Znaleziono 0 artykułów
11.06.2019

Yvonne Strahovski: Siostrzeństwo ma się dobrze

Yvonne Strahovski (Fot. Getty Images)

Grana przez Australijkę polskiego pochodzenia Serena Joy z pokazywanego w HBO serialu „Opowieść podręcznej” to jedna z czołowych architektek Gileadu. Kobieta targana wewnętrznymi sprzecznościami, choć pomogła zbudować państwo odmawiające praw jej samej i innym kobietom, w trzecim sezonie coraz odważniej się buntuje.

„Opowieść podręcznej” Margaret Atwood została pierwotnie wydana w 1985 roku. Myśli pani, że po trzydziestu latach ten tekst pozostaje aktualny?

Był aktualny wtedy i, niestety, wciąż taki pozostaje. A minęło już przecież tyle lat od czasu pierwszego wydania tej książki… Margaret Atwood zawsze mówiła, że „Opowieść podręcznej” to nie fikcja. Tekst oparty został na prawdziwych wydarzeniach. Wszystko, co opisuje na kartach powieści, gdzieś na świecie się wydarzyło. Niestety teraz wcale nie jest lepiej. Ludzie nadal walczą o swoje podstawowe prawa. Niezmiernie mnie to smuci.

Jako Serena Joy w trzecim sezonie serialu (Fot. materiały prasowe)

Wielu dziennikarzy podkreśla, że „Podręczna” to opowieść niebezpiecznie bliska rzeczywistości.

Wszystkie te komentarze były dla nas ciekawe. Nie sądzę, żeby twórcy spodziewali się, że „Podręczna” stanie się tak znaczącym symbolem. Nie mogli przecież przewidzieć, że nastanie taki, a nie inny klimat polityczny. Serial powstał, żeby dać widzom wartościową telewizję – ciekawy temat, dobre role, spektakularne ujęcia. Zdjęcia były realizowane przed wyborami. Nikt nie wiedział jeszcze, że Trump wygra. Proszę pamiętać, że w Ameryce do ostatniej chwili uważano, że to niemożliwe. Nie wiadomo, czy serial byłby tak mocno odbierany przez publiczność w USA, gdyby zwyciężczynią wyborów została Hillary Clinton. „Podręcznej” dziwnym sposobem udaje się przewidzieć przyszłość. Nasi scenarzyści muszą być chyba wróżkami!

(Fot. Dennis Leupold)

Kultura przyzwyczaiła nas do tego, że ból kobietom zadają mężczyźni. W serialu uderza to, że kobiety krzywdzone są przez inne kobiety, takie jak Serena Joy.

Myślę, że serial pokazuje dwie strony. Z jednej strony mamy tę okropną Serenę. Dzięki tej postaci widzimy, jak i dlaczego kobiety potrafią krzywdzić inne kobiety. Z drugiej strony, naświetlając wzajemne relacje podręcznych, pokazujemy, że siostrzeństwo ma się dobrze. Ten temat będzie rozwijany szczególnie mocno w trzecim sezonie.

Strahovski (Fot. FaceToFace/REPORTER/EastNews)
Strahovski w ciąży (Fot. Getty Images)

Trudno mi pojąć, co mogła czuć Serena, współtworząc Gilead. Pani próbowała ją zrozumieć?

Mam z Sereną nieoczywistą relację. Nie lubię jej jako osoby, ale ją gram, zatem moim obowiązkiem jest umieć myśleć tak jak ona. Żebym mogła pracować, to, co robi Serena, musi mieć w moim sercu i głowie jakiś sens. Myślę o tym w taki sposób: Serena jest osobą bardzo wierzącą, konserwatywną. Według niej dzieci rodzące się w świecie, w którym kobiety są w większości bezpłodne, to cud. Była przekonana, że ludzkość zmierza ku katastrofie, więc chciała pomóc ją uratować. Zainspirować kobiety, żeby rzuciły pracę i bardziej skupiły się na sprawach domowych, szczególnie na dobru, zdrowiu i wychowaniu dzieci. Według niej świat nie powinien kręcić się tylko wokół pracy. Za ważniejszy uznaje czas spędzony z rodziną i ten przeznaczony na praktyki religijne. Myślę, że na początku jej intencje były czyste. Potem mężczyźni zabrali jej głos. Niespodziewanie sama musiała zacząć żyć według nowych zasad.

Można powiedzieć, że ona zachowuje się wyjątkowo ohydnie, bo jest manipulantką. Ale ona też musi przetrwać w Gileadzie. Mimo że jest uprzywilejowana, nie ma wyjścia – nie może się rozwieść, nie może wyjechać, musi jakoś w tym układzie przeżyć. Myślę, że także z tego powodu tak bardzo marzy o dziecku. W tym całym nieszczęściu ma przynieść jej radość. Ten stan utrzymuje się do momentu, w którym ustrój Gileadu dotyka ją fizycznie – zostaje jej obcięty palec.

Kadr z trzeciego sezonu serialu (Fot. materiały prasowe)

Wydaje mi się, że trzeci sezon będzie dla Sereny przełomowy.

Gdy poznaliśmy Serenę, była złamaną kobietą, która nosiła niezwykle twardą maskę skrywającą emocje. Im bliżej narodzin wyczekiwanego dziecka, tym zaczyna być widać, co dzieje się w jej wnętrzu. Myślała, że wie, co to znaczy być dobrą matką. Co to tak naprawdę znaczy, odkryła dopiero pod sam koniec drugiego sezonu, gdy oddała June „swoje” dziecko. To, co dla Sereny było największym poświeceniem, było dla dziecka najlepsze. Od tego momentu zaczyna się trzeci sezon. Moja bohaterka jest załamana, chociaż rozumie, że Gilead to nie jest miejsce dla małej dziewczynki. Nienawidzi męża, który ja bił. A do tego wierzy, że miał ogromny wpływ na okrutną decyzję o obcięciu jej palca. W tym sezonie Serena będzie walczyła ze swoimi emocjami. Do największych spięć dojdzie na linii serce-głowa.

Podczas kręcenia serialu była pani w ciąży. Jakie to było uczucie? 

Trochę się bałam. Serena to postać, której towarzyszy negatywna energia. Chroniłam się przed nią. W ogóle starałam się nie myśleć o tym, że są między nami więzi. Nawet jeśli były one ironiczne, bo przecież Serena nie może mieć dziecka, a ja byłam w ciąży. Teraz, kiedy jestem już matką, tym mocniej czuję, że dzieci są najważniejsze. Trzeba walczyć o ich przyszłość i bezpieczeństwo. 

Serena Joy (Fot. Rex Features/East News)

Czy wie pani, że na marszach w obronie praw kobiet, także w Polsce, gdy przyleciał do Warszawy Donald Trump, niektóre dziewczyny przychodziły ubrane w czerwone płaszcze i czepki?

Polska wcale nie jest dla mnie obcym miejscem. Wciąż mieszka tu moja rodzina. Mam silne związki z Polską. Staram się być na bieżąco z tym, co się dzieje w kraju. Moi rodzice regularnie opowiadają mi, co obejrzeli w polskich serwisach informacyjnych. Widziałam więc manifestantki w strojach inspirowanych serialem. Czerwony strój stał się mocnym symbolem pewnie już na zawsze. To szalenie inspirujące być częścią serialu, który prowokuje kobiety do walki o swoje prawa. Szkoda, że nie mamy ani chwili odpoczynku. Cały czas musimy tę walkę toczyć. Osobiście uważam, że kobieta, która znalazła się w sytuacji niechcianej ciąży, może tylko sama podjąć decyzję o aborcji. Żadne prawo ani żadna inna osoba nie powinny ograniczać jej wolności.

(Fot. Dennis Leupold)

 

Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę