Znaleziono 0 artykułów
17.03.2020

Anna Gacek: Przetrwam w pięknych sukienkach

Anna Gacek (Fot. Ula Kóska)

Na jej odejście z radiowej Trójki słuchacze zareagowali wzburzeniem. Współpracę ze stacją zakończył Wojciech Mann. Dziennikarka Anna Gacek zaczyna nową drogę zawodową w bardzo trudnym dla świata czasie. Zostanie w mediach czy zajmie się modą? W rozmowie w Vogue.pl mówi nie tylko o planach.

Jak wychodziłaś z radia po raz ostatni?

Środek nocy, skończyłam sprzątać mój radiowy pokój, mam ze sobą jedną torbę, pełną rzeczy. Cisza, spokój i tak po prostu wychodzę z miejsca, w którym spędziłam kawał życia. Pomyślałam: „Jakie to wszystko jest niewyjątkowe”. Ale w tej prozaiczności było coś kojącego. Po prostu wychodzisz – nic więcej niż to. 

Co pamiętasz z dnia, w którym przyszłaś do Trójki po raz pierwszy?

Było wrześniowe piątkowe popołudnie, przed wejściem do budynku radia leżały kasztany. Byłam kilka dni po przeprowadzce do Warszawy, zaczynałam tu studiować dziennikarstwo. Pracowałam przez całe lato i dużo z zarobionych pieniędzy zainwestowałam w nową garderobę. Dlatego pamiętam doskonale, że miałam na sobie nowy piękny wełniany czarny płaszcz, dżinsy 501, czerwony T-shirt i wysokie czarne szpilki. 

W tych samych szpilkach przyjechałam zresztą ze Śląska. Jak gdyby nigdy nic taszczyłam wielkie ciężkie torby na ponad 10-centymetrowych obcasach. Na Dworcu Centralnym doczłapałam się do przechowalni bagażu, zostawiłam te torby i w tych szpilkach weszłam do Warszawy. Zaczynałam od zera, nie znałam tu nikogo. Filmowy początek, można powiedzieć. 

Anna Gacek (Fot. Ula Kóska)

Po co ci te szpilki?

Taką wizję kobiecości wyniosłam z domu, moja mama jest bardzo kobieca. Nie widziałam jej w spodniach, w butach na płaskim obcasie, bez czerwonej szminki na ustach.

Większą część swojego dotychczasowego życia poświęciłaś pracy w Trójce?

Kto pracuje sercem, kto ma szczęście nazywać pracę pasją, nigdy nie rozdzieli życia zawodowego i prywatnego, bo to jedność. Całe dorosłe życie przepracowałam w Trójce. 19 lat. Napatrzyłam się na ludzi, którzy oddali temu miejscu wszystko. Wyciągnęłam z tych historii wnioski. Sama dałam bardzo dużo. Dni wolne, świąteczne, wakacje, nadgodziny. Całą moją wrażliwość na antenie, w wyborze piosenek. Moje emocje w rozmowach z artystami. Ale zawsze wiedziałam, co jest w życiu najważniejsze. 

A co jest?

Miłość, oczywiście.

Będziesz teraz projektować sukienki?

Zawsze uważałam, że dziennikarstwo muzyczne, szczególnie takie jak moje – bardzo aktywne, z festiwalami, koncertami, wyjazdami, wywiadami – kocha młodość. Wiele razy myślałam: „Dopóki masz tę niesamowitą energię, biegaj po backstageach”. Więc moda, chociaż ważna i obecna w moim życiu, musiała poczekać. 

Wydarzyła się teraz ciekawa rzecz: gdy stało się jasne, że odchodzę z Trójki, natychmiast zaczęłam mieć potrzebę noszenia „zbroi”. Takimi kostiumami zbrojami stały się dla mnie sukienki Vampires Wife. Przechodziłam w nich cały ten trudny tydzień. Pierwszą, najcięższą noc, przespałam w sukni Żony Wampira. Bardzo mnie to zaciekawiło – w taki sposób manifestowana potrzeba zadbania o siebie, ochrony siebie. 

Te sukienki, projektowane przez Susie Cave, żonę Nicka Cavea, reprezentują podnoszenie się po życiowej rewolucji, niechcianej, nieproszonej. Muszę zachować przy tym proporcje, bo w jej przypadku chodziło o stratę dziecka, ale nagle okazało się, że potrzebowałam podobnego mechanizmu obrony. Stało mi się coś złego i przetrwam to po prostu, w dodatku w pięknych sukienkach. 

Moda to nie jest banał, czego nasze historie są najlepszym dowodem, więc myślę, czy rzeczywiście to nie jest czas, bym zaczęła projektować? Chciałabym, żeby moje sukienki manifestowały siłę, kobietę w tych pięknych dekoltach i jedwabiach, więc powinny powstawać w momencie mojej siły. A zważywszy na to, co dostałam od ludzi w ostatnich dniach, kto wie, czy ten moment właśnie nie nadchodzi. Ale na pewno nie zostawiam dziennikarstwa.

Co takiego dostałaś od ludzi?

Tonę miłości od najbliższych, ogromną falę sympatii, wsparcia, empatii ze strony słuchaczy, znajomych, artystów, dużo propozycji pracy. Od opublikowania przeze mnie na Facebooku wiadomości o tym, że nie będzie mnie już w Trójce, moje posty osiągnęły prawie 10-milionowe zasięgi. To jest kosmos.

Anna Gacek (Fot. Ula Kóska)
Anna Gacek (Fot. Ula Kóska)

Wiedziałam oczywiście, jak słuchacze odbierają to, co robię. Pisali, że towarzyszę im w salach porodowych, ale też w najgorszych dniach, po rozstaniach. Były też oczywiście zabawne e-maile o tym, że ktoś spóźnia się do przedszkola po dziecko, bo siedzi w samochodzie, by wysłuchać audycji do końca. Czasem trudno było zachować powagę na antenie, gdy wyskakiwała wiadomość: „Siedzę pod rzeźnikiem, ale pani dziś gra!”

Który z listów najbardziej zapamiętałaś?

Poniedziałkowy wieczór, Aksamit. Kończę audycję, najważniejszą w niej płytą jest nowe koncertowe wydawnictwo Nicka Cavea. Ostatni raz zaglądam do poczty, a tam taka wiadomość: „Pani Aniu, dziś pochowałem moją żonę. Byliśmy razem kilka miesięcy temu na koncercie Cave'a na Torwarze, „Jubilee Street” to był jej ulubiony utwór tego wieczoru. Kiedy go teraz usłyszałem, myślę, że już tam dotarła i daje mi w ten sposób znać, żebym się nie martwił. Bardzo pani dziękuję”. 

Siedziałam potem w radiu godzinę, niezdolna się ruszyć. Radio to magiczne medium. Nasze głosy, obecne w domach słuchaczy, czynią z nas bliskich, domowników, prawie rodzinę. To wielki przywilej być tam zaproszonym. Wielka przyjemność.

Myślisz, że to dlatego twoje odejście sprowokowało taką lawinę komentarzy i reakcji?

Wiele się na to złożyło, począwszy od stylu, w jakim to się wszystko odbyło. Ludzie byli rozgoryczeni nie tylko tym, że nie ma mnie na antenie, ale i tym, że nie mogłam powiedzieć moim słuchaczom „dziękuję”. Musiałam więc zrobić to w mediach społecznościowych. No i się zaczęło.

Pomyślałam wtedy: „Jak by to było, gdyby w rzeczywistości sprzed internetu ktoś zdecydował, że Anny Gacek już nie ma w Trójce? Po prostu była dziewczyna, nie ma dziewczyny. Jak wtedy miałabym określać siebie na nowo? Ile czasu by mi to zajęło?” Bardzo doceniam, że teraz jest możliwość, by mieć swój głos w takiej sytuacji. I coś zamanifestować. W wiadomościach prywatnych piszą do mnie ludzie, którzy są w trudnym momencie życia, pracy czy na zakręcie – o tym, że pomaga im obserwowanie, jak ja przez to przechodzę.

Ja zaś doceniam te piękne gesty solidarności – przede wszystkim Wojciecha Manna, mojego wspaniałego wtorkowego antenowego partnera. Odszedł z Trójki dwa dni później. Gaba Kulka, Jan Młynarski – też zrezygnowali. Off Festival tak pięknie podziękował za naszą radiową współpracę – kolejne ogłoszenia przerzucili z anteny na swoje media społecznościowe, dokładnie o tej godzinie, o której normalnie zrobiliby to w mojej audycji.

Ta zmiana wydarzyła się w wyjątkowym czasie. Wszyscy, przez wirus, zostaliśmy bez sporego fragmentu życia. Jak przeżywasz ten czas w domu?

Mam poczucie, z absolutną świadomością powagi sytuacji, że to jest jakiś kosmiczny przypadek, dzięki któremu muszę się po prostu zatrzymać. Wszystko jest przesunięte, szczęśliwie nieodwołane. Nie pojadę do Kopenhagi na wernisaż wystawy Nicka Cavea. Musiałam zrezygnować z majowych nowojorskich wakacji. 

Przez ten niezwykły splot zdarzeń, muszę wyhamować i pomyśleć: „Za mną 20 lat zawodowej pracy spędzonej w jednym miejscu. Co dalej?”. Bardzo często przez te lata zastanawiałam się, jak wygląda życie gdzie indziej. Nie dlatego, że w Trójce było mi źle, ale z refleksją: „Czy mam być jedną z tych osób pracujących całe życie w tym samym miejscu?”. Wiem, jaką magią była Trójka i że dobrowolne pozostawienie jej byłoby prawdopodobnie najtrudniejszą, a być może niemożliwą zawodową decyzją. To znaczy, że nie przytrafiłoby mi się wiele fascynujących i nowych rzeczy, które – jak się domyślam – zdarzą się niedługo.

Anna Gacek (Fot. Ula Kóska)

Spędzając czas w domu, rozwijasz fantazje na temat książek, jakie przeczytasz, czy dań, które ugotujesz?

Zdecydowanie! Mam nową kulinarną fascynację – Alison Roman. Zrobiłam listę zakupów, żeby przetestować połowę przepisów z jej książek „Nothing Fancy” i „Dining In”. Zachwycam się też 800-stronicową niesamowitą historią „Saturday Night Live”. Czytam ją teraz, myśląc o tym, co wydarzyło się w moim życiu zawodowym. Lorne Michaels, genialny pomysłodawca SNL, szef programu do dziś, w taki sposób zarządza gwiazdami swojego show, że wykorzystuje ich talent, legendarnie bezlitośnie, ale też dba o tych najcenniejszych i najlepszych. Nie wypuszcza, jeśli wie, że ich kreatywność jest wartościowa i ważna, przyciąga tłumy. 

A Trójka nie zatrzymuje talentów?

Hm… Kiedy przyszłam do Trójki, miałam pełną świadomość, kto chodził tymi korytarzami, kto siadał za tym mikrofonem i nigdy nie przestałam o tym pamiętać. Łącznie z wrześniem ubiegłego roku, kiedy po raz pierwszy poprowadziłam Listę Przebojów. To był naprawdę jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia. Od dzieciństwa miałam zeszycik, w którym spisywałam notowania, podkreślałam na czerwono spadki, na zielono „do góry”, na niebiesko nowości, a na żółto pozycje obronione. Dlatego kiedy Marek Niedźwiecki poprosił, żebym poprowadziła Listę w jego zastępstwie, spełniło się jedno z moich największych marzeń. I jeszcze to, że z inicjatywy Marka – on bardzo cenił moją antenową pracę, niejednokrotnie mówił o tym publicznie i prywatnie. To dla mnie wiele znaczy. Ale, jak się okazało, zawodowy szacunek Wojtka, Marka, legend, ikon, sympatia słuchaczy, to wszystko nie ma znaczenia. 

Gdy lata temu zasiadłam za trójkowym mikrofonem, czułam wyróżnienie, bo stałam się częścią historii, dziennikarskiej elity. Dawałam z siebie bardzo dużo, wszystko, co miałam najlepsze. Byłam w tym coraz lepsza. Stałam się partnerem, nie tylko kimś, kto czuje wdzięczność. I zdecydowanie nie potraktowano mnie po partnersku. Co tylko dowodzi słuszności mojej intuicji, by zawsze zachowywać dystans do tego miejsca. Z tej perspektywy odejście było tylko otwarciem nowych możliwości, nie dramatem.

Jaką piosenkę włączyłabyś na koniec tej rozmowy?

W ostatnich dniach towarzyszy mi „The Steps” grupy Haim. Koniecznie z teledyskiem Paula Thomasa Andersona. Tam jest wszystko. Momenty delikatności i wybuch siły, narodzenie się na nowo. I te tytułowe kroki, które kogoś być może wkurzają, a tobie sprawiają dziką radość.

 

Fot:Ula Kóska 
Make up: Daria Mierzwa
Retusz: Katarzyna Kędroń

Marta Strzelecka
Sortuj wg. Najnowsze
Komentarze (2)

Dorota Gajos21.03.2020, 20:45
Strasznie mi brakuje muzycznych opowieści pani Anny...

Wczytaj więcej
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę