Znaleziono 0 artykułów
09.12.2018

5 miejsc w Polsce, które warto odwiedzić w 2019 roku

Dom na piekle( Fot. dzięki uprzejmości właścicieli)

Ciche, spokojne, sielskie. Niezadeptane przez turystów, choć oddalone zaledwie o kilka godzin jazdy samochodem od wielkich miast. Odkryj najpilniej strzeżone sekrety podróżników.  

Niebo do wynajęcia

Dom na piekle (Fot. dzięki uprzejmości właścicieli)

Dom na Piekle w Odkrzykoniu założony przez Zuzię Górską, mimo że wymaga jeszcze kilku ostatnich szlifów, zanim otworzy swoje podwoje na gości, polecamy na podkarpacką wycieczkę już teraz. Wielbicielki polskich marek nazwisko to kojarzą przede wszystkim z torebkami, które Górska szyje od 2010 roku, ale kto śledzi ją na Instagramie, wie, jak pięknie mieszka projektantka. Jej ponadstuletni przytulny dom stoi na wzgórzu z widokiem na Beskid Niski. Jest stworzony do wylegiwania się – na przeszklonym tarasie pełnym wygodnych kanap i foteli, w salonie przy kominku, a latem na trawie w ukwieconym ogrodzie lub przy basenie. W tym roku Zuzia postanowiła w swoim domu otworzyć agroturystykę, a sama przeprowadza się nieopodal. Ciepło, jakie bije od jej rodziny, z pewnością pozostanie w tych czterech kątach, ale co jeszcze będzie czekać na gości? Oprócz nieskończonych możliwości odpoczynku także narty biegowe i zjazdowe, szlaki spacerowe i rowerowe, lasy pełne jagód i grzybów, a w pobliżu także ruiny zamku Kamieniec. Jego fascynująca historia stała się dla Aleksandra Fredry inspiracją do napisania „Zemsty”. Na domatorów czekają konsola do gier, doskonale wyposażona kuchnia i jadalnia stworzona do wydawania przyjęć. Do domu prowadzi ślepa droga, która zupełnie znika zimą. W sąsiedztwie nie ma nikogo, można więc poczuć się jak na prawdziwym końcu świata. Pierwsi goście mają odwiedzić dom w okolicach Bożego Narodzenia. Aby nie przegapić otwarcia jego gościnnych progów, polecamy śledzić Zuzię w mediach społecznościowych.

Polski biegun ciepła

Siedlisko Klangor (Fot. Katarzyna Stadejek)
Siedlisko Klangor (Fot. Katarzyna Stadejek)

Suwalszczyzna, choć oddalona zaledwie o parę godzin jazdy samochodem z Warszawy,  wydaje się leżeć niemal na końcu świata. Może dlatego jest często pomijana w wakacyjnych i weekendowych planach na rzecz bliższej Warmii czy Mazur. Gdzie jednak najlepiej odpocząć od zgiełku miasta, jak nie w głuszy? W otulinie Suwalskiego Parku Krajobrazowego, ukryte wśród pól i zagajników, mieści się Siedlisko Klangor w Kłajpedce. Łatwiej tu spotkać sarnę lub łosia, niż sąsiada. Drewniany dom jest ciepły, jasny i przestrzenny, mieści kilkunastu gości. W sypialniach pachnie lasem, który widać z okien, a na parterze po kątach snuje się muzyka, kuszą miękkie kanapy, kominek i szereg nalewek na ozdobnym kredensie. To z pewnością pomoże w odpoczynku, ale w Siedlisku czas można spędzić także aktywnie. Zimą czekają narty biegówki i kuligi z psami zaprzęgowymi, które hodują gospodarze, a latem rowery, spacery i kajak do spływania Rospudą. Najbliższe jezioro – Hańcza, jest najgłębsze w Polsce i jednocześnie krystalicznie czyste. Pięknych wspomnień dostarczy też tutejsza kuchnia – pyszna i domowa, bardzo sezonowa i z lekka francuska. Jak zupa, to w ozdobnej wazie, jak ciasto czy chleb, to jeszcze ciepłe. Większość produktów, z których się tu gotuje, pochodzi z własnej uprawy, nabiał od okolicznych farmerów, ryby z jezior, a grzyby z lasów. Trudno powstrzymać się od dokładek, ale to w końcu polski biegun zimna i warto zadbać o izolację cieplną!

Tajemniczy ogród

Domek ogrodnika (Fot. dzięki uprzejmości właścicieli)
Reklama

Warmia i Mazury to niezwykle wdzięczny region, ale najpopularniejsze agroturystyki swoje kalendarze mają zapełnione już na długo przed sezonem. Na szczęście między jeziorami i pagórkami nadal można znaleźć perełki. O serach z Owczarni Lefevre słyszał już pewnie każdy smakosz, podobnie jak o ich twórcy, Stephanie, który porzucił dyrektorowanie w firmie produkującej suknie ślubne pod Paryżem i stał się hodowcą owiec w Kiersztanowie na Warmii. Jego sery zdobywają nagrody w konkursach i występują w kartach najlepszych restauracji. W ekologicznym gospodarstwie rodziny Lefevre’ów od wiosny tego roku, ukryty w ogrodzie warzywnym, stoi kameralny Domek Ogrodnika. Z okien rozciągają się widoki na pobliskie lasy i łąki, a w środku jest miejsce dla czterech osób, więc nie ma mowy o tłoku przy śniadaniowym bufecie czy hałasujących sąsiadach, no chyba że owce nie będą chciały zamilknąć. Zaznać tu można przede wszystkim spokoju, ale i rozkoszy podniebienia, bo gospodarze przygotowują dla swoich gości śniadania i obiadokolacje z produktów własnych lub od zaprzyjaźnionych rolników. Sera, domowego pasztetu z królika i innych francuskich frykasów z pewnością nie zabraknie. O dostępność trzeba pytać bezpośrednio na Facebooku owczarni, bo właściciele nie ruszyli jeszcze z promocją.

Szczyt luksusu

Tatra Glamp (Fot. dzięki uprzejmości właścicieli)
Tatra Glamp (Fot. dzięki uprzejmości właścicieli)

Idea glampingu, czyli luksusowego kampingu, już jakiś czas temu zdobyła serca wymagających podróżników. Mieszczące się w przepięknych lokalizacjach obozy umożliwiają bliski kontakt z naturą, a przy tym są wyjątkowo komfortowe. Nie trzeba martwić się o pogodę ani dźwigać specjalnego sprzętu, na miejscu czekają bowiem wygodne łóżko i puszysty szlafrok. Od niedawna na glamping można wybrać się także w polskie góry do Tatra Glamp w Bukowinie Tatrzańskiej. Klapnioki, które w gwarze góralskiej oznaczają kupę siana, przycupnęły latem tego roku na górskim stoku. To lekkie jak chmurki kopuły sferyczne wypełnione luksusem. Każdy z czterech namiotów ma widok na Tatry, wielkie, wygodne łóżko i wiele innych udogodnień. Oprócz stoków narciarskich i tras biegowych w okolicy są też szlaki rowerowe (w tym odcinek trasy wyścigu Tour De Pologne), stadnina koni i eleganckie termy Bukovina oddalone od obiektu 10 minut spacerem. Jeżeli tylko uda się oderwać wzrok od szczytów za oknem, nie zabraknie rzeczy do roboty.

Zamieszkać w muzeum

Dom Tkacza (Fot. dzięki uprzejmości właścicieli)

Dolny Śląsk od kilku lat jak magnes przyciąga wędrowców. Kusi klimatycznymi miasteczkami, uzdrowiskami i zamczyskami, to tu leżą najwyższy polski wulkan i najstarsze góry. To właśnie wśród nich stoi Dom Tkacza w Pieszycach. Został zbudowany w 1750 roku, a przez lata był schronieniem dla rzemieślników z tych okolic. Gdy przyszła rewolucja przemysłowa, zniknęli, zostawiając po sobie krosna, stemple do tkanin i historyczne meble. Urok domu dostrzegło i odkurzyło rodzeństwo, Joanna i Wojtek Siwcowie, którzy specjalizują się w przywracaniu do życia opuszczonych zabudowań w Górach Sowich. Z chęcią opowiadają o samym miejscu i okolicach, przytaczają historię tych terenów i podrzucają wskazówki na bliższe i dalsze wyprawy. Warto jednak dobrze przyjrzeć się wnętrzom domu, bo odtworzone zostały z wielkim szacunkiem dla tradycji i lokalnej architektury. Pokoi jest pięć, a w każdym z nich antyki i wiekowe obrazy, bo Dom Tkacza to coś pomiędzy skansenem, a muzeum.  Nieskażony pośpiechem i hałasem telewizora kryje w sobie magię Dolnego Śląska.

Katarzyna Stadejek
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę