Znaleziono 0 artykułów
11.10.2020

Romantyczne małżeństwo to sztuczna konstrukcja

(Fot. Getty Images)

Babcia nigdy się nie rozwiodła, ale kiedy jako wdowa odwiedza swojego męża na cmentarzu, staje nad grobem i mówi: „No i kto wygrał? Zobacz, kto wygrał?”. Małżeństwo rodziców pękło niedawno, mimo wstępnych ustaleń nie podjęli próby ratowana związku, żyją osobno. Mniej więcej w tym samym czasie jej relacja też zaczęła przeżywać poważny kryzys. – Kiedy w mojej głowie pojawiła się myśl o rozwodzie, nie mogłam o tym mówić, nawet sama ze sobą. Byłam przerażona i sparaliżowana, brakowało mi języka do opisania tego co, się dzieje, i pozytywnych wzorców, jak można przez to przebrnąć – mówi Izabela Kosmala/Świerczyńska, autorka książki „Projekt rozwód”.

– Gdybym chciała napisać książkę terapeutyczną, stworzyłabym opowieść o młodym czarodzieju. Napisała coś oderwanego i miłego – uśmiecha się. Ale zaczęła rozdrapywać rany i szukać ludzi, którzy podzielą się z nią skrywanymi przez lata historiami. Chciała pełnokrwistych opowieści z życia – od kobiet i mężczyzn, w różnym wieku, z różnymi poglądami i mentalnością. Obrazu sytuacji, które rozegrały się w czterech ścianach albo w samotnych głowach, kilka czasem kilkanaście lat temu. Wszystko po to, żeby stworzyć kompendium łączące studia różnych przypadków.

Już samo słowo „rozwód” budzi lęk.

Tak, przez długi czas nie przechodziło mi przez gardło. Z jednej strony często na imprezach ze znajomymi słyszałam o rozstaniach i rozwodach, ale kiedy ten problem zaczął dotyczyć mnie, czułam, że te ploteczki i lekkie dygresje zupełnie nie oddają powagi spraw. Wydawały się powierzchowne. Byłam zupełnie zablokowana, brakowało mi zarówno języka, jak i wzorców. Co właściwie oznacza „rozwieść się”? Jak to ma wyglądać? Co się tak naprawdę wydarzyło? Czy rozwód jest zawsze taki sam? Czy czeka mnie piekło? A potem raj? Zamiast skupić się na sobie i swojej rodzinie, mieliłam przez przypadki jedno słowo i przymierzałam do nas utarte, fałszywe znaczenie. 

Nie tylko ja mam takie odczucie – strachu i wyobcowania. Koleżanka, która pracuje w wydawnictwie książkowym dla dzieci, mówi, że na targach rodzice, zanim kupią książkę, upewniają się, że nie ma w niej nic o rozwodach. Boją się tego tematu. Czują, że to puszka Pandory. Ale mnie się udało tę puszkę otworzyć. Przekonałam się, że w środku nie ma nic.

(Fot. Getty Images)

Może właśnie to jest przerażające? Znika mit pięknego życia pełnego miłości oraz sukcesów i wjeżdża miażdżąca ocena – nieudany związek, zmarnowane życie, samotność. Zostaje pustka.

Mnie to odkrycie uwolniło. Nie ma nic i można iść dalej. Kiedy rodzice rozstali się w milczeniu, a byłam już dorosła, też zaczęłam oceniać ich związek, swoje dzieciństwo, wszystko widziałam w czarnych barwach. Uratował mnie jeden z wykładów z teorii literatury, w którym pojawiła się teza: „Nie zmienia się opowieść, która się wydarzyła”. Opanowałam się i zaczęłam myśleć, że to przecież było. Było prawdziwe i piękne, a dopiero później się popsuło. Teraz mogę do tej narracji dopisać kolejne rozdziały, więc powinnam się dobrze zastanowić, czego tak naprawdę chcę.

Taka głęboka szczerość z samą sobą i partnerem jest rzadka. 

Tak, nie umiemy rozmawiać otwarcie. Gramy na zwłokę. Przy okazji książki dowiedziałam się, że mama zaproponowała tacie pracę nad związkiem, była gotowa wprowadzić zmiany. On na początku się zgodził, a potem całkowicie je odrzucił. Kombinował i wszystko robił wbrew ustaleniom. Nie było go stać na szczerość i nigdy nie powiedział jej otwarcie: „Nie”. Kiedy zapytałam, dlaczego się tak zachowuje, przyznał, że stracił nadzieję, nie chciał się angażować w pracę, bo nie wierzył w jej sens.

W książce opisujesz też zdrady, które od początku są rodzajem gry z partnerem, ale też z samym sobą.

Po tych rozmowach zdałam sobie sprawę, że bardzo anachronicznie rozumiałam słowo „zdrada”. Dla mnie definicja była jednoznaczna – utrzymywanie seksualnych i emocjonalnych kontaktów z osobą spoza związku. Tymczasem poznałam dwie zupełnie różne historie. Jedna z bohaterek była przez długi czas oszukiwana z pełną premedytacją. Jej mąż doprowadził do przepisania na siebie mieszkania, po czym oświadczył, że ma romans i odchodzi. Ona słowa „zdrada” właściwie nie używała. Ta opowieść uświadomiła mi, że zdrada to brak lojalności, podstęp. Druga bohaterka wynajęła detektywa, który potwierdził jej przypuszczenia. Przyłapała męża na gorącym uczynku, ale potraktowała całe zajście jako kryzys, coś, co można przepracować. Ta druga zdrada okazała się tylko symptomem. Partner motał się, nie potrafił komunikować, podjąć decyzji. Uciekał w romans jako coś zastępczego. Nie przekreślał związku, ale też nie potrafił się w nim utrzymać. 

Izabela Kosmala/Świerczyńska (Fot. Jakub Szafrański)

Innymi przerażającymi zjawiskami towarzyszącymi rozwodom są otwarta agresja i budowanie poczucia winy.

To według mnie element konserwatywny. Bo po co nam to? Do czego ma służyć? Po złość sięgamy, żeby się odciąć, gwałtownie uwolnić, raz na zawsze zakończyć relację i żyć, jak gdyby nigdy jej nie było. Jak by nie było tego małżeństwa i tego rozwodu.

Ale to jest fałszywa narracja, nie może się udać, nie uwierzymy w nią w głębi siebie. W ten sposób zamiatamy problemy pod dywan, karzemy samych siebie i drugą osobę. Poczucie winy z czasem tylko narasta.

Ja w ogóle mam niechęć do określania jednoznacznej winy w sytuacji rozwodu. Mamy wobec siebie znacznie więcej obowiązków, niż to wynika z 10 przykazań. Dzięki rozwojowi psychologii wiemy, jak skomplikowane są nasze potrzeby, że niekiedy jedne wykluczają drugie, a my czujemy tylko niedosyt. Jeden z moich bohaterów powiedział, że śmiać mu się teraz chce na myśl o cytacie z „Hymnu o miłości” z 1 Listu do Koryntian: „Miłość cierpliwa jest”. Żyjemy w czasach, w których okrągłe sformułowania nie oddają już natury rzeczywistości. W czasach szczegółu. Ustalanie winy za rozpad związku jest próbą powrotu do binarnego świata, którego już nie ma. 

Czy od razu udało ci się tak zdrowo i świadomie przejść przez rozstanie?

Kiedy myśleliśmy z moim mężem o rozstaniu, utknęliśmy. Nie potrafiliśmy ani pójść do przodu i się rozwieść, ani cofnąć się i zacząć negocjować. To zawieszenie wynikało chyba właśnie z obawy, że zaczniemy walczyć.

I powiem szczerze, że obserwując głuchą ciszę w komunikacji swoich rodziców, byłam bliska takiej postawy.Jeśli człowiek zostaje z tym sam – ze swoim rozstaniem, poczuciem krzywdy i niepewnością, to czas degeneruje sposób patrzenia na partnera. Wypacza percepcję i wykrzywia wspomnienia. Nadaje ludziom „mordy” i złe intencje. 

Jeśli nie ma się w otoczeniu wyrozumiałych przyjaciół, niezbędne jest wsparcie psychologa. To nie fanaberia, tylko profilaktyka zdrowia psychicznego.

Z moich obserwacji wynika, że przyjaciele się nie sprawdzają. Mamy rozmawiać o życiu, o naszych uczuciach, a kończy się na oglądaniu Netfliksa. Oni uciekają od tych rozmów, bo są zawstydzeni, czują się nielojalni wobec drugiego partnera, zastrzegają, że nie są psychologami. A potrzebna jest tylko ich obecność i umiejętność słuchania, może czasami pomoc techniczna związana np. z dziećmi.

Jedna z rozmówczyń opowiedziała mi, że kiedy jej mąż nie zgodził się na profesjonalnego mediatora, przy stole usiadł wspólny przyjaciel. Ten mężczyzna po prostu był i słuchał. Już sama jego obecność dyscyplinowała i koiła na tyle, że udało coś ustalić.

Wśród wszystkich dramatycznych historii opisujesz starszą parę, która żyje ze sobą od 40 lat i rozwiodła się dopiero niedawno. Nadal mieszkają w jednym domu, choć angażują się w relacje miłosne na zewnątrz związku. Jednocześnie opiekują się sobą, dzielą codzienność. Może to jest właśnie miłość?

Nie wierzę w romantyczne małżeństwo. To jest zresztą sztuczna konstrukcja. W romantyzmie drwiono z małżeństw, z ich fikcyjności i nienaruszalnej trwałości. Współcześnie tak dużo o sobie wiemy i tak długo możemy żyć w świecie, który jest otwarty i dynamiczny, że myślenie o związku w kategoriach XIX-wiecznego modelu jest nieporozumieniem. Czas zaktualizować dane. 

Zawsze podważałam uświęcony porządek życia społecznego, z natury byłam nieufna i czepialska, ale teraz widzę czarno na białym – role i struktury to są idee i hologramy. Często nieuchwytne i nierealizowalne. Dlatego musimy zacząć do nich podchodzić z dystansem, elastycznie, żeby samemu reinterpretować i wypracowywać własny model. Dzień po dniu.

Czy twój mąż przeczytał książkę?

Tak, był pierwszą osobą, której ją wysłałam. Tak naprawdę to był długi list, jaki do niego napisałam. Podziękował mi.

* Izabela Kosmala/Świerczyńska, „Projekt rozwód”, wyd. Krytyka Polityczna

(Fot. materiały prasowe)
Basia Czyżewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę