Znaleziono 0 artykułów
26.04.2020

Vicky Jones: Pornografia, patriarchat i pociągi

Serial „Ucieczka” (Fot. Materiały prasowe HBO)

To ona ze swoją przyjaciółką i wieloletnią współpracowniczką Phoebe Waller-Bridge zakładała DryWrite Theatre Company. To ona była pierwowzorem postaci Boo z „Fleabag”. I to ona reżyserowała z Phoebe teatralną wersję hitowego projektu. Teraz na HBO trafia debiutancki serial Vicky Jones. „Ucieczka” z Domhnallem Gleesonem i Merritt Wever opowiada o spotkaniu kochanków z dawnych lat. – Mówiłyśmy sobie z Phoebe, że jeśli będziemy chciały wymiksować się z jakiejś niezręcznej sytuacji, towarzyskiej czy służbowej, to powiemy sobie: „run – uciekaj!” i bez słowa damy nogę – opowiada Jones o pomyśle na serial. 

Ucieczka” to historia Ruby Richardson i Billego Johnsona, kochanków z młodzieńczych lat, którzy dawno dorośli i rozpoczęli osobne życia. Łączy ich jednak tajna umowa: kiedy w życiu przyjdzie kryzys, wyślą dawnej miłości SMS-em słowo „run”. A jeśli były partner odpowie tym samym? Łap, co masz pod ręką, gnaj na umówione miejsce spotkania, by wspólnie wsiąść w pociąg i zacząć wszystko od nowa. Na chwilę lub na dłużej… 

Phoebe Waller-Bridge, Vicky Jones i Tuppence Middleton (Fot. David M. Benett/Dave Benett/Getty Images)

„Ucieczka” to pani serialowy debiut, ale i kolejny projekt, w którym palce maczała Phoebe Waller-Bridge. Jaki jest sekret waszej relacji?​

Od początku podobnie dzielimy się pracą. Jedna z nas tworzy projekt, który druga wspiera. Jesteśmy bardzo podobne i to czyni naszą relację służbową, ale też przyjaźń, silną. Uwielbiamy opowiadać sobie o najdrobniejszych detalach naszego życia, dzielić się codziennymi objawieniami i drobnymi odkryciami. To prawdziwy dar: móc obdarowywać się historiami, analizować je, wyciągać z nich wnioski na temat nas samych i innych ludzi. Kluczowa jest szczerość. Możemy powiedzieć sobie wszystko bez lęku, że druga strona przestanie nas akceptować. To trochę jak miłość.

Serial „Ucieczka” (Fot. Materiały prasowe HBO)

Jest pani z Phoebe dumna. Wbrew branżowym stereotypom, w waszą relację nie wdarł się element zazdrości czy konkurencji. Wciąż się wspieracie.

To, że mogłam być z nią od początku, obserwować wielki sukces jej projektu, patrzeć, jak rozkwita, to ogromny przywilej. Wiele rzeczy, które mówi głośno bohaterka „Fleabag”, wydawały nam się na etapie prac nad sztuką teatralną nie do zagrania. Bałyśmy się, że nikt nie zaakceptuje bohaterki, która tak się zachowuje. Bo mężczyznom wolno, ale kobiecie? Ale widzowie docenili inteligencję Phoebe. Łaknęli świeżości jej spojrzenia, jej prawdy. Sukces tego projektu dał nam poczucie, że naprawdę wszystko jest możliwe. Pokazał, że potrafimy mówić do świata tak, by nas słuchał. Dzięki niemu ugruntowało się nasze poczucie własnej wartości, a to dało siłę do dalszych projektów, takich jak chociażby „Ucieczka”.

Serial „Ucieczka” (Fot. Materiały prasowe HBO)

Bohaterowie pani nowego serialu są gotowi porzucić swoje dotychczasowe życie. Skąd ten radykalny pomysł?

Miałyśmy z Phoebe taki żart, że jeśli będziemy chciały wymiksować się z jakiejś niekomfortowej sytuacji, towarzyskiej czy służbowej, to powiemy sobie „run – uciekaj!” i bez słowa damy nogę. Wiele razy o tym gadałyśmy, ale pomysł nigdy nie został zrealizowany. Ta anegdota była punktem wyjścia dla tej historii. Wielu znajomych często zawiera takie pakty. Jeśli nie znajdą do trzydziestki partnera, to się zejdą albo będą mieli dziecko... Łatwo tak gdybać, ale zwykle pozostaje to w sferze fikcji. Dlatego pomysł na „Ucieczkę”, w której taki plan rzeczywiście zostaje zrealizowany, wydał się nam tak ciekawy. Postanowiłyśmy, że bohaterów musi coś wyraźnie łączyć. A co jest silniejszego niż wyidealizowane wspomnienie przeszłego uczucia, które szczególnie przekonywające staje się w kryzysie? Ruby i Billy napędzani są siłą sentymentu. Ale dopiero, gdy się spotkają, będą mogli zadecydować, czy wciąż są dla siebie stworzeni.

Serial „Ucieczka” (Fot. Materiały prasowe HBO)

To ciekawe zderzenie: pozornie oderwany od realiów punkt wyjścia zestawiony z bardzo starannie zarysowanymi postaciami.

Ruby i Billy są niepozbawieni wad, skomplikowani, każde ma własne, bogate życie wewnętrzne. Ale to wszystko odkryją dopiero, gdy się zejdą. Ludzie przeważnie nie potrafią sobie na taką szczerość pozwolić. Ja sama także zmagam się ze wciąż spadającym poczuciem własnej wartości. Zakrywam się wtedy i maskuję. Udaję, że jestem kimś, kim nie jestem. A bohaterowie „Ucieczki” nie mają wyjścia, muszą być ze sobą szczerzy, bo jaki sens miałoby w ich sytuacji udawanie?

Serial „Ucieczka” (Fot. Materiały prasowe HBO)

Rzadko zdarza się, by w filmie pojawiała się bohaterka taka jak Ruby. To kobieta, która wybrała siebie, a nie rodzinę. Takich kobiet się zwykle nie lubi. Podjęłaś ryzyko, kreśląc jej postać w taki sposób?

Świadome ryzyko. Zwykle twórca chce stworzyć postać, którą można lubić i rozumieć. Nam też na tym zależało. Ale buntuję się przeciwko stereotypowi, który pozwala wybaczać ciężkie przewinienia mężczyźnie, a kobietę obarcza nimi niezbywalnie. Ruby ucieka niby tylko na siedem dni – bo takie jest początkowe założenie – ale w oczach świata podejmuje radykalną, wręcz skandaliczną decyzję. Czy postrzegamy ją tak ze względu na jej płeć? To pierwszy powód. Mam wrażenie, że otacza mnie wiele kobiet, które stawiają innych na pierwszym miejscu. A społeczeństwo wywiera na nich presję, by tak postępowały, jeśli chcą być akceptowane, lubiane, „przydatne”.  Wciąż widzimy, jak kobiety mimochodem odkładają na bok ambicje, by ich partnerzy mogli błyszczeć. I nikt im nawet za to nie dziękuje. To oczekiwana ofiara. Dlatego zabieram Ruby powszechnie akceptowany argument do ucieczki. Ruby nie ma straszliwego życia, nie tkwi w koszmarnym małżeństwie, pod wieloma względami jest uprzywilejowana. Do tego zdrowa psychicznie. Zwyczajowo powinna być wdzięczna za swój los, przede wszystkim za macierzyństwo. I jest. Ale mimo to ma prawo czuć się w tym życiu niespełniona. Któregoś dnia coś w niej po prostu pęka. I wybiera siebie. Jest gotowa zaakceptować to, co przyniesie jej w związku z tym los.

Czy słusznie wyczuwam w pani kinofilkę? Cały wątek ze spotkaniem w pociągu nie tylko ma seksualny podtekst, ale przywodzi też na myśl Hitchcocka i „Północ, północny zachód”.

Najmocniej na „Ucieczkę” wpłynęło oczywiście „Przed wschodem słońca” Richarda Linklatera. To film, który fantastycznie pokazuje, że nie trzeba od razu walić na odlew. Można budować intensywną historię z momentów. Ale chcieliśmy też podkreślić element tajemniczości. Dlatego odniesienia do Hitchcocka pojawiły się w rozmowach często. Tajemnica, seksualne napięcie, thriller… Pociąg jako zamknięta, ale przemieszczająca się przestrzeń to bardzo ciekawe miejsce akcji. 

Serial „Ucieczka” (Fot. Materiały prasowe HBO)

Przed stworzeniem „Fleabag” rozmawiałyście z Phoebe o braku feministycznych wzorców i o pornografii, jako czymś, co wywołuje w kobietach wyrzuty sumienia, zaburzenia relacji z własnym ciałem. Czy tym razem w waszych rozmowach wybijał się taki główny trop?

Dzieci! Mamy wielu znajomych z dziećmi i zauważyłyśmy, że kiedy w życiu człowieka pojawia się potomek, staje się on nagle takim „zastępcą” rodzica. Wszyscy czują się w obowiązku sprawdzić, czy w odpowiedni sposób wychowujesz swoje dziecko, czy dobrze i wystarczająco długo karmisz piersią, czy w odpowiedni sposób zapewniasz mu rozrywkę. Z czasem prowadzi to do infantylizacji rodzica. Ta sytuacja determinuje, kim jest. Jedną z głównych idei stojących za rodzicielstwem jest bezinteresowność. Ale czy to nie aby kobieta ma być zawsze bezinteresowna? Znowu patriarchalny bubel. Bardzo mnie takie schematy wkurzają. Między innymi z tego powodu „przepisałam” historię Ruby. Na początku miała zostawiać w domu pasierbów, ale uznałyśmy, że to będzie za miękkie. To musiały być jej rodzone dzieci. Myśl, że moglibyśmy chcieć odejść od własnego potomstwa jest przerażająca, ale to mocny punkt wyjścia dla akcji.

Wiele mówi się o tym, jak zmieniająca się sytuacja na rynku pracy może negatywnie wpłynąć na – tak niedawno zdobytą – równą pozycję kobiet. Czy boi się pani, że po kwarantannie głos kobiet w kinie znowu stanie się mniej słyszalny?

To na pewno zależy od tego, jak długo potrwa kryzys. Nasza kultura jest wciąż tak poukładana, że kiedy kobiety wracają w domowe pielesze, automatycznie zostają w nie wciągnięte. Błahe zadania zaczynają się piętrzyć: pranie, wycieranie, sprzątanie, lekcje z dziećmi. Zostawienie dziecka jest trudne. Kiedy ja stawałam przed taką decyzją, zawsze czułam się winna. Ale jeśli to poczucie pokonywałam, potem przychodziła ulga. I poczucie, że zrobiłam coś rozwojowego dla siebie. Trwa kryzys, o którym musimy rozmawiać. To, jak kobiety wyjdą z tej sytuacji, to test dojrzałości dla społeczeństwa. To pokaże, jak naprawdę widzimy rolę kobiet. Obyśmy zdali egzamin. 

Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę