Znaleziono 0 artykułów
30.08.2018

Nie damy się wepchnąć z powrotem do szafy

Dawid Mycek i Jakub Kwieciński (Fot. Luka Łukasiak)

Jakub Kwieciński i Dawid Mycek niedawno świętowali pierwszą rocznicę ślubu. Od dziewięciu lat są parą, od dwóch prowadzą na YouTubie vloga Jakub & Dawid, ostatnio coraz mocniej angażują się w politykę. Ich klip „Dobra Zmiano – Dziękujemy!” zobaczyło już ponad sto tysięcy ludzi. 

Wasz wpis, w którym odpowiadacie na słowa ministra Błaszczaka pod adresem społeczności LGBTQ, wyliczając grzechy polityków PiS-u, polubiło już na Facebooku kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Nie boicie się zabierać głosu przeciwko władzy? 

Dawid: Ten list był pomysłem Kuby. Wysłał mi go do wglądu, gdy byłem w pracy. Jest grubo, ale puszczaj – odpisałem. Ważne było dla mnie to, że Kuba przytoczył źródła. Informacje o zdradach małżeńskich, których dopuścili się politycy PiS-u, nie są wyssane z palca. Ale i tak bałem się reakcji. Wiem jednak, że nie możemy dać się zastraszyć. Ani schować głębiej do szafy. Krytyka władzy jest słuszna. Władzy, która nie cofa się przed obrażaniem społeczności LGBTQ. Ta mowa nienawiści wchodzi potem w krew całemu społeczeństwu. Cieszę się, że ten post rozniósł się tak szerokim echem, bo to znaczy, że nie wszyscy jeszcze zobojętniali na wszechobecną agresję. 

Osiągnęliście rekordowy zasięg?

Dawid: To co się stało z tym postem, to było coś niewiarygodnego. Do dziś przeczytało go ponad 3,5 miliona osób, więc to wynik jaki osiągają najpopularniejsze seriale. Próbując odpisywać na komentarze, orientowałem się, że czeka na mnie już dziesięć kolejnych. Pierwsze godziny to same gratulacje i podziękowania, ale potem uaktywniły się prawicowe trolle. Trochę byli bezradni, bo nie napisaliśmy niczego, co byłoby nieprawdą, więc zaczęły się ataki na nas, na naszą orientację itp. Odwiedziła nas wtedy moja mama z moim małym bratem i patrzyła na to wszystko przerażona. 

Kuba: Pamiętam, że wtedy zażartowałem do Dawida: Dobrze, że twoja mama akurat nocuje u nas, bo jak przyjdą rano nas aresztować, to pierwszą wezmą teściową.  

Dawid Mycek i Jakub Kwieciński (Fot. Luka Łukasiak)

Wasza polityczna aktywność zaczęła się od klipu „Dobra zmiano – Dziękujemy!”.

Kuba: Nie żyjemy tylko tęczą, a trudno nie zauważyć tego, co się dzieje dookoła nas. Obecna władza niweczy cały dorobek wolnej Polski, a przy tym ma wrogi stosunek do społeczności LGBTQ. Postanowiliśmy zatem zabrać głos w najwłaściwszy dla nas sposób, czyli nagrać piosenkę.

Dawid: Za piosenkę dziękowały mi nawet starsze kobiety, które spotkaliśmy na proteście pod Senatem. Powiedziałem, że nie muszą mi dziękować. Nie zrobiliśmy tego tylko dla nich, ale także dla nas samych. 

Kuba: W naszej działalności od początku staraliśmy się łączyć sprawy LGBTQ z resztą świata. Tak jak geje i lesbijki, którzy w Wielkiej Brytanii wsparli protesty górników. Musimy sobie nawzajem pomagać. 

Dawid: Chodzimy na wszystkie protesty. Walka o prawa środowiska LGBTQ nie może być pełna bez walki o prawa kobiet, osób niepełnosprawnych czy wolne sądy. 

Kuba: Wiemy, że piosenkami świata nie zbawimy, ale to nasza cegiełka w walce o równość. A to, że zdarzają się nienawistne komentarze? W Polsce to hejt jest często miarą sukcesu. 

Dawid Mycek (Fot. Luka Łukasiak)

Oprócz poczucia misji jest w was też potrzeba popularności?

Kuba: Każdy chciałby, żeby jego głos miał gdzie wybrzmieć. Hipokryzją byłoby, gdybym powiedział, że nie jest to dla nas ważne. Byłby to też brak szacunku w stosunku do tej rzeszy ludzi, która nas wspiera i nam kibicuje. Ale nie planowaliśmy tej popularności. I nie zarabiamy na niej kokosów. Może gdyby vlog wydarzył się dziesięć lat temu, uwiodłaby nas perspektywa sławy. Teraz wolimy nasze spokojne życie.

Dawid: Żyjemy codziennością. Dzwonię do Kuby po pracy z prośbą, żeby przywiózł pierogi z wiśniami. A potem oglądamy ulubiony serial. 

Kuba: Jesteśmy nudziarzami, którzy po tygodniu pracy w Warszawie wyjeżdżają na weekend w bieszczadzką głuszę. 

Trzymacie się tam za ręce?

Kuba: Nie, ale w Warszawie też tego nie robimy. 

Dawid: Tu też oglądamy się za siebie, żeby sprawdzić, czy nie dostaniemy w twarz. Pozwalamy sobie jednak na więcej niż dziewięć lat temu. Zdarza nam się całować, przytulać. Kiedyś to byłoby nie do pomyślenia. Ostatnio w Słupsku, o dziwo, usłyszeliśmy: Wypierdalać, pedały!A kilka tygodni temu pod Łazienkami, gdy nawet się nie obejmowaliśmy, trafił nas stek wyzwisk. 

Kuba: Mimo tego, naszą intencją jest pokazanie, że my, osoby homoseksualne, możemy wieść szczęśliwe życie. To daje ludziom nadzieję, szczególnie tym w mniejszych miasteczkach, gdzie często ze swoimi problemami są zostawieni sami sobie. Nasz fan, chłopak z Tczewa, w święta pokazał jeden z naszych filmików rodzicom. Zareagowali pozytywnie, więc im o sobie powiedział.

Jakub Kwieciński (Fot. Luka Łukasiak)

Wy w młodości byliście w swojej drodze do prawdziwych siebie bardziej osamotnieni? 

Kuba: Ja do 20. roku życia miałem nadzieję, że mi przejdzie. I że zaczną podobać mi się dziewczyny.

Dawid: A ja byłem nawet zaręczony. Długo się nad moją orientacją zastanawiałem. Mijając przystojnego chłopaka na ulicy, myślałem sobie, że dobrze wygląda, więc chciałbym być taki jak on. Dopiero potem zrozumiałem, że mi się po prostu podobają mężczyźni. Najbardziej szkoda mi ludzi, którzy prowadzą podwójne życie. To oszukiwanie siebie i innych.

Kuba: Ja nikogo nie oceniam. Nie jest łatwo skonfrontować się ze sobą. Działaczy, takich jak Robert Biedroń, sam uważałem kiedyś za dziwaków. Gay pride poczułem dopiero, kiedy zamieszkałem w Wielkiej Brytanii. Po powrocie nie chciałem już się ukrywać, bo przyzwyczaiłem się do wolności. Na pierwszą Paradę poszedłem dwa lata temu. 

Dawid: Przez lata słyszymy, że jesteśmy gorsi. Nic dziwnego, że część z nas zaczęła w to wierzyć. Myślimy, że nie możemy się ze sobą „obnosić”, bo to wstyd. Nawet ostatnio pod naszym postem pojawił się komentarz chłopaka, też geja, że powinniśmy wszyscy schować się do szafy, bo przecież i tak nie mamy szans na równość małżeńską, a swoją aktywnością tylko drażnimy ludzi.

Pamiętacie swój pierwszy medialny sukces?

Kuba: To będziemy pamiętać zawsze, bo wywróciło nam to życie do góry nogami. To był klip do piosenki Roxette, który tak spodobał się zespołowi, że rozsławił go na cały świat. Pisali do nas dziennikarze z całego świata – nawet z „Huffington Post” czy BBC. I tak informacja dotarła w końcu do Polski, przed czym tak naprawdę bardzo się broniliśmy. Przede wszystkim baliśmy się reakcji naszych bliskich, ale jednocześnie żal nam było usuwać coś, co tak się ludziom spodobało.

Dawid Mycek i Jakub Kwieciński (Fot. Luka Łukasiak)

Pierwszy filmik był waszym coming outem?

Kuba: Moi rodzice mieli do nas duży żal o to nagranie. Z jednej strony wiedzieli wcześniej, że jestem z Dawidem, ale z drugiej – nigdy nie zostało to oficjalnie powiedziane.

Dawid: Wcześniej bywali u nas w domu, my bywaliśmy u nich, ale nigdy nie było otwarcie mowy o tym, że jesteśmy razem. Mówili o mnie „kolega”. 

Kuba: Po tym klipie nie było już żadnych niedomówień. W jednej chwili dowiedzieli się o mnie niemal wszyscy. Rodzice bardzo to przeżyli i uważali to za niepotrzebny szum. Nasze relacje na ponad rok bardzo na tym ucierpiały. Praktycznie nie mieliśmy kontaktu. To było dla mnie szczególnie trudne, bo z natury jestem bardzo rodzinny. Na szczęście wszystko się z czasem wyprostowało i teraz są dla nas ogromnym wsparciem. Mówię o tym pierwszy raz, ale nie bez powodu. Chciałbym, żeby ludzie wiedzieli, że nie zawsze jest różowo, ale z drugiej strony, żeby pamiętali, że zawsze jest nadzieje na poprawę. Coming out to wyzwanie. Poniosłem też konsekwencje zawodowe. Już dwa lata temu mój szef w TVP ostrzegał, że ta działalność może się źle skończyć. Gdybym się ukrywał, zachowałbym stanowisko, a tak pół roku temu zostałem zwolniony. Bardzo to przeżyłem. Teraz prawnicy z KPH przygotowują pozew przeciwko byłemu pracodawcy.

Dawid: U mnie w pracy jest zupełnie inaczej. Koledzy dowiedzieli się o mnie przy okazji Roxette. Dostałem lawinę ciepłych maili. A gdy wracaliśmy ze ślubu z Madery, cały zespół przygotował dla mnie prezent. 

Dawid Mycek i Jakub Kwieciński (Fot. Luka Łukasiak)

Kiedy poczuliście, że jesteście rozpoznawalni?

Dawid: Zaproszono nas do Sztokholmu na galę QX. Wręczaliśmy tam nagrodę. Dostaliśmy owację na stojąco. Szwedzi podziwiali nas, że nie boimy się żyć otwarcie w Polsce. Po raz pierwszy poczuliśmy się dumni, że jesteśmy gejami.

Kuba: Szkoda, że na obcej ziemi... W Polsce przywitała nas informacja, że Zbigniew Ziobro chce, żeby prokuratorzy tworzyli listę wszystkich osób, które zawierają małżeństwa jednopłciowe. To było zderzenie szwedzkiego snu z polską rzeczywistością. A mieliśmy odwołać tę podróż, bo ja się boję latać...

Dawid: A ja boję się występować na scenie! 

Kolejnym występem przed ogromną publicznością był wasz ślub, który można było oglądać w TVN-ie...

Kuba: O ślubie zaczęliśmy rozmawiać, jeszcze zanim zaczęliśmy działać na YouTubie. Odmówiła nam Szwecja, bo jeden z nas musiałby tam mieć prawo pobytu. Portugalia też raz powiedziała „nie”. Koleżanka, która napisała odwołanie, powołała się na nasze filmiki. Mieliśmy wątpliwości, czy chcemy telewizji na ślubie. Ale jeśli powiedzieliśmy „A”, opowiadając o tym, jak zorganizować taką ceremonię, musieliśmy powiedzieć „Z”, czyli pokazać realizację takiego planu. Kamer TVN-u nie zaprosiliśmy, wykorzystali wyłącznie nasze prywatne nagrania. Nie było udawania, tylko prawdziwe emocje. 

Dawid: Ślub na odległość udało nam się zorganizować dzięki Renacie, Polce, która na stałe mieszka na Maderze. Zgłosiła się do nas na Facebooku, bo chciała pomóc. We wszystkim od spraw urzędowych, do wyboru tortu. A wszystko w ramach prezentu ślubnego. Dzięki niej zacząłem znów wierzyć w ludzi. Została naszą przyjaciółką.

Ślub to była radość czy stres?

Kuba: Najpiękniejsza chwila w życiu! Życzymy innym chłopakom, żeby też mogli o sobie mówić: „mąż”. W sobotę byliśmy świadkami na ślubie naszych przyjaciół, którego udzielał Robert Biedroń. Mogliśmy zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że to nam udziela ślubu.

Dawid: Ale jeśli będzie w Polsce równość małżeńska, ślub potraktujemy raczej jako odnowienie przysięgi niż ceremonię. Już czujemy się małżonkami. 

Kuba: Ślub to najważniejsze, co nam się przydarzyło. Ale chciałbym to powtórzyć, żeby rodzice i dziadkowie też mogli w tym wydarzeniu uczestniczyć.

Zawsze marzyliście o ślubie? 

Kuba: Nie miałem potrzeby, żeby wychodzić za mąż. Dopiero, jak poznajesz tę konkretną osobę, z którą chcesz spędzić resztę życia, dojrzewasz do decyzji o ślubie. Ja się czuję inaczej, od kiedy jestem mężem. 

Dawid: Nawet jak się kłócimy, wystarczy, że spojrzę na obrączkę, i wszystko inne nie ma znaczenia. Oglądając film ze ślubu, do dzisiaj kręci nam się łezka w oku. 

Kuba: Ślub nie jest ważny w Polsce, ale dla nas jest ważny. Ślub pogodził mnie też z rodzicami. Nie przylecieli co prawda na Maderę, ale pożegnali nas na lotnisku. Potem mama zadzwoniła z gratulacjami. Popłakaliśmy się oboje. A gdy wróciliśmy, padliśmy sobie w objęcia. Ślub pomógł rodzicom zrozumieć, że to nie jest moda, tylko miłość. 

Dawid: Na naszą rocznicę zrobili nam niespodziankę, przygotowując tort z jedną świeczką. 

Dawid Mycek i Jakub Kwieciński (Fot. Luka Łukasiak)

Widziałam, że chcieliście zarejestrować małżeństwo w polskim USC. 

Kuba: Urzędniczka uciekła. Powiedziała, że musi zapytać kierownika o to, jak postąpić, bo pierwszy raz się z taką sytuacją zetknęła. Brakuje procedur.

Dawid: Wiedzieliśmy, że nasz związek zostanie odrzucony. Już przy samym wniosku jesteśmy wykluczeni, bo trzeba w nim podać imiona i nazwiska kobiety i mężczyzny. 

Kuba: Ale musieliśmy spróbować, żeby nie być gołosłownym w mówieniu, że USC nie chce rejestrować małżeństw jednopłciowych. Odwołaliśmy się do wojewody, teraz do WSA, w czym też pomaga nam KPH. Chciałbym, żeby nasze starania uświadomiły osobom heteroseksualnym, że nam naprawdę zależy na równości małżeńskiej.  

Empatię budzi też to, w jaki sposób o sobie piszecie: czule, emocjonalnie, otwarcie. 

Dawid: Tylko w taki sposób możemy pokazać, że jesteśmy małżeństwem. Czułymi słowami, przytulaniem, całowaniem. Chcemy ludzi przyzwyczajać do widoku par jednopłciowych. 

Kuba: Mam nadzieję, że przełamujemy stereotypy. Na pierwszy rzut oka jesteśmy zwyczajnymi chłopakami, którzy zamiast dziewczyny mają po prostu chłopaka. Do tego nie wstydzimy się mówić o naszej miłości. Mamy świadomość, że jesteśmy szczęściarzami. W naszym środowisku trudniej zbudować stabilny związek. Znaleźć prawdziwą miłość, a potem wytrwać w wierności. Nam się udaje. A to nie było takie pewne! Ja chciałem być z kimś starszym, kto opanuje mój temperament. A Dawid z młodszym chłopakiem. 

Pamiętacie, jak pierwszy raz powiedzieliście „kocham”?

Dawid: Trochę to trwało, bo na początku mieliśmy być tylko „kumplami”.

Kuba: Ale coś wisiało w powietrzu. Spotykaliśmy się codziennie, wchodziliśmy na dach i przytuleni oglądaliśmy gwiazdy.

Dawid: I obaj wiedzieliśmy, że słowo „kocham” jest tylko kwestią czasu.

Kuba: A w końcu padło w najmniej spodziewanym momencie (śmiech)

Dawid: Przy fontannie w Warszawie, po naszej pierwszej sprzeczce.

Kuba: I choć przez kolejnych dziewięć lat powiedzieliśmy je sobie pewnie kilkaset razy, to zawsze się czuję jakby to był ten pierwszy.

Dawid: Ale zrobiło się słodko. Mówiłem, że jesteśmy parą romantycznych nudziarzy!

5 czerwca 2018 roku to bardzo ważna data dla osób LGBT, które są obywatelami i obywatelkami Unii Europejskiej. Tego dnia Trybunał Sprawiedliwości UE wydał przełomowy wyrok stwierdzając, że pojęcie małżonka odnosi się również do par osób tej samej płci. Trybunał po raz pierwszy zdefiniował pojęcie „małżonka” w kontekście przemieszczania się stwierdzając, że odnosi się ono również do osób żyjących w związku małżeńskim z osobą tej samej płci. Oznacza to, że wszystkie państwa członkowskie UE, w tym również Polska, muszą traktować małżeństwa osób tej samej płci na równi z małżeństwami osób różnej płci. Ważny jest oczywiście kontekst, bo wyrok Trybunału odnosi się do sytuacji, gdy takie małżeństwo korzysta z prawa do swobodnego przemieszczania się. Opisany wyrok został wydany przez instytucję międzynarodową. Zdarza się jednak (i to dość często), że korzystne wyroki w sprawach dotyczących osób LGBT wydają polskie sądy. Zbiór najciekawszych orzeczeń przygotowała organizacja społeczna Kampania Przeciw Homofobii wydając publikację „Prawa osób LGBT w Polsce – orzecznictwo” (link do publikacji: https://bit.ly/2C1cJie).

Anna Konieczyńska
Komentarze (1)

Gość26.06.2020, 21:00
Chłopaki mam nadzieje ze dojda do skutku w polsce malzensrwa homoseksualne i będzie w koncu równość dla wszystkich.
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę