Znaleziono 0 artykułów
25.07.2021

Fran Lebowitz: Nic tak nie przybliża do świata jak czytanie

Fot. Getty Images

Na początku 2021 roku oglądaliśmy ją w serialu dokumentalnym „Udawaj, że to miasto” Martina Scorsesego na Netfliksie. Fran Lebowitz zamieszkała na Manhattanie w latach 60. Żyła z pracy na taksówce. Jej felietony w „Interview”, magazynie Andy’ego Warhola, czytała cała śmietanka, a debiutancka książka „Metropolitan Life” z 1978 roku zrobiła międzynarodową furorę. Po ponad 40 latach ukazuje się po polsku pod tytułem „Nie w humorze”. Z tej okazji rozmawiamy o obsesji zbierania książek, pasji czytania i wciąż młodej literaturze.

Jesteś odporna na technologię. Żyjesz bez komórki, maila, social mediów. Rozmawiamy przez telefon stacjonarny. Dlaczego wolisz ten rodzaj komunikacji?

Nie mam smartfona, komputera, maila, internetu, ale to nie znaczy, że nie mam o tym pojęcia. Wszyscy inni ich używają i mówią o tym bez przerwy, dzięki czemu wiem, że to nie dla mnie. W dziedzinie technologii nie istnieje nic wystarczająco nowego, żeby wreszcie się zatrzymała. Rozumiem, że ułatwia ludziom pewne sprawy, ale nigdy nie czułam do niej mięty. Ludzie myślą, że wolę być analogowa, a ja po prostu nie cierpię urządzeń. Nigdy nie miałam nawet elektronicznej maszyny do pisania. Gdy pojawiły się tzw. składopisy, przyjaciółka namawiała mnie na kupno, poszłam zobaczyć taki u niej w domu: rzeczywiście, fantastyczny, ale to tylko szybsza maszyna do pisania. Trzeba więc szybciej pisać. A ja piszę wolno. Urządzenie nie przyspieszy toku moich myśli. Ludzie piszą dziennie mnóstwo krótkich wiadomości. Ale tempo oraz ilość nie zrobią z nich pisarzy. Jestem też osobą, która jak coś się zepsuje, wali pięścią i krzyczy: „Dawaj, rusz się!”. A z elektroniką tak się nie da. Ciągle ktoś nakłania mnie, bym coś kupiła. Wystarcza mi pióro, właściwie wiele piór. Boję się, że kiedyś przestaną je produkować. Albo jeszcze gorzej: przestaną produkować ołówki, papier. Więc na wypadek, gdyby tak się stało, mam zapas, który powinien mi wystarczyć.

Fot. Fot. Condé Nast

A czemu nie korzystasz z internetu?

Wiele rzeczy mi się w nim nie podoba. Nie chciałabym na przykład odbierać wiadomości przez social media. Nie jestem przeciwna istnieniu internetu, ale kompletnie mnie on nie obchodzi. Internet obraca świat w małe miasteczko. Sama z takiego pochodzę, a wyjechałam, bo wszyscy wszystko o sobie wiedzieli. Przez internet cały świat stał się takim miasteczkiem, gdzie wszyscy wszystkich obgadują, podglądają.

Zamiast internetu wybierasz literaturę. Mówisz dużo o bibliotekach, księgarniach jako miejscach, gdzie lubimy spędzać czas. Czasem nawet kupimy książkę, którą ktoś polecił albo nagrodził. Stawiamy ją na półce, żeby przeczytać w przyszłości. W swojej książce przewrotnie radzisz matkom, jak wychować przyszłego gospodarza talk-show: „Pamiętaj: nie czytamy książek. Mamy zamiar je przeczytać. A gdzie mamy zamiar przeczytać? W samolocie, brawo. A dlaczego nie przeczytaliśmy?”. Powiedz, jak to się stało, że niemal wszyscy zachowujemy się w ten sposób?

Zawsze dużo jeździłam metrem i całymi latami patrzyłam, jak ludzie czytają gazety. Darmowe i płatne, tony papieru. Zużyte walały się wszędzie: na siedzeniach, podłodze, w śmietniku. Teraz rzadko widzi się taki obraz. Ludzie przerzucili się na telefony, siedzą w nich bez przerwy, ale pojawili się też młodzi ludzie, dwudziestolatkowie, którzy w podróży czytają książki. Oczywiście zawsze zerkam na okładkę. Różne tytuły, czasem okropne. Ale dzieci i młodzież czytają, a czterdziestolatkowie wciąż siedzą w telefonach. Przeciętny czytelnik czasopism ma dziś 52 lata.

Fot. Fot. Condé Nast

Nie da się stworzyć mody na czytanie. To nawyk, styl życia, sposób spędzania czasu. Gdy byłam dzieckiem, źródłem przygód była biblioteka. Najczęściej publiczna, nawet w małym miasteczku, bo w domach ludzie nie mieli zbyt wielu książek. Nic innego tak nie przybliżało do wielkiego świata, jak czytanie. Przez książki poznawało się świat.

W Polsce mieliśmy kampanię społeczną: „Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka”. Jak się domyślasz, nie zwiększyła ona czytelnictwa. Czy poszłabyś do łóżka z kimś, kto nie czyta?

Zasadniczo nie, ale to nie znaczy, że nigdy tego nie zrobiłam. Urządzać ceregiele w takiej sytuacji? Jasne, czytanie mówi o tym, jaką jesteś osobą. Nie chodzi o moralność i wcale nie znaczy, że dobrzy ludzie czytają, a źli nie. Znam świetnie wykształcone osoby, które są okropne. Czytanie nie jest dla mnie regułą, według której dobieram przyjaciół. To raczej kwestia zainteresowań. Osoby, które mają inne pasje niż czytanie, tworzą ze mną inne więzi. Za to z kimś, kto czyta, mam inny rodzaj porozumienia. Zaledwie parę osób pytam o sugestie lektur. I jeśli polecą mi coś, co mi się nie spodoba, czuję wręcz osobistą urazę. I odwrotnie, gdy polecę komuś wspaniałą książkę i on tego nie doceni, czuję się urażona do głębi. Bo czytanie to coś bardzo osobistego. (…)

Fot. Fot. Condé Nast

Masz w domu gigantyczną bibliotekę – setki tysięcy tomów. (…) Strzeżesz księgozbioru czy pożyczasz książki? Co trzeba zrobić, żeby stać się jednym z czytelników twojej biblioteki?

W zasadzie nie pożyczam, bo ludzie nigdy nie oddają książek. Choćby nie wiem, jak się zarzekali, że oddadzą, to pewne – nigdy tego nie robią. Zatem na wszelki wypadek nie pożyczam, żeby do tego nie doprowadzać, choć można uznać to za pewien wybieg. Nie byłabym w stanie spamiętać tytułów i powiedzieć, kto co ode mnie pożyczył. Jakieś 20 lat temu David Bowie pożyczył ode mnie książkę, był to jeden z tomów trylogii, której nakład został wyczerpany. Nie chodzi o jej wartość. Dałoby się ją znaleźć na jakiejś aukcji, ale trzeba by się natrudzić. Pożyczyłam mu więc książkę, której, rzecz jasna, nigdy nie zwrócił. Gdy zmarł, Iman opublikowała listę jego ulubionych lektur i znalazł się na niej mój egzemplarz. Oczywiście, dlatego nigdy jej nie oddał. I choć żywię dużą sympatię dla Iman, to jednak ona wciąż trzyma moją książkę.

Fot. Magda Wunsche i Aga Samsel

* Całą wspaniałą rozmowę z Fran Lebowitz przeczytacie w lipcowo-sierpniowym wydaniu magazynu „Vogue Polska”. Do kupienia w salonach prasowych albo online. Nie przegapcie! 

* Fran Lebowitz „Nie w humorze”, tłumaczenie Łukasz Witczak, wydawnictwo Znak Literanova, premiera 11 sierpnia

Adriana Prodeus
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę