Znaleziono 0 artykułów
07.12.2018

Wydarzyło się naprawdę

Równonoc Anny Fryczkowskiej (Fot. Materiały prasowe wydawnictwo Od deski do deski)

Szymon, Darek, Jędrzej i Kamil wyszli z domu i nigdy już nie wrócili. Anna Fryczkowska książką „Równonoc” o zaginięciach nastolatków dotknęła tabu. O takich tragediach nie chce się słuchać. Łatwiej odwrócić wzrok. Dobrze, że Fryczkowska miała odwagę o tym napisać.

Jest pierwszy dzień wiosny 1998 roku. Czternastoletni Szymon umawia się z kolegami nad rzeką, by świętować nadejście najprzyjemniejszej pory roku. Wychodzi po południu, obiecuje wrócić nie za późno. Wie, że matka będzie się denerwować. Ale nie ma go o północy, nie pojawia się w domu nad ranem. Nie wraca już w ogóle.

Rok później pierwszego marca – to był wyjątkowo mroźny dzień – piętnastoletni Darek znowu zaspał, ciężko mu się wstaje do szkoły. W końcu ojciec go dobudzi, ale na autobus się spóźni. Próbuje przekonać rodziców, że może by już nie szedł do szkoły. Ale rodzice nie zgadzają się na wagary. Darek wyrusza więc na przystanek o 10 rano. Ma do przejścia kilometr. Do szkoły nigdy nie dociera. Do domu nigdy nie wraca. W tym samym miesiącu ginie jeszcze dwóch nastolatków – Jędrzej i Kamil.

Reklama

„Według policyjnych statystyk co roku ginie prawie siedem tysięcy dzieci w wieku do 17 lat. Większość już w ciągu pierwszego tygodnia wraca do domu. To ta dobra wiadomość. Zła jest taka, że pięć procent zaginionych dzieci nie odnajduje się nigdy – nie ma ani osoby, ani ciała. Co to oznacza? Że co roku przybywa około 350 rodzin, które w nieskończoność czekają na zaginione dzieci lub jakąkolwiek wiadomość o nich”. Z trójką takich rodziców, którzy czekają już dwadzieścia lat, spotkała się pisarka i reporterka Anna Fryczkowska. Tak powstała wstrząsająca książka „Równonoc”.

Nie tylko pora roku – działo się to w marcu, choć w różnych latach – łączy te cztery zaginięcia. Wspólne dla nich było też miejsce – województwo zachodniopomorskie, a i miejscowości, w których w 1998 i 1999 roku mieszkali Szymon, Darek, Jędrzej i Kamil, leżą blisko siebie. Ale przede wszystkim wszyscy – może z wyjątkiem Kamila – wyglądali niemal jak bracia: ciemne przydługie włosy, ciemne oczy, duże usta, meszek nad górną wargą. Hipotezę, że za czterema zaginięciami mógł stać jeden człowiek – seryjny morderca, pedofil – postawiła dopiero wiele lat później Renata Waligórska z organizacji Missing Zaginieni.

Anna Fryczkowska (Fot. Materiały prasowe wydawnictwo Od deski do deski)

Na ten trop, niestety, nie wpadła policja. Gdy Agnieszka, mama Szymona, pierwszy raz poszła na posterunek prosić o pomoc, policjanci potraktowali ją wręcz lekceważąco. Powinna wiedzieć, jacy są nastolatkowie. Może chłopak spał u jakiejś dziewczyny, więc niech nie zawraca głowy jak jakaś nadopiekuńcza mamusia.

Tydzień później policja miała nową wersję zdarzeń. Szymon się utopił, najpewniej po kilku piwach, bo przecież znaleziono jego kurtkę i czapkę na brzegu rzeki. Co z tego, że ciała nigdy nie znaleziono.

Agnieszka kilka razy przepytywała kolegów syna. Policja tego nie zrobiła. Rozklejała plakaty ze zdjęciem. Na komisariacie bywała trzy razy w tygodniu. Aż zaczęły się dziwne nocne telefony z pogróżkami. Jeśli Agnieszka uparcie będzie dociekać prawdy, to młodszego syna spotka to samo. Wariowała z bezsilności. Sąsiadki i znajomi zaczęli jej unikać. Gdy widzieli ją na ulicy, przechodzili na drugą stronę. W małym miasteczku trudno się schować. Przez całe lata Agnieszka wypatrywała Szymona. Nie wiedziała, jak o nim myśleć: w czasie teraźniejszym czy przeszłym, dziś ma czy miałby 34 lata? Ciągle wyobrażała sobie, że w końcu się odnajdzie.

Roman, ojciec Darka, jest oszczędny w opowiadaniu. Tamtego ranka syna widział ich sąsiad. Ponoć wsiadł do obcego samochodu. A przecież Roman przestrzegał go przed jeżdżeniem z nieznajomymi. Powtórzył to wszystko policji. Śledczy przepytał świadka – sąsiada. Usłyszał, że Darek chodził po zamarzniętym jeziorze, więc na pewno lód się załamał i chłopak utonął. Trudno było w to wierzyć. A jednak Roman czekał na roztopy, bo wtedy miało wypłynąć ciało syna. Nigdy nie wypłynęło. Dzisiaj Roman przestał patrzeć na jezioro, jakby dla niego nie istniało.

Jędrzej i Kamil wylądowali w jednym ośrodku wychowawczym, daleko od rodzinnych domów, żeby utrudnić ucieczkę. Gdy zaginęli, mama Kamila, Bożena odnalazła mamę Jędrzeja, Kaśkę. Razem szukały odpowiedzi, co stało się z ich synami. Nawet u jasnowidzów. To od nich dowiedziały się, że chłopców zamordowano. Uwierzyły, bo bezsilność i brak informacji były nie do zniesienia. Urządziły chłopcom symboliczny pogrzeb, tylko we dwie. Żeby pozwolić sobie na żałobę.

Anna Fryczkowska dotknęła jednego ze społecznych tabu. To nawet nie  same zaginięcia, ale reakcja na cierpienie. O takich tragediach – nie do wyobrażania przez tych, których nie dotknęły – nie chce się słuchać. Łatwiej odwrócić wzrok. Odsunąć się, żeby nie bolało. Nie odsuwajmy się, wejdźmy na chwilę w buty rodziców zaginionych dzieci. Posłuchajmy, co mają do opowiedzenia. Może dzięki temu wyostrzy nam się wzrok i kiedyś zapobiegniemy podobnej tragedii. Dobrze, że Fryczkowska napisała „Równonoc”.

Anna Fryczkowska, „Równonoc”, Wydawnictwo Od deski do deski.

Autorka zmieniła imiona i nazwiska bohaterów, a także nazwy miejscowości.

Maria Fredro-Boniecka
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę