Znaleziono 0 artykułów
12.04.2019

Billie Eilish: Depresja na sprzedaż

Billie Eilish (Fot. materiały prasowe)

17-letnia Billie jest weganką, ma syndrom Tourette’a i nigdy nie chodziła do szkoły. Jej debiutancka płyta „When We All Fall Asleep, Where Do We Go?” okupuje właśnie pierwsze miejsce amerykańskiej listy przebojów.

Dyskutują o niej wszyscy, od nastoletnich blogerów, po dorosłych krytyków. Fani, odsłony i lajki w internecie idą w setki milionów, czego przykładem jest choćby najnowszy klip do piosenki „Bad Guy”, który w ciągu tygodnia od premiery obejrzano kilkadziesiąt milionów razy. Skąd taki kult jednostki we współczesnym show-biznesie, w którym gwiazdy błyskawicznie wschodzą i jeszcze szybciej gasną? Na razie premiera albumu spowoduje to, że praktycznie nikt nie uniknie kontaktu z intrygującą nastolatką, która zastanawia, straszy i na pewno zaciekawia.

Billie Eilish (Fot. materiały prasowe)

Sam nie będąc już nastolatkiem, natknąłem się niedawno na jej świetną piosenkę „When I Was Older” na znakomitej płycie z muzyką inspirowaną filmem „Roma” Alfonso Cuaróna, a gdy się dowiedziałem, że Eilish jest ulubioną wokalistką 11-letniego syna pewnego znanego mi prywatnie dramaturga i reżyserki teatralnej oraz obiektem gorących dyskusji mojej 15-letniej sąsiadki z rówieśnikami, postanowiłem na własne uszy przekonać się, czy Billie to rzeczywiście najlepsze, co przytrafiło się popowi w ostatnim czasie.

Płyta jest niezła, momentami nawet bardzo. Cieszy więc fakt, że rzesze młodych i bardzo młodych ludzi słuchają dobrego popu, a nie masowej tandety. Natomiast krytyka jest w pełni uzasadniona. Nie od dziś wiadomo bowiem, jak popkultura wpływa na życie jej odbiorców.

Powodów niespotykanej popularności młodej Amerykanki jest wiele. Eilish świadomie spienięża teen angst, czyli nastoletnią depresję. Jest dziwna, ponura, smutna. Nie uśmiecha się, śpiewa cicho i spogląda tajemniczo. To bezpośrednia spadkobierczyni pokolenia emo, kiedyś subkultury gotów, a jeszcze wcześniej nowych romantyków z lat 80. Na teledyskach rodem ze współczesnych horrorów (ogląda je namiętnie, inspirując się chociażby serialem „Żywe trupy” przy pisaniu tekstów), płacze potokiem granatowych łez. W przestrzeni będącej skrzyżowaniem nawiedzonego domu ze szpitalem psychiatrycznym po jej twarzy przechadzają się pająki, obce ręce wbijają w jej ciało strzykawki, a ona wije się w paroksyzmach z czarnymi soczewkami zamiast oczu. No i te werteryczne piosenki, których tytuły mówią same za siebie: „Bury a Friend”, „When The Party’s Over”, „Listen Before I go” czy „My Strange Addiction”. Brzmi znajomo? Kto z nas w czasie dorastania nie czuł się wyobcowany, samotny, nierozumiany? Nie miał lęków, nie myślał o bezsensie nastoletniej egzystencji, przeżywał bunt przeciwko wszystkiemu? Jak się okazało, atrakcyjnie opakowana nastoletnia depresja to nieśmiertelny temat, co pokazały miliony oddanych fanów Eilish na całym świecie.

Billie Eilish (Fot. materiały prasowe)

Jestem też przekonany, że w błyskawicznej karierze po singlu „Ocean Eyes” z 2015 roku (2.2 miliony odsłon na Soundcloudzie i 17 milionów na Spotify) pomógł Billie popularny serial Netfliksa „13 powodów” o samobójstwie nastolatki, w którym pojawiły się dwie piosenki wokalistki – „Bored” i „Lovely”. Przypadek? Nie sądzę. Potem epka, kontrakt z prestiżową firmą fonograficzną Interscope, wyprzedana w sekundę trasa koncertowa. A to wszystko w dwa lata!

Wizerunkowo i muzycznie Billie Eilish Pirate Baird O’Connell to córka Yolandi Visser z Die Antwoord i Trickiego, z powidokami Kurta Cobaina i pukającym gdzieś od spodu Robertem Smithem z The Cure. To ciekawe połączenie trip hopu, delikatnych elektroniczno-akustycznych ballad z pojawiającym się gdzieniegdzie dyskretnym, acz tanecznym nieomal bitem. Hipnotyczne melodie pociągają, a oryginalna produkcja sprawia, że te potwornie smutne piosenki stają się uwodzicielskie, a przez to niebezpieczne.

Bo to wszystko inteligentnie brzmi. Za ten noir pop w najlepszym wydaniu odpowiedzialny jest brat wokalistki, znany z serialu „Glee” aktor, a także utalentowany producent i kompozytor Finneas O’Connell. Rodzeństwo wywodzi się z rodziny irlandzkich i szkockich emigrantów mieszkających w Los Angeles. Mama, Maggie Baird, jest muzykiem, tata, Patrick O’Connell, aktorem. To właśnie Maggie pierwsza dostrzegała talent córki, gdy dwuletnia zaledwie Billie niezwykle dojrzałym głosem zaśpiewała w wannie „Twinkle Twinkle Little Star”. Całe dzieciństwo uczona w domu dziewczynka kształciła głos.

Płyta, która powstała ze współpracy Billie i Finneasa, jest ascetyczna, dźwięk przytłumiony, a głos Eilish przetworzony elektronicznymi efektami. Wycofana wokalistka śpiewa delikatnie, co jak piszą znawcy tematu, jest efektem skrajnej kompresji dźwięku i specjalnym sposobem nagrywania wokalu. W całości jest przyjemnie, onirycznie i klimatycznie. Dopiero zetknięcie się z wizualną odsłoną unaocznia mroczną stronę zjawiska, które nazywa się Billie Eilish. W popularności przerasta samą muzykę, stawiając pytania o przyszłość.

Przy niewątpliwym talencie młodej artystki zastanawiam się już teraz, co dalej. Jaki będzie jej kolejny krok, skoro z teen angst się wyrasta, i to dość szybko. Dojrzeje zarówno ona, jak i miliony jej wyznawców. Czy nie okaże się wtedy gwiazdą jednego sezonu? A może jej błyskawiczna kariera wywrze na współczesną popkulturę trwały wpływ? Na razie z ledwie skrywaną przyjemnością kiwam się przy bitach „Bad Guy” i „All The Good Girls Go To Hell”, potwierdzając prawdę zawartą w stwierdzeniu, że muzyka łączy pokolenia.

Maciej Ulewicz
Sortuj wg. Najnowsze
Komentarze (2)

Wyloguj się
Piotr Horzela
Piotr Horzela15.04.2019, 01:53
Dziewczyna jest kolejnym produktem show-biznesu tyle w temacie (tak jak był Bieber czy Martin graix albo Alan walker). Choć przesłuchałem kilka jej piosenek powiem że coś w sobie ma ale jest zbyt monotonna jak dla mnie, na uwagę zasługuje grono producentów które znakomicie wyprodukowało dla niej muzykę oraz wydobyło jej głos. Kończąc te moje piękne wywody dopisze tylko że idealnie wpasowała się w moment dla nowego pokolenia, gdzie każde szuka swojego idola, a tym właśnie jest Bille w tym momencie.

Wczytaj więcej
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę