Znaleziono 0 artykułów
21.08.2021

Aleksandra Jarmolińska: Wreszcie mogę mówić o Agacie „żona”

21.08.2021
(Fot. archiwum prywatne)

Zawodniczka polskiej reprezentacji w skeecie, czyli strzelectwie sportowym, zaraz po występie na igrzyskach olimpijskich w Tokio poleciała do Kopenhagi na ślub z ukochaną Agatą. 

Jak się czujesz po ślubie?

Świetnie! Od dnia ślubu ani razu nie zdjęłam obrączki. Cieszę się, że mogę wreszcie mówić o Agacie „moja żona”. Po dziesięciu latach związku określenie „dziewczyna” wydawało mi się już trochę niepoważne, „narzeczona” po siedmiu latach od zaręczyn też się znudziła.

Jaka jest Agata?

Ładna, mądra, zabawna – wspaniała. Na pewno spokojniejsza ode mnie. Ona jest w naszym związku tą odpowiedzialną, ja jestem narwana. 

Nigdy się nie kłócicie? 

Nie, i nigdy się ze sobą nie nudzimy. Znamy się z uczelni, chodziłyśmy razem na zajęcia na studiach magisterskich, potem na doktoranckich. Spędzałyśmy ze sobą właściwie całe dnie. W pracy nie rywalizujemy ze sobą, tylko sobie pomagamy. Mamy dużo wspólnych zainteresowań, ale też sporo równoległych, np. obie gramy w gry, ale ja na komputerze, a ona na konsoli.

Od dawna chciałyście wziąć ślub?

Tak. Przez długi czas miałyśmy nadzieję, że sytuacja w Polsce się poprawi. Teraz nie mamy już złudzeń. Nasze podejście do ślubu za granicą było ambiwalentne – co prawda mamy ładny papierek, ale w Polsce nic z tego nie wynika. Na ceremonię polecieli z nami świadkowie, rodzice oglądali na żywo na kamerze, bo zostali z naszymi psami w Warszawie. Zamiast wesela pojechałyśmy do Legolandu z dziesięcioletnią siostrzenicą. W podróż poślubną chcemy wybrać się do Disneylandu. 

Co miałaś na sobie na ślubie?

Garnitur kupiony kilka miesięcy temu. Na szczęście się zmieściłam się mimo kilku miesięcy lockdownu. Agata do ostatniej chwili nie wiedziała, którą sukienkę włoży. Zamówiła kilka, teraz odsyłamy niepotrzebne. 

Marzysz o równości małżeńskiej w Polsce?

Tak, ale nie wierzę, że w najbliższym czasie stanie się rzeczywistością. Chciałabym, żeby możliwe były przynajmniej związki partnerskie, które pozwalałyby nam na wspólne rozliczanie podatków. Już teraz myślę też o dziedziczeniu. Chciałabym poznać jedną osobę, która straciłaby na daniu nam równych praw… Może ludzie są po prostu nieszczęśliwi, więc chcą, żeby inni też nie dostąpili szczęścia.

Planujecie dzieci?

Raczej nie. Mamy warunki do tego, żeby adoptować, ale nie chcemy wychowywać dziecka w Polsce. Obawiamy się stygmatyzacji. Gdybyśmy żyły w normalnym kraju, pewnie byśmy to rozważyły.

Myślicie o wyjeździe z Polski?

Tak, chociaż nie chcę rezygnować ze sportu – trzyma mnie tutaj reprezentacja. Ale odkąd jestem żoną, myślę o wyjeździe częściej, bo wiem, że w innych krajach nasze małżeństwo jest ważne.

Kiedy dokonałaś coming outu? 

Pierwszy raz próbowałam wyoutować się przed rodzicami, gdy miałam 11 lat. Wtedy nie spotkało się to z wiekiem zrozumieniem. Nie dziwię się, w końcu byłam wtedy w ich oczach totalnym dzieckiem. Ale trudno się było nie domyślić, że jestem osobą LGBT. W liceum zaczęłam kupować „Playboya” (dla artykułów oczywiście!), którego tata ode mnie pożyczał. Rodzice mieli czas, żeby oswoić się z tą myślą. Teraz są absolutnie wspierający – kupili nam obrączki. Widzą, że jestem szczęśliwa, i cieszą się z tego.

A jak było w szkole?

W warszawskim Cervantesie, szkole częściowo artystycznej, było kilka innych osób nieheteronormatywnych. Nigdy nie czułam się tam dyskryminowana.

Jak zaczęła się twoja przygoda ze strzelaniem? 

Mama pracowała w policji i zabierała mnie na strzelnicę. Strzelanie mnie relaksuje. Wyobrażam sobie, że wszystkie problemy są jak cel, możesz do nich strzelać. Kiedyś trenowałam piłkę nożną, ale po wypadku nie mogłam już tak szybko biegać. W Polsce na poziomie światowym z dubeltówki strzelają tylko cztery dziewczyny, wszystkie w kadrze, dwie na igrzyskach. 

Uprawiasz sport amatorsko? 

Tak, jestem hobbystką, jak reszta polskiej reprezentacji. Wszyscy się tu znamy. W świecie sportu nigdy nie robiłam oficjalnego coming outu. Gdy widzę przejawy dyskryminacji, zwalczam je. Na pewno obecność moja i kilku innych osób LGBT działa normalizująco. Nigdy nie czułam, że nie mogę przyprowadzić żony na zawody.

 

(Fot. archiwum prywatne)

Jak było w Tokio?

Uprawiam sport, który nie jest ani specjalnie medialny, ani popularny. Nasze kwalifikacje nie były nawet transmitowane, a z moich występów jest chyba tylko jedno zdjęcie i dwa filmiki. W Tokio podobało mi się mniej niż w Rio, bo nie można było wyjść na miasto. Tak naprawdę nie byłam w Japonii, równie dobrze miasteczko olimpijskie mogłoby być pod Ciechocinkiem.

Oprócz sportu zajmujesz się nauką. 

Zajmowałam się do niedawna. Jestem magistrem bioinformatyki. Potem poszłam na studia doktoranckie, studiowałam w kolegium międzywydziałowym. Właśnie rozliczam ostatni grant i ostatecznie kończę przygodę z uniwersytetem.

Czym zajmowałaś się na uczelni?

Mój temat pracy doktorskiej, ostatecznie obronionej na informatyce, brzmiał: „Algorithms and models for protein structure analysis”. Bioinformatyka to badania biologiczne prowadzone na komputerze. Najprostszy przykład? Sekwencjonowanie genomów. Nie da się tego zrobić bez komputera, bo uzyskuje się miliardy sekwencji. Algorytmy pozwalają poskładać wyniki badań. Biolodzy potrzebują bioinformatyków, bo ręcznie nie są w stanie przerobić tak ogromnej ilości danych. 

(Fot. archiwum prywatne)

A gdzie teraz pracujesz?

W Google’u. Nie mam zbyt ścisłego wykształcenia programistycznego – zajęcia z informatyki i matematyki to była mniej więcej jedna trzecia naszego programu. W Google’u mogę uczyć się od ludzi z mojego zespołu, ekspertów z różnych dziedzin. Pracuję na stanowisku inżyniera oprogramowania. Jestem zębatką w wielkiej maszynie korporacyjnej i bardzo mi z tym dobrze. Podoba mi się to, że nikt do końca nie prowadzi nas tu za rękę, naprawdę możemy wykazać się kreatywnością. Pracuję teraz w zespole Cloud Composera, produktu chmurowego kierowanego do korporacji.

Przy wyborze pracy miało dla ciebie znaczenie, że twoja firma jest inkluzywna?

Nie zastanawiałam się nad tym, ale teraz z tego korzystam. Polityka antydyskryminacyjna naprawdę tutaj działa. Zaczyna się od prostych rzeczy – mogę dopisać żonę do pakietu medycznego w Medicoverze. Rozkręcam też lokalny oddział google’owskiej organizacji działającej na rzecz pracowników LGBT. W naszym newsletterze ukazała się informacja, że na igrzyskach pokazałam się w tęczowej maseczce. Mój menedżer powiedział, że jest dumny z mojej działalności. 

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę