Znaleziono 0 artykułów
19.04.2022

Sztuka w ogniu: kultura Ukrainy podczas wojny

19.04.2022
Zabezpieczony pomnik księcia de Richelieu w Odessie (Fot. Getty Images)

Spalone dzieła sztuki, splądrowane cerkwie czy zdewastowane pomniki to pokłosie aktów barbarzyństwa, jakich wciąż dopuszczają się rosyjskie wojska w Ukrainie. Umyślne niszczenie dóbr kultury uznawane jest za zbrodnię wojenną i stanowi krzywdę wyrządzaną dziedzictwu nie tylko jednego narodu, lecz całego świata.


Od chwili wybuchu wojny za naszą wschodnią granicą, UNESCO potwierdziło zniszczenie 53 obiektów kulturowego dziedzictwa Ukrainy. Według doniesień ukraińskiego ministra kultury do tej pory liczba ta przekroczyła już 135 przypadków i rośnie z każdym dniem. – Publikowanie statystyk dotyczących rujnowania spuścizny jest zawsze trudne. Musimy jednak podawać te liczby, aby dowiedzieli się o nich nie tylko Ukraińcy, lecz także cały świat – oznajmił pod koniec marca Ołeksandr Tkaczenko. W krzyżowym ogniu znalazły się galerie sztuki, pomniki, świątynie, biblioteki i teatry. Każde ukraińskie muzeum posiada tzw. czerwoną listę swoich zbiorów obejmującą dzieła, które w razie zagrożenia podlegają natychmiastowej ewakuacji. Niestety, w obliczu nagłego i bezwzględnego ataku Rosji na Ukrainę, nie wszystkie zabytki udało się (lub można było) zabezpieczyć przed aktami barbarzyństwa.

Zbombardowany budynek administracyjny z 1954 roku w Charkowie / (Fot. mkip.gov.ua)

Sztuka wojny

Jedną z pierwszych niepowetowanych strat dla kultury odnotowano już 27 lutego, a więc czwartego dnia wojny. W wyniku rosyjskiego ostrzału spłonęło doszczętnie Muzeum Historyczno-Krajoznawcze w Iwankowie nieopodal Kijowa. W tej niewielkiej instytucji prezentowano lokalne rękodzieło. Pożar strawił haftowane tkaniny Hanny i Walentyny Veres oraz gwasze Skopycha Wasyla Płatonowycza. Ogień nie oszczędził też najcenniejszych eksponatów – prac ludowej artystki, Marii Prymaczenko. Jej malarstwo – pełne fantazyjnych stworzeń, kwiatów i folklorystycznych ornamentów – to symbol pokoju, narodowej tożsamości i miłości do ojczyzny. Gdy w 1937 r. obrazy Prymaczenko trafiły na paryską Wystawę Światową, zachwycony nimi Pablo Picasso miał wyznać: „Biję pokłony przed artystycznym cudem tej wspaniałej Ukrainki”. Jej twórczość zajmuje szczególne miejsce zarówno w rodzimej, jak i europejskiej historii sztuki. Obok Henriego „Celnika” Rousseau czy Nikifora Krynickiego, Prymaczenko należy do grona czołowych postaci malarstwa prymitywistycznego. Wieść o spaleniu ponad 20 jej dzieł spotkała się z doniesieniami o uratowaniu kilkunastu z nich przez mieszkańców Iwankowa. Minister Tkaczenko nie potwierdził jednak tej informacji, przestrzegając przed potencjalnym szabrownictwem.   

Zdewastowany dwór L. E. Koeniga w Trościańcu / (Fot. mkip.gov.ua)

Niepewny jest także los dorobku artystycznego w zrujnowanym i wciąż obleganym Mariupolu. 21 marca, podczas nalotu, ucierpiało tamtejsze Muzeum Sztuki im. Kuindżego. W secesyjnym budynku z 1902 r. znajdowało się ponad 2 tys. eksponatów. Były wśród nich prace uznanych malarzy XIX i XX w. z Ukrainy, Rosji i Armenii, m.in. Tetiany Jabłońskiej, Mychajła Deregusa, Iwana Ajwazowskiego oraz Nikołaja Głuszczenki. Przyjmuje się, że wszystkie obrazy uległy destrukcji. Szczęśliwie, w gmachu muzeum nie znajdowały się wówczas dzieła jego patrona, a jedynie kopie. Archip Kuindży zasłynął jako pejzażysta i członek prominentnego XIX-wiecznego ugrupowania Pieriedwiżnicy. Rosyjski artysta o grecko-tatarskich korzeniach urodził się w Mariupolu i lwią część twórczości poświęcił uwiecznianiu krajobrazów południowo-wschodniej Ukrainy. „Zachód słońca na Krymie” czy „Księżycowa noc nad Dnieprem” to przykłady wirtuozerii Kuindżego w posługiwaniu się światłem i kolorem. W obliczu nieprzerwanych ostrzałów dostęp do muzeum i pozostałości kolekcji jest wciąż niemożliwy. Nie wiadomo więc, co ocalało, jeśli coś ocalało w ogóle…

O ignorancji rosyjskich wandali i braku szacunku nawet dla własnej kultury świadczy zniszczenie willi pamiętającej czasy cara Piotra I i Katarzyny Wielkiej. XVIII-wieczny dworek w Trościańcu w obwodzie sumskim jest najważniejszym zabytkiem miasta. Latem 1864 r., na zaproszenie księcia Aleksieja Golicyna, w tej ukraińskiej posiadłości zamieszkał Piotr Iljicz Czajkowski – wówczas 24-letni student Konserwatorium Petersburskiego. Przyszły twórca „Jeziora Łabędziego” wspominał, że podczas pobytu otoczono go niebywałym luksusem. To właśnie w Trościańcu skomponował swój pierwszy utwór orkiestrowy – uwerturę „Burza” (Op. 76). Słobodszczyzna stała się inspiracją dla co najmniej 30 dzieł rosyjskiego kompozytora (m.in. „II Symfonia c-moll”, „Rok 1812”), w których zawarł elementy ukraińskiej muzyki ludowej. Dziś po spokojnym mieście, które niegdyś Czajkowski nazwał swoim domem, zostało wspomnienie. W ciągu miesięcznej okupacji ponad 90 proc. budynków legło w gruzach. Te, które się ostały, noszą na murach namalowany znak „Z”, zwany rosyjską swastyką. Zabytkową willę zamiast dekoracyjnych sztukaterii „zdobią” teraz dziury po kulach z karabinu.

Ślady po kulach w popiersiu Tarasa Szewczenki w Borodziance / (Fot. Getty Images)

Bez czci i wiary

Wedle raportu Państwowej Służby Ukrainy ds. Etnopolityki i Wolności Sumienia najliczniejszą grupę zdewastowanych obiektów kultury stanowią miejsca kultu: cerkwie prawosławne, kościoły rzymsko- i grekokatolickie, protestanckie domy modlitwy, meczety i synagogi. Rozległemu zniszczeniu ulegają średnio dwie świątynie dziennie. Taki los spotkał chociażby dwie cerkwie we wsiach Wiazówka i Zaworyczi na północy Kijowa. Oba budynki zbombardowano tego samego dnia. Pożoga ogarnęła liczące ponad 150 lat drewniane konstrukcje pokryte polichromiami. Ostrzelany został też sobór Archanioła Michała w Mariupolu, Ławra Świętogórska, a także wzniesiony w 1069 r. Monastyr Jelecki w Czernichowie. Ucierpiała charkowska synagoga Bejt-Menachem oraz meczet Sułtana Sulejmana. Potłuczone witraże, zburzone cebulaste hełmy, zdemolowane ikonostasy, wszechobecne ślady po pociskach składają się dziś na krajobraz niemal całej Ukrainy. Wiele świątyń to budowle historyczne, przechowujące zabytkowe malarstwo, rzemiosło artystyczne, manuskrypty, rzeźby i paramenty. Przede wszystkim jednak są przestrzeniami sakralnymi, w których każda forma wandalizmu ma charakter profanacji i ikonoklazmu.   

Gruzowisko wokół kaplicy św. Męczennicy Tetiany w Mariupolu / (Fot. AP/Associated Press/East News)

Zbezczeszczeniu uległy miejsca pamięci. – Jaki jest sens mówienia „nigdy więcej” przez 80 lat, skoro świat milczy, gdy bomba spada na Babi Jar? – tak prezydent Wołodymyr Zełeński skomentował uszkodzenie kijowskiego Centrum Pamięci Holokaustu w wyniku ataku rakiet na pobliską wieżę telewizyjną. Niespełna miesiąc później ostrzał artyleryjski Charkowa poważnie naruszył pomnik ofiar żydowskich w Drobyckim Jarze. Pociski uderzyły w monumentalną menorę stojącą tam, gdzie w latach 1941-1942 hitlerowcy dokonywali masowych rozstrzeliwań. W wyniku tej zbrodni zgładzono ok. 16 tys. Żydów. „Oto miejsce, gdzie umarli uczą żywych” – brzmi inskrypcja na steli obok memoriału zdewastowanego w ramach rzekomej „denazyfikacji”.

Zniszczony sobór Archanioła Michała w Mariupolu / (Fot. mkip.gov.ua)


Rosjanie wzięli na cel również pomniki ukraińskich bohaterów. Posągi metropolity Ignacego z Mariupola, pisarza i tłumacza literatury polskiej Władimira Korolenki czy opozycjonisty Wiaczesława Czornowiła zmieniły się w stertę gruzu. W Borodziance, między zrównanymi z ziemią domami, ostało się popiersie Tarasa Szewczenki – malarza, folklorysty i narodowego wieszcza Ukrainy. Wciąż na postumencie, choć nie bez szwanku. Odlaną z brązu głowę artysty przestrzelono na wylot. Widok to równie koszmarny, co symboliczny, bo jak wyznał minister Tkaczenko: – Celem rosyjskiej „kultury” jest zniszczenie kultury ukraińskiej.

Dziedzictwo kulturowe Ukrainy stanowią nie tylko wielowiekowe cerkwie i muzealne kolekcje, lecz także obiekty, o których na co dzień nie myśli się jako o zabytkowych czy mających artystyczną wartość. Dotyczy to choćby modernistycznego terminalu na lotnisku w Mikołajowie czy budynku charkowskiej administracji, w którym socrealizm łączy się ze stylem neoklasycystycznym. Oba zostały dotkliwie uszkodzone. Gmach Narodowej Opery i Teatru Baletowego w Charkowie – na dachu którego wciąż leżą skorupy po bombach lotniczych – jest natomiast cennym przykładem architektury brutalistycznej. Kina, domy kultury czy teatry zmieniły przeznaczenie. Dla jednych stały się miejscami schronienia, dla drugich (jak Teatr Dramatyczny w Mariupolu) masowymi grobami. Ukraiński tygodnik „Dzerkało Tyżnia” szacuje, że do tej pory na samych tylko okupowanych terenach rosyjscy agresorzy zniszczyli ok. 7 tys. budowli cywilnych, których odbudowa kosztować może setki miliardów dolarów.    

Pracownicy Muzeum Narodowego we Lwowie przenoszą obraz ikonostasu / (Fot. AP/Associated Press/East News)

Na ratunek kulturze


Wielu dóbr kultury nie uda się już przywrócić światu. Innym wciąż grozi destrukcja, rabunek i zbezczeszczenie. W obawie przed nowymi atakami, mieszkańcy miast starają się ochronić lokalne zabytki. Kijów, Odessa i Lwów zbroją się w worki z piaskiem, by chronić nimi historyczne pomniki i rzeźby w przestrzeni publicznej. Na ulicach stoją barykady. Brezent i blachy zasłaniają witrażowe okna i unikatowe fragmenty budynków. Być może obronią przed falą uderzeniową lub odłamkami. Niektóre muzea zdołały wywieźć część zbiorów na zachód kraju lub do innych państw. Ukraińskim muzealnikom, kustoszom i konserwatorom pomagają też zagraniczne organizacje, m.in. Komitet Pomocy Muzeom Ukrainy, założony z inicjatywy dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego. – W czasie II wojny światowej Polska doświadczyła grabieży i niszczenia dóbr kultury wraz z całkowitym unicestwieniem Warszawy – mówi Jan Ołdakowski. Zgromadzone materiały i sprzęty do zabezpieczania zbiorów trafiły wpierw do Lwowa, a stamtąd do 18 placówek w całej Ukrainie. W akcję pomocy włączyło się niedawno Metropolitan Museum w Nowym Jorku.

Mamy obowiązek chronić dziedzictwo kulturowe, będące świadectwem przeszłości, ale i nośnikiem pokoju dla przyszłości – oznajmiła Audrey Azoulay, dyrektor generalna UNESCO. Niszczenie przez Rosjan dzieł sztuki, świątyń czy miejsc pamięci to jawne pogwałcenie „Konwencji haskiej o ochronie dóbr kulturalnych w razie konfliktu zbrojnego”, ratyfikowanej w 1954 r. Dewastowanie obiektów o wadze historycznej i artystycznej oficjalnie zalicza się do zbrodni wojennych. Stanowi ono krzywdę wyrządzoną dziedzictwu kulturowemu nie tylko Ukrainy, lecz także całej ludzkości, bowiem – jak podaje „Konwencja haska” – „każdy naród ma swój udział w kształtowaniu kultury światowej”.

 

Wojciech Delikta
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę