Znaleziono 0 artykułów
27.02.2019

Niezapomniana Elizabeth Taylor

Elizabeth Taylor jako Kleopatra w "Vogue'u", 1962 r. (Fot. Bert Stern/Conde Nast , Getty Images)

Kiedy była u szczytu popularności, prasa rozpisywała się zarówno o filmach z jej udziałem, jak i o jej romansach. Zdobyła dwa Oscary i była ośmiokrotnie zamężna. Dziś jednak mało kto pamięta o skandalach z udziałem Elizabeth Taylor, za to rzesze fanów wciąż podziwiają ją za role w filmach takich jak „Kotka na gorącym blaszanym dachu”, „Kto się boi Virginii Woolf” czy „Kleopatra”. Niezapomniana gwiazda Hollywood i jedna z największych aktorek w historii kina obchodziłaby dziś 87. urodziny.

Elizabeth Taylor już jako dorosła kobieta wspominała, że prawdopodobnie nigdy nie zostałaby aktorką, gdyby nie wybuch II wojny światowej. Urodzona w zamożnej rodzinie zamieszkałych w Anglii Amerykanów, obdarzona zjawiskową urodą, najpewniej wyszłaby dobrze za mąż, urodziła gromadkę dzieci i wiodła spokojne, dostatnie życie. Los chciał jednak inaczej.

Mała dziewczynka o wielkich, fiołkowych oczach i burzy czarnych loków stała się dziecięcą gwiazdą Hollywood, z której wyrosła piękna młoda aktorka. A jako taka błyskawicznie zdobyła uznanie nie tylko fanów, ale też całej rzeszy adoratorów. Życie miłosne i kariera Elizabeth Taylor miały się przeplatać przez większą część życia aktorki. Bo królowa Hollywood, jak wielu ją nazywało, grała i kochała z taką samą pasją i namiętnością.

„Brzydkie” kaczątko

Kiedy 27 lutego 1933 r. państwu Sarze i Francisowi Taylorom urodziło się drugie dziecko, lekarz poinformował ich, że córeczka cierpi na wadę genetyczną. Hipertrichoza, jak brzmiała diagnoza, charakteryzowała się tym, że niemowlę po urodzeniu miało nadal na skórze meszek, który powinno zrzucić w okresie płodowym. Włoski po kilku tygodniach zniknęły. Za to anomalia, która Elizabeth Rosemond Taylor, jak nazwano dziewczynkę, została do końca życia – dwa rzędy rzęs – stała się jednym z jej większych atutów.

Elizabeth Taylor w latach 50. (Fot. Hulton Archive, Getty Images)

Kiedy Elizabeth miała pięć lat, rząd amerykański wydał oświadczenie, w którym doradzał przebywającym w Europie Amerykanom powrót do ojczyzny. Francis Taylor, który w Londynie prowadził świetnie prosperującą galerię sztuki, postanowił wziąć sobie tę radę do serca. Cała rodzina przeniosła się do Kalifornii. Wybór był oczywisty, bo właśnie stamtąd pochodziła większość jego najlepszych klientów – ludzi związanych z Hollywood. Sara, niespełniona aktorka, szybko dostrzegła w nowym miejscu zamieszkania szansę. Z tym, że nie dla siebie, lecz dla córki.

Janet Leigh, June Allyson, Elizabeth Taylor w swoich kostiumach z "Młodych kobietek" ( Fot. Everett Collection, East News)

Mała Elizabeth już w wieku dwóch lat chodziła na lekcje baletu, śpiewu i gry na fortepianie. Solidne brytyjskie wychowanie sprawiło, że jako siedmiolatka potrafiła nie tylko elegancko dygać i witać się, podając dłoń, ale też prowadzić konwersacje z dorosłymi. Ale to, co w Anglii w pewnych sferach było normą, w USA uważano za dziwactwo. Jednocześnie uroda małej Elizabeth nie zdobyła za oceanem poklasku. Uważano, że brak jej predyspozycji, aby stać się dziecięcą gwiazdą, bo ma ciemne włosy, a nie blond, jak uważana za wzorzec dziewczęcej urody Shirley Temple. Problemem były też „niewłaściwe” proporcje dziewczynki – głowa zbyt duża w stosunku do ciała, i jej piskliwy głosik o drażniącej zdaniem wielu barwie. Sara była jednak tak zdeterminowana, by zapewnić córce karierę w Hollywood, że suszyła mężowi głowę – tak długo, aż nie zaprosił na herbatkę swojej klientki, Heddy Hopper. Pisząca o kinie i wschodzących gwiazdach dziennikarka przyszła, ale widok zmuszonej do śpiewania przed obcą kobietą Elizabeth wspominała jako jedno z najgorszych doświadczeń w swoim życiu. Sara nie wzięła sobie jednak do serca słów Heddy, by pozwolić dzieciom być dziećmi.

Dzięki determinacji matki Elizabeth w 1942 r. debiutowała w filmie „Ktoś rodzi się co minutę”, a rok później zagrała w „Lassie, wróć”. Rola Priscilli przyniosła jej sławę i zarazem stała się kresem stosunkowo normalnego dzieciństwa. Od tej pory Elizabeth chodziła do szkoły dla dziecięcych gwiazd, w której poziom był tak niski, że jeszcze jako siedemnastolatka liczyła na palcach. Matka na długi czas stała się jej agentką – wiecznie wymagającą, nieznużoną w walce o role dla córki. Dzięki jej wysiłkom w 1944 r. pannę Taylor obsadzono w filmie „Wielka wygrana”. Ale choć film zebrał entuzjastyczne recenzje, Elizabeth słono zapłaciła za tę rolę. Podczas zdjęć spadła z konia tak niefortunnie, że poważnie uszkodziła sobie kręgosłup. Pomimo skomplikowanej operacji z bólami miała się zmagać już do końca życia.

Liz Taylor i Montgomery Clift na planie filmu "W poszukiwaniu deszczowego drzewa" (Fot. BIPS/Hulton Archive, Getty Images)

„Dziewczyna, która miała wszystko”

Wielu biografów uważa, że Elizabeth Taylor zdecydowała się na pierwszy ślub w wieku zaledwie 18 lat, bo chciała się wyrwać spod władzy apodyktycznej matki. Wiadomo na pewno, że kiedy szła do ołtarza z Conradem Nicholsonem Hiltonem, spadkobiercą hotelarskiej fortuny, miała sporo wątpliwości. Szybko okazało się, że jej obawy były w pełni uzasadnione. Choć Nick był świetną partią, miał też skłonność do nadużywania alkoholu i stosowania przemocy wobec żony. Pani Hilton wytrzymała w swojej roli niecały rok. Ale zaledwie rok później szykowała się do następnego ślubu. Mężem numer dwa został aktor Michael Wilding. Taylor urodziła mu dwóch synów, nie zamierzała jednak zawieszać swojej kariery na rzecz życia rodzinnego. W czasie drugiego, trwającego pięć lat małżeństwa zagrała m.in. w takich filmach, jak: „Dziewczyna, która miała wszystko”, „Rapsodia” i „Ścieżka słoni”, ale żadna z tych ról nie przyniosła jej uznania. Z impasu wyrwała ją dopiero gra w „Olbrzymie” u boku Jamesa Deana i Rocka Hudsona. Z obydwoma z nich połączyła ją przyjaźń, która trwała do końca życia aktorów. Kiedy Dean zginął w wypadku, Taylor wpadła w taką histerię, że odwieziono ją do szpitala.

Na planie filmu Olbrzym, 1958 rok (Fot. Frank Worth, Getty Images)

Homoseksualizm Rocka Hudsona był w Hollywood tajemnicą poliszynela, tak jak podobne skłonności Montgomery’ego Clifta, który partnerował Elizabeth w nazywanym odpowiedzią na „Przeminęło z wiatrem” filmie „W poszukiwaniu deszczowego drzewa”. Michael Wilding uważał więc, że nie ma powodów, żeby być zazdrosnym o żonę. Szybko stało się jasne, że się pomylił, bo zagrożenie pojawiło się w osobie producenta filmu, Mike’a Todda. Dzięki ogromnym wpływom Todda rozwód Elizabeth z Wildingiem przebiegł gładko. Prawdopodobnie to również dzięki niemu Taylor nominowano do Oscara za rolę we „W poszukiwaniu deszczowego drzewa”, choć wcześniej recenzenci wytykali jej, że nie poradziła sobie z południowym akcentem. Nowy mąż postanowił też zająć się karierą Elizabeth i skierować ją na właściwe tory. To on namówił ją, by przyjęła rolę w adaptacji sztuki Tennessee Williamsa „Kotka na gorącym blaszanym dachu”. Rola przeszła do historii kina, ale niewiele brakowało, by Taylor zrezygnowała z niej w połowie zdjęć. Kiedy dotarła do niej informacja, że Mike Todd zginął w katastrofie samolotu, nazwanego Liza na cześć córeczki pary, Elizabeth była zdruzgotana. Biegała po ulicy, krzycząc, że chce umrzeć razem z mężem. Ale już miesiąc później była z powrotem na planie. Pomogły słowa szefa MGM, który tłumaczył aktorce, że jej mąż chciałby, żeby skończyła to, co zaczęła. Nieocenione okazało się też wsparcie przyjaciół.

Nierządnica z Hollywood

Załamaną Elizabeth po śmierci męża pocieszali m.in. aktorka Debbie Reynolds i jej mąż, Eddie Fisher. Ten wziął sobie misję tak bardzo do serca, że pomiędzy nim a Taylor wybuchł płomienny romans, który znalazł się na ustach całej Ameryki. Plotkarskie magazyny, które jeszcze niedawno pisały o pogrążonej w żałobie Elizabeth, teraz szeroko komentowały nowy skandal, a ją nazywały nierządnicą z Hollywood. Konserwatywne amerykańskie społeczeństwo winiło Taylor za rozbicie szczęśliwego małżeństwa, pikietujący na ulicach „obrońcy moralności” obrzucali ją pomidorami, aktorka dostawała nawet listy z pogróżkami od Ku Klux Klanu. Mimo to para postanowiła zalegalizować swój związek. Ślub odbył się w Las Vegas, a ponieważ Fisher był Żydem, Taylor dla niego zdecydowała się przejść na judaizm. Przybrała imiona Elisheba Rachel, a w podzięce za „nawrócenie” wpłaciła na rzecz Izraela 100 tys. dolarów. W efekcie w wielu państwach arabskich zakazano wyświetlania filmów z jej udziałem.

Z synem, Michaelem Howardem Wildingiem w 1953 roku (Fot. Associated Press, East News)

Mimo skandalu wokół czwartego z kolei małżeństwa Taylor była w szczytowej formie. W filmie „Butterfield 8” wcieliła się w prostytutkę, która postanawia zmienić swoje życie. Ta rola przyniosła Elizabeth pierwszego w karierze Oscara. Nagroda sprawiła, że aktorka mogła przebierać w rolach i żądać honorariów o dowolnej wysokości. Fakt, że za rolę w „Kleopatrze” jako pierwszej kobiecie w historii zgodzono się zapłacić się jej milion dolarów, świadczy dobitnie o ówczesnej randze Taylor. Tym bardziej że wytwórnia planowała część zdjęć w Egipcie, gdzie aktorka była persona non grata. Producenci zdawali sobie więc doskonale sprawę, że Taylor nie tylko będzie ich drogo kosztowała, ale i że może generować problemy. Jednak to, co za jej sprawą wydarzyło się na planie „Kleopatry”, znacznie przerosło ich obawy. Jeszcze zanim ruszyły zdjęcia, Taylor wylądowała w szpitalu z powodu bólów kręgosłupa. Tuż po tym, jak padł pierwszy klaps, musiała znów być hospitalizowana z powodu zapalenia płuc. Przeciągające się niemiłosiernie zdjęcia sprawiły, że wielu aktorów musiało z powodu innych zobowiązań zrezygnować z ról. Tak na plan megaprodukcji trafił Richard Burton.

Elizabeth Taylor w "Kleopatrze" (Fot. Bettmann, Getty Images)

Płomienny romans Taylor i Burtona o mało nie przyczynił się do klęski „Kleopatry”. Co prawda zakochanej parze świetnie wychodziły sceny miłosne, druga strona medalu wyglądała jednak tak, że porywczemu Burtonowi zdarzało się Elizabeth pobić tak dotkliwie, że siniaków nie był w stanie pokryć żaden makijaż i zdjęcia z jej udziałem trzeba było przekładać. A kiedy powiedział Liz, że nie zostawi żony, aktorka połknęła tabletki nasenne i znów trafiła do szpitala. Romans szybko stał się pożywką dla prasy – tak amerykańskiej, jak i włoskiej. Dziennik „Il Tempo” określił Elizabeth jako „nienasyconego wampa pożerającego mężów”. „Nikt nie powinien ulegać głupocie serca, które każe zostawiać czterech mężów i, mając zaledwie 30 lat, rujnować także małżeństwo Richarda Burtona” – pisano w „Il Giornale d’Italia”. Przechodnie wykrzykiwali za Elizabeth obelgi. Aktorkę potępił nawet ówczesny papież, Jan XXIII. Co znamienne, Burtona, który też miał rodzinę, nikt nie krytykował. Ale choć 20th Century Fox pozwało Elizabeth i Burtona za opóźnienia i zagrożenie w rozpowszechnianiu filmu wywołane ich skandalicznym zachowaniem, szybko stało się jasne, że skandal stał się najlepszą reklamą. W dużej mierze to dzięki parze głównych bohaterów film znalazł się na ustach wszystkich.

Liz Taylor i Richard Burton w Vogue'u", 1967r. (Fot. Henry Clarke, Getty Im"ages)

Najgorętsza para Hollywood

Taylor po wielu perturbacjach wzięła z Burtonem ślub. Tych dwoje stało się najgorętszą parą Hollywood, paparazzi śledzili każdy ich krok, prześcigając się w sposobach na zdobycie ich zdjęć. Pojawiali się w ich rezydencji przebrani za policjantów czy hydraulików, wspinali się na okoliczne latarnie. Cały świat z wypiekami na twarzach śledził burzliwy związek Liz i Dicka, jak ich nazywano. A było na co popatrzeć. Burton najpierw obsypywał wybrankę prezentami takimi jak futra z norek, luksusowy jacht czy bezcenna biżuteria, w tym słynny żółty diament od Cartiera, nazwany potem „Taylor-Burton”. A potem bił ją tak, że Elizabeth przez wiele dni nie pokazywała się bez ogromnych ciemnych okularów. Sprawy nie ułatwiał fakt, że oboje małżonkowie często zaglądali do kieliszka. W dodatku byli parą nie tylko w życiu, ale też na ekranie. Efekty tej współpracy nie zawsze były doceniane przez krytykę.

O występie duetu Taylor-Burton w filmie „Brodziec” pisano, że publiczność powinna dostać honorarium za jego oglądanie. Ich „Doktora Fausta” „New York Times” nazwał „okropieństwem, które lasuje mózg”. Jedynym filmem pary, który nie tylko zyskał uznanie publiczności i krytyki, ale też przeszedł do historii kina, był „Kto się boi Virginii Woolf”. Elizabeth Taylor za rolę Marthy dostała drugiego w swojej karierze Oscara. Złośliwi twierdzili jednak, że aktorzy zagrali tak dobrze, bo role małżonków, których związek niszczy alkohol, znakomicie pasowały do ich prawdziwego życia. W 1973 r. ogłoszono separację pary, a następnie rozwód. Elizabeth Taylor powiedziała wtedy, że chyba kochają się zbyt mocno, by ze sobą być. Mimo to zaledwie dwa lata później para wzięła drugi ślub – szósty z kolei dla Elizabeth. Reaktywowane małżeństwo przetrwało zaledwie 10 miesięcy.

Do nieba na drinka

Po drugim rozwodzie z Burtonem Taylor bardziej niż na karierę postawiła na zainteresowanie polityką. Na przyjęciu, podczas którego zbierano fundusze na sfinansowanie kampanii prezydenckiej Jimmy’ego Cartera, poznała swojego siódmego męża. John Warner, z którym Elizabeth wzięła ślub w 1976 r., był politykiem, startował w wyborach do Senatu. Ale choć Taylor wspierała męża podczas kampanii, a John został senatorem, małżeństwo przetrwało zaledwie pięć lat. Elizabeth w wieku niecałych 50 lat była wrakiem człowieka. Miała za sobą liczne zapalenia płuc i operacje kręgosłupa, usunięto jej macicę, przeszła operację stawu biodrowego. Podczas gdy jej mąż senator udzielał się politycznie, ona, z braku ciekawych ról, ukojenia szukała w alkoholu i jedzeniu. Mąż wreszcie kazał jej wziąć się za siebie i wysłał ją na odwyk. Elizabeth z kliniki wyszła szczuplejsza i zdrowsza, ale z nowym ukochanym pod rękę. Męża zostawiła dla byłego robotnika budowlanego, Larry’ego Fortensky’ego. Mimo że ich małżeństwo wielu oburzało, przetrwało cztery lata, a Taylor w wywiadach przyznawała, że było jednym z bardziej udanych w jej życiu.

Z Richardem Burtonem na wakacjach w Sardynii, 1967 rok (Fot. Express/Hulton Archive, Getty Images)

Kiedy w 1985 r. przyjaciel Elizabeth Rock Hudson zmarł na AIDS, był jedną z pierwszych znanych ofiar tej choroby i zarazem pierwszą osobą publiczną, która otwarcie się do niej przyznała. Jego śmierć była dla Taylor wielkim ciosem i zarazem impulsem do założenia Amerykańskiej Fundacji do Walki z AIDS. Aktorka wielokrotnie organizowała wydarzenia, z których dochód był przeznaczany na walkę z chorobą. W 1992 r. poprowadziła koncert charytatywny na stadionie Wembley, upamiętniający dokonania Freddiego Mercury’ego.

Choć przez ostatnie lata życia Taylor aktywnie angażowała się w pomoc innym, sama była wówczas bardzo schorowana. Kiedy zdiagnozowano u niej guza mózgu, na szczęście niezłośliwego, dumnie pokazywała się z ogoloną głową, a honorarium za opublikowane w prasie zdjęcia przekazała na rzecz swojej fundacji. W 2004 r. aktorka ogłosiła, że cierpi na przewlekłą niewydolność serca, przeszła operację wszczepienia zastawki. W lutym 2011 r. stan Taylor pogorszył się tak bardzo, że trafiła na leczenie do szpitala w Los Angeles. Tam okazało się, że nic nie da się już dla niej zrobić. Zmarła 23 marca 2011 r., w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Przed śmiercią powiedziała, że nie chce, żeby po niej płakano. Przecież idzie do Richarda, który czeka na nią w niebie z drinkiem.

Natalia Jeziorek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę