Znaleziono 0 artykułów
09.05.2021

Spektakl SIKSY już wkrótce w Komunie Warszawa

(Fot. Piotr Królikiewicz)

Postpunkowa petarda polskiej sceny muzyczno-performatywnej, nagrodzony Paszportem Polityki 2020 gnieźnieński duet SIKSA, zaskakuje pierwszym autorskim spektaklem teatralnym „O czynach niszczących opowieść”. Na scenie Komuny Warszawa stają piegowate kowbojki w halówkach, ale zamiast historii o zemście dostajemy zabawę w western, snucie opowieści. Liryczne, czułe, dziecinne, słodko-gorzkie.

Uwierzycie, że SIKSA, która poruszała odbiorców radykalnym opisem seksistowskiej opresji, prowokacyjnym, niestroniącym od brutalnej formy przekazem, poszła do szkoły? A właściwie do SZKOŁY, offowego domu kultury, miejsca działań kolektywu Komuna Warszawa. Ten niezależny teatr i koordynator inicjatyw artystycznych od kilku lat organizuje rezydencje dla twórców. Jak mówią szefujący przedsięwzięciu Alina Gałązka i Grzegorz Laszuk – po „Terenie wspólnym” i „Krajobrazie” przyszedł czas na cykl pod hasłem idealnym dla tych niespokojnych czasów: „Hello Darkness, My Old Friend”. Jego kuratorem jest Marcus Ohrn – szwedzki reżyser, skandalista, enfant terrible europejskiego teatru, który do projektu zaprosił między innymi SIKSĘ. 

(Fot. Piotr Królikiewicz)

I właśnie w SZKOLE (w budynku dawnego liceum Hoffmanowej) spotykam się z wokalistką i tekściarką SIKSY – Alex Freiheit oraz basistą i kompozytorem Piotrem „Buri” Buratyńskim. Ona napisała tekst westernu, on wraz z Konstantym Usenkąstworzył muzykę. W rozmowie, odbywającej się w dawnej szkolnej klasie, nad pierożkami na wynos z pobliskiego baru, towarzyszą nam pozostali członkowie twórczej ekipy, zaprzyjaźnieni z SIKSĄ. To Magdalena Dubrowska z zespołu Nanga, projektant mody Tomasz Armada – jako autor scenografii i oświetlenia, Martyna Konieczny odpowiedzialna za lśniące cekinem i brokatem kostiumy oraz choreografka Anna Steller.

Spektakl SIKSY: Skąd wziął się pomysł?  

W tej historii, dogasającej na zgliszczach wielkich emocji, kowbojki są dwie: Pet i Kiep, czy raczej Pecik i Kiepik, bo tak wolą być nazywane. Jak pisze o nich Alex: „Nie potrzebują już czynów płonących jak ogień. Nie potrzebują już niczego prócz opowieści. I spotkania siebie w tej opowieści”. I właśnie w finale tej opowieści utknęły, jak w ślepym zaułku, martwym punkcie („dead end”!). Jak w zapętlonym kadrze filmowego westernu tuż przed kulminacją. Zadziornym, wciąż żarzącym się pragnieniem zemsty Pecikiem jest Alex, w wypalonego Kiepika wciela się Magda. 

(Fot. Piotr Królikiewicz)

Inspiracją była scena z klasycznego westernu „Dobry, zły i brzydki”, kiedy na koniec bohaterowie stoją w kręgu. – Jest niesamowita – mówi Alex. – Przez dłuższą chwilę nie wiadomo, kto strzeli, a ty w oczekiwaniu, napięciu, obserwujesz ich twarze, spojrzenia, grymasy. Pomyślałam: a gdyby zrobić ciąg dalszy tego „końca”? Taki, że nie wydarza się zabicie, konfrontacja. Czy zamiast pojedynku nie może być po prostu – spotkanie? 

One mają już za sobą zemsty, zbrodnie, złość, bycie zakapiorkami i prężenie się.

Western niepokoju moralnego

Kowbojkę Alex wciąż ciągnie do płonącego ognia, wielkich czynów, do brutalnego świata zewnętrznego, który obie je skrzywdził, i który jest gdzieś tam, w domyśle. 

– Moja bohaterka jest bardziej racjonalna – stwierdza Magda. – Jako Kiepik chciałabym w tym „końcu” pozostać, odpocząć. Jestem jednak na tyle głęboko zanurzona w relacji z drugą kowbojką, że daję się ponieść temu, w co ona mnie wciąga.

Alex (Fot. Piotr Królikiewicz)

Pecik cały czas ucieka do relacjonowania swojej przeszłości. Czy jest to więc pojedynek na opowieści? – To raczej przeciąganie w nieskończoność momentu „przed akcją” – mówi Magda, zaś Alex dodaje: – To opowieść o rezygnacji z pojedynku na rzecz innego bycia ze sobą. Szansa na to, by kowbojki zatrzymały się w galopie, spotkały się na scenie i spokojnie sobie coś opowiedziały.

(Fot. Piotr Królikiewicz)

– Ta historia brzmi tak, jakby to był niekończący się backstage, poczekalnia prawdziwego życia – mówi o wrażeniach kostiumografka Martyna. Z kolei Magda kowbojka śmieje się, że widzowie nauczeni przez SIKSĘ mocnych wrażeń spodziewają się pewnie Tarantino, kina akcji, tymczasem jest to akcja raczej wewnętrzna. Western niepokoju moralnego.

Czy western można opowiedzieć współcześnie?

Jak opowiedzieć western współcześnie? Jak sprawić, by wielokrotnie wykorzystywana konwencja zabrzmiała świeżo? 

Kompozytor Piotr „Buri” Buratyński zaznacza, że „O czynach niszczących opowieść” to nie jest klasyczny western ani nawet anty-western. – Wykorzystujemy raczej entourage kowbojskiej opowieści – mówi. – To jak zabawa w kowbojów na podwórku. Wsobny western, któremu bliżej do tego, co Jarmusch zrobił w „Truposzu” niż Tarantino w „Django”. Tylko zamiast mistycznej podróży w głąb siebie jest podróż w głąb tego, czym jest sama opowieść.

Bo na głębszym poziomie western jest też mitem założycielskim kraju, Stanów Zjednoczonych, dodaje Piotr. – Nawet western włoski czy japoński operuje amerykańskimi kliszami: narodzin kapitalizmu, formowania się narodu itd. A dla nas to jest mit o opowiadaniu za pomocą westernu. Czym jest początek, rozwinięcie i zakończenie? Czym jest kulminacja, czym pojedynek, czym zderzenie sekwencji, do których się przyzwyczailiśmy w opowiadaniu? 

(Fot. Piotr Królikiewicz)

„O czynach niszczących opowieść” opiera się na kobietach, a przecież western jest o facetach i ich strategiach, zastanawiam się więc, czy ten spektakl to western feministyczny. Alex zaprzecza: – Nie jest to historia wspólnej wendety kowbojek, które mszczą się za doznane krzywdy. Ten dramat jest propozycją opowieści z perspektywy kobiecej, feministycznej. Zależało nam na tym, by zbyt wiele tam nie nazywać, bo wierzę, że pozostawienie widzowi miejsca na interpretację może być oczyszczające, a przez „female gaze” możemy dać mu bezpieczeństwo bycia z nami podczas spektaklu.

Opowieść jako szczepionka na mrok

Jak delikatne „O czynach niszczących opowieść” wpisuje się w tegoroczne mroczne hasło programu powstającego pod egidą Komuny Warszawa?

Alex: – To jest raczej pogodzenie się z ciemnością. Bohaterki doskonale zdają sobie sprawę z bólu i brudu świata, które je otaczają. Jak mówią: „nigdy nie jest za późno na złe wieści”.

– Opowieść o ludziach zawsze będzie mroczna, podszyta niepokojem – stwierdza Piotr. – Wystarczy, że spojrzymy na western z Johnem Wayne'em, kiedy gra szlachetnego kowboja, który w białej koszuli przyjeżdża do miasteczka, by zaprowadzić porządek. Na pierwszy rzut oka to opowieść heroiczna, ale jest to jednak człowiek stojący ponad prawem, dokonujący przemocy w imię sprawy. Kryje się też za tym rzeź rdzennych mieszkańców Ameryki i wiele innego zła.

Opowiadanie, mit, baśń to także sposoby radzenia sobie z mrokiem. Dzieciom opowiada się baśnie, zwłaszcza te niewygładzone przez popkulturę, okrutne jak u braci Grimm, żeby w bezpiecznej formie mogły przeżyć to, co w ludzkim istnieniu trudne. Opowiadanie jest więc formą leczenia, godzenia się, czy jak mówi Magda Dubrowska, przywołująca bliskie nam wszystkim dziś słowo: szczepienia. Sztuka opowieści jako szczepionka na mrok? Czemu nie.

(Fot. Piotr Królikiewicz)

SIKSA i przyjaciele: Kto współpracuje przy spektaklu

Pion Kreatywny (Fot. Piotr Królikiewicz)

Alex występowała już na scenie teatralnej, by przywołać udział SIKSY w szczecińskim przedstawieniu „Kaspar Hauser” w reżyserii Jakuba Skrzywanka, jednak po raz pierwszy realizuje własny tekst dramatyczny. Pierwszy raz ma uczucie, że wspólnie powołują do życia świat zarysowany na kartce. Nie chce nazywać się reżyserką, lecz organizatorką: – Wspólnota to najpiękniejsze, co się może wydarzyć w teatrze – uważa. – Każdy ma wielki wkład w końcowy efekt. Na przykład Ania Steller, choreografka, jest w jakimś stopniu reżyserką. Nie da się oddzielić jednego od drugiego.

Ania Steller nie uważa się za znawczynię westernu. – Odrobiłam jednak pracę domową i obejrzałam dokładnie filmy: „Dobry, zły i brzydki” oraz „Dawno temu na Dzikim Zachodzie” – opowiada. – Zobaczyłam w nich głównie ruch. Siłą westernów jest trzymanie napięcia przez naprzemienną grę: ruch kontra bezruch. To była inspiracja. Kolejna rzecz – bohaterowie westernu są w ciągłym działaniu, za które uważam też palenie papierosa, kiwanie się na krześle, baczną obserwację. Zaproponowałam dziewczynom podawanie tekstu w ruchu, po to, by odciążyć je od aktorskiej interpretacji. Bo nie jesteśmy aktorami. Nie robimy klasycznego spektaklu, raczej rodzaj performatywnego zdarzenia, w którym jest ruch, tekst, muzyka, a nawet piosenka.

Magda Dubrowska przyznaje, że w tej pracy dużo musiała w sobie przekroczyć: – Do tej pory stałam z gitarą i śpiewałam do mikrofonu, chowałam się za basem, który jest moją podporą. Tutaj musiałam wyjść z tej roli, poszukać siebie w ruchu i przestrzeni.

– Kiedy przyszedłem na pierwsze próby, byłem w szoku – śmieje się Tomasz Armada, jeden z najciekawszych w Polsce projektantów mody, tutaj autor scenografii i świateł. – Znamy się z Alex i Burim od lat, pracowaliśmy razem w teatrze, ale nie wiedziałem, czego się spodziewać tym razem. Zjedli zęby na występowaniu w dziwnych miejscach i najmniejszych dziurach, jakie istnieją w Polsce. Wiedzą wszystko o estradzie i scenie. Jednak tu pierwszy raz mamy SIKSĘ graną na dwie osoby, a nie występującą solo. W tym spotkaniu między kowbojkami wydarza się snucie opowieści, z której nie musi nic wynikać. Liczy się tylko to, co tu i teraz, i dla mnie to jest prawdziwa sztuka.

(Fot. Piotr Królikiewicz)

Spektakl SIKSY: Co zobaczymy na scenie 

Za muzykę w spektaklu odpowiada druga połowa SIKSY, czyli Piotr „Buri” Buratyński, który tu nie ucieka przed tradycją, przyjmuje, że Ennio Morricone odcisnął swoje niepodważalne piętno na westernowym gatunku. Ścieżkę dźwiękową spektaklu tworzą charakterystyczne motywy. 

– Pojawiają się skomponowane na basie, bardzo proste melodie – opowiada. – Czasami chwytliwe, czasami melancholijne, czasami zapętlone momenty kulminacyjne. Będą surfowe gitary, brzmienia lat 60., ładnie zdezelowane, bo to jednak dalej SIKSA. Wzorowy soundtrack, trochę kopnięty, jak cały nasz western.

Pion kreatywno-plastyczny, czyli duet Tomasz Armada & Martyna Konieczny, wielokrotnie tworzył wspólnie szalone kostiumy, tym razem za ubiór sceniczny odpowiada sama Martyna, która wita mnie w opasce na głowie z wbitymi nożyczkami i stroju będącym skrzyżowaniem uniformu pielęgniarki z sukienką z mangi. 

– Przy projektowaniu ważne jest dla mnie, by rzeczy były wyraziste i niosły jakąś historię. Wszystko to można znaleźć w westernie, nie mogłam więc nie wykorzystać tych motywów. Ponadto Alex i Magda od początku zaczęły budować takie role, że najlepszym wyjściem było dopasować kostiumy do charakterów ich postaci, co jak myślę, będzie dobrze widać na stworzonej przez nas prerii.

Kowbojki wjeżdżają więc na niewidzialnych koniach: Kiepik w srebrzystym wielkim kapeluszu i spodniach z haftowanymi ochraniaczami, Pecik w lśniącym tęczowo kombinezonie kowbojskim, niczym gwiazda prowincjonalnej dyskoteki w Teksasie. Zamiast stali rewolwerów – uszyte z materiału gwiazdki, zamiast raniących ostróg – gumowe zadziorki przyklejone do halówek.

(Fot. Piotr Królikiewicz)

Armada (dziś w grzecznej koszuli z kołnierzykiem i fryzurą w lamparcie cętki) w minimalistycznej scenografii skupił się na świetle: zachodzące słońce na prerii, ogień spalonej w zemście hacjendy, rozświetlony horyzont obiecujący nowe życie. Światło wyczarował na drukowanych, farbowanych ręcznie, cieniowanych tkaninach i z pomocą kolorowych reflektorów. O inspiracjach mówi: – Oglądając tę sztukę, miałem skojarzenia z dzieciństwem: bieganie po zaroślach, nieużytkach, bójki za garażami, łażenie po torach i ruinach. Nasze dzieciństwo było trochę westernowe – Dziki Zachód trzeba było samemu podbić i coś na nim zbudować od zera. Czerpałem więc inspirację z podwórkowej zabawy, gdzie odtwarzało się świat przy pomocy patyka i przypadkowych przedmiotów. Z tej ikonografii, z tej zamazanej przestrzeni coś się ma wyłonić.

Buri (Fot. Piotr Królikiewicz)

SIKSA: W teatrze próbujemy czegoś nowego 

SIKSA ma za sobą już kilka dobrych sezonów, czyli projektów o silnie punkowo-feministycznym przekazie, wśród nich występ na głośnym pokazie „Kolekcji odzieży patriotycznej” Tomasza Armady, projekty „Stabat Mater Dolorosa” czy „Zemsta na wroga”. Jednak ci, którzy oczekują po teatralnym wcieleniu SIKSY podobnie agresywnego widowiska, mogą poczuć się rozczarowani.

– Mamy tego świadomość – mówi Alex. – Ale nie chcę w teatrze robić tego samego, co na koncertach, to nie byłoby już autentyczne, ani nawet interesujące, bo my też się zmieniamy i tym chcemy się z odbiorcami podzielić. Kiedy rzeczywistość dookoła bombarduje nas bodźcami i przemocą, wolę naszą sztuką dać innym jakieś wytchnienie, pozytywne zakończenie. Ulica jest dziś mocniejsza od tego, co robiliśmy dwa lata temu na koncertach. Wchodzę do teatru na własnych zasadach, zapraszając do tego osoby, które mogą tam działać po swojemu, jednocześnie nie powielając siebie samych, próbując czegoś nowego. 

Ania (Fot. Piotr Królikiewicz)

– Ludzie przyzwyczaili się, że nasza nazwa, słowo „siksa”, czyli gówniara, to wulgarne określenie na młodą dziewczynę – kontynuuje Buri. – Ale słowo „siksa” może też kierować nas w stronę młodości i infantylności. Jako że udało nam się odzyskać nieco to określenie, teraz możemy na tę „siksę” spojrzeć z innej perspektywy. Takie czasy, że odrobina młodzieńczego idealizmu, szczerego opowiadania i liryzmu wszystkim się przyda. Ja potrzebuję liryzmu, po prostu.

– W tym tekście nie bałam się poetyckości – dodaje Alex. – Ostatnio naczytałam się Ginczanki i Danuty Wawiłow – mamy Kostka Usenki, i poczułam, jak strasznie potrzebuję dziś poezji i tańca. Ostatecznie uważam, że sztuka, tworzenie, jest pięknem samym w sobie i tym pięknem też można się z innymi podzielić.

Chciałoby się zakrzyknąć: liryzm dla każdego! 

SZKOŁA, czyli Komuna Warszawa: Miejsce spotkań twórców 

Wszyscy z ekipy SIKSY cenią sobie pracę w Komunie Warszawa, podkreślając, że taki spektakl nie mógłby się wydarzyć w klasycznym teatrze instytucjonalnym.

– Działamy i nikt nie zastanawia się szczególnie, jak jest ustawiony w hierarchii, kto wyda polecenie – mówi Piotr. – Nie zadajemy sobie wielu niepotrzebnych stresujących pytań, na które trzeba by było odpowiedzieć w teatrze instytucji: Czy to się będzie sprzedawać? Czy tekst zostanie zrozumiany? Jaka będzie krytyka? 

Magda (Fot. Piotr Królikiewicz)

SZKOŁA Komuny to miejsce spotkania, pole eksploracji i w tym widzą wartość uczestnicy tego teatralnego eksperymentu. Tomek: – Nie jesteśmy nastawieni na efekt. Sztuka czasem się wydarza, a my jesteśmy gotowi także na porażki. Nie wstydzimy się ich, a nawet je eksponujemy. Są tu wszelkie warunki, by się bezpiecznie potknąć.

Alex Freihert vel Siksa przyznaje, że ciężko jej mówić o spektaklu. – Bo to zdarzenie, które dzieje się tylko tam, na scenie-sali gimnastycznej. W zależności, za jakie sznurki pociągniesz, będzie to opowieść o zemście albo o wypaleniu, albo o spotkaniu. Widz zostanie wchłonięty do środka historii, ale każdy wyjdzie z tym, z czym będzie chciał. 

„O czynach niszczących opowieść”, organizatorka spotkania: SIKSA. Rewolwerami władają: Magda Dubrowska, Alex Freiheit, Anna Steller, Martyna Konieczny, Piotr Buratyński, Tomasz Armada, Konstanty Usenko. Premierowe pokazy 10-13 czerwca 2021 r., Komuna Warszawa – SZKOŁA.

Anna Sańczuk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę