono specjalne zakładki, które krok po kroku pomogą nam przepisać dowolną pracę na kod.

Ewolucja czy rewolucja?

Od marca trwa nieprzerwana dyskusja o tym, jak rynek NFT zmieni tradycyjny świat sztuki. Zdaniem Lewickiego nie należy spodziewać się tu rewolucji. Sytuację tę można porównać do zmiany, jakiej dokonali influencerzy w branży mody. – Ich działalność zmieniła kształt branży i układ sił, szczególnie względem dotychczasowych ekspertów, takich jak dziennikarze i krytycy. Zmienił się układ sił, działalność influencerów wymusiła zmianę modowego kalendarza. Rynek musiał uwzględnić nowych graczy, a oni musieli przystosować się do istniejących zasad i hierarchii. Podobnie będzie to miało miejsce w świecie sztuki. Oba porządki będą się coraz częściej przenikać, wzajemnie się przekształcając – mówi.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

A post shared by The Weeknd (@theweeknd)

– Tym, co NFT może zmienić, jest proces autoryzacji i pewna doza niezależności czy niepokorności wobec klasycznych instytucji. Obieg będzie szybszy, zapewniając sztuce większą płynność. Przynajmniej do czasu utworzenia się nowych hierarchii i instytucji, które osadzą rynek kryptosztuki w realiach znanych nam z tradycyjnego obiegu – dodaje Tuszko.

Gdy „Everydays: The First 5000 Days” trafiło na aukcję, „Beeple” z rodziną oglądał rosnącą sumę z niedowierzaniem. W momencie, gdy padło hasło: „sprzedane”, artysta wykrzyknął: „Virtual art is here to stay!”.

Julia Właszczuk
  1. Kultura
  2. Sztuka
  3. NFT: Sztuka przyszłości?
Proszę czekać..
Zamknij