Znaleziono 0 artykułów
01.06.2020

Debbie Harry. Życie bardzo artystyczne

(Fot. Getty Images)

Stworzyła styl ubierania, z którego tworzący punkowe i grunge’owe kolekcje projektanci do dziś czerpią pełnymi garściami. – Gdy zaczynaliśmy w połowie lat 70., nikt nie był nazywany punkiem. Ale ja byłam punkowa. Nadal jestem – wspomina Debbie Harry w wydanej niedawno autobiografii „Face It”. Frontmanka zespołu Blondie kończy wkrótce 75 lat. Sprawdzamy, co zawdzięcza jej moda.

Bezkompromisowa, wyszczekana i absolutnie oryginalna. Gdy była dzieckiem, mówiono, że jej idealne rysy twarzy i anielska buzia mogłyby zdobić słoiczki z zupkami Gerbera, ale ona – jak twierdzi – już wtedy miała buntowniczy, a nawet punkowy rys. Nikt wówczas, przyszła na świat w 1945 roku, o punku nie słyszał, ale ona czuła, że jest w niej coś innego. To przeczucie podsycała niewiedza o pochodzeniu. Urodzona jako Angela Tremble, miała kilka miesięcy, gdy została adoptowana przez państwa Harrych, którzy nadali jej imię Deborah. 

(Fot. Getty Images)

Od dziecka lubiła fantazjować. Nie znając biologicznych rodziców, wyobrażała sobie, że jest zaginioną córką Marilyn Monroe. Adopcyjnych rodziców przekonywała, że kiedyś będzie bogata i sławna. Zapytana w 1982 roku w wywiadzie dla BBC, skąd to przekonanie, mówiła, że chciała po prostu rozbawić samą siebie. Była uparta i konsekwentnie walczyła o to, czego żadnej kobiecie wcześniej się nie udało. Chciała być liderką popularnego rockowego zespołu. Zanim to się wydarzyło, musiała przejść drogę pełną przeszkód. 

Kabaretki z second handów 

– Odkąd pamiętam, kochałam modę. Kiedy dorastałam, nie mieliśmy wiele pieniędzy, większość moich ubrań była odziedziczona. W deszczowe dni, kiedy nie mogłam wyjść na dwór, otwierałam drewnianą skrzynię mamy, która była wypchana ubraniami zebranymi od znajomych i tymi, które zostały wyrzucone. Przebierałam się i snułam po domu w butach, sukniach i czymkolwiek, co zdołały dorwać moje małe rączki – wspomina Harry w wydanej pod koniec zeszłego roku autobiografii „Face It”. 

Ta słabość została z nią na długo. Jako frontmanka zespołu Blondie, Debbie chodziła po second handach i przerabiała ubrania, tak by były jeszcze bardziej oryginalne. – Kiedy Blondie pojawiła się na scenie w połowie lat 70., nawet nie śniliśmy, że zainteresują się nami projektanci. Nie mieliśmy dostępu do tego świata. Większość naszych wyborów – podarte kabaretki, bluzki z siatki i pospinane rzeczy – były tym, na co było nas stać. Styl Blondie to było skrzyżowanie glam rocka z dekonstrukcyjnym okresem punka i New Wave – wspomina Harry. 
Wielcy projektanci nie współpracowali wtedy z undergroundowymi artystkami. Dopiero później tworzący punkowe i grunge’owe kolekcje kreatorzy będą z jej pomysłów czerpać pełnymi garściami. 

(Fot. Getty Images)

Światła Manhattanu  

Debbie lubiła się wyróżniać, przyciągać uwagę. Doskonale też zdawała sobie sprawę ze swojej urody. Od najmłodszych lat fascynował ją Nowy Jork. Przyjechała tu z pobliskiego New Jersey robić cokolwiek, napędzał ją sam fakt życia na Manhattanie. Uwielbiała ten moment, kiedy w pogrążonym w mroku mieście pojawiały się pierwsze promienie słońca, a manhattańska bryza zaczynała nabierać świeżości. 

Pracowała w sklepie, była sekretarką w BBC i kelnerką w pubie Max’s, w którym, jak sama podkreśla, „bywali wszyscy”. By się utrzymać, zatrudniła się jako tancerka go-go i jako króliczek „Playboya” (żałuje, że nie mogła zatrzymać ozdobionego puchatym ogonkiem służbowego uniformu). Karierę muzyczną zaczęła w późnych latach 60. w grupie The Wind in the Willows. 
Niestety, ceny najmu w Nowym Jorku poszybowały, Debbie miała poczucie, że doszła do ściany. Musiała wrócić do rodziców w New Jersey. Do Nowego Jorku przyjeżdżała, kiedy tylko mogła. Bo tu zostało życie towarzyskie. Koncerty The Velvet Underground, Andy Warhol z kolegami i koleżankami. Harry przesiąkła tym światem, chciała być jego częścią. 

Hej, Blondie!

Pewnej nocy, gdy pojechała do miasta posłuchać grającego w Max’s zespołu New York Dolls, poznała Eldę Gentile, z którą (wraz z Amandą Jones) założyły grupę Stilettos. Basistą był Chris Stein, z którym wspólnie odeszli z zespołu, by stworzyć własny. Nazwali się Blondie and the Banzai Babies. „Hey, blondie!”, krzyczeli za platynową Debbie nowojorscy robotnicy budowlani i kierowcy ciężarówek. Druga część nazwy miała oddawać ich fascynację kulturą Japonii. Ale i tak wszyscy mówili na nich po prostu Blondie. 

– Rock and roll zaczął się od muzyki […]. Nie było tak jak teraz, kiedy kluczowa jest prezentacja wizualna. To imponujące – dzisiaj kobiety są tancerkami, które tworzą muzykę. Mogą mnie za to nienawidzić, ale zdecydowanie są produktami. Jestem pewna, że same wybierają, co noszą, ale są w pewien sposób zapakowane. Nasz styl był niezależny, niesterowany przez zewnętrzną maszynę – mówiła w 2011 roku. 

(Fot. Getty Images)

Debbie w second handach znajdowała seksowne i skandalizujące stroje. Z wyszperanej w śmieciach poszewki na poduszki uszyła sobie słynną sukienkę mini z wzorem w zebrę. Sama się malowała i tleniła włosy, przez co z tyłu często pozostawały pominięte przez farbę brązowe pasma. Zależało jej też, by tworzyć muzykę, która zachęca do tańca. – Czuliśmy, że byliśmy pomiędzy performance’em i awangardą. Kiedy dodasz do tego nowojorski street rock, otrzymasz punk. Choć wtedy jeszcze nikt nie był nazywany punkiem. W CBGB’s nikt nie nosił koszulek z napisem „punk”. Ale ja byłam punkowa. Nadal jestem – wspomina w „Face It”. 
Debbie była tak przywiązana do tego stylu życia, że lata później na leczenie akupunkturą zgodziła się tylko dlatego, że nazwa ma w sobie słowo „punk”.

Surowy rock and roll 

Rok 1975, lato. Nowy Jork był bliski bankructwa. Przez strajk sanitarny na ulicach piętrzyły się gnijące w promieniach słonecznych śmieci. Odór był nie do zniesienia. Dzieciaki dla zabawy podpalały sterty odpadów i by je ugasić, rozwalały pobliskie hydranty. W efekcie zanieczyszczenia zalewały ulice. – Musieliśmy być artystycznie silni. Nie mieliśmy długofalowych planów, chcieliśmy tylko przeżyć – wspomina Debbie. 

Zespół Blondie tymczasem stawał się coraz popularniejszy, choć niekoniecznie zamożniejszy. Tego lata razem z The Television, The Miamis, The Marbles i The Ramones grywali między innymi w kultowym klubie CBGB’s. Za piwo.

Debbie mieszkała z Chrisem Steinem w Little Italy, ale po trzecim włamaniu do mieszkania przenieśli się do loftu stworzonego w starej fabryce lalek. Debbie była przekonana, że w tym miejscu straszy. Bez wątpienia było trudno. Klienci znajdującego się na parterze sklepu monopolowego wykorzystywali ich klatkę schodową jako toaletę. Wybuch palnika olejowego mógł być naprawdę niebezpieczny. Jednak to właśnie tam powstały utwory na pierwszą płytę zespołu zatytułowaną „Blondie”. 

(Fot. Getty Images)

W tym samym czasie poznała pracującego dla Halstona projektanta Stephena Sprouse’a. – Nosiłam wtedy czarne spodnie z wysokim stanem, męskie smokingi lub bieliznę jako odzież wierzchnią. Lubiłam zakładać suknie ślubne, które rozrywałam. Mój styl zmienił się po tym, jak poznałam Stephena Sprouse’a. Był przerażony moimi eksperymentami, na przykład czerwoną sukienką z lat 40., którą nosiłam do kowbojskich butów. Ale ja po prostu ubierałam się w to, co miałam – wspomina Harry. Sprouse namówił ją do noszenia projektów Courrègesa, które i tak łączyła ze rzeczami z drugiej ręki. – Kiedy Nowy Jork zbankrutował, a śmieci były wszędzie, łatwiej można było znaleźć wspaniałe ciuchy, które ludzie wyrzucali – dodaje. 

Jesteś zbyt niezależna

W pierwszą prawdziwą trasę koncertową zespół Blondie pojechał z Iggym Popem i Davidem Bowiem. Koncerty co noc przeplatane były suto zakrapianymi i pełnymi narkotyków ucztami.
Debbie świetnie odnajdywała się w undergroundowym i artystycznym towarzystwie Nowego Jorku. Andy Warhol twierdził, że ma twarz idealną, i gdyby mógł wybrać jakąkolwiek na świecie, chciałby mieć właśnie taką jak ona. Namalował więc jej portret, który Harry ma do dzisiaj. Przyjaźniła się też z Jeanem-Michelem Basquiatem, którego obrazy warte są dzisiaj setki milionów dolarów. 
Razem z Christem kupiliśmy pierwszy obraz, jaki sprzedał Jean-Michel, „Autoportret z Suzanne”. Suzanne była jego dziewczyną. Kupiliśmy go za 300 dolarów – wspomina Harry. Basquiat wystąpił zresztą w jednym z teledysków Blondie. Artysta zagrał DJ-a w wideoklipie do słynnego utworu „Rapture” – pierwszego zawierającego rap, który pojawił się na szczycie Billboard Hot 100.

(Fot. Getty Images)

„Jesteś zbyt niezależna!” – słyszała wielokrotnie od ojca. Zawsze miała cięty język i nie lubiła, kiedy ktoś ją ogranicza. Denerwowały ją męskie sceny zazdrości, nigdy nie marzyła o małżeństwie. Pytana w wywiadzie w BBC, dlaczego nie wyjdzie za Chrisa Steina, odparła, że to się prawnie w Nowym Jorku nie opłaca. Rozstali się w 1989 roku, ale pozostali przyjaciółmi.

Pragmatyczna, niezależna, walcząca. Debbie nie bała się przeciwstawić szefom wytwórni. Zrobiła scenę, gdy obiecali jej, że pierwsze promujące zespół Blondie zdjęcia, na których widać jej sutki, zostaną ucięte do portretu. Oczywiście tak się nie stało. Sprzeciwiała się, gdy nalegali, by zespół powielał największe hity, buntowała się, gdy nie pozwalali jej grać w filmach. Ich zdaniem powinna skupić się na produkcji dobrze sprzedającej się muzyki. 

Debbie bez względu na oczekiwania robiła swoje. Razem ze Steinem wciąż eksperymentowała z dźwiękiem. I choć szefowie wytwórni z każdym kolejnym albumem uparcie powtarzali: „Tu nie ma przebojów”, jakimś cudem ich piosenki lądowały na szczytach światowych list przebojów. Nie bała się ryzykować. Ani z zespołem Blondie, ani z solowymi albumami (od 1981 roku nagrała ich pięć). – Nigdy nie byłam zainteresowana robieniem czegoś, co już robiłam, dlatego często w wytwórni znajdowałam się w patowej sytuacji – wspomina. I choć przez właśnie takie naciski straciła rolę w kultowym filmie „Blade Runner”, później, stawiając na swoim, wystąpiła w dziesiątkach filmów, w tym w „Hairspray”. Zawsze starała się pójść o krok dalej, jeszcze bardziej szokując odbiorców. Nosiła sukienkę z żyletek. Pozowała – w mieszkaniu, które strawił pożar, gdy byli w trasie – w sukni należącej kiedyś do Marilyn Monroe, trzymając w dłoni płonącą patelnię. 

Debbie i Harry 

W zespole Blondie Debbie często śpiewała piosenki z męskiej perspektywy. Po pierwsze dlatego, że chciała przekazać głos reszcie zespołu, po drugie było to zgodne z jej postrzeganiem samej siebie. Mówi, że nieprzypadkowo jej imię i nazwisko składa się z imion różnych płci. – Dla mnie zawsze tak było. Pół mężczyzna, pół kobieta. Nie transseksualistka ani crossdresserka, nie bi, nie ofiara frustracji i seksualnego stłumienia, tylko obie płcie. Podwójna tożsamość – przyznaje w „Face It”. 

Choć historia jej życia mogłaby posłużyć za scenariusz filmowy, Debbie nie jest przekonana, czy chciałaby zobaczyć swoje losy na wielkim ekranie. Co jest pewne, jej burzliwa historia utorowała drogę kobietom w świecie muzyki. Za wzór traktowały ją m.in.. Madonna, Christina Aguilera, Britney Spears czy Pink. W lipcu skończy 75 lat, ale wciąż bawi się modą i przekonuje, że sukienki mini można nosić bez kompleksów, bez względu na wiek. W lutym wystąpiła w roli modelki na pokazie Coach, za kulisami głośno wypowiadając się na temat zrównoważonego rozwoju i równouprawnienia. 

W autobiografii podzieliła się smaczkami z rockandrollowego życia Nowego Jorku, ale wiele zachowała dla siebie. Podkreśla, że przez dekady koncertowania nauczyła się, że widownię najlepiej pozostawić z poczuciem niedosytu.

Kara Becker
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę