Znaleziono 0 artykułów
07.07.2021

Agnieszka Polska: Alternatywne zakończenie

(Fot. Materiały prasowe)

– Jako dziecko miałam sen, który powracał, kiedy miałam gorączkę. Byłam małym ptakiem siedzącym na drucie telegraficznym. Czułam, że pode mną w kablu płyną ważne informacje, ja cała drżę, ale nie mam do nich dostępu. Dziś to uczucie zagubienia i dezorientacji do mnie powraca. Wiem, że jestem częścią gigantycznego systemu społeczno-technologicznego – mówi Agnieszka Polska. Opisywana przez artystkę scena otwiera film „Plan tysiącletni”, który do 19 września można oglądać w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

W muzealnej sali panuje ciemność, pośrodku znajdują się platformy do siedzenia dla widzów. Na przeciwległych ścianach ekrany, na których wyświetlany jest film. Akcja rozbija się na dwa obrazy. Historie łączą miejsce i czas, dzielą bohaterowie. 
Artystka przenosi nas w lata 50. W Polsce rozpoczyna się właśnie wielki plan elektryfikacji wsi. Obserwujemy parę młodych inżynierów idealistów realizujących projekt. Jednocześnie przyglądamy się życiu dwójki partyzantów, którzy wciąż ukrywają się w lesie, żyjąc wizją kolejnej wojny, która przywróciłaby dawny porządek.
To dwie wykluczające się rzeczywistości, jedna z nich wkrótce odpłynie w przeszłość.

Sekret wykradziony błyskawicom

Ale na razie jeszcze elektryfikacja jest tyko ideą. Artystka przeprowadza swoich bohaterów przez dziewiczy krajobraz, zanurzając widza w obrazach nieba, szelestach bujnych traw. Pozwala podejrzeć życie dzikich zwierząt.
W tych obrazach też tli się prąd, jest symbolicznie zaznaczony płomykiem życia. 

(Fot. Materiały prasowe)

I tak pojawia się zaskakująca myśl – prąd został zawłaszczony przez człowieka, a jest przecież naturalnym elementem przyrody i wciąż w niej krąży. Burza czy impuls elektryczny przebiegający przez strukturę w mózgu  to przecież nic innego jak elektryczność. W swojej fizycznej zasadzie ta sama, która zaraz dokona cywilizacyjnego przełomu, sprawi, „że dzień nigdy się nie skończy”. Uniezależni nasz rytm życia, ułatwi codzienne czynności. A za kilka dekad otworzy zupełnie nową perspektywę dla rozwoju technologii i wywróci dotychczasowy rozkład sił.

– Widzę uderzającą zbieżność między tym, co wydarzyło się wtedy, a naszymi czasami – mówi Polska. – 70 lat temu baliśmy się elektryczności, która wydawała się czymś magicznym i niepojętym, dziś dystansujemy się do sztucznej inteligencji, choć to technologia kreowana przez człowieka i karmiona wybranym przez ludzi zestawem informacji.
Artystka dostrzega też zagrożenia, a idylliczne obrazy przyrody przełamuje widokiem  rozświetlonego nocą miasta. – Bo prąd to dziś sprawczość. Jeśli energia jest magazynowana i koncentrowana, zamienia się we władzę i możliwość kontroli. Nie zauważamy tego na co dzień, ale za elektrycznością stoi wielki socjotechniczny twór.

 
(Fot. Materiały prasowe)

Miękka technologia

Polska w swojej pracy przyjmuje własną metodę twórczą. –Wychodzę zawsze od jakiegoś uczucia, emocji. Później pojawia się tekst poetycki. Część wizualna dołącza na końcu – mówi i zaznacza, że tworząc, zasila się wiedzą. Od dzienników chłopskich, które przybliżyły jej realia życia na polskiej wsi lat 20., przez konsultacje z historykiem Rafałem Wnukiem aż po teorię Kosmotechniki współczesnego filozofa Yuka Hui. To koncepcja, która zakłada, że technologia może rozwijać się nowym torem, stać się czymś więcej niż tylko funkcjonalnym narzędziem do poszerzenia ludzkiej pamięci  czy zastąpienia organów, jak to przyjęła zachodnia kultura. Hui zakłada, że zgodnie z filozofią Wschodu, technologia może otworzyć się na takie kwestie, jak moralność czy sztuka. Czy wtedy może zintegrować się ze współczesnym światem zamiast go niszczyć?

Agnieszka Polska (Fot. Materiały prasowe)

Ale film Polskiej jest przede wszystkim 30-minutowym doświadczeniem zanurzenia w obrazie, dźwięku i słowach. Zarysowana delikatnie akcja przeplata się z abstrakcyjnymi wizualizacjami, symfoniczną muzyką czy tekstem pieśni. 
„Niepewność to nadzieja” – wybrzmiewa głos, który może stać się jednym z kluczy do odczytania filmu, a rozbita na dwa ekrany narracja sprawia, że łatwiej nam wyobrazić sobie alternatywne zakończenie.

„Marzę o sytuacji, w której odbiorca po obejrzeniu wystawy sztuki współczesnej nie ma potrzeby, by iść jeszcze do próbującej go uwieść świątyni” – powiedziała kiedyś Polska w wywiadzie dla Culture.pl. Być może jej marzenie się spełni, bo film działa. Jest iskierką rozpalającą wyobaźnię. 

Basia Czyżewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę