Znaleziono 0 artykułów
26.05.2022

„Zbrodnie przyszłości”: Wiwisekcja świata

26.05.2022
(Fot. materiały prasowe)

W najnowszym filmie Davida Cronenberga, „Zbrodniach przyszłości”, ludzie całkowicie tracą zdolność odczuwania fizycznego bólu. Otwiera to drogę do eksperymentów na ich wewnętrznych organach i stawia pytanie o granice ludzkiej cielesności. W dystopijnym horrorze kanadyjskiego reżysera oglądamy Kristen Stewart, Viggo Mortensena i Léę Seydoux.

Akcja filmu rozgrywa się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Saul Tenser (Viggo Mortensen) to niekwestionowany król wśród artystów performerów. Przestrzenią jego działań, podobnie jak u Mariny Abramović, Any Mendiety czy Piotra Pawlenskiego, jest własne ciało. Tenser, jak wielu mu współczesnych, jest post-człowiekiem. Oznacza to, że nie odczuwa bólu, a jego ciało stale mutuje i ewoluuje, wytwarzając nowe, nieznane nauce organy. Artystyczna partnerka Tensera, Caprice (Léa Seydoux), oraz była chirurżka, zajmuje się ich endoskopowym tatuowaniem. Następnie, na oczach zachwyconych widzów, rozcina nic nieodczuwającego artystę i usuwa misternie przyozdobione fragmenty ze środka ciała.

(Fot. materiały prasowe)

Liczy się wnętrze

Panuje przekonanie, że ewoluujące ciała zwiastują koniec człowieczeństwa, dlatego sytuację mają na oku odpowiednie władze. Tenser i Caprice katalogują swoje kolejne odkrycia w specjalnym biurze, kierowanym przez niejakiego Wippeta (Don McKellar) z pomocą nerwowej asystentki Timlin (Kristen Stewart). W tle mamy jeszcze policjanta, z którym w tajemnicy przed wszystkimi kontaktuje się Tenser, donosząc o wszelkich naruszeniach prawa w kwestii neoorganów. Tak zresztą mężczyzna trafia na Konkurs Wewnętrznego Piękna, wydarzenia mającego wyłonić najbardziej nieoczywiste, zaskakujące wnętrze ciała.

Na peryferiach akcji kręci się też tajemniczy Lang (Scott Speedman), który pragnie namówić Tensera i Caprice do wykonania w ramach performance’u autopsji jego tragicznie zmarłego syna. Chłopiec został zamordowany przez własną matkę, ponieważ żywił się wyłącznie plastikiem. Można powiedzieć, że wyprzedził czasy i wyewoluował do życia w zniszczonym przez przemysł i zaśmieconym plastikiem Antropocenie. Kobieta nie potrafi dostrzec w nim syna, jedynie dziwoląga, który wywołuje nienawiść i wstręt.

(Fot. materiały prasowe)

Bolesne rozkosze

Po obejrzeniu jednego z występów pary Timlin zwierza się Tenserowi, mówiąc, że „dziś operowanie zastąpiło seks”. Choć ludzkość wciąż rozmnaża się w „klasyczny” sposób, to erotyczne napięcie towarzyszące chirurgicznej penetracji Tensera przez Caprice jest nie do ukrycia. Zresztą artysta, jak sam przyznaje, „nie jest zbyt dobry w seksie starego typu”, mając na myśli pocałunki i pieszczoty. Za to nacięcie skóry wywołuje u niego dreszcz. Pojawia się pytanie, czy skoro nie czuje bólu, może odczuwać rozkosz? Choć u Cronenberga na ekranie rozbierają się głównie kobiety, ciekawe wydaje się odwrócenie ról, towarzyszące performance’om dwójki bohaterów. To Caprice penetruje Tensera, to ona ma władzę i umiejętności. On, rozłożony na plecach w specjalnie przerobionym sarkofagu do autopsji, jest w pełni zdany na jej łaskę, niczym wywrócony na plecy żuk.

(Fot. materiały prasowe)

Zbrodnie na ciele

„Zbrodnie przyszłości” otwierają ciekawą dyskusję na temat ciała. Tego, czym jest jego „naturalny” stan. Tatuaże, skaryfikacje, operacje plastyczne, wymóg bycia fit – wszystko to da się tu zobaczyć w dużym powiększeniu. U Cronenberga władze rezerwują sobie prawo do decydowania o ciałach obywateli w oparciu o subiektywne przekonania. Wartościują i budują arbitralny system wartości oraz oparte o niego procedury. Każdy sprzeciw wobec tej sytuacji jest niezgodny z prawem, a opozycja musi działać w podziemiu. Trudno nie odnajdywać w przedstawionej na ekranie fantazji odniesień do aborcyjnych walk czy to w Polsce, czy w USA.

Jak zwykle u Cronenberga filmowy świat pełen jest stylowych przestrzeni i futurystycznych projektów. Sarkofag, z którym Tenser i Caprice występują, przypomina szarozieloną skorupę żuka giganta. Dołączony do niego pilot przywodzi na myśl ciemną, wilgotną zabawkę erotyczną o waginalnym kształcie. Specjalnie zaprojektowane łóżko artysty to kombinacja wyściełanej ciałopodobnym materiałem skorupy od orzecha włoskiego z mackami kosmity. Mające ułatwiać przełykanie i trawienie specjalne krzesło karmiące wygląda jak ludzki kręgosłup pogięty w funkcyjne kształty przez Antonio Gaudiego. Mroczny, ale i sarkastyczny w interpretacji Mortensena Tenser przez całą akcję przemyka po ekranie w czarnym stroju przypominającym płaszcze Sithów z „Gwiezdnych wojen”. Dresscode Caprice to klasyczna elegancja. Inspirowane latami 80. i 90. suknie wpasowują się w niosący całość klimat onirycznego noir. Nawiązując poprzez fason i materiał do minionych czasów, korespondują z dystopijnym charakterem ekranowej przyszłości, gdzie wszystko jest przetworzone, zakurzone, zlutowane. Jak blizny po czasach dawnej świetności. Świat, by przetrwać, musiał stać się Frankensteinem.

(Fot. materiały prasowe)

Łagodność w skali Cronenberga

Przed festiwalem w Cannes, gdzie jego najnowsze dzieło miało światową premierę, Cronenberg uprzedzał, że będzie to seans, z którego mogą wychodzić widzowie. Znając dotychczasową twórczość autora „eXistenZ”, „Nagiego lunchu”, „Pająka” czy „Crash”, mogło to zapowiadać niedający się wytrzymać zalew przemocy lub obrzydliwości. Kanadyjczyk słynie z przekraczania granic, ironicznych konfrontacji z konformizmem i dulszczyzną widzów. Jednak wbrew zapowiedziom na Croisette zielonych na twarzy i wybiegających z kina tłumów nie było. „Zbrodnie przyszłości” to film, jeśli mierzyć skalą kontrowersyjnego mistrza, wręcz łagodny, pełen trudnej do zdefiniowania słodyczy. W dialogach, ale także na poziomie inscenizacji, nie brakuje humoru, ironicznego dystansu. Owszem, podważanie tabu jest tu na porządku dziennym, ale wydarza się raczej w przestrzeni wartości, intelektu. Echem odbija się w powracających pytaniach: „Czym jest człowiek? Czym jest człowieczeństwo?”. Na ekranie nie brakuje rozciętych ciał, krwi i wnętrzności, ale bardziej niż wulgarnością czy sadyzmem całość pachnie poezją, melancholią i nieoczywistym pięknem. Zarówno wewnętrznym, jak i zewnętrznym.

Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę