Znaleziono 0 artykułów
06.04.2022

Irina Dzhus o ucieczce z Kijowa: Ulubione projekty marki założyłam na siebie

06.04.2022
Fot. materiały prasowe

Ulubione projekty mojej marki założyłam na siebie – to był jedyny sposób, by zabrać je podczas ucieczki – mówi Irina Dzhus. Z jedną z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych ukraińskich projektantek rozmawia Michał Zaczyński.

DZHUS to konceptualna marka wielofunkcyjnych ubrań i dodatków, założona w 2010 roku przez Irinę Dzhus. Wegański i przyjazny środowisku brand otrzymał w 2019 roku prestiżową ukraińską nagrodę Best Fashion Award w kategorii najlepszej marki cruelty-free, a w dwóch kolejnych latach nominację dla marki zrównoważonego rozwoju. DZHUS znalazła się także na shortliście International Woolmark Prize. Do czasu wybuchu wojny dostępna była w butikach w Japonii, USA, Emiratach, Portugalii czy Australii. Z założycielką marki, projektantką Iriną Dzhus, rozmawiamy o wydarzeniach, które zmieniły jej życie prywatne, jak i zawodowe.

Gdzie zastała cię wojna?

Razem z mężem, który jest także moim partnerem biznesowym, w Wyszogrodzie, na północnych przedmieściach Kijowa. Niestety, okazały się najbardziej niebezpiecznymi – nasza okolica została ostrzelana jako jedna z pierwszych. O świcie 24 lutego nie mogłam spać, wystarczająco już wtedy przerażona doniesieniami zagranicznych mediów. Mój mąż Anatolij oglądał w tym czasie agresywną przemowę Putina. Gdy tylko ogłosił on wojnę, natychmiast usłyszeliśmy wokół nas eksplozje. Byłam wstrząśnięta. Spakowałam się w pięć minut w pierwszą lepszą torbę. Zadzwoniliśmy do rodziny, by sprawdzić, czy wszyscy żyją, a następnego dnia zabraliśmy nasze trzy koty do najbliższej piwnicy, gdzie spędziliśmy dwie doby, razem z naszymi sąsiadami, ich dziećmi i zwierzętami. Niestety koty nie wytrzymują w nosidłach, to dla nich zbyt stresujące. Dlatego mąż zabrał je do domu i siedział tam razem z nimi, a ja kolejne dwie doby spędziłam w schronie.

Kiedy i jak uciekliście?

Gdy tylko na chwilę w Kijowie przycichło. Znajomy zgodził się podrzucić nas do stacji metra, które tego dnia akurat działało, i udaliśmy się na dworzec. Tylko mnie pozwolili na ewakuację, więc wraz ze zwierzętami pojechałam do znacznie bezpieczniejszego Lwowa, ale już następnego dnia do pociągu wpuścili także męża. Jechał do mnie w ścisku na stojąco przez dziesięć godzin. We Lwowie podjęliśmy trudną decyzję o tymczasowym rozstaniu. Ja pojechałam do Polski, on został na zachodzie Ukrainy. Po kolejnej wyczerpującej podróży dotarłam w końcu do waszego kraju, gdzie wspaniali znajomi zaoferowali mi schronienie.

Fot. Fot. materiały prasowe

Oprócz męża w Ukrainie została także twoja rodzina?

W ciągu kilku dni przekonałam jedyne żyjące bliskie mi osoby – mamę i ciocię – by opuściły Charków. Zszokowane nieustannym bombardowaniem i ruinami wokół, zaryzykowały przedostanie się pod polską granicę i są już tutaj. Mój mąż z kolei wraz ze swoją dużą rodziną zostali w Ukrainie, są zaangażowani w obronę terytorialną i pomoc medyczną. Jestem z nich dumna.

A co z twoimi współpracownikami?

Pracuję z czterema szwalniami w Kijowie; żadna z nich obecnie nie funkcjonuje. Wszyscy na szczęście żyją. Niektórzy z naszych współpracowników – fotografowie, twórcy wideo czy modelki – zostali w Kijowie, by bronić miasta przed najeźdźcą. Większość jednak ratowała się ucieczką. Mowa także o projektantach. Jestem z nimi w kontakcie i wiem na przykład, że część z nich zdołała zabrać swoje kolekcje, by sprzedać je za granicą, albo dała nawet radę załapać się na międzynarodowe imprezy modowe.

Miałaś szanse zabrać coś z domu?

Mogłam wziąć tylko jedną torbę z selekcją ubrań z naszej kolekcji na obecną wiosnę i lato, co i tak było wielkim szczęściem. Poza tym, mając ręce wystarczająco zajęte zwierzakami, zabrałam mały plecak z prywatnymi rzeczami – kilka niezbędnych drobiazgów i trochę biżuterii od ukraińskich projektantów, do której byłam przywiązana. Ulubione projekty mojej marki założyłam na siebie – to był jedyny sposób, by uratować je podczas ucieczki.

W artykule opublikowanym na łamach „Vogue Business” jedna z najbardziej znanych ukraińskich projektantek Anna October powiedziała, że zamierza pokazać w Paryżu nową kolekcję, by utrzymać swój biznes i wspierać rodaków, którzy z niego żyją. To powszechne myślenie?

Niektórzy ukraińscy projektanci już wcześniej współpracowali z producentami z zagranicy i w całości przenoszą właśnie swoje firmy, by działać na obczyźnie. Są jednak i tacy, którzy czują się zbyt zdezorientowani i zdołowani, by robić cokolwiek. Albo uważają, że moda w obecnych czasach nie ma sensu. Ja nie wyobrażam sobie życia bez DZHUS-a. Może nie zabrzmi to jakoś wyjątkowo patriotycznie, ale uważam, że wartość mojej marki jest na tyle wyjątkowa, że zrobię wszystko, by ją reaktywować. Pomimo strachu i bólu nie przestałam być zmotywowana do tworzenia mody. Przeciwnie – moja marka to najważniejszy dla mnie powód, by nie poddać się i przetrwać. Uważam, że innowacje projektowe i wartości etyczne, które DZHUS wnosi do mody, są cennym dziedzictwem, którego nie mam prawa porzucić, bez względu na przeszkody, jakie obecnie napotykam.

Fot. materiały prasowe

Jak ci idzie?

Krok po kroku wracam do pracy. Po pierwsze, zaczęłam kampanię sprzedaży rzeczy, które przywiozłam. Zyski podzielę między markę, ukraińską armię i schroniska dla zwierząt, więc nasi klienci mogą tym razem realnie pomóc Ukrainie. Po drugie, zaczynam projektować nową kolekcję, siłą rzeczy o najbardziej nietypowych inspiracjach, po jakie przyszło mi sięgnąć.

Jeśli ta tragedia potrwa dłużej, zamierzam skontaktować się z lokalnymi polskimi szwalniami. Chętnie zatrudnię rzemieślników z Ukrainy, by pracowali ze mną, dopóki nie będziemy mogli bezpiecznie wrócić do kraju.

Jak możemy wam jeszcze pomóc?

Zatrudniając ukraińskich pracowników. Nie tylko tych, którzy uciekli, ale i tych, którzy zostali w mojej ojczyźnie, a mogą pracować zdalnie. Pomyślmy o tysiącach mężczyzn, którzy stracili dochód i możliwość zarobku, ale – zgodnie z przepisami obowiązującymi w stanie wojennym – nie mogą wyjechać z kraju.

Ważne też, by media nie zapominały o Ukrainie tak długo, jak trwa wojna. Sama głośno będę mówiła o terrorze, jaki Rosja stosuje wobec mojego kraju, i nie pozwolę naszej międzynarodowej społeczności zapomnieć, jakiego koszmaru doświadcza w XXI wieku europejskie państwo. Już teraz jednak widzę, że informacji o naszej tragedii jest mniej niż na początku, a o zbrodniach powinno się mówić każdego dnia.

Michał Zaczyński
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę